Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2016
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Seriale
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


20.05.2016 (08:12)

Co tam ogórki, skoro w foliaku i gruncie prawie wszystkie moje pomidorki mają już pąki kwiatowe, a wysiane zostały 20 marca! Cieszę się, jak dziecko, bo rok temu pomidory wyniesione na noc do foliaka przemarzły i wysiewałam wszystko ponownie... dobrze że miałam jeszcze nasiona. No ale w związku z tym było straszne opóźnienie i krzaki bardzo wybujały, kwitły późno i wysoko i było mało pomidorów jakoś.

W uprawie pomidorów też się doskonalę, ale to jest dużo bardziej twórcze i podniecające, niż te ogórki, no i satysfakcja konsumenta też jest nieporównywalna.
Mam dziewięć odmian w tym roku, a robię już notatki, jakie chciałabym pozyskać na nowy sezon i nawet coś tam już mam.
Kuszą mnie rosyjskie odmiany dużych zielonych pomidorów: Błoto i Malachitowa Szkatułka.
Za bardzo nie poszaleję, bo w foliaku mieści mi się około trzydziestu krzaków.

Tymczasem moje wyczekiwane pączki kwiatowe wyglądają tak:



Komentuj (0)

17.05.2016 (07:21)

Plan Uprawy Ogórków uległ modyfikacji już na starcie, bo wysiałam skiełkowane ziarenka najpierw do doniczek. Jakoś mnie przerażało puszczenie tych kruchych maluchów od razu na głębokie wody.

Tam w polu grasują sarenki, jelonki czy inne licho i upodobały sobie moje truskawki. Smakują im młode liści, a co gorsza i kwiaty.

Trzeba było coś zaradzić. Sponiewierałam się estetycznie i porozwieszałam na wbitych w ziemię patykach puste worki foliowe, a Strach Na Jelonki dostał nową lokalizację i nową kurtkę. Występuje on w tym sezonie bez gaci, ale za to dostał dwie nowe torby na zakupy. Wszystko to razem powiewa, porusza się i ma działać.
I chyba działa! Przedwczoraj dołożyłam jeszcze zielonoświątkowy bodziec w postaci liściastych szczytów ściętych brzóz; powbijałam je w truskawkowe poletko na postrach.

Od czasu wprowadzenia tych zmian, jakoś bardziej z rezerwą zapuszczają się do mojego warzywnika, no w każdym razie najpierw przez kilka dni ostrożnie badają, a potem ja: ciach! znów jakąś zmianę!
Tak się muszę z nimi bawić, jeśli chcę tam mieć warzywnik.

Mam nadzieję, że to ostatni rok, bo w sezonie będzie już można pozaplatać płotek brzozowy, jeśli pędy urosną dość wysoko.

Komentuj (0)

10.05.2016 (13:28)

Doskonalę się w uprawie ogórków, bo był kiedyś taki rok, że nakisiłam na całą zimę takich z własnej uprawy i to było bardzo satysfakcjonujące.

Moje tegoroczne ogórki będę uprawiać według poniższego schematu, utworzonego na podstawie różnych informacji z ogrodniczych forów i jeśli mi się to sprawdzi, to system będę powtarzać.

Po pierwsze trzeba wybrać odpowiednią odmianę, bo w sprzedaży jest masa chłamu, którego zakup już na starcie minimalizuje szansę powodzenia. Nasiona przed wysianiem trzeba namoczyć, żeby zaczęły kiełkować; wtedy unikamy loterii, że posialiśmy paczkę nasion, a wzeszło dziesięć sztuk i trzeba szybko dosiewać.
Moczenie odbywa się przez rozłożenie nasionek na wilgotnych wacikach czy ręczniku papierowym, nasączonych wodą lub mlekiem. Eksperymentalnie namoczyłam je w tym roku w wyciągu z krwawnika.
Mleko i krwawnik działają przeciwgrzybowo i pozwalają uniknąć chemicznych środków ochrony roślin. Krwawnikiem pryskamy co roku brzoskwinie przeciwko kędzierzawości liści, a mlekiem pomidory w foliaku - przez cały sezon raz w tygodniu.

Kiedy nasionka ogórków skiełkują, wysiewamy je delikatnie, aby nie połamać kiełków. Można wysiać do wielodoniczek, ale ja w tym roku spróbuję wprost do gruntu, bo już jest dość późno.
Ogórki powinny być wysiane do ciepłej ziemi i muszą też być podlewane, przynajmniej na początku, zanim nie zakwitną.
Po wysianiu przykryję całą grządkę białą agrowłókniną, która będzie podnoszona tylko do podlewania, a zdjęta dopiero wtedy, gdy ogórki już zakwitną.

Dziś rano wysiałam dwa opakowania ogórków jednej odmiany - Śremski F1, nasionka otoczkowane, producent Legutko.
Start!

Komentuj (4)

27.04.2016 (16:36)

No wreszcie jakaś przyjazna aura i dało się popracować w ogrodzie. Pokrzątałam się tu i ówdzie, byliśmy też na zastrzykach z Korą, a na weekend dostaliśmy zastrzyki do domu.
Rana goi się dobrze i można się trochę zrelaksować...



Od miesiąca kupujemy znów mleko na wsi i co tydzień robię twaróg. Co niedziela jest świeże mleko, do wtorku-środy się zsiada i w środę mamy już nowy twarożek, który wystarcza na cały tydzień, aż do nowego mleka. Wczoraj pierwszy raz zrobiłam też ricottę, którą można uzyskać z serwatki, pozostałej po odsączeniu twarogu. Nie była to typowa ricotta, bo zebrana z serwatki bez gotowania, ale wyszło coś wspaniałego - ni to masło, ni to serek.
A pozostałą po produkcji serwatkę wypija u nas bydło wszelakie, w porcjach rozdzielonych na dwa dni.





Jak już tak o zwierzętach mowa, to zadbałam wreszcie o koty i ich komfort życia. Skoro kury mają wyszydełkowaną firankę w oknie kurnika, to i koty mogą mieć na strychu!



Rozkwitają tulipany - każdego dnia jest ich więcej. Jesienią posadziłam kilkadziesiąt cebul pod renetami i o taki właśnie efekt mi chodziło...




Limonkowa zieleń kwitnących teraz wszędzie klonów jest przepiękna, taka świeża i jakaś... szczęśliwa. I pomyśleć - większość ludzi uważa, że to młode liście!

Komentuj (2)

27.04.2016 (07:03)

Nieoczekiwanie mam przerwę w życiorysie, wszystko przystanęło, odsunęło się i włączyło w tło wydarzeń. Priorytet na czterech kudłatych łapach przesłonił całą resztę. Jest jest już po operacji - wczoraj odebraliśmy ją i pomalutku sama weszła do samochodu; po przyjeździe musiałam tylko powylewać wodę z miski w domu i z wiadra przy studni, bo kazali jej nie dawać pić do wieczora.
Na początku nie mogła sobie znaleźć wygodnej pozycji, nie mogła się położyć, stała albo siedziała ale już po godzinie wtarabaniła się na łóżko, więc widać było, że będzie dobrze. Rano już dostała jeść i pić, wyszła z Burkiem do ogrodu i sama wlazła potem po schodach.
Podobno Chińczycy klonują już zwierzęta. Kora jest pierwszą kandydatką, którą z całą pewnością chciałabym kiedyś powielić z całym zestawem genów, jakie posiada.

Ja tymczasem też się wysunęłam na pozycję priorytetową, bo drętwienie rąk nie opuszcza mnie już w dzień ani w nocy, od palców aż do ramion - dobrze, że tam już ręce się kończą. Od pewnego czasu miałam w domu wypisane przez lekarza tabletki na solidniejsza kurację, trzy różne leki przeciwzapalne i zwiotczające do przyjmowania trzy razy dziennie. Wykupiłam i wrzuciłam do apteczki, na gorszy czas, kiedy ból będzie dokuczał, ale wczorajszego wieczora poddałam się i zaczęłam je brać. Jak się zwiotczyłam po pierwszej dawce, to mimo, że nie było jeszcze dziewiątej, gruba książka wysunęła mi się z rak i spadła z łoskotem na podłogę, budząc mnie brutalnie.
Jestem więc teraz obłożona tabletkami, jak pensjonariuszka domu opieki.

Nienawidzę PISu.

Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Warsztat
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Sigi
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Szpinak
PodWulkanem
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Oaza
Wolierka
Pogoda
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Pińczów
Przemyk
Trójka
WOŚP