Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2015
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Seriale
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


05.03.2015 (20:35)

Wiosna się zaczęła.

Kupiliśmy siatkę ogrodzeniową i jutro o siódmej rano przyjdzie chłopak, który pomaga nam tu czasem odpłatnie, na przykład pięknie rozebrał szkolny szalet w sierpniu.
Pracuje solidnie i porządnie, zostawia po sobie wszystko poukładane, naprawdę warto dać mu zarobić trochę grosza. Jest chyba jedynym pracowitym i uczciwym członkiem swojej rodziny, gdzie i rodzice i jedenaścioro dzieci jak nie pijaki, to złodzieje, lenie i łachudry, no i wiadomo - nic im się nie opłaca.

Na sobotę Kora jest zapisana do fryzjera, przestanie więc wreszcie wyglądać jak Buka, co też pomoże przyśpieszyć wiosnę. Bo Buka, jak wiadomo, zostawiała po sobie zamarzniętą ziemię tam, gdzie siedziała.
A na jutro ja jestem zapisana na piwo w mieście.

Z wiosennych przejawów to jeszcze ten, że koty mają od dziś udrożnione wyjście pod skosy dachowe, a stamtąd już wyłażą na wolność, sprytnie unosząc łbami dachówkę i dziś już balowały na dachu. Najpierw jednak zostały po zimie troskliwie odrobaczone przez mamusię, czyli przeze mnie, żeby mogły w dobrej kondycji rozpocząć sezon. Teraz mogą się na nowo zarobaczać, wpieprzając ptaki, nornice i inne świeże mięsa.

Codziennie już mogę po pracy coś tam grzebnąć w ogrodzie, a to pobiegam z sekatorkiem a to porozgrzebuję rabaty, ale zaraz robi się ciemno, więc się na razie nie przepracowuję. Wyliczyłam, że mam do obsługi dwadzieścia rabat kwiatowych różnej wielkości!

Stary wysprzątał dziś kurnik, a ja jutro po pracy umyję kurom okna i wypiorę firankę. Muszę też wysprzątać maliniak czyli powyłamywać zeszłoroczne pędy i to jest dobra robota na niedzielę, bo cicha i niewadząca świętującym.

Miałam dziś dwie ważne rozmowy, obie nie za wesołe, niestety.

Komentuj (7)

20.02.2015 (16:45)

W piątki kończę pracę o wpół do dwunastej i mało być tak pięknie, a zachciało mi się tych studiów i wyjeżdżam co drugi piątek na cały weekend i nie ma weekendu.
Ale dziś było pięknie. Jechałam autobusem do domu i płakać mi się chciało ze szczęścia, że nigdzie dziś już nie muszę wyjeżdżać, ani jutro ani pojutrze. Że to wreszcie weekend w domu i w dodatku świeci słońce, więc można trochę w ogrodzie podziałać.

Więc wpadam do domu i najpierw z psami się miziam, potem zakupy w kuchni na blat, a psy won do ogrodu. Kora dyżurowałaby w ogrodzie pod naszą nieobecność, ale blondyn z domu dziecka ma krótkie gładkie włoski i byłoby mu zimno. A więc przez tego sierotę siedzą oba w domu uwięzione, dopóki nie zrobi się cieplej.

No więc psy do ogrodu, a ja do kotłowni. Piec otworzyć, pogmerać pogrzebaczem na dole komory, żeby popiół przeleciał pod spód, a rozżarzone resztki zostały, zamknąć. Potem przez górne drzwiczki nałożyć świeżego drewna, zamknąć, otworzyć popielnik, żeby piec złapał cug i świeże powietrze rozpaliło nowe drewno.
Potem do kurek - ko-ko-ko, wszystkie biegną do mnie, otwieram furtkę na pole, do wolności. Dziś trzy jajka. Ziarno nietknięte, bo ziemia rozmarzła więc łażą, drapią, robale wyżerają.

I znów do domu i do kuchni - wypakować zakupy, przygotować mięso na jutro do pieczenia, bo przyjeżdżają Piwowary i będą warzyć, a wtedy dostęp do kuchenki jest utrudniony i trzeba wszystko przygotować dziś.

Znów do kotłowni, piec już się rozpalił, dolne drzwiczki zamknąć, enter.
Psom jeść, kotom jeść, można do ogrodu. Cegły całe na jeden stosik, połamane na drugi; gruz oddzielnie a potem na taczkę i na drogę. Piłka, sekator, jakieś gałęzie, część na ognisko, a ładne proste patyczki do odzysku - będą do podpierania kwiatów.

Zboże, cegły, kamienie i drewno - jak w Osadnikach z Catanu.

Komentuj (11)

15.02.2015 (09:48)

Mam w sypialni dwie identyczne trzydrzwiowe szafy, a w nich sześć jednakowych szuflad. W szufladach przechowuję posegregowane tematycznie po bibliotekarsku różne elementy mojej garderoby. Ale to tylko ten marny gatunek człowiek w niedoskonałości swej odbiera dwie szafy jako identyczne i sześć szuflad jako jednakowe.

Kora wie, że jest inaczej. Ona to słyszy. Nie reaguje nigdy w żaden sposób na otwieranie i zamykanie szaf, wysuwanie i wsuwanie szuflad. Prawie nigdy.
Bo jest wyjątek - bezbłędnie rozpoznaje dźwięk, wydawany przy wysuwaniu jednej z szuflad... jest to dolna szuflada lewej szafy a mieszkają w niej SKARPETKI.
W stu przypadkach na sto przybiega uradowana, szczęśliwa, w podskokach, podrygach i rozmerdaniach, jakbym te szufladę otwierała specjalnie dla niej, ba! jakbym ją w ogóle urządziła specjalnie dla niej.
A jak jeszcze przy tym powiem słowo: skarpetka, to jej zachwyt jest bez miary i jest przy tym żywo zainteresowana możliwością poczęstowania się z szuflady, a jak jej się nie uda, to przynajmniej stara się uniemożliwić mi założenie skarpetki na nogę i bardzo jest przy tym pomysłowa i zaangażowana.
I jak tu jej czasem nie dać tej skarpetki, no jak?!

Mój laptop ne zniósł próby drugiej reklamacji i od przedwczoraj mam nowego. To mój czwarty już osobisty laptop. Pierwszy (HP, 60GB) wytrzymał dwa lata, jak chciała gwarancja, po czym zaliczył zgon. Drugi (Samsung, 200GB) żyje do dziś i jest używany przez Starego. Mimo, że był w pełni sił, to postanowiłam go zastąpić modelem z matową matrycą. Zadziałała zasada: kto raz trafił na matową matrycę, ten nigdy już nie będzie chciał korzystać z błyszczącej!
A kupując go, nie przypuszczałam nawet, że istnieje coś takiego, jak błyszcząca matryca i że w ogóle należy na to zwracać uwagę przy zakupie. No po prostu w naiwności swej myślałam, że wszystkie laptopy mają taki ekran, jak ten mój pierwszy.
Kolejny laptop (Lenovo, 500GB) to był ten z fatalnym touchpadem, a ten nowiutki, czwarty ma zupełnie takie same parametry i mam nadzieję, że będzie mnie grzecznie słuchał.

Komentuj (2)

09.02.2015 (19:53)

Zakończyłam pierwszy semestr podyplomówki z dwiema piątkami i czwórką. W pierwszym tygodniu ferii nie było mnie w domu - zaliczyłam dłuższą podróż ze spotkaniami rodzinnymi i towarzyskimi.

Tymczasem u nas napadało śniegu po kolana, jakby to komu było potrzebne! Ale dziś litościwie zrobiło się sześć na plusie i wyszło najprawdziwsze mocne słońce. Śnieg zmiękł i wreszcie mogłam otworzyć budę namiotu foliowego!
A tam - skarby!
Nazrywałam całe wiaderko trawy, gwiazdnicy i perzu z długimi mięsistymi rozłogami i zaniosłam kurkom. A w kącie foliaka odkryłam, że cebulki rodzinne wypuściły blady szczypior. Obłożyłam je dookoła śniegiem, bo sucho miały. Trochę śniegu naniosłam też szpadlem do namiotu, żeby ziemia się napiła.

Zdezynfekowałam też cały foliak - powyrywałam zostawione tam na zimę aksamitki, ułożyłam z nich zgrabny kopczyk pośrodku i podpaliłam. Wilgotne łęty trochę się paliły, a bardzo dymiły i właśnie o takie okadzenie namiotu foliowego dymem z aksamitek mi chodziło.









A do kotłowni po cichutku wprowadził się nowy piec i czeka na montaż.
Wygląda nad podziw profesjonalnie, a co za tym idzie, nie ma już takich ślicznych metalowych klameczek, tylko zwykłe, brzydkie, fabryczne, stanowiące komplet z gotowymi piecowymi drzwiczkami.

Komentuj (4)

31.01.2015 (20:02)

Wczoraj blogasek miał dziesiąte urodziny!
Przegapiłam jubileusz, więc dziś uroczyście tu podkreślam pierwszy dzień drugiej dziesiątki :)

Komentuj (9)
Blogi
Barbarella
DD
Etyka
DrMorfeusz
NaWsi
Pierwsza
Warsztat
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Sigi
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Szpinak
PodWulkanem
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Oaza
Wolierka
Pogoda
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Pińczów
Przemyk
Trójka
WOŚP