Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2016
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Seriale
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


27.04.2016 (07:03)

Nieoczekiwanie mam przerwę w życiorysie, wszystko przystanęło, odsunęło się i włączyło w tło wydarzeń. Priorytet na czterech kudłatych łapach przesłonił całą resztę. Jest jest już po operacji - wczoraj odebraliśmy ją i pomalutku sama weszła do samochodu; po przyjeździe musiałam tylko powylewać wodę z miski w domu i z wiadra przy studni, bo kazali jej nie dawać pić do wieczora.
Na początku nie mogła sobie znaleźć wygodnej pozycji, nie mogła się położyć, stała albo siedziała ale już po godzinie wtarabaniła się na łóżko, więc widać było, że będzie dobrze. Rano już dostała jeść i pić, wyszła z Burkiem do ogrodu i sama wlazła potem po schodach.
Podobno Chińczycy klonują już zwierzęta. Kora jest pierwszą kandydatką, którą z całą pewnością chciałabym kiedyś powielić z całym zestawem genów, jakie posiada.

Ja tymczasem też się wysunęłam na pozycję priorytetową, bo drętwienie rąk nie opuszcza mnie już w dzień ani w nocy, od palców aż do ramion - dobrze, że tam już ręce się kończą. Od pewnego czasu miałam w domu wypisane przez lekarza tabletki na solidniejsza kurację, trzy różne leki przeciwzapalne i zwiotczające do przyjmowania trzy razy dziennie. Wykupiłam i wrzuciłam do apteczki, na gorszy czas, kiedy ból będzie dokuczał, ale wczorajszego wieczora poddałam się i zaczęłam je brać. Jak się zwiotczyłam po pierwszej dawce, to mimo, że nie było jeszcze dziewiątej, gruba książka wysunęła mi się z rak i spadła z łoskotem na podłogę, budząc mnie brutalnie.
Jestem więc teraz obłożona tabletkami, jak pensjonariuszka domu opieki.

Nienawidzę PISu.

Komentuj (2)

18.04.2016 (19:22)

Dorotki są cudne - żwawe, ruchliwe, inteligentne! Od tygodnia zostały połączone z całym stadem, korzystają więc już z dużego wybiegu. Po dwudniowej lekkiej dezorientacji co do miejsca spania, wdrapują się już do spania na grzędę! Co prawda jeszcze na tę niższą, bo swoje miejsce w szeregu znają, ale jestem z nich naprawdę dumna.
Na wybiegu też sobie radzą - do żarcia się pierwsze nie pchają i uważają, żeby od dużych w łeb nie zarobić, ale też nie dają się zastraszyć i potrafią sprytnie zadbać o własne interesy.



W ogrodzie powstają nowe ścieżki, a właściwie główna - aorta, wybrukowana odzyskowymi cegłami z rozbiórki. Będzie ona miała odgałęzienia, prowadzące do wydeptanych i wciąż użytkowanych przez nas ścieżek trawiastych, ale nawierzchnia będzie wchodzić w te odgałęzienia kamieniami i stopniowo przechodzić w trawiaste dróżki. Jedno takie miejsc już widać, daje to wyobrażenie, jak całość będzie wyglądać.



A to aorta widziana od strony domu, czyli z dołu do góry, do kurzego wybiegu.



Wiosna ruszyła pełną gębą, sadzimy, przesadzamy, a jutro będzie rozbijany gruz pod oknem jadalni, co stanowić będzie pierwszy kroczek w kierunku nowego ogrodzenia.
Pomidorki są już po drugim pikowaniu, mam w tym roku dziewięć odmian, w tym dwie nowe. Niestety, cała trzydziestka nie zmieści mi się w foliaku, więc kilka posadzę na zewnątrz.



No i lada dzień będziemy zajadać swoją rzodkiewkę!



Komentuj (0)

11.04.2016 (19:06)

W sobotę demonstrowałam pod słupskim ratuszem przeciw zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Pojechałam, nie żałuję, jestem dumna i pojechałabym raz jeszcze.
Pomijam już fakt, że w demonstracji uczestniczyło około stu osób, co jak na warunki lokalne jest podobno sukcesem. No cóż, takie ospałe miasto, tacy ludzie - pogadać sobie i ponarzekać każdy potrafi, ale już dać wyraz, zabrać głos...

Z lekka mnie jednak wkurzyło, jak przeczytałam dziś na pierwszej stronie papierowego "Głosu Pomorza" że była to demonstracja ZWOLENNIKÓW aborcji. No szlag!
Czy to tak wiele trzeba mieć rozumu, żeby pojąć, że przeciwnik zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, to nie to samo, co zwolennik aborcji? Czy tam naprawdę nikt nie sprawdza tych tekstów, tych tytułów, które idą do druku?
Taka głupota... toż to wstyd.

Komentuj (1)

31.03.2016 (21:36)

Przyjechały nowe kurki - dziesięć ośmiotygodniowych zielononóżek, całkiem jeszcze małych, ale na tyle dużych, że są już w pełnym upierzeniu i wyglądają jak miniaturki tych dorosłych. Wykluły się szóstego lutego, w imieniny Doroty, będę więc je wszystkie dla uproszczenia nazywać dorotkami.
Kurki zostały wysłane paczką z Wielkopolski, niby to kurierem, ale wkrótce się okazało, że choć były w Słupsku już o ósmej trzydzieści, to potem nasz wsiowy listonosz woził je ze sobą przez cały dzień. Po pracy wyruszyliśmy mu na spotkanie, klucząc po serpentynach i bezdrożach naszej gminy, aż wreszcie na szosie między polami nastąpił przeładunek śmierdzącego towaru do naszego samochodu.
Jak ten biedny człowiek wytrzymał w takim smrodzie cały dzień, to naprawdę nie wiem, bo ledwo dojechaliśmy te kilka kilometrów do domu.

Dorotki zostały wypakowane i powrzucane przez okienko do kurnika, żeby mogły rozprostować gnaty a przede wszystkim wyschnąć z... że tak powiem, trudów podróży.
Kurnik wewnątrz został podzielony na dwie części, bo na razie młode kurki nie będą miały bezpośredniego kontaktu ze starszymi, dla własnego bezpieczeństwa. Dorosłe kurki korzystają teraz wyłącznie z dużych drzwi i mają dostęp do swojego gniazda, żeby mogły znosić jajka, a dorotki mają do dyspozycji małe okienko kurnika i zagrodzoną część wybiegu, taki tymczasowy kojec zbudowany z odzyskowych furtek i innych cudów.
Kurki mają też oddzielne karmniki i poidła.

Dzisiejszy dzień był przełomowy, bo dorotki pierwszy raz wyszły na swój wybieg, a właściwie zostały do tego nakłonione łagodną acz zdecydowaną perswazją, połączoną z wypychaniem ich kolejno przez okienko.
Wspomnę jeszcze, że wieczorem musiałam je wszystkie po kolei wrzucać z powrotem przez to okienko, bo nie umieją korzystać z drabinki!

Na zewnątrz natomiast uruchomiły od razu całe zasoby inteligencji: rzuciły się do żarcia, obstępując dookoła swój karmnik i widać było, że niezłe są w tzw. energicznym pobieraniu pokarmu!
Zachowywały się już zupełnie inaczej, niż wczoraj i dziś rano, co znaczy, że szybko się przyzwyczajają i czują się coraz lepiej. Straciły też już ten ohydny zapach.

Kurki młodsze i starsze teraz mają czas na oswojenie się ze sobą wzajemnie, przyzwyczajenie się do nowego widoku, zapachów i odgłosów, jednak bezpośredni kontakt nie jest na razie możliwy - ani w kurniku, ani na wybiegu.





No i wreszcie wiosna - wczoraj była pierwsza burza i to z gradem, a potem tęcza nad ogrodem. Łóżko zostało już wyniesione z sieni, co oznacza, że tylne drzwi domu znów są w użytku.





Powstają nowe rabaty, sadzimy znów róże.



Jeszcze chłodno, ale ławeczka pod leszczyną już czynna.



Komentuj (3)

08.03.2016 (07:09)

Doszliśmy do takiego punktu, kiedy elementem, który najbardziej szpeci nasze gospodarstwo jest ta ohydna, wielka, ciężka i potężna brama za stali przeciwpancernej - i nie ma tu żadnego zbędnego przymiotnika, a nawet miałabym ochotę dołożyć jeszcze kilka.
No a furtki to w tym miejscu w ogóle nie ma i człowiek musi korzystać z bramy, nawet jeśli nie jedzie samochodem.

Ja osobiście staram się z tej bramy nie korzystać, latem w naturalny sposób wychodząc otwartym tylnym wyjściem do przyjaznej furteczki. Zimą najczęściej obchodzę dom dookoła, bo nawet nieduży przymrozek powoduje, że trzeba się z bramą szarpać, a takich sił to ja nie mam, a nawet jeśli mam, to ich bezmyślnie trwonić nie zamierzam.

Marzy mi się brama i ogrodzenie z drewnianych sztachetek, pasujące do całego klimatu ogrodu, a przy okazji przeprowadzone w nieco innej linii niż obecne. Po zmianie nie będziemy już mieli okna jadalni poza obrębem ogrodzenia posesji, co jest jakieś dziwne i niezdrowe.
Zaplanowana jest też furteczka wejściowa, podobna do tej z tyłu, a dodatkowo zaopatrzona w pergolę dla róż. Wejście będzie prowadziło wprost w kierunku schodów wejściowych nowego ganku.
Teraz, po wejściu przez bramę, trzeba wykonać kilka dziwnych zakrętów i ewolucji, by dotrzeć do schodów i wejść do domu i jest to zwyczajnie nieergonomiczne, a jeśli ktoś woli trochę magii, to i niezgodne z feng-shui.

Stary już narysował swoje piękne obrazki, które czasem nawet przekładają się na rzeczywistość i mam nadzieję, że tym razem właśnie tak będzie.

A ognik, rosnący pod oknem jadalni, to się dopiero zdziwi, że nagle znalazł się po drugiej stronie ogrodzenia, nie ruszając się z miejsca!








Komentuj (2)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Warsztat
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Sigi
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Szpinak
PodWulkanem
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Oaza
Wolierka
Pogoda
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Pińczów
Przemyk
Trójka
WOŚP