Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2017
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.01.2017 (09:14)

Jest pierwszy dzień nowego roku i trzeba składać sobie życzenia, z których i tak gówno będzie. Andrzej napisał, że jak się życzy dużo, to nie spełnia się nic - i chyba coś w tym jest.
Ja na ten rok życzę sobie i moim najbliższym, aby Jarosław Słońce Narodu odszedł w mrok i niepamięć razem z reformą edukacji i całą resztą swojej chorej dobrej zmiany i żebym znów, jak kiedyś, mogła nie zanieczyszczać sobie umysłu polityką.

Sylwestrową noc spędziliśmy w łóżku z Korą pośrodku, a więc zabrałam się ze swoimi poduszkami w nogi i spałam tak do rana, bo zagęszczenie dużych ciał po stronie głowy było nie do zniesienia. Zielony żel w strzykawce, kupiony u weta już drugi rok z rzędu, okazał się jednak skuteczny i panika była znacznie złagodzona.
Ale i tak te najgorsze pół godziny, kiedy cała wieś z hukiem wysyłała w niebo swoje pińcet plus za grudzień, psina spędziła pod kołdrą, z przykrytymi oczami i uszami, z wystawionym na wierzch tylko nosem.
Nie chcę nawet myśleć, co by to było, gdybyśmy mieszkali w mieście.

Z nowości w Gospodarstwie: mamy w najbliższym tygodniu umówioną sterylizację Bogusi, która od czwartku jęczy miłośnie, przytula się do podłogi i wyznaje głębokie uczucia wszystkim sprzętom, po czym wyczerpana zapada w sen, a po przebudzeniu zaczyna od nowa.
I bezskutecznie próbuje namówić do grzechu Burka.





Komentuj (8)

13.01.2017 (15:01)



Jeszcze mam pod powiekami obraz sennego niedzielnego poranka w końcu października, widok na oświetlony słońcem pusty rynek w drodze do szpitala... a tymczasem - tygodnie mijają i dziś znów wybieram się z walizką w podróż TAM.
Skończyły się bezpowrotnie pewne sprawy i pewne miejsca. Proza życia każe poukładać, porozdawać, powyrzucać wszystkie lary i penaty i pozamykać za sobą drzwi. Nie ma ludzi, do których się jeździło, więc nie ma już po co jeździć. Ten długi rozdział jest zamknięty.

Budzę się czasem w nocy i nie wiem, gdzie jestem - tu czy tam; nie wiem, czy Mama żyje czy nie, a jeżeli żyje, to czy jest w szpitalu i zaraz wstanę i pójdę tam do niej, czy też śpi tu obok za ścianą, kilka metrów od mojego łóżka.
Wspomagam się od tygodnia farmakologią, bo myśl o wyjeździe zabrała mi spokojność snu i doprawdy nie jestem jak drewniana deska, choć czasem mogłoby się tak wydawać.

Ale ZANIM, to najpierw pojadę do Młodej i pogrzeję się w jej miłym mieszkanku. Wiozę dziecku jajka od zielononóżek, bo nasze kurki od końca grudnia niosą się bardzo pięknie, mimo że mróz i zima.

I pojedziemy sobie do Wieliczki.

Komentuj (4)

18.01.2017 (20:52)

To jest tydzień robienia różnych rzeczy po raz ostatni. Właśnie piorą się firanki, z pewnością ostatni raz i tak naprawdę to nie wiem, po co. Ale się piorą.

Szafy opróżniłam już z ubrań, pościeli, firanek i obrusów; przygotowane są do wywozu elektrośmieci. Dziś mili panowie wynieśli tapczan kupiony kiedyś za pieniądze, które moi rodzice dostali od babki ojczystej kiedy urodziła się moja siostra.
Znajduję wciąż różne skarby - wenflon ze szpitala, niezapłacone rachunki za prąd, przeterminowane leki, notatki, zdjęcia, listy... ślady życia i ślady umierania.

Gdyby nie wparcie bliskich mi osób, wszystko byłoby pewnie jeszcze trudniejsze.

Komentuj (1)

21.01.2017 (08:37)

Już dawno nie byłam tak nieszczęśliwa, jak teraz, może nawet nigdy aż tak i w taki sposób. Robię rzeczy ostateczne i nieodwracalne, w samotności, bólu i tęsknocie za żywymi i umarłymi.

Ślęczę nad przedmiotami i rozpamiętuję, choć przecież wiem, że to tylko przedmioty, ale przecież to nie o przedmioty tak naprawdę tu chodzi.



Wczoraj znalazłam w głębi kuchennej szafki trzy drewniane deseczki, które w dawnych czasach służyły moim rodzicom do przyciskania w beczce kiszonej kapusty. Potem kapustę kisiło się już w słoikach, więc deseczki zostały porządnie wyszorowane, zawinięte w papier i schowane, gdyby miały się jeszcze przydać.
Są gładkie, czyściutkie i pachnące - czekały wiele lat w tej szafce, aby ujrzeć wreszcie światło dzienne. Pojadą ze mną do Gospodarstwa, choć ja przyciskam kapustę talerzykiem odwróconym do góry dnem i obciążonym polnym kamieniem. Ale może znajdę dla nich inne zastosowanie.

W sobotni poranek zabieram się za kuchennych szafek ciąg dalszy, ale najpierw trochę kawy, trochę łez, parę rzędów szalika na drutach.

Dziś jest pierwszy Dzień Babci, a jutro Dzień Dziadka, kiedy moje dzieci nie mają już komu złożyć życzeń.

Komentuj (2)

26.01.2017 (19:50)

Wczoraj wreszcie wróciłam do domu.

Jedne rzeczy zostawiłam za sobą, inne zostały jeszcze niedomknięte.
Dzień wyjazdu był słoneczny i przez duże okna stołowego pokoju wpadało tyle światła. Parkiet lśnił, jakby był zupełnie nowy, a pusty pokój wyglądał tak pięknie... jak sala do nauki tańca.
Mama tak lubiła to swoje mieszkanko.







Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów