Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2017
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


24.03.2017 (07:37)

Pomidory, które rozdawałam w jednym z poprzednich wpisów bardzo słabo mi powschodziły i nie miałam już z czego dosiać, więc trudno - rozdawnictwo będzie marne.
W Gospodarstwie zmiany: Stary dokończył ścieżkę i prawie zrobił bramę, która wygląda już całkiem, jakby była prawdziwa, tym bardziej, że trzeba ją otwierać, żeby wjechać lub wyjechać.
Mamy też cegły na słupek, który dopełni kompozycyjnie ruinkę.
Klika dni temu Darek zaorał nasze pole, coś tam będzie siał - może grykę, może coś innego - będzie ochrona od wiatrów dla mojego warzywnika.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają...

Dopalają się resztki mojej choroby, która paradoksalnie, mimo wszelkich chorobowych niedogodności była moim wypoczynkiem i oddechem. Mogłam wreszcie zapaść się w siebie samą i pobyć - chyba pierwszy raz od początku października. Nigdzie nie jechać, niczego nie robić, być.

W tych dniach, w te noce, wróciła do mnie Mama. Znów mi się śni, tak jak kiedyś gdy żyła. Ale wtedy śniło mi się, że umiera, że coś złego jej się dzieje, że potrzebuje pomocy.
Potem, kiedy już odeszła - całkiem zniknęła. Tak chciałam, żeby mi się przyśniła, tak tęskniłam, a tu nic, nic. Śniła się wszystkim dookoła, a mnie nigdy, przez te klika miesięcy ani razu. Gdybym wierzyła w duchy, to mogłabym pomyśleć, że odsunęła się i czeka, żebym mogła odpocząć.
I teraz wróciła w snach i znów jest, przynajmniej tak, przynajmniej tyle.

Komentuj (2)

13.03.2017 (18:27)

Tygodniowe chodzenie do pracy z kaszlem, a potem wyjazd do Trójmiasta, skończyły się zapaleniem oskrzeli. Siedzę więc sobie w domu pod kocykiem i szczekam na całą wieś, jak stado burków stróżujących. Dostałam antybiotyk i zwolnienie do przyszłego poniedziałku, więc mam czas się porządnie wykurować.
Ale zanim - to zdążyłam zahaczyć o prawdziwą konferencję naukową na uniwersyteckim Wydziale Nauk Społecznych i przypomniały mi się trochę czasy podyplomówki i ten specyficzny klimacik. Naprawdę było miło.

Komentuj (2)

28.02.2017 (19:41)

Obserwuję u siebie początki pierdolca ogrodowego, który przejawia się tym, że wracam do domu, jak już jest na tyle ciemno, że nic nie widzę. Dziś dokonałam rozbiórki sterty cegieł i sugestywnie poukładałam je Staremu wzdłuż koryta, które kiedyś miało być ścieżką, ale oczywiście nastąpiła stop-klatka.
Miałam obawy, czy dolna warstwa cegieł nie ukorzeniła się przypadkiem pod renetami, ale nie - dały się nawet wyjąć z ziemi.

Jak już wrócę do domu, to wypijam spore wiadro zielonej herbaty i dłubię swoją robótkę z chłodnej włóczki bambusowej. To lubię, to jest miłe, to są moje rodzynki.

W sobotę było w ogrodzie cięcie gałęzi i znów mamy sterty chrustu do pocięcia, rozdrobnienia, uporządkowania, a wydawało się, że w ubiegłym sezonie wyszliśmy już z tym na prostą. Przydałaby się rozdrabniarka do gałęzi.
Kwitną przebiśniegi, prymulki, ciemierniki, wyłażą tulipany i krokusy i jest coraz cieplej.

Jutro chyba będę siać pomidory, mam w tym roku piętnaście odmian. Kto chce?

Komentuj (0)

21.02.2017 (09:13)

Żałoba polega chyba na tym, żeby się nauczyć robić te wszystkie rzeczy, co zawsze, ale już bez osoby, która odeszła.

Pierwsza radość i pierwszy smutek, dobre i złe wiadomości, którymi nie można się podzielić; pierwsze święta, pierwsza wiosna, pierwsze urodziny.

Wczoraj Mama nie złożyła mi życzeń.

Komentuj (1)

14.02.2017 (17:52)

Mrozy wreszcie trochę puszczają, a dzień już się tak wydłużył, że nawet po siedemnastej jest jeszcze jasno.

Ciężko mi idzie nauka tego nowego życia, więc otorbiłam się, zagnieździłam w sypialni, gdzie mam urządzony zimowy kącik przy oknie. Na parapecie stoi lampa, a fotel jest przysunięty do kaloryfera, jak do pieca i można nawet na nim podgrzewać kubek z herbatą.
Przesiaduję tam całe popołudnia i wieczory i histerycznie robię na drutach, produkuję różne rzeczy, jedną za drugą - im trudniejsze, tym lepiej. Liczenie oczek i pilnowanie wzoru w kolejnych rzędach to świetny sposób na zajęcie myśli.
Niestety, znów nie mogę czytać; no tak mi się na starość porobiło, że do czytania potrzebuję minimum komfortu psychicznego.

Oglądam więc mądre i głupie seriale i jakoś mam nadzieję dotrwać do tej wiosny, choć wiem, że ona przecież też nie będzie taka, jak zawsze.
Ale żeby już chociaż chwasty zaczęły rosnąć.

Komentuj (0)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Róże.eng
Róże.pl
Róże.ru
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów