Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.01.2013 (17:09)

Prawie rok temu, w styczniu 2012 pokazywałam tu rysunki z koncepcją przebudowy wiatrołapu i budowy nowego kurnika. Kurnik stoi, a na wiatrołap przyszedł czas dopiero teraz, bo to wiąże się z większymi wydatkami i musiałam poczekać na pożyczki. Oprócz materiałów budowlanych musimy kupić drzwi wejściowe i nowe okienko, a to są dla nas duże wydatki.
Czas już jednak najwyższy, bo nasze wejście paradne wygląda, jakby prowadziło do siedziby marginesu społecznego z całego powiatu.

Pewnie jeszcze w styczniu zaczniemy zakupy i gromadzenie materiałów, a roboty ruszą, jak już będzie cieplej, bo muszą się zacząć od udrożnienia tylnego wejścia do domu, które na czas remontu będzie jedynym.
Po remoncie psy będą miały wreszcie drewniany podest do stróżowania od zachodniej strony, a nie beton od północy. Nowe wejście będzie bowiem w miejscu dotychczasowego okienka. Okno w wiatrołapie też będzie, ale na innej ścianie, tak, żebyśmy uzyskali widok na zachodnią część ogrodu, bo z tamtej strony nie ma teraz żadnych okien.
Do nowych drzwi będą prowadziły ażurowe schody z prześwitami, pokryte ryflowanymi deskami tarasowymi, tak samo, jak podest przed drzwiami. Chyba.

Nowy rok, to dla mnie zawsze nowy trójkowy Top Wszech Czasów, który celebruję na leżąco i nie miałabym nic przeciwko temu, żeby miał edycje comiesięczne.

Czy będzie jeszcze zima? Stary widział wczoraj komary.

Komentuj (3)

01.01.2013 (17:44)

Kora odkryła, że w sypialni jest okno. Takiego oto podglądacza zobaczyłam dzisiejszego ranka.



Dotychczas Młody miał parapety zastawione wszelakimi śmieciami (zostaw! to potrzebne!), a okna na wampirzą modłę zasłonięte były roletami całodobowo.
Teraz są odsłonięte całodobowo, bo ja nie mogę się nacieszyć widokiem: że przestrzeń, że ogród, że drzewa, że gwiazdy, że księżyc, że słońce, że cokolwiek. Jesienią posadziłam sobie pod tymi oknami chyba z setkę tulipanów, żeby już oszaleć zupełnie, jak się zacznie.
To będzie kiedyś ta najpiękniejsza część ogrodu, nasza część prywatna, ogród kwiatów, zapachów i kolorów. Ten plan realizujemy krok po kroku. Kiedy warzywnik zza zielonego płotka wywędruje stąd za ogród, na jego miejscu będzie wielka główna różanka.
Tymczasem niektóre róże już się tu będą zadomawiały w najbliższym sezonie.

A podglądaczka zgłębia walory okna z obu stron.



Komentuj (2)

09.01.2013 (20:10)

Społeczność forum ogrodniczego jest fenomenem. Od listopada 2011 poznałam tam tyle fajnych kobitek! A nawet kilka PRZEFAJNYCH (jak mawiają w Krakowie).

A już zupełnie niesamowita jest coroczna akcja wymiany nasion pomiędzy użytkownikami forum.
Forumowicze zbierają nasionka w swoich ogrodach – z kwiatów, owoców i warzyw. Potem dzielą je, pakują po kilka sztuk w małe paczuszki, opisują (co i od kogo) i wysyłają do jednej wyznaczonej osoby.
Ci, którzy kupili nasiona i mają ich w opakowaniu więcej, niż będą w stanie wykorzystać, również ten nadmiar pakują i wysyłają, ze stosownym opisem. Regulaminowym minimum jest pięć nasion w jednej paczuszce.

Nazwy odmian wszystkich nadesłanych nasion wprowadzane są do internetowego formularza, który jest dostępny na forum i za pomocą tego formularza można od razu dokonać zamówienia. Formularz jest aktualizowany, a więc znikają z niego odmiany, które już zostały rozesłane.
Najpierw zamawiają tylko ci, którzy wysłali nasionka na wymianę, a od 15 grudnia akcja jest uwalniana i teraz mogą już zamawiać wszyscy zarejestrowani użytkownicy forum. Wzięłam udział i ja, wypełniłam formularz, wybierając głównie nasiona różnych odmian dyni i niespotykanych pomidorków koktajlowych i jakieś tam nieliczne kwiateczki. Dostałam adres, na który musiałam wysłać kopertę bąbelkową z naklejonymi znaczkami i zaadresowaną do siebie samej.
Kobitka, do której przysłane zostały te wszystkie nasionka, segreguje paczuszki i pakuje do kopert dla wszystkich, którzy coś zamówili, biega na pocztę po puste koperty i potem z pełnymi. Dwa razy w tygodniu wysyła po kilkadziesiąt kopert. W tym roku na akcję nadesłano ponad 34 tysiące paczuszek z nasionkami na wymianę!

Dziś dostałam przesyłkę.



Komentuj (2)

11.01.2013 (18:25)

W ramach pielęgnowania ogniska domowego smaruję płatki ciasta francuskiego prażonymi renetami ze słoika i resztkami konfitury różanej od świątecznych pierników. Będziemy oglądać film, zajadać słodkości. Tak, jestem na diecie rozdzielnej, ale oprócz weekendów, a piątkowy wieczór, to już przecież weekend.
Stary w sąsiednim pokoju siedzi przy kompie, rozmawiamy przez drzwi.

Ja: Chciałabym w ferie pojechać do Młodej...
On: [cisza]
Ja: Słyszysz? Chciałabym w ferie pojechać do Młodej.
On: To jest normalne.
Ja: Co jest normalne? (myślę: powie, że normalne jest to, że pojadę w ferie do Młodej)
On: Normalne jest to, że chcesz pojechać do Młodej. (myślę: !!!><:”@$_*&%$#!!!!!!!)
Ja: No, to brzmi zupełnie, jakbyś powiedział: możesz sobie chcieć!
On: [cisza]
Ja: Ale ty tak nie ze złośliwości mówisz, tylko z głupoty, prawda?
On: Prawda.
Ja: A czy ty wiesz, o czym my w ogóle rozmawiamy?
On: Wiem. O tym, że w ferie pojedziesz do Młodej.

No!

Komentuj (6)

12.01.2013 (13:53)

Owsiak od lat jest dla mnie Kimś. Kibicowałam moim dzieciom, kiedy kwestowały w kolejnych latach, kiedy Młody szkolił się w Pokojowym Patrolu, a potem pracował na Przystanku. Byłam z nich dumna.
A jutro ja gram z Orkiestrą. Chcę, żeby teraz moje dzieci były ze mnie dumne.
I ja też lubię być z siebie dumna :)


Pozbierałam dziś wszystkie świąteczne dekoracje, wywędrują wkrótce na strych. Na razie stoją te pudła i torby, na wypadek, jakbym jednak jeszcze o czymś zapomniała.
Nie lubię tego i to w obie strony – nie lubię rozkładania dekoracji i ich sprzątania. Za to lubię stan „po”. Też w obie strony.
Podobało mi się uprzątanie kamieni, którym choinki były ustabilizowane w donicach. W mieście wynosiłam je na balkon i czekały gdzieś w kąciku do następnego roku. Tutaj powinnam wynieść do ogrodu. I wyniosłam - otworzyłam okno sypialni i powywalałam jeden po drugim w śnieg.
Fajne to było!

Komentuj (1)

17.01.2013 (21:08)

Kury się nie niesom.
Przeczytałam na kurzym forum, że sprawdzonym sposobem, który może temu zaradzić, jest przenoszenie im karmnika z ziarnem wciąż w inne miejsca, a nawet sprytne chowanie go, ale tak, żeby jednak mogły go odnaleźć. Dobrym pomysłem jest również wysypywanie im ziarna w różne dziwne miejsca, na przykład na słomianą ściółkę w kurniku.
Po trzech dniach bezjajecznych i dzisiejszym dostarczeniu kurom mocnych wrażeń, związanych z poszukiwaniem żarcia, zniosły dwa jajeczka. No więc to chyba jest prawda.
A ja, durna, myślałam, że stałe miejsca i rytuały dają im poczucie bezpieczeństwa i stabilności świata otaczającego. No, ale to przecież nie dzieci z ADHD! Kurki nie mogą się nudzić.



Czasy nocnego wstawania do dzieci dawno już minęły, to teraz zaczęło się wstawanie do psów. Jest wszędzie pełno śniegu, więc zwierzyna przychodzi blisko pod domy, a nawet łazi po wiosce. Sama widziałam kiedyś przez okno jadalni dwie sarenki, które wczesnym popołudniem szły sobie naszą drogą do wsi.
Kora słyszy zwierzynę, która nocą łazi za ogrodem. Wszczyna więc alarm i trzeba ją wypuszczać, a ona od razu galopem mknie na tyły domu. Tam sobie poszczeka, a po jakimś czasie wraca i trzeba znów wstać i ją wpuścić, bo przecież jest mróz.
Czasem alarm powtarza się 2-3 razy jednej nocy i najczęściej ja pierwsza go słyszę te psie wołania, wiadomo - matka. Jednak nie pozwolę się traktować, jak kobieta muzułmańska, więc co drugi raz trącam Starego i mówię: teraz ty.
Ślady zwierząt za płotem tworzą ścieżki i placyki, w dzień można je pooglądać. Okazuje się, że ta ścieżka na skróty przez naszą ziemię, prowadząca nie wiadomo dokąd, to też ich robota.







Przywieźliśmy kupione wcześniej drzwi do wiatrołapu i stoją one sobie teraz w sieni, oparte o ścianę. Zuzia od razu postanowiła je zasiedlić, siedzi więc wysoko na drzwiach i stamtąd patroluje teren. Noce koty spędzają w różnych dziwnych miejscach, na przykład na sofie w łazience, albo w kotłowni, w koszyku na ziemniaki. Fajne są te koty!
A rano, jak już wywalimy psy do ogrodu, to kotki przychodzą się do nas pomiziać.







Komentuj (5)

20.01.2013 (18:19)



Wtem!
Po dwóch i pół roku mieszkania tutaj mamy JUŻ lampę nad stół do jadalni. Jeszcze tylko trochę kucia w suficie i zniknie stamtąd na zawsze goła żarówka. Na wsi zobaczą - bo będzie widać z szosy - że my też mamy lampę.

Kora ma chore ucho. Czyszczę je więc i smaruję codziennie i pierwszego dnia normalnie osłupiałam - jakie ten pies ma wielkie ucho! Wsadzam palec do dna i gmeram nim dowolnie dookoła rozprowadzając maść, a ona stoi oparta o mnie łbem i mruczy leniwie. Ile tam jest w środku miejsca!

Wczorajszy dzień był bardzo pracowity, zwłaszcza dla Starego, ale ja też się trochę natyrałam - pracowaliśmy przy drewnie opałowym.
A dziś znalazłam sobie jakże wdzięczne zajęcie odkuwania framugi drzwiowej z farby. Bo Stary i Młody, jak malowali ten pokój, to WMALOWALI framugę w ścianę. Nie całą, wąski paseczek zaledwie, ale ten właśnie paseczek uwalniałam dzisiaj za pomocą różnego kalibru nożyków, dłutek i śrubokrętów, które lekkimi stuknięciami młoteczka zachęcałam do odbicia warstwy farby i dokopywałam się do drewna. Przy okazji obrzępoliłam dookoła pas tynku, bo jak uwalniać, to uwalniać, a framuga była nie tylko wmalowana, ale i wtynkowana gdzieniegdzie.
Został mi jeszcze z metr bieżący i jak skończę, to sobie cała piękną framugę zamaluję lakobejcą i niech mi który ruszy.
A obrzępolenie zlikwiduje się przy malowaniu.
Posprzątałam w piwnicy, a zwiędnięte i nadpsute jabłka wywiozłam taczką na pole i wyrzuciłam tam sarenkom, które już zeżarły moje pory i cierpią teraz głód i poniewierkę.

No i kupiłam ten bilet do Krakowa na 15 lutego. Jadę! Jak Stary będzie grzeczny, to kupię też powrotny.

Słucham teraz Gintrowskiego i tak sobie myślę - co to za bzdura, że Gintrowski nie żyje. On nie może nie żyć.
Ta zima mnie już wkurwia. Inaf.

Komentuj (2)

31.01.2013 (17:33)

Korzystając z otwartego dokumentu tekstowego i otwartego kalkulatora na kompie: L=2.pi.er=2x3,14x25=6,28x25=157
Być może można to było obliczyć długopisem na kartce, ale stanowczo ten okres mojego życia zostawiłam już daleko za sobą.

Teraz prozą:
Jeśli kupiłam lampę o średnicy pięćdziesięciu centymetrów, to korzystając z wzoru na obwód koła równa się dwa pi er, dochodzę do wniosku, że muszę mieć ponad półtora metra koronki do obszycia nowego pokrycia na ten abażur. Zważywszy, że jakieś ileśtam już mam, to muszę tylko dodłubać jeszcze trochę. Zważywszy zaś, że czeka mnie długa podróż pociągiem tam i z powrotem, to nie będzie to trudne.
No i wtedy abażur i zasłonki w oknach będą stanowiły KUMPLET.


A z nowości, to tyle, że wiatr złamał nam śliwkę, Młody przedziera się przez pierwszą w życiu sesję egzaminacyjną, Młoda rozmyśla nad swoim życiem, a Starego boli ząb.

Framuga już oskrobana, pędzelki kupione, lakierobejca odkurzona i czekam tylko na weekend.



Komentuj (6)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów