Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2015
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Seriale
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


27.08.2015 (08:54)

Mówi jak prosty Żyd, jak mleczarz z Czerniowiec, jak rymarz z Kamieńca, tylko w żydowskie zdania wrzuca sporo tureckich słów, przez co stają się one podobne do chałki z rodzynkami.

Wiadomości kulturalne.
Czytam Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk, dopiero teraz, choć książkę dostałam już na gwiazdkę. Przeczytałabym ją wcześniej, choćby w pociągach, w których przecież spędzałam masę czasu, ale do zabierania w podróż zniechęcały mnie jej rozmiary i konieczność dodatkowego obciążenia bagażu.
Głupia byłam. To jest książka, którą warto dźwigać i też jedna z takich, które jak czytam, to już myślę, że na pewno za niedługo przeczytam ją jeszcze raz. I wtedy założę zeszycik w kratkę na te smakowite zdania i sformułowania.
Olga Tokarczuk, z tym wszystkim, co napisała, jest dla mnie przyszłą laureatką Literackiej Nagrody Nobla.

Wiadomości gospodarcze.
Bojler już jest, czeka na montaż, który prawdopodobnie będzie skoordynowany z zaplanowanym w najbliższym czasie montażem nowego pieca CO. Przy okazji szczegółowych oględzin starego bojlera na strychu okazało się, że w niewiadomym czasie (od marca) oderwał się jeden z zaczepów, na których wisiał bojler i teraz wisi on na jednym zaczepie i miedzianych rurkach, doprowadzających wodę, które aż się zgięły i zmiętoliły pod tym ciężarem.
No wiec czas już był najwyższy.
W ogrodzie w tym roku trzeba odnotować urodzaj dziwnych owoców - tych, które do tej pory nas nie rozpieszczały obfitością: czereśnie, winogrona Iza Zaliwska, gruszki klapsy i orzechy laskowe.
Na jesień i na czas, kiedy wreszcie spadną jakieś deszcze zaplanowane są różne migracje roślin i drobne zmiany w aranżacjach ogrodowych, co zawsze mnie bardzo cieszy, bo to są rzeczy, które w prosty sposób przekładają się na urodę otaczającego świata, czyli to, na co mogę mieć wpływ.

Wiadomości oświatowe.
Zaraz też wracam do pracy; będę miała nadgodziny, co oznacza, że zarobię więcej, ale i dłużej będę poza domem. Jeszcze dłużej.
W październiku wracam też na podyplomówkę, więc jeszcze do lutego będę jeździć tymi pociągami.
Ale za to od marca, jak ruszę w ogród!

Życie.
W rodzinie zmiany, w domu zmiany... wszystko jakoś się uleży, wiem, ale tymczasem układam sobie w głowie różne smutki.
To prawda, że co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić. Ale jak się już wydarzyło, to pozostaje tylko mozolna droga do akceptacji.

Komentuj (0)

18.08.2015 (18:21)





Uszyłam jeszcze woreczki z lawendowym suszem i sklep ruszył na całego. Trochę powysyłałam pocztą, trochę rozwiozłam w Mieście na podany adres, a ostatnie skompletowane zamówienia zawiozę we wrześniu i październiku do Poznania.
Żeby mi tak ta tegoroczna lawenda nie przeminęła jak sen złoty, postanowiłam wyznaczyć sobie jakiś cel i padło na nowy bojler.

Zastanawialiśmy się od jakiegoś czasu nad zakupem przepływowego podgrzewacza wody, który miałby grzać wodę pod prysznic, bo znudziło nam się już to letnie palenie w piecu tylko po to, żeby się umyć. Jednak po zasięgnięciu opinii i głębszym namyśle zdecydowaliśmy się na zakup nowego bojlera z grzałką i płaszczem wodnym. Ten obecnie używany jest już bardzo stary i wysłużony, jeszcze po naszych poprzednikach i głupotą byłoby kupować nowy przepływowy podgrzewacz, a zostawić taki stary bojler.

No i wybraliśmy i już został zamówiony, a jutro przywiezie go kurier. W całości będzie sfinansowany ze sprzedanych ozdób lawendowych, zrobionych z własnej lawendy, wyhodowanej z nasionek. Tymi rencami.

Jestem bardzo dumna!

Komentuj (4)

12.08.2015 (19:12)

Sierpniowe upały rozum mi odbierają, żyć nie dają! Nie funkcjonuję dobrze w takich warunkach.

Wczoraj jednak zdołałam wreszcie pomalować furteczkę odzyskową, którą Stary zamontował w marcu podczas wymiany siatki ogrodzeniowej. Farba podkładowa tlenkowa czerwona, przeznaczona do malowania bezpośrednio na rdzę miała zapach szpitala i wódki, a kolor biegunki krwotocznej, ale malowało się przyjemnie i efekt też jest przyzwoity. Przynajmniej nie widać, w jakim stanie tak naprawdę jest ta furtka.
Jednak półlitrowe opakowanie wystarczyło tylko na pomalowanie jednej strony, tej od ogrodu. Muszę dokupić puszkę i pomalować resztę, a potem pomyśleć, jakiego koloru farba zwieńczy dzieło.





A za tą furtką na czereśni Zuzanna wieczorami straszy ptaki.



Komentuj (4)

08.08.2015 (10:08)





Namawiana od pewnego czasu przez różne gremia spięłam się w tym roku, zebrałam się w sobie i uruchomiłam sprzedaż wykonanych własnoręcznie dekoracji z lawendy.

Od drugiego do szóstego sierpnia trwały lawendowe żniwa w trybie następującym:
1. Ok. 20:00 ścinanie lawendy na polu (od razu do miski)
2. Od rana segregowanie kwiatów wg długości pędów (np. od 9:00 do 13:00)
3. Po obiedzie wybieranie z tych najdłuższych pęczków pędów na buławki - po 18 szt. na każdą buławkę
4. Późniejszym popołudniem wyplatanie buławek i wiązanie bukiecików
5. Ok. 20:00 ścinanie lawendy na polu (do miski) - na jutro

Musiałam się spieszyć, bo był upał i lawenda szybko przekwitała. Nie mogła też leżeć po ścięciu - tę na bukieciki i buławki trzeba zawsze szybko przerabiać, póki pędy są sprężyste, a kwiaty nie pozagniatane.
Był to dla mnie ogromny wysiłek fizyczny, a od wielogodzinnego siedzenia w bezruchu bolą mnie plecy i ramiona. W przyszłym roku chyba sobie zaproszę kilka dziewczynek z wioski na spontaniczne warsztaty z wyplatania, to trochę mi pomogą.
Spróbuję też bardziej rozłożyć żniwa w czasie; teraz było to niemożliwe - wielodniowe deszcze nie pozwalały na wcześniejszy początek prac.

Przedwczoraj skończyłam. Zrobiłam 30 bukiecików i 37 pałeczek-wrzecion, przygotowałam też materiał na susz do woreczków zapachowych, które będę szyła w najbliższym czasie.

W ciągu kilku godzin od wystawienia na sprzedaż gotowych dekoracji sprzedałam 12 bukiecików i 30 pałeczek. Jak świeże bułeczki!

Komentuj (3)

30.07.2015 (15:44)

Chłopy wychodzą z lasu po czternastej i idą do sklepu. Po ciężkim dniu pracy pragnienie doskwiera, kupują więc po dwa piwa i konsumują na miejscu. "Na miejscu" wypada na mojej osi widokowej z okna jadalni w stronę sklepu. W ubiegłym roku konsumowali koło mojego płotka przy placyku gospodarczym, ale ich pogoniłam, bo o ile sama konsumpcja mi nie przeszkadzała, to już zostawianie tam nadmiaru płynów ustrojowych owszem.
W tym miejscu przebiega granica między ziemią moją a sklepową, więc niech się oni trzymają swojej strony a jak nie, to Stary może im nawet z wiatrówki jajka odstrzelić.
Tak powiedział.

Patrzę tak codziennie na tę ich pofajrantową konsumpcję napojów i odnoszę wrażenie, że robotnicy leśni harują w tym lesie wyłącznie po to, żeby zarobić na te swoje piwa, które jak wypiją, to mają znów bilans na zero. A więc dnia następnego idą znów zarobić do lasu i tak w kółko i w kółko, wciąż tak samo!
Jak nic, napędzają machinę dziejów.

Komentuj (1)
Blogi
Barbarella
DD
Etyka
DrMorfeusz
NaWsi
Pierwsza
Warsztat
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Sigi
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Szpinak
PodWulkanem
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Oaza
Wolierka
Pogoda
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Pińczów
Przemyk
Trójka
WOŚP