Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


17.07.2018 (11:25)

Niestety, tym razem nie można mówić o sukcesie.

Po pierwsze: źle obliczyłam termin i ten właściwy miał być na 14 lipca.
Po drugie: trzeba było w odpowiednim prześwietlić jajka i zostawić tylko zapłodnione.
Po trzecie: trzeba było sprawdzić (pławienie), które pisklaki są żywe i tylko te zostawić.
A po czwarte, ale chronologicznie pierwsze: trzeba było wyselekcjonować najlepsze jajka do wylęgu, a nie zdawać się na ślepy los.
Tak było poprzednim razem, kiedy debiutowaliśmy - wszystko było wtedy robione według wskazówek specjalistów.

Wczoraj rano wykluł się jeden pisklaczek i jak już teraz wiadomo - jedyny.
Dłuższe pozostawianie kwoczki na gnieździe było bez sensu, bo ona musi się zajmować tym małym, który już jest. Poszłam więc tam dziś i ostrożnie powyjmowałam spod kwoczki kolejno wszystkie jajka. Powkładałam je do miski z ciepłą wodą, jednak żadne się nie ruszało, a podobno te z żywymi pisklętami powinny wręcz podskakiwać.
Zabrałam jajka na pole, żeby tam w spokoju dokonać oględzin. Tylko w dwóch z nich były martwe pisklaki, pozostałe w ogóle nie były zapłodnione i po prostu wylała się z nich płynna zawartość jajka.
No cóż, to nauczka, jednak strasznie przykra.
No, ale.
Nie było głowy, nie było czasu, ciągła nieobecność/praca/wyjazd... i takie to są właśnie pożytki z gospodyni niepełnoetatowej.

Oby tylko teraz kwoczka zeszła z tego pustego gniazda. Maluch kokosi się tam pod nią i wygląda obiecująco, ale matka powinna go dziś wyprowadzić na zewnątrz. Poza tym takie długie siedzenie bardzo osłabia kurkę, a to już ponad trzy tygodnie.
Kwoczka bardzo łapczywie zajada podstawioną pod dziobek specjalną mieszankę smakołyków, którą przygotowałam dla piskląt - z dodatkiem pokrzywy, gotowanego jajka i twarogu. Karmi też jedynaczka do dziobka lub wypuszcza z dzioba drobinki i odpowiednim gdakaniem sygnalizuje mu, że ma to zjeść.

Mam nadzieję, że sama dziś zacznie schodzić, a jeśli nie, to na razie nie mam pomysłu.


Komentuj (0)

10.07.2018 (08:22)

Jeszcze tydzień temu siedziałam na plaży na Teneryfie, grzejąc nogi w gorącym czarnym piasku wulkanicznym.
Znów zobaczyłam kawałek dalekiego świata i pobiłam życiowy rekord długości lotu samolotem.
Cieszę się i doceniam, ale stwierdzam też, że tego typu wczasowanie i podróże to już nie jest mój świat.
Mam już głowę zupełnie gdzie indziej i moje ciało też chce tam być, razem z tą zawartością głowy, bo tylko to mi gwarantuje spokój i równowagę.

Wybieram się jeszcze w lipcu na zjazd ogrodowy, już trzeci raz z rzędu. Zobaczę znów po wielu latach Rogów i bardzo się z tego cieszę. To dla mnie dawne wspomnienia, kiedy to (chyba po pierwszym roku studiów) Stary miał praktyki w tamtejszym arboretum, a ja na krzywy ryj spędziłam tam z Nim kilka dni, ale uwierzcie - nie arboretum było mi wtedy w głowie!
Teraz będzie pod kątem towarzysko-ogrodowo-roślinnym, może się też uda poczynić jakieś drobne zakupy.

Tymczasem między wyjazdami załatwiam sprawy medyczno-urzędowe i nadrabiam różne gospodarskie wiśni zrywanie i takie tam.
Zrypany tydzień oznacza, że codziennie trzeba jechać do miasta - całe szczęście, że ten tydzień ma tylko cztery dni.

No i czekamy na kurczaczki (termin 11 lipca!).
Stary zrobił dla nich nową wolierkę; tym razem bardziej się przyłożył, bo miał lepsze materiały i narzędzia - no trzeba powiedzieć, że przez te kilka lat ucywilizowaliśmy się deczko.
Wolierka powstała częściowo z materiałów odzyskowych, ale kupiliśmy też nowe słupki i siatkę przeciwkretową podtrawnikową, która ma tę zaletę, że jest czarna i nie widać jej z kosmosu (w przeciwieństwie do zielonej siatki plastikowej, na której widok zęby same wyłażą z zębodołów).
Wolierka ma dach, bo maluchy muszą być chronione przed ptasiorami oraz przed Tofikiem, który lubi się lansować w kurniku i nawet czasem posypia na tamtejszym stryszku.
Wczoraj też Stary założył w kurniku przegrodę i przestawił kwoczkę razem z gniazdem na podłogę, w pobliże małych drzwiczek prowadzących do woliery. Już czas na to, bo pisklęta lada chwila zaczną się wykluwać i mogłyby pospadać z wysokości, jak się zaczną gramolić.
Bardzo się cieszymy, że będzie "młodzież" do powiększenia stadka, bo mamy w tej chwili już tylko osiem kurek i koguta. Kilka więcej by się przydało i tylko mam nadzieję, że nie ma tam w tych jajkach zbyt wielu kogutków, bo znów będzie kłopot, co z nimi zrobić.
Komu kogutka, komu?

Komentuj (0)

23.06.2018 (07:27)

W Gospodarstwie wielka nowina - kurka zasiadła na jajkach! Po takiej długiej przerwie, kiedy to każdego roku (od czerwca 2013) śledziliśmy wiosenne zachowania kurek i próbowaliśmy nawet różnymi guślarskimi sposobami zmusić je do prokreacji - wreszcie.

Zaabsorbowani końcoworocznymi obrządkami nie zauważyliśmy nawet, że się na coś zanosi.
Stary był na trzydniowym biwaku z młodzieżą, ja ganiałam do szpitala na zabiegi rehabilitacyjne, potem Stary pojechał na odczulanie i tak kręciliśmy się, myśląc tylko o tym pierwszym dniu wakacji, bo dziś przyjeżdża Młody.
Tymczasem kurka po czynnościach wstępnych, które zapewne były, ale ich nie zauważyliśmy - spędziła jedną, a potem drugą noc na gnieździe. Ma na razie pod sobą sześć jajeczek, jeśli siedzi już "na poważnie", to można jej pozwolić dozbierać jeszcze kilka, dziś i jutro.
Potem już chyba byłoby za późno, zresztą 10-12 jajeczek wystarczy, żeby jej się wygodnie siedziało, bo jak jest za dużo, to przy ich obracaniu i przekładaniu będzie miała za mało miejsca.
No więc czas start: od 21 czerwca odliczamy 3 tygodnie!

Inne newsy, to reorganizacja przestrzeni przy wyjściu do tylnego ogrodu. Drugi cis doczekał się kilka dni temu topiarowania - ach, jak mi się podoba efekt! Światło weszło w rejony, gdzie go nigdy nie było i widok z okien jest zupełnie inny, bo widać miejsca, które wcześniej były zasłonięte przez ogromne bryły zieleni. Na przykład z okien sypialni widać całą różankę.
Stary od lat już marudził z tymi cisami, że źle, że osie widokowe nie takie i w ogóle - trzeba przesadzić. A mnie ogarniało przerażenia na myśl o tym, jaka to będzie rozpierducha z przesadzaniem takich wielkich cisów.
No i wytopiarował.

A wczoraj oba cisy dostały w nogi hosty i liliowce.
Młody natomiast wysunął hipotezę, że te cisy zostały przycięte, żeby łatwiej nam było koty spomiędzy gałęzi wyciągać! Zwłaszcza Tofik, w początkach swojej kariery poza domem chował się zawsze w cisach i nie chciał zleźć. Trzeba go było podstępem zwabić, albo i siłą wydostawać.

A jeszcze się pochwalę, że kotki są bardzo obowiązkowe i prawie codziennie przynoszą nam na śniadanie myszy i nornice upolowane nocą.

Komentuj (3)

09.06.2018 (12:18)



No więc nareszcie mamy coś w rodzaju biblioteki. Muszę się jeszcze dobrać do branżowych książek Starego, ale to wymaga wtargnięcia do stajni Augiasza.

A po zamontowaniu schodów przyszedł wreszcie czas na podłogę w tylnej sieni. Kupiliśmy już deski sosnowe zwyklaste, takie jak mamy w pokojach.
Zastanawialiśmy się długo, czy czasem nie płytki, ale ostatecznie wygrały deski, bo położenie płytek musiałyby wygenerować grubszą rozpierduchę plus pod spód ogrzewanie podłogowe.
I weź tu potem człowieku z tymi psami, kiedy one nie lubieją podłogówki.
A deski położymy na tym co jest, czyli na płycie OSB, bez rozpierduchy. Bedzie cieplej samo z siebie, że tak powiem, bo drewno to drewno, wiadomo. Poza tym mamy w szopie wielki starożytny kaloryfer tubylczy z grubych rur, który zostanie powieszony pionowo na ścianie sieni przy drzwiach wyjściowych na ogród.

Trzeba powiedzieć, że nie cackamy się tu z podłogą. Mamy psy, które lubią się bawić także w domu, więc podłogi są podrapane i porysowane ich grubymi pazurami. Zaraz po położeniu deski były wycyklinowane i polakierowane i wymagałyby znów, ale nam się nie chce. Sosna jest miękka, więc nie ma rady.
Nigdy by nam do głowy nie przyszło twarde egzotyczne drewno w tym domu, bo byłby to klasyczny wół do karety, przy czym nie do końca jestem pewna... co tu wół, a co kareta.
Podoba nam się drewniana deska barlinecka, ale też jest za droga, żeby zaszaleć na takiej powierzchni.

Za nic w świecie nie chcieliśmy paneli, tych robionych z papieru, a udających różne drewna. One mają koszmarną dla mojego ucha akustykę - w mieszkaniu w bloku stukanie pazurków małego pieska czy obcasów butów ludzkich było nie do wytrzymania. Od razu było słychać, że po czymś dziwnym chodzimy.
No i jest ta sosna. I mimo wszystkich niedoskonałości, drugi raz zrobilibyśmy chyba to samo.

Jak widać, ważnym kryterium podejmowania różnych decyzji są u nas potrzeby psów, ale cóż - to one tu z nami mieszkają i są naszą rodziną.


Wczoraj pobrałam pierwszą prezentową książkę do słuchania. Córki Wawelu Anny Brzezińskiej to książka, na którą miałam chrapkę od czasu, jak tylko się ukazała.
Nie było jej w ofercie Audioteki, rozglądałam się więc, rozważałam kilka innych, zastanawiałam się jeszcze, aż tu nagle - jest w nowościach!
Pobrałam, działa - ponad 27 godzin słuchania!
Dziękuję Wam, moje bachorki.

Komentuj (2)

31.05.2018 (12:22)

Na Dzień Matki dostałam prezent zamówiony, a jest to dostęp do książek czytanych, takich do słuchania. Stanowi on niejako dopełnienie szafy pełnej włóczek i jest częścią projektu, pod hasłem przygotowania do zimy, bo zima, jak wiadomo, jest długa i ciemna i nie jest takie proste stawić jej czoła na odludziu, zadupiu i bezogrodziu.
W dodatku będzie ona częściowo poświęcona na naprawianie rąk i innych zepsutych podzespołów, no ale cóż - trzeba, bo ręce potrzebne.



Kiedy nie ma zimy, to jest ogród - całodobowo. Za dnia jemy w ogrodzie, drzemiemy i czytamy leżąc, dziergamy pod leszczynami... a nocą ogród wchodzi nam do domu przez otwarte drzwi i okna.

Niektórzy z nas relaksują się tak




a inni tak


Komentuj (0)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów