Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Bibliografie

Allegro
Poczta
Bank1
Bank2

Osloskop
YouTube

FB
NaszaKlasa
MoiKrewni
Pińczów
WOŚP

statystyka
GG e-mail
Logowanie
RSS

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


16.05.2012 (21:31)

Młody jest już po najważniejszych egzaminach maturalnych, zostały mu tylko ustne - polski i angielski. I mogłabym się już nie denerwować, bo ustne wystąpienia raczej dla niego nie stanowią trudności, gdyby jeszcze miał napisaną tę prezentację, tak jak jej nie ma.
Ale mówi, że zdąży.

Jestem w permanentnym transie ogrodowym, nie potrafię już zanieść łopatki do szopy, żeby po drodze nie zniknąć na godzinkę-dwie i nie utonąć w tych niekończących się pracach pielęgnacyjnych. W domu już wiedzą, że wracam, jak się ściemnia...

A dziś zmyliłam pościg. Dzwoniła Młoda i Stary szukał mnie z telefonem po ogrodzie, szukał, szukał, a ja byłam w sypialni - pod kocykiem oglądałam sobie odcinek Desperatek. "Nie pomyślałbym, że jesteś w domu" - powiedział Stary, a Młoda dodała, że jej też by to do głowy nie przyszło. No proszę, jak mnie zaszufladkowali.
W związku a tym w domu syf, bo nie sprzątam, skoro mnie tam nie ma. Kurz zalega wszędzie, jak to kurz, muszy trup ściele się po parapetach, a widok przez okna jakiś matowy i nieostry.

Nie jest tajemnicą, że nie ogarniam. Posiałam buraki liściowe na marchewce i teraz wzeszło wszystko naraz, a co najśmieszniejsze, rządki marchewki przecinają się z rządkami buraków ukośnie, a w innych znów miejscach są równoległe. Dosiałam też pod folią roszponkę, bo już co prawda raz ją siałam, ale nie wiem gdzie, bo nigdzie nie wzeszła. A siałam, przysięgam, bo paczuszka napoczęta!

W warzywniku wzeszły mi już ogórki i zaczyna też wyłazić szparagówka. Prawie od początku staram się prowadzić ten ogród według kalendarza biodynamicznego i mimo tego ogromnego natłoku robót nawet mi się to udaje, pod warunkiem bardzo precyzyjnego planowania. Dziś jest korzystny wpływ wznoszącego się księżyca na rośliny owocowe - stanął więc fasolnik na wigwamowej konstrukcji. Posiałam tam fasolę szparagową tyczkową zieloną i żółtego mamuta. Poprzycinałam też pigwowce, które bardzo ucierpiały po zimie: kwitną słabo, a mnóstwo gałązek przemarzło. Na koniec jeszcze z rozpędu wyplewiłam maliny jesienne.

Dojrzała już gnojówka z pokrzyw i wczoraj pierwszy raz podlewałam to i owo. Ach ten aromat, z niczym nie da się go porównać; wyleciał mi już z pamięci od poprzedniego roku, a tu nagle znów - jak obuchem w łeb!

Rano wychodzę teraz do pracy dziesięć minut wcześniej, żeby sobie jeszcze tak pochodzić i popatrzeć na ogród...
I kury, kury są mi potrzebne. Jak mi Stary szybko nie zbuduje tego kurnika, to rozważam rozwód.

Komentuj (2)

11.05.2012 (22:43)

Nie ma żartów, na polu wzeszły posadzone przeze mnie w kwietniu ziemniaki. Jest tam teraz tak pięknie - brzozy są już całe w zieleni.



Małe płotki z patyków wyznaczają miejsce, gdzie posadziłam cebulę, która nie zmieściła się już w warzywniku (kupiłam dwa razy po pół kilo dymki, czerwonej i wolskiej - nie wiem, po co). Dosiałam tam też opakowanie pietruszki na wszelki wypadek (ale jeśli wzejdzie wreszcie porządnie ta posiana wcześniej, to też się okaże, że nie wiem, po co).
Całkiem z lewej strony widać wzdłuż brzózek rządki lawendowych krzaczków, które pięknie zniosły przesadzenie z ogrodu, rosną zdrowo i wypuściły mnóstwo młodych pędów.



Na zaoranej reszcie wzeszła już facelia, ale jest jeszcze bardzo malutka i widać ją tylko na klęczkach.

Zajadamy już z wczesnego siewu w namiocie foliowym rukolę, szpinak i koperek. Siałam też roszponkę, ale gdzieś zniknęła, więc posiałam nową. Sałatę rzymską, głowiastą i lodową stopniowo wysadzam na grządki a nadmiar z przerywki podżeramy.



Tylna furteczka zaprasza do ogrodu. Bardzo lubię tamtędy wchodzić i wychodzić, a jeśli tylne drzwi od domu są już cały dzień otwarte, to i do furteczki jest bliżej. Rano wychodzę tędy na autobus, okrążając dookoła cały dom, a po południu wychodzę nią do sklepu. Tamtędy też wracam do domu.



A za furteczką - cienista rabata pod akacją. Tu rosną sasanki, fiołki, funkie, ciemierniki, hortensja, barwinek, żurawka Blackberry Jam, serduszka i liliowce Fulva.



Komentuj (8)

08.05.2012 (22:17)

Zagadka:



Rozwiązanie zagadki: tak, wreszcie ostrzygłam dużego psa, który już wyglądał, jak niedźwiedź. Prawie, bo mi się po trzech godzinach nożyczki skończyły. Jak jutro dokupię nożyczki, to dokończę.
Co gorsza, musiałam również trochę poskubać tępymi nożyczkami małego psa, bo umierał z zazdrości: "ja też, ja też, męcz mnie, dręcz mnie, byle MNIE!"
Jak wygląda niedokończony pies? No tak sobie... Dużo gorzej wygląda NAPOCZĘTY pies.

Padłam na pysk po tych trzech godzinach. Wzięłam prysznic, potem poszłam w szlafroku do kurnika, gdzie zerwałam wiązkę pokrzyw i wysmagałam się w ramach terapii majowej po kolanach i po łokciach. Następnie wpełzłam do łóżka. Dobranoc.

Miałam mieć dzisiaj odwyk od kompa w domu i prawie mi się udało!

Komentuj (5)

07.05.2012 (22:40)

Takie oto dwie zasłonki ukazały się moim oczom zielonym na lumpeksowym stole w dniu "wszystko po pięć zeta" i nabyłam i uszyłam nową wersję zasłonek kuchennych - the second edyszyn.
Tak wiem, że mają być deskowe fronty szafek, no ale przecież te zasłonki to tylko tymczasowo. Poprzednie też były tymczasowo, ale się już zniszczyły, bo wisiały dwa lata.
Pfff, dwa lata nie wieczność!

No i nawet gruszki w kolorze cegiełek...



Komentuj (4)

07.05.2012 (08:49)



Komentuj (3)
Blogi
DD
Ela
Elfka
Gliniany
Megaira
Merigold
MotylaNoga
Iskra
Valyo
Wszczebrzeszynie
DrLecter DrMorfeusz
Barbarella Haniuta Soso
Pierwsza Sistermoon
Utopia
Warsztat
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Ecrin
Gunia Lunia
Jacek
Sigi
Stary Młoda
Jedzonko
Fabryka Pesto Szpinak
PodWulkanem
ItaliaOdKuchni
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Zwyczajnie
MuratorForum
ForumOgrodnicze
Pogoda
Wielki Świat
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Przemyk