Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2017
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


16.10.2017 (22:05)

Jesteś już taka stara i ja jestem już taka stara, że czas najwyższy! A w ogóle to się dziwię, że my do tej pory tego nie zrobiłyśmy! - powiedziała dziś do mnie Młoda, a sprawa dotyczy czegoś, co możemy zrobić razem, tylko we dwie i co będzie bardzo fajne!

Trafiły się w tym roku piękne jesienne dni i odkąd kociaki są już po ostatnim młodzieżowym szczepieniu, staram się codziennie wychodzić z nimi na trochę do ogrodu, żeby sobie mogły pozwiedzać.





Czyż Lusia nie wygląda tu jak Kłapouchy?

Komentuj (1)

06.10.2017 (21:49)

W tym roku pracuję więcej, niż zwykle, ale mam stałe nadgodziny, więc nie narzekam. W czwartek po południu jestem już zwykle zarżnięta, ale mam w perspektywie krótki piątek - istny skarb.
We wczorajszy piątek pracowałam ponad dziesięć godzin, a potem poszłam na medytację do ośrodka buddyjskiego. Dawno mnie tam nie było i powitały mnie takie miłe słowa... Ania powiedziała: ale to bez sensu, że tak długo cię nie było... nie myślałam o tym wcale przez ten czas, kiedy cię nie było, ale teraz, jak cię widzę, to wiem, jakie to było beznadziejne!

Po bardzo ciężkim i stresującym tygodniu zażądałam od Starego ukopania taczki kompostu, bo wiedziałam, że nawet jak będzie ulewa, to muszę popracować dziś w ogrodzie, inaczej szlag mnie trafi. No proszę, niektóre ekskluzywne damy po męczącym tygodniu potrzebują weekendu w SPA, a mnie wystarcza taczka kompostu.

Dziś poprzesadzałam to i owo i powyrywałam trochę chwastów. Ponieważ kocięta są już po ostatnim młodzieńczym szczepieniu, to mam plan żeby jutro wyprowadzić je pierwszy raz do ogrodu. Ciekawa jestem, jak zareagują.

Komentuj (2)

01.10.2017 (10:07)

To było równo rok temu, tylko wtedy to była sobota. Leżałam jeszcze w łóżku, kiedy Stary rano zadzwonił i myślałam, że chce zapytać, czy nie zaspałam, czy otworzyłam kurnik, czy dałam jeść psom...
Okazało się, że Mama zasłabła i zadzwonił po pogotowie. Znalazła się w szpitalu i choć wtedy jeszcze tego nie wiedzieliśmy, to właśnie od tego dnia zaczęło się Jej odchodzenie, trwające cały miesiąc.

Do dziś nie mogę sobie tego w głowie poukładać. Za miesiąc będzie pierwsza rocznica i niby skończy się zwyczajowo przyjęty czas rocznej żałoby - tylko czy to w ogóle coś oznacza? Pewnie czasem tak.
Pamiętam, jak gdyby to było wczoraj, kolejne dni z tego miesiąca. Zresztą wszystko wtedy notowałam - spisywałam wieczorami przypadki mijającego dnia, bo bałam się, że mi się to pomiesza, że pozapominam. Jakoś czułam, że to będzie ważne, że być może będę chciała kiedyś to przeczytać, a przynajmniej mieć poczucie, że istnieje i że mogę przeczytać.
Codzienne porządkowanie tych wydarzeń dawało mi też jakieś zaczepienie w trwającej dookoła rzeczywistości, bo to, w czym brałam udział, nijak na rzeczywistość nie wyglądało.

Mam poczucie komfortu, że jesteśmy tu ze Starym tylko sami i że w tych ciężkich chwilach, które mnie dopadają, nie muszę się wysilać na bycie uśmiechniętą i udawanie, że wszystko jest w porządku i kręci się, jak kręciło. Mogę się wypłakać, kiedy chcę i powspominać, a Stary, jeśli jest w pobliżu, to mówi: płakanie jest zabronione.
My we dwoje jesteśmy już po tych czterdziestu latach, jak dwa stare żółwie w tej samej skorupie.

Komentuj (0)

25.09.2017 (20:59)

Wróciłam ze świetnego spotkania z przyjaciółkami z dzieciństwa. Tym razem odbyło się ono w Krakowie, mogłam więc przez chwilkę zobaczyć się też z Młodą.

Pierwszym punktem naszego zlotu był spektakl muzyczny, który był już wcześniej grany na scenie teatru i na muzealnym dziedzińcu, a tym razem publiczność była ciągana przez artystki po zakamarkach piwnic i korytarzy Muzeum Archeologicznego. W spektaklu gra Młoda i było mi dane widzieć go pierwszy raz. Bardzo fajna rzecz, choć szczerze przyznam, że ku mojemu zdziwieniu; kiedy bowiem dwa lata temu pierwszy raz usłyszałam składankę piosenek, zaplanowaną do spektaklu, to się zbytnio nie zachwyciłam, bo akurat nie przepadam.
Jednak wszystko razem, ubarwione jeszcze mickiewiczowskimi balladowymi upiorkami, dało świetny efekt - z głosami dobiegającymi z różnych korytarzy piwnic i z postaciami znikającymi i pojawiającymi się we wnękach i zakamarkach. Dziewczynki - boskie!

Zwiedzałyśmy też muzeum pod płytą krakowskiego Rynku, a oprowadzała nas i bardzo ciekawie opowiadała pani z Muzeum Archeologicznego, która widziała na własne oczy, jak te cuda odkopywano. Dzięki uprzejmości męża tej z nas, która została krakowianką, trafiła się więc nam ekskluzywna wersja zwiedzania!
Od dawna chciałam zobaczyć tę ekspozycję i choć jest ona udostępniana już od siedmiu lat, to jakoś się dotychczas nie składało. Po tej pierwszej wizycie tylko się rozochociłam do kolejnej, zresztą przemknęłyśmy przez podziemną krainę w jakieś półtorej godziny, podczas gdy na pełne obejrzenie wszystkiego trzeba by przeznaczyć z pięć godzin.
Potem wypiłyśmy z panią i Fundatorem bardzo elegancką kawkę w bardzo eleganckim miejscu.

Wieczorami natomiast obżerałyśmy się, spożywając trunki powszechnie uważane za obraźliwe, polegując i przesiadując, jak tam komu było wygodnie. Nie obeszło się bez sytuacji zagrażających życiu i zdrowiu, gdyż kanapa została nieco zdewastowana i to przez tę z nas o najchudszym tyłku, więc strach pomyśleć, co by było, gdybym tam zasiadła na przykład ja!
Gorliwie i od pierwszych chwil uzupełniałyśmy zaległości w gadaniu, najpierw bez ładu, składu i na wyścigi, ale wkrótce zostałyśmy przywołane do porządku dyscyplinującym okrzykiem Gośki: Nie podoba mi się organizacja tej rozmowy!
Mało więc brakowało, a trzeba by było zapisywać się do głosu.

Ten wyjazd, to była bardzo miła przygoda i spotkanie z kimś, kto zna człowieka od podszewki i od zasrańca, z kim się nie trzeba krygować i uważać, co się mówi. Bezcenne.
Na koniec chciałam wkleić jakieś zdjęcie, ale niestety - prawie wszystkie wyglądają, jakby były robione kalkulatorem, więc zaniechałam.

Dziewczynki, dziękuję Wam!

Komentuj (0)

20.09.2017 (14:21)

Siedzę w kolejce do lekarza medycyny pracy. Jeszcze w takich okolicznościach notki nie pisałam, ale nie mam książki ani robótki, to coś trzeba robić.
Za oknem marnują się resztki wrześniowego słońca, a ja utkwiłam niespodziewanie w tych nieprzyjaznych murach - wciąż w biegu i w pośpiechu, aż tu nagle zastygłam i trwam.

Ale czeka mnie atrakcyjny i nadzwyczajny weekend, a po weekendzie przyjeżdża na kilka dni Młody.

Idzie jesień - myszy sprowadzają się do domu.

Komentuj (2)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów