Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2017
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


25.11.2017 (11:09)

W myśl zasady, że co się polepszy, to się popieprzy, trochę się oczywiście popieprzyło to, co się polepszyło, ale chyba w sumie jakoś się wszyscy z tego wyczołgamy.

A dziś będzie o dzierganiu.
Ze dwadzieścia lat nie robiłam w ogóle nic na drutach, a jak mnie znowu wzięło, to na amen. Takie cudne włóczki można teraz kupić - o bogatym składzie i przeróżnie barwione, na zimę i na lato, grube i cieniutkie, gładkie i z włoskiem, no bajka!
Całkowicie odbija mi korba - mogę oglądać je godzinami, czytać o nich, planować zakupy i to co z nich wydziergam, chociaż to ostatnie, to już nawet niekoniecznie.
Nawrót choroby dziewiarskiej dopadł mnie, kiedy jeździłam na podyplomówkę do Poznania; wtedy, w pociągach, powstał pierwszy szal, szaraczek z włóczki Lace, której w pięćdziesięciogramowym motku mieści się aż czterysta metrów. I kto by to pomyślał, że z jednego takiego motka wyjdzie szal o wymiarach 160x60 cm! Jest lekki jak puch, zwiewny jak mgiełka i cieplutki, bo to alpaka z dodatkiem jedwabiu.





Staram się kupować włóczki tylko w jednym sklepie internetowycm, żeby już całkiem nie popaść w histerię. W żadnym ze sklepów stacjonarnych w moim mieście nie ma porządnych włóczek, wszędzie tylko akryl w różnych modyfikacjach, jak za komuny, więc tam w ogóle nie próbuję, bo to czas i pieniądz zmarnowany.
Włóczki w moim sklepie mają w składzie różne rodzaje wełny, ale także i len, jedwab, wiskozę, bawełnę czy bambus - jeden z tych składników lub kilka z nich w różnych proporcjach. Są raczej drogie, niektóre nawet bardzo, ale to są zawsze dobrze wydane pieniądze.
Każdy rodzaj dostępny jest w wielu wariantach kolorystycznych - monochromatycznych lub cieniowanych na różne sposoby. Nawet mało wprawionej dziewiarce daje to ogromne możliwości, choćby tylko powtarzała jeden projekt z różnych włóczek.
A niektóre z tych włóczek wyglądają tak, że mogłabym je chyba zeżreć!

Porobiłam sobie dziś na kompie folder na zakładki do stron z włóczkami-marzeniami, planami, chciejstwami. To są moje zakupowe przymiarki na najbliższe miesiące, a pewnie i lata.

Mam kilka pozaczynanych robótek i teraz to są takie bardziej zimowe mizianki, ale rodzą się już pomysły na wiosenno-letnie dzianiny z włóczek bawełnianych.

Komentuj (4)

13.11.2017 (20:29)

Dziś etiuda o niedzielnym obiedzie na wsi.

Najpierw na szpadelku przyniosłam z pola trochę warzyw...





W piekarniku do skorzonery, marchewki i pietruszki dołączyły ziemniaki, cebula, czosnek i kiełbaski.



Komentuj (4)

10.11.2017 (12:21)

Dziś w nocy wróciłam z Londynu. Pierwszy raz byłam na Wyspach i spędziłam tam tylko dwa dni, ale bardzo chciałabym tam jeszcze wrócić i mieć czas na muzea i tzw. must see.
I pomyślałam sobie nawet, że chciałabym tam zamieszkać na starość.

Zachwyciła mnie różnorodność i wielobarwność na ulicach i poczułam się tak, jakbym po długim czasie wylazła nagle spod kanapy i zobaczyła świat.
Byłam już w wielu różnych krajach i widziałam przecież tych wszystkich ludzi, ale jakoś zawsze towarzyszyło mi poczucie, że jestem tam na wakacjach i że oni wszyscy też są tam na wakacjach.
Pierwszy raz spojrzałam na nich teraz jako na coś, co JEST - mieszkańców robiących zakupy, idących do pracy, prowadzących dzieci do szkoły. I pomyślałam, że mieszkam całe życie w getcie, w rezerwacie, w jakiejś wielkiej klatce z wybiegiem, pełnej niezbyt ładnych, jednakowych i nudnych zwierząt, do których należę i ja.
To, co widać w Polsce, nawet w wielkich miastach, to naprawdę nie jest prawdziwy świat, to nie jest gatunek człowiek. Ludzie tak nie wyglądają, świat tak nie wygląda - to jest jakieś oszustwo.

Jeśli ktoś przez całe życie nigdzie stąd nie wyjechał i nie zobaczył na własne oczy, jak bardzo ludzie mogą być ze sobą wymieszani, to może mu się zdawać, że społeczność tej planety wygląda tak, jak tłum wiernych w kościele na niedzielnej mszy.

Komentuj (9)

01.11.2017 (12:02)

Dzisiejszy dzień, uważany za święto tych którzy odeszli, będzie dla mnie już zawsze tylko dniem pożegnania z Mamą. Rok temu ostatni raz widziałam ją żywą, rozmawiałam z nią, czułam jej zapach, trzymałam za rękę i przytulałam.
W południe odwiedziła nas sąsiadka, chwilkę postała, pozagadywała, że trzeba zdrowieć, trzeba wstawać i wychodzić z tego szpitala i że jeszcze się spotkają na herbatce, jeszcze sobie posiedzą razem, pogadają.
A wtedy Mama powiedziała do mnie: czy wy myślicie, że ja nic nie wiem?
Głos już miała wtedy taki cichy i słaby, nawet mówienie było dla niej wielkim wysiłkiem.

Od tygodnia narastały różne objawy, które nie pozwalały mieć złudzeń i ja już wtedy nie miałam żadnych złudzeń, ale też nie myślałam, że to JUŻ. Gdybym była starsza i mądrzejsza, to może odczytałabym właściwie to, co widziałam, te różne zapowiedzi i może nie poszłabym wieczorem do domu, może zostałabym tam na tę jedną noc. Tego nie mogę odżałować.
Odeszła w nocy, kiedy ja spałam w jej mieszkaniu. Nic wtedy nie poczułam, nic mi się nie przyśniło, nic mnie nie obudziło... a przecież tyle razy wcześniej zrywałam się przerażona, zaniepokojona złym snem, złym przeczuciem.

Minął rok i powoli przyzwyczajam się do tego innego życia. Mama ani na chwilę nie opuszcza moich myśli, ale już nie płaczę każdego dnia i czasem nawet mogę spokojnie o niej mówić i myśleć.
I wiem, że ona jest tu przy mnie, w tym domu, zwłaszcza kiedy jestem sama. I jest to jedyne miejsce, gdzie czuję jej obecność.

Komentuj (0)

16.10.2017 (22:05)

Jesteś już taka stara i ja jestem już taka stara, że czas najwyższy! A w ogóle to się dziwię, że my do tej pory tego nie zrobiłyśmy! - powiedziała dziś do mnie Młoda, a sprawa dotyczy czegoś, co możemy zrobić razem, tylko we dwie i co będzie bardzo fajne!

Trafiły się w tym roku piękne jesienne dni i odkąd kociaki są już po ostatnim młodzieżowym szczepieniu, staram się codziennie wychodzić z nimi na trochę do ogrodu, żeby sobie mogły pozwiedzać.





Czyż Lusia nie wygląda tu jak Kłapouchy?

Komentuj (2)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów