Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2016
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Seriale
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


27.06.2016 (05:39)

Stary zawiózł Mamę na lato do Miasteczka.
Kołomyja zakończenia roku szkolnego zbiegła się z przygotowaniami do tego wyjazdu, więc w domu w zasadzie nie było sprzątane, a wręcz przeciwnie. Kiedy wyjechali, rozpętała się solidna burza i padało potem przez kilka godzin, co uniemożliwiło mi terapię ogrodową i uziemiło przy stoliku za domem z flaszką białego wina, bez którego nie dałabym chyba rady przeżyć tego wieczoru.
Przerażają mnie własne emocje i kłębowisko sprzecznych myśli, no ale jakoś powoli będę się z tego wyczołgiwać z zastosowaniem terapii ogrodowej.



W niedzielę od rana snułam się po domu, obsługując kolejny zestaw terapeutyczny: pralka-zmywarka-odkurzacz-mop i próbując przywrócić standard mieszkalny. Wychodziłam też od czasu do czasu do ogrodu, ale wszystkie wyjścia kończyły się pod świdośliwą, obsypaną dojrzałymi już owocami. Tam parkowałam i spożywałam, a jak się już obżarłam, to zapominałam, po co wyszłam, więc wracałam.
Ale udało mi się też trochę poogrodować. Rozsypałam trzy opakowania nawozu do róż co zajęło mi trochę czasu, bo przy okazji wyrywałam z różanek chwaściory, żeby ich bez sensu nie nawozić?
No i upiekłam sobie mały chlebek, będzie dziś na śniadanie z masłem albo wsiową śmietana i szczypiorem. Próbuję znów coś działać z dietą rozdzielną, ale czasem mi się chce, a czasem nie.

Wieczorem zjadłam w ogrodzie trochę pierwszych czereśni i malin!
Wykonałam też bojowe zdanie, które zawsze należy do Starego, a tym razem spadło na mnie: wystawiłam do poniedziałkowej wywózki szklane odpady, a było tego pięć worów napełnionych po demontażu betoniaka i wygrzebaniu spod niego śmietniska dziesięcioleci. Powywoziłam je po kolei na taczce i poustawiałam pod lipą przy szosie.

Betoniak - "przed" i "po" - najpierw widok od strony domu.





Po drodze było jeszcze "w trakcie"...



A teraz widok w stronę domu; już wkrótce będzie tam rosła trawa.





Ale to już było i nie wróci więcej...

Tymczasem kwitną róże i jaśminowce, a wieczorami pachnie jak w raju.



Komentuj (0)

18.06.2016 (15:45)

Czerwiec trochę mnie przeczołgał z różnym sprawami, ale jakoś wszystko powoli się wyjaśnia. Po pierwsze, chociaż ZUS chciał mnie siłą wysłać do sanatorium, to jednak udało mi się załatwić zabiegi w trybie ambulatoryjnym, taki ekwiwalent sanatorium, ale na miejscu. Przez cały lipiec będę jeździć do Słupska codziennie oprócz niedziel, razem 24 dni zabiegów. Kosztowało mnie to wszystko trochę nerwów, ale dałam radę, dowodząc, że jak się pacjent uprze to i ZUS mu nie da rady!

Po drugie przenosiłam konto z debetem z jednego banku do drugiego i spędzałam upojne wieczory na rozmowach z konsultantami, zresztą bardzo sympatycznymi. Mam już nowe konto i debet w nowym banku, a więc został mi tylko rozwód z tym poprzednim i mam nadzieję, że to też przebiegnie sprawnie.
Gdybym spała na pieniądzach, to bym już dawno po prostu spłaciła ten debet i rozwiązała umowę... zresztą, co ja za bzdury wypisuję, przecież wtedy w ogóle nie miałabym żadnego debetu!

Młode kurki rosną zdrowo, są już zbliżone rozmiarami do tych starych, z tym że grzebyczki maja zdecydowanie mniejsze i bledsze, bo oczywiście nie znoszą jeszcze jajek. Jak zaczną, to chyba zacznę sprzedawać nadwyżki.

Mieliśmy już pierwszy miód w tym roku, jasny, wielokwiatowy. Bardzo lubię rozlewane miodu do słoików, to jest cudowna, energetyzująca robota. No i doszłam już do pewnej wprawy, nie rozlewam chochelką, jak na początku, tyko z dużego kubła bezpośrednio do słoików.

Jutro jedziemy razem z Młodym do Ustki na niedzielny obiad, fundowany przez Mamę, która za tydzień wybiera się na lato do Miasteczka.

Komentuj (0)

20.05.2016 (08:12)

Co tam ogórki, skoro w foliaku i gruncie prawie wszystkie moje pomidorki mają już pąki kwiatowe, a wysiane zostały 20 marca! Cieszę się, jak dziecko, bo rok temu pomidory wyniesione na noc do foliaka przemarzły i wysiewałam wszystko ponownie... dobrze że miałam jeszcze nasiona. No ale w związku z tym było straszne opóźnienie i krzaki bardzo wybujały, kwitły późno i wysoko i było mało pomidorów jakoś.

W uprawie pomidorów też się doskonalę, ale to jest dużo bardziej twórcze i podniecające, niż te ogórki, no i satysfakcja konsumenta też jest nieporównywalna.
Mam dziewięć odmian w tym roku, a robię już notatki, jakie chciałabym pozyskać na nowy sezon i nawet coś tam już mam.
Kuszą mnie rosyjskie odmiany dużych zielonych pomidorów: Błoto i Malachitowa Szkatułka.
Za bardzo nie poszaleję, bo w foliaku mieści mi się około trzydziestu krzaków.

Tymczasem moje wyczekiwane pączki kwiatowe wyglądają tak:



Komentuj (0)

17.05.2016 (07:21)

Plan Uprawy Ogórków uległ modyfikacji już na starcie, bo wysiałam skiełkowane ziarenka najpierw do doniczek. Jakoś mnie przerażało puszczenie tych kruchych maluchów od razu na głębokie wody.

Tam w polu grasują sarenki, jelonki czy inne licho i upodobały sobie moje truskawki. Smakują im młode liści, a co gorsza i kwiaty.

Trzeba było coś zaradzić. Sponiewierałam się estetycznie i porozwieszałam na wbitych w ziemię patykach puste worki foliowe, a Strach Na Jelonki dostał nową lokalizację i nową kurtkę. Występuje on w tym sezonie bez gaci, ale za to dostał dwie nowe torby na zakupy. Wszystko to razem powiewa, porusza się i ma działać.
I chyba działa! Przedwczoraj dołożyłam jeszcze zielonoświątkowy bodziec w postaci liściastych szczytów ściętych brzóz; powbijałam je w truskawkowe poletko na postrach.

Od czasu wprowadzenia tych zmian, jakoś bardziej z rezerwą zapuszczają się do mojego warzywnika, no w każdym razie najpierw przez kilka dni ostrożnie badają, a potem ja: ciach! znów jakąś zmianę!
Tak się muszę z nimi bawić, jeśli chcę tam mieć warzywnik.

Mam nadzieję, że to ostatni rok, bo w sezonie będzie już można pozaplatać płotek brzozowy, jeśli pędy urosną dość wysoko.

Komentuj (0)

10.05.2016 (13:28)

Doskonalę się w uprawie ogórków, bo był kiedyś taki rok, że nakisiłam na całą zimę takich z własnej uprawy i to było bardzo satysfakcjonujące.

Moje tegoroczne ogórki będę uprawiać według poniższego schematu, utworzonego na podstawie różnych informacji z ogrodniczych forów i jeśli mi się to sprawdzi, to system będę powtarzać.

Po pierwsze trzeba wybrać odpowiednią odmianę, bo w sprzedaży jest masa chłamu, którego zakup już na starcie minimalizuje szansę powodzenia. Nasiona przed wysianiem trzeba namoczyć, żeby zaczęły kiełkować; wtedy unikamy loterii, że posialiśmy paczkę nasion, a wzeszło dziesięć sztuk i trzeba szybko dosiewać.
Moczenie odbywa się przez rozłożenie nasionek na wilgotnych wacikach czy ręczniku papierowym, nasączonych wodą lub mlekiem. Eksperymentalnie namoczyłam je w tym roku w wyciągu z krwawnika.
Mleko i krwawnik działają przeciwgrzybowo i pozwalają uniknąć chemicznych środków ochrony roślin. Krwawnikiem pryskamy co roku brzoskwinie przeciwko kędzierzawości liści, a mlekiem pomidory w foliaku - przez cały sezon raz w tygodniu.

Kiedy nasionka ogórków skiełkują, wysiewamy je delikatnie, aby nie połamać kiełków. Można wysiać do wielodoniczek, ale ja w tym roku spróbuję wprost do gruntu, bo już jest dość późno.
Ogórki powinny być wysiane do ciepłej ziemi i muszą też być podlewane, przynajmniej na początku, zanim nie zakwitną.
Po wysianiu przykryję całą grządkę białą agrowłókniną, która będzie podnoszona tylko do podlewania, a zdjęta dopiero wtedy, gdy ogórki już zakwitną.

Dziś rano wysiałam dwa opakowania ogórków jednej odmiany - Śremski F1, nasionka otoczkowane, producent Legutko.
Start!

Komentuj (4)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Warsztat
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Sigi
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Szpinak
PodWulkanem
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Oaza
Wolierka
Pogoda
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Pińczów
Przemyk
Trójka
WOŚP