Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2017
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


19.05.2017 (13:45)

Wkrótce sprzedam mieszkanie po rodzicach i będzie to definitywny koniec, chociaż prawdę mówiąc, dla mnie ten definitywny koniec nastąpił już ponad pół roku temu.

Jakby tak spojrzeć wstecz, to niby jestem stamtąd. Co prawda, wcześniej jeszcze były te pierwsze dwa lata życia, kiedy mieszkałam z rodzicami w dolnośląskim miasteczku, w starym domu dziadków. Był to dom z pięknym ogrodem - Tajemniczym Ogrodem pierwszych lat mojego życia i wszystkich późniejszych wakacji.
A Miasteczko to całe moje świadome dzieciństwo - czasy przedszkolne i szkolne.
Jednak jeśli policzyć, to było to zaledwie szesnaście lat życia, a przecież na Pomorzu mieszkam już trzydzieści dwa lata.

To skąd ja właściwie jestem?

Komentuj (0)

01.05.2017 (11:28)

W długi weekend majowy pracujemy i obżeramy się koncertowo. Na obiad była wczoraj włoska piada biedronkowa z wsadem tuńczyk+ricotta oraz alternatywnie z pieczarkami. Ten placek nie daje się zwinąć w rulon, bo pęka na zgięciach, więc trzeba go poskładać: na pół i znów na pół i tak zresztą zaleca opis na opakowaniu. Ogólnie - normalny placek tortillopodobny, ale trochę chyba przesolony, jeśli czułam to nawet ja - miłośniczka soli.
Na kolację miało być ognisko - kiełbaska i piwo, jednak nastąpiła weryfikacja planów, bo po drodze upiekłam jeszcze ciasto drożdżowe z rodzynkami. Ognisko zostało więc przeniesione na jutrzejszy obiad.
Posiedziałam wczoraj nawet trochę w ogrodzie (serio, SIEDZIAŁAM! i robiłam na drutach!), a tymczasem ciasto drożdżowe zostawione do wyrośnięcia wylazło z foremki i rozlazło się po piekarniku, bo stało tylko na kratce, zamiast na pełnej półce, która tymczasowo służy jako podstawka pod rozsadę pomidorów.
No więc potem czyściłam to wszystko, musiałam też ciasto przeładować do większej foremki.

A dziś wędzimy to i owo i jest to ostatnie wędzenie w naszej zardzewiałej beczce, która wkrótce będzie rozebrana.
Co Stary wyprawia ostatnio w ogrodzie, to szkoda gadać i podejrzewam nawet początki choroby umysłowej!
Gospodarstwo się zmieniło i nadal się zmienia i jest już tak pięknie i miło...

Postanowiłam na polu za ogrodem uprawiać warzywnik naprzemiennie na dwóch prostokątach ziemi sąsiadujących ze sobą. Co roku jeden prostokąt będzie wypoczywał, a drugi będzie uprawiany.
Stary przekopuje teraz ugór pod przyszłoroczny warzywnik ze skrupulatnym odzyskiem płatów darni i wyciąganiem perzu. Następnie ten kawałek będzie nawieziony połową pozostałego obornika i obsiany gorczycą, która przed zakwitnięciem zostanie przekopana na nawóz zielony. Tak dokarmione poletko będzie w przyszłym roku warzywnikiem.

Sporo obornika zagospodarowaliśmy już wcześniej do zasilenia bylin i krzewów owocowych, ale to co zostanie trzeba zabezpieczyć. Sterta będzie przykryta wywróconymi trawą do dołu płatami darni z ugoru i tak poczeka do przyszłej wiosny.

Co gwarantuje sukces, dobrobyt oraz szał ciał i uprzęży.



Komentuj (1)

20.04.2017 (18:50)

Poranna temperatura pięć na minusie poderwała mnie na równe nogi. Niby się spodziewałam, bo tak było w prognozach, ale jednak jakieś to było przerażające w kontraście z tym mocnym kwietniowym słońcem.
Na szczęście mamy późne odmiany czereśni, więc jeszcze nie kwitły. Kwitła jednak brzoskwinka, cała w różowych kwiatkach i ją jedną Stary zawinął w kokon z agrowłókniny, a czy to coś pomogło - okaże się wkrótce. Nie wiem też, na ile przetrzymały ten mróz kwiatki agrestu. Pozostałe owocowe drzewka i krzewy z kwitnieniem są jeszcze w powijakach, wiec nic im nie zagrażało.

W ogrodzie jest już po pierwszym koszeniu, trawa pięknie się zieleni i przecudnie przezimowały róże. Zrobiłam bilans mojej różanej tabelki, gdzie są wszystkie dane o każdej z odmian i wyszło mi z obliczeń, że mam tej wiosny 127 róż. Jest ich więcej, ale skupiska-zarośla róży francuskiej, rugosy i caniny policzyłam jako pojedyncze sztuki, tak dla uproszczenia, bo któż by je tam dał radę policzyć!

W weekend planujemy przykopywanie obornika wokół drzewek i krzewów owocowych, bo wreszcie, po długotrwałych rozmowach handlowych z Heńkiem weszliśmy w marcu w posiadanie całej przyczepy cudownego starego gnoju!



Komentuj (1)

18.04.2017 (17:41)

Kiedy myślę o bliskich osobach z dawnych lat, to widzę ich twarze, gesty, pamiętam zapachy, brzmienie głosu, kształt dłoni i paznokci. I pamiętam też charakter ich pisma, a jeśli nie pamiętam, to prawdopodobnie nie był nikt ważny.

Mam mnóstwo starych listów powpinanych do segregatora, a główni autorzy to Mama i Jej bliscy. Taka pisata to była rodzina. Mama zawsze pisała dużo listów - kiedy była młoda i kiedy już się postarzała. W ciągu tego ostatniego roku u nas często potrzebowała kopert i znaczków, zawsze miała jakieś listy do napisania, a ja zawoziłam je potem na pocztę.
Nawet jeszcze w maju i czerwcu, przed ostatnim wyjazdem od nas zażyczyła sobie kopert i znaczków, a kiedy zapytałam ile, padła odpowiedź: aaa, z piętnaście!
Ja jeszcze tego nie wiedziałam, ale pisała wtedy swoje listy ostatnie i chyba Ona sama zdawała już sobie z tego sprawę. Były to listy do bliższych i dalszych znajomych, bo z krewnymi była w kontakcie telefonicznym.

Mam też swoje własne listy, pisane w dzieciństwie do babci i dziadka; po ich odejściu znalazłam je w kartonowej teczce z napisem: Listy i rysunki wnuczek.

Kiedyś ludzie mieli charakter pisma i to była ważna rzecz.

Komentuj (1)

13.04.2017 (14:18)

Nawiązując do tego, co pisałam wcześniej, teraz będę się uczyła świętowania inaczej. Przyjeżdża Młoda, która bardzo dawno tu nie była i już samo to jest wystarczającym powodem, ale przypadkiem jest też Wielkanoc, wiec będzie baba drożdżowa, mazurki, pascha, dużo jaj i domowe wędzonki z chrzanem.
Jesteśmy właśnie ze Starym w fazie: zostaw, to na święta!, z której wkrótce gładko przejdziemy w fazę: jedz, bo się zepsuje!.
Młody spędzi święta na obczyźnie, ale jak wróci, to przecież też możemy sobie urządzić święta.

Z Gospodarstwa zniknęło wreszcie stare żelastwo bramy, jest już nowa brama i ogrodzenie frontowego podwórka z drewnianych sztachet; jest też furtka wejściowa, która powoli obrasta w oprzyrządowanie. Będzie nad nią pergola, będzie róża i powojnik nad wejściem, no i dzwonek, ale na razie go nie ma, więc trzeba mieć szczęście, żeby psy były na zewnątrz, bo one świetnie zastępują dzwonek, a nawet syrenę strażacką.
Podwórko jest od nowa pięknie wybrukowane kamieniami i cegłą rozbiórkową, a z nawierzchni wyłania się ścieżka, która wypływa furtką na zewnątrz. Stary maluje kamieniem i cegłami, a efekty są oszałamiające.

Kupiliśmy tej wiosny trzy nowe jabłonki, wszystkie starych odmian: papierówkę, kosztelę i koksę pomarańczową.

Komentuj (0)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów