Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.01.2015 (20:03)

Perfekcyjny Nowy Rok polega na tym, że jest zgoda, że jest spokój, dobre jedzonko i Trójkowy TOP Wszech Czasów i choć trochę smutku w tle, to nie ma co narzekać, bywało gorzej.

Burek wkroczył w świąteczny czas bez gipsu, łapka się zrosła, ale pod skórą została wyraźnie wyczuwalna bulwa. Można już zabierać w pole obydwa psy, nauczyłam się nawet wyprowadzać je na dwóch smyczach.
Kilka dni temu straciliśmy kurkę; Stary znalazł ją martwą na wybiegu i to chyba tuż po ataku, może nawet spłoszył napastnika, idąc do kurnika. Był to chyba jakiś ptak drapieżny, bo żadnych śladów na śniegu dookoła nie było, a kurka cała, bez żadnych ran... no prawie, oprócz głowy. Szczegółów oszczędzę.
Reszta kur niezawodnie w takich sytuacjach znika - chowają się tak, że naprawdę trudno je znaleźć, także i tym razem, choć to przecież zima i zarośla na wybiegu pozbawione są liści. Zbite w ścisłą gromadkę trwały bez ruchu i bezszelestnie pod ogromnym krzakiem jaśminowca i paru godzin trzeba było, żeby zaczęły powoli wychodzić.
A wiec od wczoraj Antonio ma już tylko 9 żon.
W sezonie 2015 konieczne będzie namówienie którejś z nich do zostania matką.

Grudzień się skończył i za to mu dziękuję uprzejmie, bo mimo wielu miłych akcentów był do dupy, jak każdy grudzień.

Komentuj (4)

11.01.2015 (19:52)

Wieje wiatr, sprząta ogród, już jest tak pozamiatane, że można by było zaczynać nowy sezon. Ale są też straty – trzasnął u nasady ogromny konar stuletniej renety, który wspierał się na dachu szkolnego szaletu, a przed jego rozebraniem dostał gruby słup drewniany jako podporę. Wiatr rozbujał gałąź, podpora się wysmyknęła i po wszystkim. Stary na pocieszenie wywęszył, że ten konar miał już bardzo wąski pasek żywej tkanki, więc i tak był bliski obumarcia. Żal ogromnie.

Chciałam już posprzątać świąteczne dekoracje, bo zawsze mi się wydaje, że jak je pozbieram, to zaraz będzie wiosna. Ale Stary jakiś sentymentalny się zrobił i zaprotestował. No to posiałam przynajmniej rukolę w doniczce, coś trzeba robić, wiosna znikąd się nie weźmie.
Chociaż w tym tygodniu pierwszy raz dało się już zauważyć popołudniowe wydłużenie dnia – przyjechałam któregoś dnia z pracy jak zwykle po szesnastej i było jasno.

No i Burkowi zaczął znów ciemnieć nos. A z tym nosem było tak...
Nigdy wcześniej nie miałam takiego jasnego psa i nie wiedziałam, że w ogóle istnieje coś takiego jak zimowy nos psów i że to się zdarza właśnie tym blondynom. Burek wzięty ze schroniska w sierpniu miał zupełnie czarny nos, a na początku zimy, kiedy dzień się skracał, nos jaśniał aż zrobił się zupełnie jaśniutki, różowy. Zaczęłam szukać informacji na ten temat, bo myślałam nawet, że coś mu dolega, a tu proszę. Okazało się, że ma to związek z nasileniem promieniowania ultrafioletowego i jak światła mniej, to nos traci pigmentację.

Odkryłam Joannę Bator. Od listopada przeczytałam trzy jej książki i już na pierwszy rzut oka mi się spodobały, bo są grube, gęsto pisane, bez rozwleczonych interlinii i marginesów na pół strony, więc jest co poczytać.
Już pierwsza Ciemno, prawie noc była całkiem niezła, więc przed świętami zamówiłam u Aniołka którąś z dwóch: Piaskową Górę lub Chmurdalię. Dostałam obydwie i właśnie przed chwilą skończyłam już tę drugą.
Cudownie mi się je czytało i bardzo mi się podoba sposób, w jaki autorka używa tu języka, choć na początku musiałam się przyzwyczaić, bo nie jest to coś, do czego przywykłam.
Jest tu mnóstwo opowieści o ludzkich losach, różnych historii, które przeplatają się ze sobą, wyrastają i wypływają jedna z drugiej.
Te książki są o tym, w jak przedziwny sposób wszyscy jesteśmy ze sobą wszyscy powiązani
i jeszcze o tym, że w życiu często ocieramy się już prawie o swoje przeznaczenie, aż tu nagle ktoś skręca we wcześniejszą przecznicę, a ktoś nagle znużony zasypia i nie mówi tego, co miał powiedzieć i wtedy wszystko dzieje się inaczej, a przeznaczenie się nie wypełnia.
Czytając, myślałam wciąż o tym, że na pewno do tych dwóch książek wrócę, a to nieczęsto mi się zdarza.

Komentuj (4)

25.01.2015 (11:20)

Jakiś czas temu dorobiłam się systemu do segregacji odpadków domowych. Zawdzięczam to Burkowi, który przyśpieszył odwlekające się w nieskończoność KIEDYŚ, wywlekając wciąż różne skarby z poustawianych pod zlewem kubełków i roznosząc je po gospodarstwie.

Pojechaliśmy do IKEA, gdzie kupiliśmy szufladę z samodomykaczem i ramą stabilizującą, a do tego trzy dopasowane kubełki. Stary zamontował to wszystko jak zwykle, tak żeby był wilk syty i owca cała, czyli w środku miało być w miarę funkcjonalnie i nowocześnie, a z wierzchu starociowo.

Na front wykorzystany został kolejny element sosnowej komody z naszego blokowego mieszkania. Deski postarzone przez szczotkowanie i zabarwione na odpowiedni kolor dołączyły do frontu zmywarki, zrobionego już wcześniej z tego samego surowca i tym samym sposobem.





Kubełki wjeżdżają pod półeczkę, na której mieszczą się różne podzlewozmywakowe utensylia.



Co do dalszych Planów Rozwoju Kuchni, to taki sam front będzie jeszcze zrobiony do wnęki na lewo od zmywarki i umieścimy tam jakiś inteligentny system, który będzie wyjeżdżał z tych narożnych czeluści. KIEDYŚ.

W dwóch wnękach (pod piekarnikiem i płytą gazową) zostaną zasłonki. Ta część zabudowy markuje nieistniejący piec, dlatego jej kafelkowy blat jest szerszy i wystaje do przodu w stosunku do reszty blatu meblowego.
Wokół tej piecowej części planowany był mosiężny reling, taki jaki spotykamy przy starych piecach, ale czy go kiedyś zrobimy? Może KIEDYŚ.

Komentuj (4)

29.01.2015 (19:23)

Pisałam kiedyś o naszym kotle centralnego ogrzewania, potocznie zwanym piecem, który dożywa swoich dni. Ma już dwadzieścia lat, a piece tak długo nie żyją; z przerażeniem słyszę od znajomych z różnych stron, że wymieniają swoje piece po dziesięciu, a nawet po pięciu latach, więc ten nasz to już doprawdy starzec sędziwy.
Marzenia o piecu z certyfikatami zeszły na ziemię i zamówiliśmy nowy piec u tego samego pana, który robił nasz stary piec. Będzie on nieco większy i tym razem z ociepleniem, żeby niepotrzebnie nie grzał kotłowni. Niby głupio, że nie jakiś nowoczesny z turbodoładowaniem i certyfikatami, ale po pierwsze dużo tańszy, po drugie z porządniejszej blachy. Mam nadzieję, że będzie żył długo.

Kupiłam już trochę nasion, jakieś cukinie, kabaczki i cebulę w trzech odmianach. Cebula z siewu zachwyciła mnie w ubiegłym sezonie i mam zamiar się rozwijać w tym kierunku.
I wyglądam z utęsknieniem, kiedy w marketach pojawią się szpadelki i ziemia do wysiewów.

Sezon 2015 zapowiada się pod znakiem róż, bo jest ich już prawie setka, a ponad dwadzieścia zakwitnie po raz pierwszy. Będzie też dużo nowych lilii - część posadziłam jesienią, a część zamówiłam teraz.

Komentuj (2)

31.01.2015 (20:02)

Wczoraj blogasek miał dziesiąte urodziny!
Przegapiłam jubileusz, więc dziś uroczyście tu podkreślam pierwszy dzień drugiej dziesiątki :)

Komentuj (9)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów