Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2016
styczeń
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Seriale
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


26.01.2016 (15:05)

Właśnie przed kilkoma dniami wpłynęły mi na konto pieniądze, które przez roztargnienie zostawiłam w bankomacie dziesiątego listopada. Po odbyciu niezbędnych procedur i cierpliwym odczekaniu wszystkich rutynowych terminów dostałam list od banku z przeprosinami, że z powodów niewiadomojakch opóźnia się rozpatrzenie mojej sprawy i proszona jestem o dalszą cierpliwość i wyrozumiałość.

Ponieważ w cierpliwości i wyrozumiałości z różnym skutkiem ćwiczę się od lat w mojej pracy zawodowej i życiu osobistym, to dałam radę.

Wtem!
Tak, tak - niepełna dwa i pół miesiąca i odzyskałam wszystko, w dodatku z odsetkami w kwocie jeden złoty i czterdzieści dziewięć groszy!

Komentuj (1)

25.01.2016 (18:59)

Coś się kończy, coś się zaczyna...

W miniony weekend byłam w Poznaniu na ostatnich wykładach, ale też zdołałam wrócić tego samego dnia, dzięki czemu zafundowałam sobie jedenaście godzin w pociągu, ale i nieoczekiwany prezent w postaci niedzieli w domu. Skorzystałam z okazji, żeby rozebrać wreszcie choinkę, upiekłam też chleb na zakwasie.

W sobotę miło pożegnaliśmy się w gronie słuchaczy, ale ponieważ pani profesor - szefowa podyplomówki wyjechała na pół roku za ocean, to żadnego oficjalnego zakończenia nie było, żadnego "dziękujemy", w zamian za które my też moglibyśmy podziękować i pożegnać się. Nikt też nie przyszedł w jej imieniu choćby na pięć minut, żeby jakoś formalnie zakończyć sprawę... no dziwnie. Zresztą wszyscy wciąż piszą jeszcze prace i wyczekują bez końca na odpowiedzi i poprawki, więc niby koniec ale i nie całkiem.
Moja praca leżakuje już od dawna w laptopie i po wprowadzeniu poprawek czekam teraz i czekam na odpowiedź. Mam tego szczerze dość i jeśli ta baba nie odpisze mi do końca tygodnia, to w weekend przygotuję już tekst do wydruku.
Nie cierpię niepozamykanych spraw, które trzymają mnie w miejscu i nie pozwalają iść dalej.

Na razie skończyły się mrozy - w ciągu dwóch dni prawie cały śnieg spłynął już z odwilżą i chciałabym bardzo, żeby to był koniec zimy.
Z gospodarstwa zniknęła wczoraj następna kurka, zostało mi ich już tylko sześć. Jakiś potwór ją zaatakował w ciągu dnia na wybiegu i zeżarł, zostawiając marne szczątki.
I tak to właśnie wygląda - ja tu im kaszę gotuję, podsuwam smakołyki, kupuję twaróg w kostkach, siekam kapustę pekińską, żeby miały i zimą jakąś zieleninkę, a tu takie rzeczy. Przykro...

Komentuj (0)

14.01.2016 (19:24)



Po dwumiesięcznej przerwie kurki wreszcie zaczęły się nieść. Prawie codziennie jest jakieś jajko albo dwa, a czasem nawet trzy. Dziś spotkało się w lodówce jedenaście jajek, czego już dawno nie oglądaliśmy!
Najgorsze pod tym względem są zawsze listopad i grudzień i wcale nie chodzi tu o zimno, tylko o deficyt światła. Na szczęście teraz dzień jest już trochę dłuższy, a mrozy moim kurkom nie przeszkadzają.
Jajka zielononóżek są kredowobiałe, czegokolwiek by ludzie na ten temat nie opowiadali. Jednak pierwsze jajka kurki po odpoczynku mają wyraźnie ciemniejszą skorupkę, a więc po zabarwieniu można poznać, że kolejne kurki zakończyły jesienno-zimową przerwę i wznawiają produkcję. Tu na zdjęciu mamy akurat dwa takie ciemniejsze jajka.
Czyli że wiosna idzie, chociaż tyle tego białego gówna spadło ostatnio.

Skończyłam moją kolejową fioletową chustę semestru trzeciego - jest już wykończona i zblokowana, a więc uzyskała ostateczny kształt i wielkość. Przy okazji popielaty szal semestru drugiego został odświeżony i można było im obu urządzić sesję fotograficzną na drzwiach sypialni.





Komentuj (3)

30.12.2015 (12:58)

Przez cały ten świąteczny i poświąteczny czas chodzę po domu i popycham zegary. Jak jeden chodzi, to drugi stoi i na odwrót. Czasem chodzą obydwa jednocześnie i to jest rzadkie zjawisko.
Wpakowałam w te zegary kupę pieniędzy i wkurza mnie, że one tego nie doceniają. No w każdym razie coś im się chyba nie podoba w ten czas zimowy, może za suche powietrze jest od tego palenia, a może za bardzo sprzątane było przed świętami i ne wpadło do zegarów tyle kurzu co zawsze?
Lubię słyszeć przez sen bicie zegara, który wisi w sieni - liczę sobie je wtedy, jeśli akurat się na chwile ocknę. Natomiast w dzień najczęściej tego zegara nie słyszę i wtedy się zastanawiam: bił już na okrągłą godzinę, czy nie?
Nakręcam go raz na tydzień, trzeba wtedy kluczykiem pokręcić w dwóch różnych gniazdach - na chodzenie i na bicie.

Po deszczowych świętach mamy od wczoraj ujemne temperatury, ale na razie tak grzecznie, kilkustopniowo. Wreszcie róże i powojniki przestały rosnąć, a kurkom trzeba nosić ciepłą wodę do picia.
Wczoraj wieczorem odkręciłam jeden z dwóch kaloryferów w sypialni, które do tej pory były zakręcone, z wyjątkiem kilku nocy w listopadzie, kiedy przymroziło. Bardzo lubię spać w takim zimnie, ale to dopiero tu na wsi przyzwyczaiłam się do tego. Nietrudno jednak zgadnąć, że w nocy spod kołdry to mi tylko kawałek głowy wystaje - ten z dziurami do oddychania.

Na Gwiazdkę dostałam piękne prezenty czytelniczo-ogrodowe, niestety jedne i drugie muszą poczekać, choć z różnych względów.
A ubieranie takiej wysokiej choinki musi się odbywać z drabiny!



Komentuj (1)

27.12.2015 (07:55)

Święta minęły dość stresująco. Mama nie czuła się dobrze, co prawda usiadła do stołu wigilijnego, ale bardzo biedna i cierpiąca. Wczoraj było wreszcie nieco lepiej, ale to jest już taki wiek, że wszystkie pogorszenia następują nagle, a poprawa to proces mozolny i bardzo rozciągnięty w czasie.
Trudności jednak narastają i trzeba już pomyśleć o pewnym przeorganizowaniu spraw; to jest kolejna rzecz, z którą sama muszę sobie poradzić i na pewno sobie poradzę, bo innego wyjścia nie ma.

Najbardziej mnie martwi, że w styczniu mam jeszcze dwa ostatnie zjazdy w Poznaniu i muszę na nich być. Zresztą, frekwencję na tej podyplomówce i tak mam rewelacyjną - w ciągu trzech semestrów opuściłam tylko trzy zjazdy, co zważywszy odległość, trudy podróży i utrudnienia w dostępie do cywilizacji jest chyba niezłym wynikiem.
Myślałam, że styczeń da mi już trochę odetchnąć, ale to jednak jeszcze nie teraz. Dobrze, że przerwa między świętami jest długa, mam zamiar w tych najbliższych dniach wyprowadzić dokumentację, potrzebną do zamknięcia spraw.
No a praca dyplomowa, choć już napisana, to wciąż jeszcze jest w obróbce.

Komentuj (0)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Warsztat
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Sigi
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Szpinak
PodWulkanem
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Oaza
Wolierka
Pogoda
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Pińczów
Przemyk
Trójka
WOŚP