Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2016
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


04.09.2016 (10:42)

Raport z placu boju:
>przedwczoraj wieczorem Zuzia siłą focha i godności osobistej odsunęła ciężki grzejnik, zasłaniający strychowe wyjście na dach i zniknęła...
>Bogusia bryka po domu i po strychu (z zachowaniem separacji międzygatunkowej), ale wciąż zadowolona i szczęśliwa, a od wczoraj również zaszczepiona; w swoim strychowym pokoju lekceważy koszyk z kocykiem i sypia na wysokościach, na pudle z maszyną dziewiarską :)
>psy są zachwycone!

Komentuj (0)

02.09.2016 (20:17)

Dziś rozpoczęliśmy eksperyment mający na celu wyeksmitowanie Bogusi z sypialni. Mimo całej miłości do tego kociego dziecka, mam już dość budzenia się w oparach kocich gówien.

Po południu wyniosłam cały bogusiowy majdan na strych i urządziłam jej tam gospodarstwo w pokoju z szydełkowymi firankami. Miski, kuweta, koszyk z kocykiem do spania, zabawki dyndające i niedyndające - ma być zadowolona. Dziś pierwszy raz obydwie kotki będą spały na górze... no, taką mam nadzieję.

Tak było w sypialni...













A tak jest na strychu...





Drzwi sypialni wreszcie znów mogą być OTWARTE. Ach, jak ja nienawidzę pozamykanych drzwi!

Zdezorientowane psy wpadają do sypialni i nie mogą uwierzyć, że nie ma tam już kota, ani - co gorsza - kociej miski i kociej kuwety, których zawartość można by było wrzucić na ząb, zanim mój krzyk przetnie powietrze!!!

Trwa kolejny odcinek serialu wiejskiego: Lawirowanie między gatunkami . Musimy się pilnować, bo teraz znów wszystko jest trochę inaczej.
Strych stanowi zamknięty teren - koty nie mogą wyłazić na dach i nie mogą schodzić do domu. Kiedy psy są w ogrodzie, wtedy otwieramy strychową klapę i koty ganiają po całym domu. Trzeba jeszcze przemyśleć wypuszczanie Zuzi przez dach na ogród, ale tak, żeby Bogusia nie wylazła, bo nie jest jeszcze zaszczepiona, a zresztą chyba w ogóle nie powinna wychodzić, zanim nie będzie wysterylizowana.
W dodatku wciąż trwa wzajemne docieranie się kotek, więc nieustającym radosnym harcom kociego dziecka towarzyszą fochy, prychanie i syczenie Zuzi, szczęśliwie coraz bardziej znudzone.

A ciekawe, czy Burek przyjdzie dziś do łóżka?

Komentuj (2)

24.08.2016 (20:28)

To ostatni taki tydzień, kiedy mogę nie wiedzieć, jaki jest dzień tygodnia. Wakacje się kończą i znów będę dreptać jak ten chomik w kołowrotku, zgodnie z harmonogramem, utartymi ścieżkami, znanymi tekstami...
Z rzeczy niezwykłych i niecodziennych - w listopadzie jadę na dwa tygodnie do najprawdziwniejszego Oxfordu! Będę tam mieszkać u rodziny angielskiej i konwersować przy śniadaniu o pogodzie, a przez resztę dnia nabierać doświadczeń lingwistyczno-edukacyjnych.

Po sierpniowych deszczach ogród jest namoknięty niczym gąbka; róże wyglądają jak stare szmaty, a zaraza ziemniaczana zżera pomidory. Przeważającą tonacją zapachową są psie gówna i gnijące śliwki, więc z wielką nadzieją wyglądam najbliższych kilku dni, które mają być podobno ciepłe i suche.
Fajnie, jak się ogród sam z nieba podlewa, ale co za dużo, to niezdrowo.

Idzie jesień, czas kupować nowe róże.

Komentuj (4)

16.08.2016 (20:39)

Było, minęło! Nie wiedziałam, że to takie łatwe – organizacja zlotu, pfff! Wszyscy goście dopisali - byli dorośli, dzieci i nawet jeden pies. Przyjechali z Warszawy, Szczecina, Łodzi i Gdańska, ze Śląska, Borów Tucholskich, Kaszub, Dolnego Śląska i Pomorza. To dziwne, ale zupełnie nie odczuliśmy uciążliwości skakania wokół tylu ludzi, bo goście sami skakali koło siebie.



Była to barwna grupa interesujących indywidualności i na tyle osób tylko jedna była wkurzająca, więc to naprawdę nieźle! Niektórych już znałam, ale większość widziałam pierwszy raz. Za rok spotykamy się chyba na Podlasiu.



Dostałam piękne prezenty, w większości związane tematycznie z kurami, ale też śliczne skórzane rękawiczki do pracy przy różach - tak delikatne i mięciutkie, że chyba przetestuję je zimą do normalnych zastosowań rękawiczkowych, a ewentualnie od przyszłej wiosny do róż.




Kot Bogusia jest wyleczony, a uszka zostały nawet wewnątrz sprawdzone kamerą. Pod koniec sierpnia mamy przyjechać do szczepienia.
Bogusia traktuje mnie chyba jak swoją mamusię: non stop leży mi na klacie, kiedy czytam na leżąco lub korzystam z laptopa. Nauczyła się od razu podsuwać całym ciałem pod moją brodę, bo wie, że jak mi będzie zasłaniać, to ją wywalę. Albo położę. Ale jednak czasem wywalę.
Jeszcze nie widziałam takiego kota-pieszczocha i jeszcze nigdy nie byłam tak zżyta z żadnym kotem! Delikatnie miękką łapką ze schowanymi pazurkami przytrzymuje sobie moją twarz i próbuje mnie polizać, albo podgryzać mi leciutko brzeg nosa, ale tak bardzo bardzo ostrożnie.
Jak już się napieści, to układa się na mnie do snu i mruczy głośno, a ja się czuję jak wielkie pudło rezonansowe.
Jak ja we wrześniu pójdę do pracy? Przecież będzie tęsknić!





Komentuj (2)

04.08.2016 (11:35)

W Gospodarstwie gorąca atmosfera - szykujemy się na przyjęcie gości z różnych stron Polski, znanych mi w większości tylko z ogrodowego forum internetowego. Razem z nami mają być dwadzieścia cztery osoby i to będzie z pewnością nasz rekord.
Zaopatrzenie imprezy w jadło i napitki zostało rozdysponowane pomiędzy uczestników spotkania, planowana jest też wymiana sadzonek, nasionek i ogrodowych plonów.
Jakoś mało się denerwuję, jak na mnie, może dlatego, że nie cała odpowiedzialność jest na mojej głowie. Cieszę się, że poznam wreszcie osoby, z którymi od kilku lat mam codzienny kontakt w sieci.

Przyjedzie z dziesięć samochodów, więc Stary wyszykował za ogrodem miejsce parkingowe, jak pod supermarketem. Z pomocą przyjaciół zostało poukładane drewno opałowe, co pozwoliło uporządkować i wykosić teren.



Dziewięcioro gości nocuje u nas w domu, reszta ma wynajęte różne kwatery przy okazji spędzanych nad morzem wakacji, a część przechwytuje koleżanka ogrodniczka mieszkająca niedaleko.

Pierwsi goście przyjeżdżają w piątek, ostatni wyjeżdżają w poniedziałek, ale zasadnicza impreza zaplanowana jest na sobotę.

Jestem już po lawendowych żniwach, a przycięte i odchwaszczone krzaczki odpoczywają. Powoli wypuszczają nowe pędy i może zakwitną jeszcze trochę we wrześniu, a może znów przymrozek będzie szybszy, jak rok temu.



Komentuj (4)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Warsztat
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Sigi
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Szpinak
PodWulkanem
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Oaza
Wolierka
Pogoda
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Pińczów
Przemyk
Trójka
WOŚP