Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


03.01.2010 (17:42)

Jutro wracam do pracy. Byłam tam ostatnio 20 listopada. Hmmm, nie będzie łatwo...
A po pracy jeszcze dentysta i angielski, więc można powiedzieć, że zaczynam z kopyta!
(612)

Komentuj (7)

06.01.2010 (20:19)

Jestem szczęśliwym człowiekiem. Szczęśliwy człowiek to taki, który nigdzie nie musi już dziś wychodzić, mógł łyknąć ketonal i wejść pod koc, laptop na brzuch, muzyczka sączy się z radia a jutro Stary gotuje obiad dla siebie i Młodego.

To sanatorium nic mi w ogóle nie pomogło - jak mnie po nocach bolał kręgosłup, tak mnie boli nadal. W dzień natomiast latam jak torpeda i jest OK. Trzymam się jeszcze tej nadziei, że efekt terapeutyczny będzie widoczny po upływie miesiąca od zakończenia kuracji – tak jest napisane w karcie wypisowej. Mam więc jeszcze dwa tygodnie, cholera jasna.

Dziś podpisaliśmy umowę przedwstępną z ludźmi, którzy kupują od nas mieszkanie. Wszystko odbyło się w naszym biurze nieruchomości w obecności dwóch pośredników, całkiem urzędowo.
To tylko umowa przedwstępna, potrzebna ich bankowi, żeby mogli dostać ostateczną decyzję kredytową, ale jest to dla nas duży krok do przodu. O dziwo, wszystko odbyło się bardzo spokojnie, tzn. nic się nie denerwowałam, wszystko było rzeczowo wyjaśnione i precyzyjnie określone. Jeden z punktów tej umowy określa ostateczny termin „wydania przedmiotowego lokalu w posiadanie Kupujących” na 30 kwietnia.

Wcześniej, do 1 lutego, podpiszemy umowę przedwstępną w formie aktu notarialnego, a właściwą umowę kupna-sprzedaży do 1 marca. Ten cały luty potrzebny jest po to, żeby się dograły pozostałe elementy układanki (czyli inni sprzedający i kupujący), a marzec, to czas, jaki będzie miała Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa, żeby odpowiedzieć nam, że nie chce naszej ziemi rolnej. No bo jak odpowie, że chce, to wtedy my nie chcemy się w to więcej bawić.

Jak wszystko pójdzie dobrze, to zamieszkamy na wsi w najpiękniejszym możliwym terminie w roku - od razu na naszych oczach będą rozkwitały jabłonki i brzoskwinie, a potem po kolei cała reszta i z każdym dniem będzie coraz cieplej. Zaliczymy w pierwszym roku pełen okres wegetacyjny.
Aż nie mogę oddychać, jak o tym pomyślę.
(642)

Komentuj (5)

09.01.2010 (22:37)

Naprawdę nie myślałam, że kiedyś jeszcze w życiu będę musiała robić rozeznanie w asortymencie zmywarki – kuchenki – okapy – piekarniki – sedesy – wanny, itepe. Musimy szczegółowo zaplanować urządzenie łazienki i kuchni, bo to one będą wyremontowane zanim się wprowadzimy. Coraz bardziej czuję, że czas przyspiesza, że to koło się kręci i nic go już nie zatrzyma. Wczoraj Stary był na wsi z potencjalnym wykonawcą robót remontowych, wczoraj podpisaliśmy też aneks do umowy ze środy, z konkretnymi terminami i kwotami.

Wizję łazienki już mamy, będzie duża: dwa i pół metra na sześć; w jednej krótszej ścianie drzwi, w przeciwległej wielkie łukowato wykończone okno, a pod nim wanna. Nie będziemy kupować brodzika i kabiny, natomiast wybudujemy ściankę, oddzielającą miejsce z prysznicem. Ponieważ pomieszczenia są tam wysokie, w łazience już od samych drzwi będzie obniżony sufit, ale nie do końca, bo okno jest naprawdę piękne i nie chcemy zmarnować efektu, jaki ono stworzy. A więc w końcu łazienki, tam, gdzie wanna, sufit będzie miał swój obecny lub nieznacznie niższy poziom – utworzy się taki pseudo wykusz z oknem i wanną.

Co do kuchni, to muszę wszystko zaplanować i rozmieścić, czekają mnie godziny internetowych poszukiwań i muszę naprawdę się do tego przyłożyć, bo jestem zwierzę gotujące i to dla mnie ważna część domu.

Inne szczegóły też już sobie wstępnie powymyślaliśmy, niektóre rzeczy jeszcze się rodzą i dojrzewają. To są wspaniałe rozmowy, nawet jeśli ma się świadomość, że niektóre rzeczy będą odsunięte w czasie i jest to na razie czysta teoria.
Sprawy zaczynają więc obrastać w konkrety.

Szukam nowego domu dla wiejskiego psa, który ma tam zostać, bo państwo S. nie zabiorą go przecież do bloku. Pies biega w zagrodzonym siatką kojcu, mieszka w budzie. Jest to, jak oni mówią, „dobry pies, bo ostry i tani w utrzymaniu” (w tłumaczeniu: wypuścić go nie można bo mógłby kogoś zagryźć, a żre byle co, czyli chleb ze smalcem). Pies jest ładny, wilczurowaty, ma 4 lata, ale ja tego psa nie chcę.
Chcę swoje psy, które wychowamy od maleństwa i na pewno nie będą biegać w klatce, bo będą mieszkać w domu. W sieni. Takie mam plany, że będą mieszkać w sieni, a jak będę gotować obiad, to będą mi towarzyszyć, leżąc w progu kuchni. Aga mówi, że i tak wylądują w łóżku, ale ona się nie zna. Przecież to będą wiejskie psy i będą się musiały podporządkować twardym realiom wiejskiego życia (w sensie, że w łóżku przecież śpi Dumka, no bez przesady – trzy psy w łóżku?!). Wstępnie są planowane teriery irlandzkie, dwie suki oczywiście.
(678)

Komentuj (3)

12.01.2010 (21:49)

Czasoprzestrzeń jest przeciwko mnie. Za mało jest w niej czasu. Nie wyrabiam się z niczym. Szukam tych piekarników, okapów, oglądam kuchnie i łazienki w necie, bo żeby w realu, to już zupełnie wykluczone. Łazienkę mamy z grubsza oswojoną, nawet z efektami specjalnymi w rodzaju: „a jak stoimy w progu, to do jakiej odległości od drzwi może być obniżony sufit, żeby widać było już od wejścia pełen łuk nad oknem w przeciwległej ścianie i jeszcze trochę tej ściany nad nim?”

Stary klika myszką, rysuje lodówki, piekarniki i zmywarki, potem przerzuca je z jednej ściany na drugą, a ja się nie zgadzam. Kombinujemy, może trochę w prawo, może w lewo, a wiesz, ta belka nawiązuje do tamtej, a tu ścianka wyższa lub niższa, a tu blat szerszy, a to a owo. Muszę szybko szukać, jakie wymiary mają poszczególne urządzenia, żeby je tam powciskać w miarę realistycznie. Szafek w kuchni nie będzie, tylko murowane z cegieł ścianki, które będziemy wypełniać tą treścią kuchenną („treść kuchenna” brzmi zresztą jakoś obrzydliwie).

Przy tym całym urządzaniu wnętrza musimy brać pod uwagę, że naszym celem nie jest przeniesienie sprzętów, zwyczajów i upodobań z tego mieszkania do tamtego domu i kontynuacja. Musimy zaplanować całkiem inne życie tam i wziąć przy tym pod uwagę, że wiele rzeczy normalnych tu, jest nie do przyjęcia tam. Na przykład tłumaczę Staremu, że nie do przyjęcia będzie mycie warzyw i przechowywanie ziemniaków w kuchni.
I musimy uważać przy tym całym urządzaniu i remontowaniu, żeby nie zepsuć ducha starego domu, a umiejętnie go wydobyć.

Przez ten dom jestem od paru dni w stanie nierównowagi emocjonalnej, a dokładnie, to czuję się cały czas tak, jakbym była po mocnym drinie wypitym przed chwilą.
No i w dodatku wieś się nazywa Stara Dąbrowa. Serio!
(nie wiem tylko, co z tymi myszami, podobno muszą być...)

Tymczasem umowa kredytowa wciąż niepodpisana, bo czekamy na jeszcze jeden ważny Świstek z pewnego banku, co to kiedyś już o tym pisałam. Według telefonicznych przecieków Świstek nadejdzie jutro. Aż strach!

A Młody planuje już imprezę urodzinową na wsi, wieloosobową, ale przed remontem (z naciskiem na „przed”).

Nadal szukam nowego podwórka dla psa podwórzowego.
I rozmyślam nad totalną eksterminacją kur, bo Stary powiedział, że jak są kury, to będą i szczury. A skoro kury mają być przeznaczone do zjedzenia, to muszę uważać, żeby się przypadkiem z nimi nie zaprzyjaźnić!

Nasz (wkrótce) kurnik:

(708)

Komentuj (7)

16.01.2010 (09:46)

Stało się - nadszedł wczoraj epokowej wagi papierek z tego jego_mać_banku, z którym to Stary pozwolił sobie mieć przelotny romans; tym razem papierek ma wreszcie w dobrych miejscach powpisywane odpowiednie wyrazy. Pozwoliło nam to umówić się na podpisanie umowy kredytowej w poniedziałek o 14.00.
I czekamy potem jeszcze z tydzień lub trochę więcej, bo przyszli właściciele naszego mieszkania wtedy właśnie dostaną ostateczną decyzję kredytową.

Następne etapy tej drogi na wieś będę raportować; myślę, że fascynująco będzie wyglądać ten cały proces, kiedy spojrzy się wstecz w dniu przekazania kluczy od naszego mieszkania. Już teraz widać, że właściwie żadne planowane wcześniej daty nie okazują się realne, tylko ulegają ciągłym przesunięciom, że wszystko się rozciąga jak guma, jednak wyraźnie zmierza do szczęśliwego finału.

Dziś w menu rzut parteru.

Tak jest:


Tak będzie:


Jak widać, wielkiej rewolucji nie planujemy. Uwalniamy sień, żeby była na przestrzał od wejścia frontowego do ogrodowego, przenosimy schody z jednej strony sieni na drugą, kuchnia wraz z jadalnią będzie w dużym pokoju obok obecnej kuchni, z dwoma oknami wychodzącymi na wjazd do posesji. Piec CO zostanie tu, gdzie jest, jednak stworzymy mu przytulny pokoik-kotłownię, w której będzie też miejsce na duży zlew gospodarczy i kibelek.
Łazienkę wykradniemy z tego wielgaśnego pokoju, dzięki czemu będzie ona miała piękne łukowato zwieńczone okno. Sypialnia zostanie sypialnią, Młody dostanie ten 23-metrowy pokój z dwoma oknami na ogród.
Pracownia projektowa będzie tymczasem w pokoju z trzema oknami na ogród, dopóki Młody nie zda matury i nie wyjedzie z domu. Potem stanie się ona pokojem mamy, bo ona lubi ciepło i słońce; będzie tam miała dużo przestrzeni, blisko do łazienki i do wyjścia do ogrodu.
A Stary wtedy przeniesie się ze swoją pracownią do pokoju po Młodym.

Jest to trochę inaczej, niż planowaliśmy na początku, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się uchronić ten wielki pokój przed poszatkowaniem na kawałki. Nawet po zabraniu mu ponad dwunastu metrów na łazienkę pozostanie wciąż dużym pięknym wnętrzem.

Chcemy też w przyszłości przenieść wejście do ganku i zrobić nowe schody, ale od frontu. Wtedy ładnie się je skomponuje z tarasem, który aż się prosi zrobić z prawej strony ganku, przy południowo-zachodniej wystawie, gdzie teraz jest szopa na drewno, dobudowana do ściany domu.
(750)

Komentuj (7)

18.01.2010 (16:19)

No to już. Zadłużyliśmy się na dwadzieścia siedem lat. Hmmm...
(888)

Komentuj (4)

19.01.2010 (21:20)

Nie obyło się oczywiście bez kolejnej komplikacji, drobnej, ale jednak. W umowie kredytowej znaleźliśmy nieoczekiwanie sformułowanie, że przedmiotem kredytowania jest dom w zabudowie bliźniaczej. No i cóż – potrzebna korekta, bo to nie jest żadna zabudowa bliźniacza i będziemy jeszcze musieli podpisywać aneks.

Nasz przyszły dom był kiedyś wiejską szkołą, a ten największy pokój, to była szkolna biblioteka. Stąd pewnie nie ma tam typowych wsiowych zabudowań gospodarczych (chociaż mogła przecież istnieć gdzieś na tyłach klatka dla krnąbrnych uczniów, zostawianych za karę po lekcjach).

A tak wygląda obecnie elewacja południowo-zachodnia od strony ogrodu, z oknami tego wielkiego pokoju-biblioteki (zdjęcie z grudnia):



Na niedzielę umówiłam się z dawną koleżanką, która też kiedyś kupiła dom szachulcowy, a właściwie całą starą zagrodę. Wyremontowali ją z mężem i mieszkają tam już od dwunastu lat. Byliśmy u nich na samym początku, widzieliśmy jak to wtedy wyglądało, chcemy zobaczyć, jak wygląda teraz i posłuchać, jak sobie z tym wszystkim poradzili. A że sobie poradzili świetnie, to powszechnie wiadomo, bo są znani w regionie - oni, ich działalność agroturystyczna, edukacyjna (i nie tylko), którą prowadzą w tej zagrodzie.

Na kompie Starego powstało już z pięć wersji naszej przyszłej kuchni i chyba już ta ostateczna również. Podoba mi się :)


Ciekawe, czy nasze dzieci zdają sobie sprawę z tego, że muszą teraz dbać o nas, żebyśmy byli zdrowi, żyli długo i... sami spłacali nasz kredyt!
(930)

Komentuj (1)

20.01.2010 (23:13)

Tak wygląda elewacja frontowa (północno-zachodnia) od strony wejścia na posesję, z gankiem prowadzącym do domu:


Od strony polnej drogi (wystawa północno-wschodnia) jest goła biała ściana - parter jest ocieplony:


Od ogrodu (tam gdzie jest tylne wejście do domu), ściana jest częściowo ocieplona, a na części widać czerwoną cegłę (wystawa południowo-wschodnia):


No więc tak wyglądają wszystkie cztery elewacje.


Muszę updejtować, bo Stary mnie opierniczył, że zamieszczam fałszywe zeznania.
Ten duży pokój, to była klasa, a nie żadna biblioteka. Sala lekcyjna, no.
Natomiast później, kiedy już nie było w tym budynku szkoły, pani S. prowadziła wiejski punkt biblioteczny, który urządzono właśnie w tej byłej klasie.
(972)

Komentuj (8)

26.01.2010 (11:58)

Czekamy, czekamy...
Mam tyle nagromadzonej pozytywnej energii, że mogłabym zacząć latać. A tymczasem muszę spętać sobie obie nogi razem i czekać.

Dom dla psa wsiowego nadal poszukiwany.
(1020)

Komentuj (1)

27.01.2010 (22:38)

Czekamy, czekamy i nic. Dostaną, nie dostaną, nie wiadomo. Niby byli pewni że dostaną. Ale zawsze może być jakieś "ale".
Jestem znów w tym samym miejscu, co kiedyś przedtem - chciałabym, żeby coś już ruszyło z miejsca, nawet jeśli to ma być wiadomość, że ci ludzie nie dostali kredytu i zrywa się cały ten misterny łańcuch.

Bo tak, jak teraz to ja nie mogę, nie mogę żyć w takim nie_wiadomo_czym.
Nie wiem, czy ja jestem ta osoba, która zaraz kupuje dom na wsi, czy ja jestem ta osoba, która na razie nie kupuje domu na wsi.

Nie wiem, gdzie jest moja głowa. Męczy mnie to i zżera moje siły.
(1068)

Komentuj (4)

30.01.2010 (11:42)

Śnieg zasypał nas z uszami. Samochód stoi na parkingu i już go prawie nie widać. Z chodników na ulicę można się przedostać tylko w określonych miejscach, gdzie są zrobione przekopy. Taka zima, jak normalnie była prawie co roku, kiedy byłam mała. Pfff!
Mieliśmy jechać do pobliskiego tartaku, oblukać, czy maja tam jakieś fajne deski. Ale cóż, zasypało. A miałam jedno wolne popołudnie w ciągu ostatnich dwóch tygodni – i się zmarnowało.
Stary narzeka, że ja nigdy nie mam czasu. No ale co ja mam na to poradzić?

Zauważyłam dziś, wchodząc z balkonu do pokoju, że nasz sufit jest za nisko. Wchodzę, patrzę, widzę sufit; tak nie powinno być. W tamtym domu sufit jest dużo wyżej.
A na balkonie byłam względem sikorek. Widziałam dwie wczoraj na mojej brzózce i pogalopowałam dziś po słoninkę. Może się dadzą zwabić.

Wczoraj dzwonił wreszcie pan agent nieruchomościowy. Ponieważ nasi Kupujący mają jakieś formalne trudności z kredytem (a najprawdopodobniej trafili na nieprofesjonalnego doradcę kredytowego, który nie o wszystkich potrzebnych kwitkach ich poinformował), musimy więc podpisać aneks do umowy przedwstępnej, bo wszystkie wcześniej ustalone terminy tracą aktualność z końcem stycznia i trzeba je poprzesuwać.
Natomiast dobrą wiadomością jest, że wyjaśniły się wcześniejsze niedomówienia między państwem S., od których kupujemy dom, a ich Sprzedającym.
Oprócz tego pan agent poinformował mnie, że na 9 lutego mamy wstępnie umówionego notariusza. Miejmy nadzieję, że termin ten będzie mógł stać się ciałem.
(1140)

Komentuj (2)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów