|
Goście
Archiwum 2010 marzec luty styczeń 2009 2008 2007 2006 2005 Bibliografie NaszaKlasa MoiKrewni Allegro Bank Osloskop Pińczów WOŚP YouTube
GG Logowanie |
BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić. 16.03.2010 (19:05) Kupowanie domu jest wyczerpujące fizycznie i psychicznie. Trzeba jeździć samochodem między bankiem a notariuszem i biurem nieruchomości z walizką banknotów. Trzeba też słuchać pananotariuszowego czytania długo i cierpliwie, a następnie podpisywać papiery, z których wynikają śmiertelnie poważne rzeczy. Na przykład jest tam napisane, że mieszkanie, w którym mieszkam, nie jest już moje, natomiast dom, w którym nie mieszkam, jest owszem mój. Oraz, że pieniądze, które bank przelewa z tytułu zaciągniętego kredytu krążą w nieskończoność pomiędzy kontami aktorów tego spektaklu. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby pan notariusz, spisujący te ważne rzeczy, ponumerował błędnie strony i nadał im kolejność: 1, 2, 2, 4, 5 (więc Stary do samochodu i z powrotem z banku do notariusza). Stary dobrze ogarnia tę całą kuwetę, więc ja się mogę skupić na kluczowych zagadnieniach typu: płytki gładkie, czy chropowate. Mimo to dzisiejszy dzień wyczerpał mnie do tego stopnia, że po obiedzie osunęłam się i zapadłam w sen w biżuterii i makijażu, a teraz wstałam i nawet nie jadę na medytację, bo po prostu nie mam siły (a tu jeszcze przede mną wysiew pomidorów, nie ma letko). A jutro jedziemy do IKEA, zainspirować się twórczo. Ponieważ wczoraj się już wymeldowaliśmy, więc jesteśmy bezdomni wraz z dziećmi. Wy wszyscy, którzy to czytacie, nie czujcie się bezpiecznie. Czteroosobowa rodzina z psem może Wam się lada chwila wpakować na chatę i zacząć zużywać wodę i elektryczność. (1888) Komentuj (3) 13.03.2010 (08:54) Żeby nie było, że Młody nic sobie dawno nie uszkodził, to jesteśmy właśnie po wieczornej wizycie na pogotowiu. Skakał wczoraj wzwyż na 170 cm i jakoś mu się tak podwinęła lewa ręka, że upadł na nią. W efekcie ból i opuchlizna i kolejne zdjęcie Rtg. Obyło się tym razem bez gipsu, ale chusta trójkątna ma być noszona przez 3 tygodnie. Musimy dziś usiąść ze Starym i zaplanować układ tych wszystkich pierdów elektrycznych, gniazdek i pstryczków i Stary już mi zapowiada, że czuje narastający konflikt. Coś mi się wydaje, że będzie próbował przeforsować oświetlenie domu lampami naftowymi, połączonymi szeregowo, albo cuś. Będę dzielna. W poniedziałek lecimy się wymeldować, bo we wtorek, przy podpisywaniu aktu notarialnego musimy przedstawić zaświadczenie, że pod naszym adresem nie ma żadnych osób zameldowanych. No a w środę zameldujemy się już na wsi. Będziemy więc bezdomni przez te dwa dni... We wtorek i środę będzie dobry dzień na wysiew pomidorów, ziemię mam już przygotowaną. Latem kupuję te bawole serca za szatańskie pieniądze i pożeram z oliwą, solą, pieprzem i świeżą bazylią. Może uda mi się mieć własne. Ale właściwie, dlaczego miałoby się nie udać? Dziś zdjęcia piętra. Obecnie są tam dwa pokoje z prostymi ścianami, skosy są odcięte i funkcjonują jako strych, a cały dach jest nieocieplony. Chcemy zachować ten układ, tylko mamy zamiar zabudować bocznymi ściankami sień miedzy pokojami i ocieplić utworzony w ten sposób duży prostopadłościan. A pod skosami nadal będzie strych. Pokój południowo-zachodni: ![]() Pokój północno-wschodni: Sień między pokojami: Skosy: Szczyt pod kalenicą:
Komentuj (7) 06.03.2010 (09:10) Nie chce mi się pisać, bo za dużo mam do pisania, za dużo mam do roboty. Wypisałam się z wycieczki do Grecji, na którą miałam jechać pod koniec czerwca, bo straciła ona dla mnie całą atrakcyjność; będę miała o tej porze wszystkie Grecje świata, Grecję mojego życia, że tak powiem. Chociaż... byliśmy w czwartek po południu na wsi i nie wygląda tam na Grecję, naprawdę. Śniegu po kolana i jacyś ludzie łażą po naszym domu i jakiś obcy pies szczeka. Zawieźliśmy tam znajomego elektryka, który być może będzie wymieniał całą instalację, żeby mógł się rozejrzeć na miejscu. A dziś przychodzi do nas na rozmowy remontowe pan, który będzie chyba robił ten cały remont. Miałam pogląd wyrobiony głównie na podstawie zdjęć, oglądanych wciąż i wciąż, no i ta jedna wizyta na samym początku, w sierpniu. Po tym czwartku stwierdzam, że pokoje na dole wydawały mi się większe, niż są w rzeczywistości, natomiast pokoje na górze zupełnie odwrotnie. No i kury mają ekstra domek w ogródku, tylko musimy go obrać z eternitu. Ale domek nadaje się nawet, żeby zamknąć w nim kogoś na noc (za karę lub dla wymuszenia zeznań). Poszłabym na jakiś koncert, gdzie można by poskakać i powrzeszczeć. Rozważam pierwszy dzień Open’era, zamiast tej Grecji. Eddie, hmmm, mniam.... Muszę zrobić linkownię do tematu wieś. Porobiliśmy sadzonki z winobluszczu, zdartego ze ścian balkonu, a w najbliższych dniach będę siać pomidory na rozsadę. Mam nasiona, które wybierałam pieczołowicie w sierpniu z takich mega pysznych odmian, które jednak mają mało nasion w owocu, więc trzeba się nadłubać. Jakbym wiedziała, że się przydadzą! Przetrwały zimę, zabezpieczone i nawet ładnie pachną. Jestem już trzy tygodnie na diecie rozdzielnej i ciekawe, czy coś z tego wyniknie. A dziś idę na babski sabat do dziewczyny, którą znam od prawie roku, a wczoraj się dowiedziałam, że była ona kiedyś synową mojej koleżanki z poprzedniego życia. (1718) Komentuj (4) 27.02.2010 (13:45) Do bólu kręgosłupa dołączył kaszel i obydwa dobierają się do mnie w nocy. Jak tylko się położę, to wiadomo, boli mnie kręgosłup; muszę latać, miotać się, kręcić, chodzić – wtedy jest OK. Leżeć nie mogę. No ale ja tak mam niestety, że w nocy leżę, znaczy śpię na leżąco (chociaż wiem, że nie każdy musi leżeć, żeby spać, ho ho, widziałam już takie rzeczy). Kaszel, który nadszedł po kilkudniowym katarze, atakuje podczas snu. A niech ktoś spróbuje kaszleć na leżąco z obolałym kręgosłupem! Z każdym więc atakiem kaszlu zrywam się do siadu, zginam się wpół i wtedy kaszlę sobie bez obaw, że mi się porozrywają wszystkie pozostałe krążki międzykręgowe. Po kilku takich zrywach wyszłam z nerw i poszłam do dużego pokoju. Była 1:30 czy coś koło tego. Zaczęłam od ketonalu forte, potem usiadłam sobie grzecznie na krześle przy sekretarzyku wyposażona w herbatkę z melisy i rumianku, przyodziana w skarpetki i owinięta narzutą i złożyłam głowę na przygotowanych do prasowania poszewkach (żartowałam – nie prasuję poszewek już chyba z dziesięć lat!). Tak sobie siedziałam i kaszlałam, aż wreszcie całkiem się obudziłam. Zapaliłam lampkę, sięgnęłam po jakiś papier z jednej z przegródek, potem wyjęłam całą zawartość przegródki ... i tak, krok po kroku, ani się nie obejrzałam, jak był wysprzątany cały sekretarzyk, posegregowane dokumenty, odseparowane śmieci. Poszłam za ciosem i ruszyłam do kuchni, tam też layout pozostawiał wiele do życzenia i jak skończyłam, była 4:30. Wtedy już mi się znów zachciało spać i mniej już kaszlałam i nie bolał mnie już prawie wcale kręgosłup. Poszłam więc z powrotem do łóżka, gdzie spał mój Stary, chrapiąc radośnie przez cały ten czas. Oczywiście, jak się tylko położyłam, to kręgosłup znów się odezwał i kaszel też, ale obydwa już nie tak mocno i pospałam do 7:30. Mam dziś babską imprezę u siebie i będę musiała uważać, żeby nie zasnąć z nosem w sałatce, bo pomyślą, że to od wódki! (1628) Komentuj (6) 24.02.2010 (13:39) Miałam tyle planów na ten drugi tydzień ferii, tyle roboty do ogarnięcia i cóż... Pierwszego poranka zawiesiłam się na dwie godziny nad prażonym słonecznikiem. Siedziałam tak i skubałam, skubałam, skubałam. Co ciekawe – nigdy przenigdy tego nie robię, wręcz uważam to za idiotyczne; jak mam ochotę na słonecznik, to kupuje łuskany, a jak mam ochotę na prażony, to sobie go mogę uprażyć. A tu proszę. A słonecznik w łupinach był akurat w domu, bo karmimy nim ptactwo balkonowe; znaczy - zeżarłam ptactwu. A jakie miałam potem czarne pazury! Drugiego dnia od rana miałam już katar i gardło mnie bolało, więc jakby naturalnym sposobem oddaliłam się od planowanych czynności. Miałam zrobić test z angielskiego z pięciu unitów, zadany na ferie, nawet umówiłyśmy się na wspólne jego rozwiązywanie z koleżankami, no i owszem, pojechałam. Ale zapomniałam zabrać tego testu ze sobą! Siadłam więc dziś sama w domu do tego testu, wzięłam ołówek, napisałam pierwszy wyraz, sięgam po gumkę, nie ma gumki! Musiałam ją zostawić wczoraj na tym spotkaniu, bo wyjmowałam na stół cały piórniczek. Cholera, przecież nie będę robić testu bez gumki! Miałam też szyć. Ale nie mogę się zdobyć na wyciągnięcie maszyny do szycia, no nie mogę. Miałam poprzesadzać kwiaty w pracy. W poniedziałek nie pojechałam, poniekąd przez ten słonecznik, a zresztą, jak sprawdziłam potem w kalendarzu biodynamicznym, to był całkiem beznadziejny dzień na prace ogrodowo-pszczelarskie, więc dobrze, że nie pojechałam. Jak widać, wszystko sprzysięga się przeciwko mnie. Muszę do soboty jakoś stanąć na nogi. Myślę, że natychmiastowa awaria Internetu bezprzewodowego mogłaby to nawet przyśpieszyć... Bo najlepiej mi idzie wyszukiwanie w sieci desek podłogowych, kafli, płyt gazowych i piekarników, klinkierów, hodowli kur zielononóżek, budowy pieca chlebowego, podłóg na wylewkach lub legarach, tynków glinianych, bidetów i wanien. Znalazłam na przykład wannę za 37 tysięcy, a wcześniej nie wiedziałam nawet, że istnieje. (1572) Komentuj (4) |
Blogi Ela Elfka Megaira MotylaNoga Iskra Książę Snafu Dzas Gliniany Wszczebrzeszynie DrLecter DrMorfeusz Barbarella Haniuta Soso Pierwsza Sistermoon Talenty CudaMerigold Dulbeb El Gunia Lunia Jacek Sigi Stary Młoda Jedzonko Pascal Pesto Szpinak Gospodarstwo Biodynamicznie Zwyczajnie MuratorForum Świat Janda Janerka Kazik Nohavica Przemyk |