Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2015
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Seriale
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


25.01.2015 (11:20)

Jakiś czas temu dorobiłam się systemu do segregacji odpadków domowych. Zawdzięczam to Burkowi, który przyśpieszył odwlekające się w nieskończoność KIEDYŚ, wywlekając wciąż różne skarby z poustawianych pod zlewem kubełków i roznosząc je po gospodarstwie.

Pojechaliśmy do IKEA, gdzie kupiliśmy szufladę z samodomykaczem i ramą stabilizującą, a do tego trzy dopasowane kubełki. Stary zamontował to wszystko jak zwykle, tak żeby był wilk syty i owca cała, czyli w środku miało być w miarę funkcjonalnie i nowocześnie, a z wierzchu starociowo.

Na front wykorzystany został kolejny element sosnowej komody z naszego blokowego mieszkania. Deski postarzone przez szczotkowanie i zabarwione na odpowiedni kolor dołączyły do frontu zmywarki, zrobionego już wcześniej z tego samego surowca i tym samym sposobem.





Kubełki wjeżdżają pod półeczkę, na której mieszczą się różne podzlewozmywakowe utensylia.



Co do dalszych Planów Rozwoju Kuchni, to taki sam front będzie jeszcze zrobiony do wnęki na lewo od zmywarki i umieścimy tam jakiś inteligentny system, który będzie wyjeżdżał z tych narożnych czeluści. KIEDYŚ.

W dwóch wnękach (pod piekarnikiem i płytą gazową) zostaną zasłonki. Ta część zabudowy markuje nieistniejący piec, dlatego jej kafelkowy blat jest szerszy i wystaje do przodu w stosunku do reszty blatu meblowego.
Wokół tej piecowej części planowany był mosiężny reling, taki jaki spotykamy przy starych piecach, ale czy go kiedyś zrobimy? Może KIEDYŚ.

Komentuj (3)

11.01.2015 (19:52)

Wieje wiatr, sprząta ogród, już jest tak pozamiatane, że można by było zaczynać nowy sezon. Ale są też straty – trzasnął u nasady ogromny konar stuletniej renety, który wspierał się na dachu szkolnego szaletu, a przed jego rozebraniem dostał gruby słup drewniany jako podporę. Wiatr rozbujał gałąź, podpora się wysmyknęła i po wszystkim. Stary na pocieszenie wywęszył, że ten konar miał już bardzo wąski pasek żywej tkanki, więc i tak był bliski obumarcia. Żal ogromnie.

Chciałam już posprzątać świąteczne dekoracje, bo zawsze mi się wydaje, że jak je pozbieram, to zaraz będzie wiosna. Ale Stary jakiś sentymentalny się zrobił i zaprotestował. No to posiałam przynajmniej rukolę w doniczce, coś trzeba robić, wiosna znikąd się nie weźmie.
Chociaż w tym tygodniu pierwszy raz dało się już zauważyć popołudniowe wydłużenie dnia – przyjechałam któregoś dnia z pracy jak zwykle po szesnastej i było jasno.

No i Burkowi zaczął znów ciemnieć nos. A z tym nosem było tak...
Nigdy wcześniej nie miałam takiego jasnego psa i nie wiedziałam, że w ogóle istnieje coś takiego jak zimowy nos psów i że to się zdarza właśnie tym blondynom. Burek wzięty ze schroniska w sierpniu miał zupełnie czarny nos, a na początku zimy, kiedy dzień się skracał, nos jaśniał aż zrobił się zupełnie jaśniutki, różowy. Zaczęłam szukać informacji na ten temat, bo myślałam nawet, że coś mu dolega, a tu proszę. Okazało się, że ma to związek z nasileniem promieniowania ultrafioletowego i jak światła mniej, to nos traci pigmentację.

Odkryłam Joannę Bator. Od listopada przeczytałam trzy jej książki i już na pierwszy rzut oka mi się spodobały, bo są grube, gęsto pisane, bez rozwleczonych interlinii i marginesów na pół strony, więc jest co poczytać.
Już pierwsza Ciemno, prawie noc była całkiem niezła, więc przed świętami zamówiłam u Aniołka którąś z dwóch: Piaskową Górę lub Chmurdalię. Dostałam obydwie i właśnie przed chwilą skończyłam już tę drugą.
Cudownie mi się je czytało i bardzo mi się podoba sposób, w jaki autorka używa tu języka, choć na początku musiałam się przyzwyczaić, bo nie jest to coś, do czego przywykłam.
Jest tu mnóstwo opowieści o ludzkich losach, różnych historii, które przeplatają się ze sobą, wyrastają i wypływają jedna z drugiej.
Te książki są o tym, w jak przedziwny sposób wszyscy jesteśmy ze sobą wszyscy powiązani
i jeszcze o tym, że w życiu często ocieramy się już prawie o swoje przeznaczenie, aż tu nagle ktoś skręca we wcześniejszą przecznicę, a ktoś nagle znużony zasypia i nie mówi tego, co miał powiedzieć i wtedy wszystko dzieje się inaczej, a przeznaczenie się nie wypełnia.
Czytając, myślałam wciąż o tym, że na pewno do tych dwóch książek wrócę, a to nieczęsto mi się zdarza.

Komentuj (4)

01.01.2015 (20:03)

Perfekcyjny Nowy Rok polega na tym, że jest zgoda, że jest spokój, dobre jedzonko i Trójkowy TOP Wszech Czasów i choć trochę smutku w tle, to nie ma co narzekać, bywało gorzej.

Burek wkroczył w świąteczny czas bez gipsu, łapka się zrosła, ale pod skórą została wyraźnie wyczuwalna bulwa. Można już zabierać w pole obydwa psy, nauczyłam się nawet wyprowadzać je na dwóch smyczach.
Kilka dni temu straciliśmy kurkę; Stary znalazł ją martwą na wybiegu i to chyba tuż po ataku, może nawet spłoszył napastnika, idąc do kurnika. Był to chyba jakiś ptak drapieżny, bo żadnych śladów na śniegu dookoła nie było, a kurka cała, bez żadnych ran... no prawie, oprócz głowy. Szczegółów oszczędzę.
Reszta kur niezawodnie w takich sytuacjach znika - chowają się tak, że naprawdę trudno je znaleźć, także i tym razem, choć to przecież zima i zarośla na wybiegu pozbawione są liści. Zbite w ścisłą gromadkę trwały bez ruchu i bezszelestnie pod ogromnym krzakiem jaśminowca i paru godzin trzeba było, żeby zaczęły powoli wychodzić.
A wiec od wczoraj Antonio ma już tylko 9 żon.
W sezonie 2015 konieczne będzie namówienie którejś z nich do zostania matką.

Grudzień się skończył i za to mu dziękuję uprzejmie, bo mimo wielu miłych akcentów był do dupy, jak każdy grudzień.

Komentuj (4)

12.12.2014 (18:27)

Po prawie czterech tygodniach odebrałam z reklamacji laptopa i okazało się, że nie miałam jednak urojeń, bo wykryto wady, cytuję: jedna lub kilka poluzowanych, odłączonych albo oderwanych części (touch pad), a także: został stwierdzony problem z oprogramowaniem (aplikacja). Naprawiono, uzdrowiono i teraz już życie moje jest pozbawione problemów i usłane róż płatkami. No, prawie.
Żeby była równowaga między bytem cyfrowym a analogowym, to oddałam do naprawy aparat cyfrowy, ale to już nie w ramach gwarancji, niestety.

Jest piątkowe popołudnie, a ja nie w pociągu, tylko wyleguję się i obijam. Dwa tygodnie z rzędu miałam zjazdy, za tydzień też mam, a więc jutro i pojutrze w planie uszka i pierogi oraz pieczenie pierników.

Burek jest już bardzo drogim psem i wciąż generuje nowe koszty. Dwa tygodnie temu potrącił go samochód; pęknięcie kości promieniowej i rysa na łokciowej wymagały zagipsowania, a leczenie przebiega z komplikacjami i już widać, że potrwa dłużej, niż można było przypuszczać.
Oboje z Burkiem mamy zalecone serie po dziesięć zastrzyków, ale nie na to samo.

I w dodatku zostawiłam dziś w bankomacie stówę i niech mnie ktoś pocieszy, że przynajmniej znalazła ją potrzebująca osoba i ucieszyła się, że kupi dziecku/matce/kotu coś fajnego, a nie jakiś porąbaniec, który już poleciał na pocztę wpłacić to na rzecz ojca dyrektora.


No i oczywiście luz-blues, świetnie sobie radzę ze wszystkim, zdążę, nie zapomnę, udźwignę i w ogóle jest bardzo fajnie i wesoło i przepełnia mnie szczęście niepojęte.

Komentuj (3)

23.11.2014 (18:08)

I znów nadszedł ten dzień, że wciągnęliśmy ogrodowe łóżko do sieni, a tylne drzwi zostały ogacone włókniną i zamknięte aż do wiosny.
Ogólnie mieliśmy dość pracowitą niedzielę poświęconą przygotowaniu domu do zimy. Kombinezony pszczelarskie zostały wyprane i schowane do wiosny; przewiesiliśmy też do sieni zegar z bimbadłem, który wisiał dotychczas w największym pokoju i nie bardzo chciał działać. Tego pokoju zimą nie ogrzewamy i już mi się odechciało chodzić wciąż do tej zimnicy i popychać wahadło. Zegar powieszony w sieni zaczął nagle chodzić sam z siebie i nie muszę go namawiać. Pewnie też mu tam było za zimno.

Taki spokojny weekend w domu to wielka przyjemność, no i wreszcie zobaczyłam mój ogród, który widuję teraz już tylko w weekendy. Cały tydzień mija... wyjście do pracy po ciemku, powrót z pracy po ciemku, a któregoś dnia połaziłam sobie trochę po ogrodzie z latarką, żeby zobaczyć, co tam z tymi różami. W piątek posadziłam w polu czosnek - czterdzieści ząbków pomiędzy truskawkami, bo to wychodzi na zdrowie truskawkom.
Mam tam jeszcze do wyrwania rządek pietruszki i dwa rządki marchewki, ale na razie niech sobie jeszcze siedzą. Marchewka w tym roku zupełnie nie ma robali, co potwierdza, że jednak ona musi rosnąć na otwartej przestrzeni, w oddaleniu od wszelkich zarośli. Ale tego, to już się nauczyłam kilka lat temu.

Leszczyny w ogrodzie sypnęły złotem. Leszczynowe liście są lekkie i kruche, łatwo się rozkładają, a więc świetnie się nadają do ściółkowania rabat. Trochę ich już pozagrabiałam na rabatę z irysami, gdzie eksperymentalnie będę też próbowała przezimować piękne buraczkowe chryzantemy; żeby się udało, muszą mieć zimową kołderkę. Resztę liści pozagrabiam na różanki, ale to jeszcze nie teraz.

Mam nadzieję, że w następnym życiu będę mieszkać w jakimś kraju o łagodnym klimacie i tam będę pracować jako ogrodniczka w czyimś wielkim ogrodzie. W ogóle nie będę musiała opuszczać tego ogrodu, a za swoją pracę dostanę od właścicieli mieszkanie i jedzenie, no i Stary też tam ze mną będzie. A okres wegetacyjny będzie trwał dziesięć miesięcy w roku.

Po niedzieli oddaję do reklamacji mojego laptopa, bo mimo najszczerszych chęci, świętej cierpliwości i przyzwyczajania się od czerwca, mam już dość tego beznadziejnego touchpada. Laptop na gwarancji, więc niech oni go sobie obejrzą i spróbują tym touchpadem zrobić cokolwiek.
W dodatku zarżnęłam kolejny aparat fotograficzny, trzeci już. Nie wiem, czy zamiast tego traktorka na wiosnę, nie powinnam sobie wreszcie kupić porządnego fotoaparatu, a nie zawsze te dziadostwa dla biedoty, które rozsypują mi się w rękach. No prawie, bo ten ostatni rozsypał się częściowo w zębach Burka, który zeżarł mi też tej jesieni dwie konewki z trzech posiadanych.
Burek okazuje się być dość drogim psem.

Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
DD
Etyka
DrMorfeusz
NaWsi
Pierwsza
Warsztat
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Sigi
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Szpinak
PodWulkanem
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Oaza
Wolierka
Pogoda
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Pińczów
Przemyk
WOŚP