Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2017
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


17.08.2017 (07:40)



Wczoraj maluchy zostały ostatecznie przekwaterowane do łazienki, a tym samym zakończył się etap wstępnego odchowu po sypialniach i innych komnatach. Od razu zaakceptowały wszystkie miejsca służące do do obsługi obu końców układu pokarmowego, a także kosz do spania, ten wielki, na pralce, w którym pięćdziesiąt lat temu Rodzice wozili mnie na sankach.

Oczywiście mam na myśli spanie w ciągu dnia, bo w nocy przychodzą do łóżka.

Komentuj (2)

13.08.2017 (15:38)

Opuściłam na pięć dni Gospodarstwo i to był mój drugi wakacyjny wyjazd. Pojechałam na kolejny zlot ogrodniczek z naszego forum, który tym razem odbył się na Lubelszczyźnie. Spotkałam tych, których dawno nie widziałam i poznałam nowych ludzi, do tej pory znanych mi tylko wirtualnie. Mogłam też na własne oczy zobaczyć cztery nowe ogrody i gościć u ich właścicieli.
Rozpiętość wieku uczestników i osób im towarzyszących wynosiła od lat czterech do blisko osiemdziesiątki.
Nie zabrakło wzruszeń długo wyczekiwanymi spotkaniami, a atmosfera życzliwości i wzajemnej sympatii doładowała mnie energetycznie. Wytłukłam się też pociągami tam i z powrotem po naszym pięknym kraju, z ulgą wiec wróciłam do domu.
Zresztą od pewnego czasu mam już tak, że chociaż lubię wyjeżdżać i spotykać się z ludźmi, to zanim wyjadę, chciałabym już być z powrotem. Starość chyba.
A na forum trwają już ustalenia dotyczące kolejnego, przyszłorocznego spotkania.

Tymczasem kocięta ładnie i zdrowo rosną i przedwczoraj miały pierwsze szczepienie. Świetnie integrują się z psami i bywa, że rano mamy w łóżku Burka i te dwa śledziowe łebki. Trzeba tylko pilnować psów, które są zainteresowane w pierwszej kolejności zawartością kociej kuwety, potem kocim żarciem, a dopiero na końcu samymi kotami.
Wkrótce kocia kuweta i żarcie wywędrują na stałe do łazienki, ale na razie, po wstępnym wyniańczeniu w zamkniętej sypialni, maluchy mieszkają w największym pokoju, ale już z otwartymi drzwiami. Zamykamy je tylko wtedy, gdy otwarte są drzwi do ogrodu, bo śledziowe łebki jeszcze nie wychodzą.
Cudnie się razem bawią, przytulają, rozrabiają.





Bardzo dużo się lenię tego lata, często wyleguję się z książką na łóżku ogrodowym. Kącik biesiadny z małym stolikiem jest używany prawie codziennie, jeśli tylko nie leje. Odkąd Stary usypał skarpę na tym spadku terenu, to kącik funkcjonuje dwupoziomowo - po każdym koszeniu zmienia lokalizację i stoi raz na dole, a raz na górze i obydwa miejsca są fajne.

Róże kwitną w tym roku prawie bez przerwy, a raczej takie jest wrażenie, bo przy tylu różach przerwy w kwitnieniu poszczególnych odmian są po prostu niewidoczne.

Komentuj (2)

30.07.2017 (12:01)

Podsumowanie lipca w ogrodzie...























Komentuj (5)

28.07.2017 (20:57)

Mimo zapewnienia i odpowiedniej notatki w dokumencie adopcyjnym maluchy trafiły do nas zapchlone, co okazało się dopiero po dwóch dniach, podczas wizyty w lecznicy. My jako naiwne głupki nie sprawdziliśmy, czy małe nie maja lokatorów, bo jak napisane, że odpchlone, to odpchlone.
Dziś więc Tofik i Lucynka zostały odrobaczone, choć dostaliśmy z fundacji zapewnienie, że są też odrobaczone. Za dwa tygodnie czeka nas pierwsze szczepienie. Przy okazji zostały zważone i chłopiec waży 0,95 kg, a Lusia tylko 0,8.

Mieszkają z nami w sypialni, a codziennie przez jakąś godzinkę zapoznają się z zakamarkami reszty mieszkania, ale wtedy psy są w ogrodzie. Psy też już wchodzą do kociaków - pojedynczo i razem, ale w naszej obecności i pod nadzorem.

Małe są jeszcze niezbyt skoordynowane i na przykład załatwiają się w jednym końcu kuwety, a zagrzebują w drugim, więc bywa, że nad ranem budzi mnie nieopisany smród. Kto miał kiedykolwiek kota, wie o czym mówię.
Nie muszę dodawać, że tenże smród wcale nie budzi Starego - oto sprawiedliwość!
W związku z powyższym zamówiłam dziś krytą kuwetę, co mam poprawić mój komfort życia w kociarni. Wymyłam też porządnie wężem ogrodowym ramę z siatką (służyła nam do odgradzania małych kurcząt z kwoką od reszty kurnika), żeby w ciągu dnia wstawiać ją w drzwi sypialni. Dzięki temu psy i koty mogą się wzajemnie widzieć, a ja siedząc z laptopem w fotelu, wdycham nieco rozcieńczony zapach kocich ekskrementów i korzystam z dobrodziejstwa otwartych do ogrodu drzwi.
Kto ma pszczoły, ten ma miód, kto ma dzieci, ten ma smród - mawiano niegdyś.
Kocie dzieci też.

A jeśli mowa o pszczołach, to z miodem bardzo nędznie w tym roku.

Komentuj (2)

25.07.2017 (23:03)

Najpierw cztery kilkudniowe maluszki zostały podrzucone w kartonie w okolice śmietnika w Lęborku, gdzie znalazła je jakaś dobra dusza, a było to 22 maja. Trafiły pod opiekę fundacji i od tej pory były odchowywane i przygotowywane do adopcji w domu tymczasowym.
11 lipca pojawiło się w sieci ogłoszenie o poszukiwaniu stałych domów dla trzech już tylko kociąt, bo jedno niestety nie przeżyło, a kiedy zadzwoniliśmy, okazało się, że kolejne z nich znalazło dom. Zostało do wzięcia rodzeństwo - braciszek i siostrzyczka. Umówiliśmy się na wizytę przedadopcyjną i postanowiliśmy przygarnąć te dwa śledziowe łebki.
Po leczeniu kataru kociego musiały jeszcze odbyć do końca kwarantannę i w piątek wieczorem zabraliśmy je do domu. Oto one - Tofik i Lucynka zwaną Lusią.









Komentuj (6)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów