Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2019
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


14.01.2019 (18:32)

Kiedy powstawał ten poprzedni post, to jeszcze nie wiedziałam, jaki to będzie parszywy dzień i to nie tylko ze względu na śmierć Pawła Adamowicza i wszystkie towarzyszące temu okoliczności.
Szkoda słów.

Komentuj (0)

14.01.2019 (11:29)

Muszę pokazać, jaki piękny kocyk WOŚP powstał z pasków udzierganych przez dziewczyny z różnych stron Polski. Włóczka tzw. skarpetkowa, czyli odpowiedniej grubości wełna z dodatkiem poliamidu (w proporcjach 3:1) gwarantuje, że choć niegruby, to kocyk będzie ciepły.
Jedna z nas zszyła te paski w całość, inna zrobiła sesję zdjęciową, jeszcze inna pilnowała aukcji charytatywnej na Allegro. W wyniku kilkudniowej licytacji kocyk osiągnął piękną cenę - przekroczył ociupinkę tysiąc złotych!
Bardzo jestem dumna, że mogłam uczestniczyć w takiej świetnej inicjatywie.








A to moje paseczki przygotowane do wysyłki


Komentuj (1)

12.01.2019 (20:48)

Parę godzin temu wyszłam ze szpitala po wczorajszej operacji prawej ręki, choć zapowiadało się, że będą mnie tam trzymać do poniedziałku. Tak w każdym razie wygrażał lekarz na wczorajszej wizycie wieczornej i na dzisiejszej porannej.
Po jaką cholerę ja bym miała tam kwitnąć aż pięć dni - nie wiadomo - skoro we wrześniu po takim samym zabiegu wypisali mnie na następny dzień. Wprawiło mnie to w panikę włącznie ze skokiem ciśnienia, bo takiego ciśnienia jak przy dzisiejszym porannym pomiarze to ja w życiu nie miałam.
Stres jednak dodał mi odwagi i napisałam smsa przebłagalnego do mojego Pana Doktora, który (choć z daleka i przez telefon) wkroczył z mieczem świetlnym i uwolnił mnie!
Prawa ręka jest w znacznie lepszej formie, niż była we wrześniu ta lewa, mniej boli i właściwie jest od razu prawie całkiem sprawna - pewnie dlatego, że to była ta z mniejszymi uszkodzenami.

Teraz już tylko czekać wiosny, zwłaszcza że przed samym pójściem do szpitala posiałam sobie mały zagonek dziurawca, który będzie zaczątkiem nowej łączki. W sezonie 2019 będą sąsiadowały ze sobą poletka lawendy, dziurawca i oregano.

Komentuj (3)

02.01.2019 (12:18)

W Nowy Rok raczyliśmy się odmrożonym wigilijnym karpiem i cebulowymi bułeczkami z makiem, kminkiem i czarnuszką, które upiekłam na Sylwestrową kolację.
Przyszedł też czas na zrobienie kolejnej rozpiski planowanych w gospodarstwie robót, tych wszystkich ulepszeń, upiększeń i modernizacji domowych i ogrodowych. Od lat spisujemy takie plany, co jakiś czas na nowych kartkach i zawsze w jadalni przy stole. Kartki potem poniewierają się tam gdzieś w pobliżu i czasem można coś z nich wykreślić, a czasem trzeba dopisać. Najfajniejsze jest oczywiście wykreślanie, bo to oznacza, że praca została wykonana.
Stwierdziliśmy też, że mimo pechowego przełomu 2018/2019 jesteśmy dobrej myśli i wydaje nam się, że to będzie dobry rok.

Po prawie dwumiesięcznej przerwie technicznej kurki wznawiają produkcję jaj. Co więcej - młode kurki zaczynają już znosić jajeczka.
Choć jest zimno, to codziennie jest jajko lub nawet dwa - ho-ho! Bo tak naprawdę, to temperatury nie mają tu nic do rzeczy i liczy się głównie długość dnia. Przez cały prawie listopad i grudzień mieliśmy więc przestój i wszystkie wypieki towarzyszące świętom Bożego Narodzenia były niestety na jajach sklepowych. Na Wielkanoc spodziewam się za to jajecznego urodzaju.

Którego poświątecznego dnia wypuściłam kurki na pole za ogrodem. Łaziły tam sobie i grzebały, aż zapędziły się na polną drogę, gdzie zauważyły je nasze psy. Dopadły ogrodzenia i rozszczekały się jak durne, co wprawiło kury w panikę. Część uciekła z powrotem na pole frunąc górą, a część w całkiem przeciwnym kierunku - w stronę szosy.
Chwilę mi zabrało zamknięcie psów w domu i poszłam szybko sprawdzić, gdzie się moje kurki zapędziły. Okazało się, że dwie z nich wybrały się na dalszą wycieczkę i znalazłam je przy samej szosie, w narożniku między ogrodzeniem a furtką sąsiada. Złapać zielononóżkę na wybiegu to nie jest łatwa sprawa, ale jakoś mi się udało jedną, a potem drugą i pojedynczo poodnosiłam je do ogrodu. Szłam sobie z taką kurą, trzymając ją jedną ręką przy sobie, a drugą głaszcząc po głowie i pomrukując uspokajająco. Taka była cieplutka i spokojna, że aż uśmiechałam się sama do siebie - ach, musiał to być fascynujący widok.
Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach - czy to o to chodziło?

Komentuj (3)

30.12.2018 (16:03)

Kolejny sylwestrowy wieczór przed nami i mamy plany, że hej! Stary będzie ślęczał w kompie nad inwentaryzacją zieleni, ja zaś robię na drutach dwa swetry symultanicznie, więc z nimi spędzę ten wieczór, jak i wiele innych.
W naszym odbiorze jest to Sylwester prawie idealny.

Sweter czarny z alpaki, dla Młodej, robi się ciężko - i dla wzroku (jak to czarny, choć na szczęście tutaj ta czerń jest raczej nieoczywista) i dla palców (alpaka jest śliska). Po kilku dniach z alpaką przerzucam się więc na brązową cieniowaną włóczkę skarpetkową z dodatkiem cieniusieńkiego merynoska i to będzie sweter dla Młodego. Zostały mi niecałe dwa tygodnie do operacji prawej reki, więc chcę jak najwięcej zrobić w tym czasie, bo nie wiem jak to będzie z powrotem prawej ręki do aktywności; to moja ręka wiodąca.

Piękną wiosnę mamy tej zimy, bo z wyjątkiem dwóch przedświątecznych dni w śniegu wciąż jest kilka stopni na plusie. Wczoraj wieczorem prawdziwa mucha latała w sypialni.

Modernizacja tylnej sieni sprawiła, że znacznie cieplej jest w domu w czasie sezonu grzewczego. Przy takich temperaturach na zewnątrz, jakie teraz mamy, wygaszamy nawet piec przed nocą, czego nigdy zimą nie robiliśmy.
I rano też nie jest jakoś dokuczliwie zimno, bo można rozpalić nawet około jedenastej.
Palimy w tym roku brykietami, ale nie tymi dużymi jak cegiełki, tylko takimi bobkami. Stary kupił tego tonę, co zapewniło stan bezpieczeństwa energetycznego na jakiś czas. Lubię ten opał - ładnie pachnie, jest czyściutki i suchuteńki, łatwo się rozpala i pozostaje po nim bardzo niewiele popiołu.

Żeby była w przyrodzie równowaga, to obok bezpieczeństwa energetycznego mamy dyskomfort komunikacyjny, bo Stary rozbił auto w drodze powrotnej z Krakowa i teraz nasze auto przebywa w Wolbromiu. Dobra wiadomość jest taka, że Staremu nic się nie stało, a samochód opłaca się naprawić.

Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów