Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


02.10.2008 (23:16)

Notka Soso mnie zainspirowała i przypomniałam sobie, jak dawno temu, jako mały przedszkolak, byłam u babci Drągowej (która nie była moją prawdziwą babcią, tylko nianią).
Babcia posadziła mnie na takiej dużej skrzyni, że nie dosięgałam nogami do podłogi, a sama zabrała się za patroszenie kury. Siedziałam i patrzyłam zafascynowana, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam. Byłam zachwycona i zdziwiona, że to, co ona wyciąga z tej kury jest takie kolorowe: i fioletowe, i żółte, i zielonkawe gdzieniegdzie.
I nie doznałam od tego żadnej traumy ani nie zaczęłam się jąkać, ani nie uciekałam z wrzaskiem. Siedziałam sobie, przyglądałam się i machałam nogami.

Babcia nazywała się Julianna Drąg. Była taka dobra i kochana; i na pewno nie robiłaby niczego niestosownego przy dziecku.

Komentuj (3)

07.10.2008 (22:44)

Nienawidzę dzisiejszego dnia, dobrze, że już dogorywa.

A jutro zobaczymy.
Sunia idzie do fryzjera i na pazurki. Ja idę do biblioteki oddać kilka kilogramów książek i wypożyczyć coś może. Mięso na jutrzejsze mielone zmielone i wymieszane ze wszystkimi dodatkami, czeka w lodówce.
A, tu mi się przypomniało, że przeczytałam kiedyś skład na opakowaniu produktu „mięso mielone” w pewnym sklepie, który jakie to szczęście, że jest tak blisko.
No, mielone to ono było, ale mięso, to już niekoniecznie. W składzie pół tablicy Mendelejewa i mielony groch. Ludzie, Wy to jecie? I dajecie to swoim dzieciom? Ratunku!!! Ale nic dziwnego, że ma cenę zbliżającą się do zera.
Natomiast w tym samym sklepie jest najlepsze ciasto francuskie z dostępnych na rynku, chłodzone a nie mrożone, od razu można robić. I mozarella w zalewie też niczego.

Boże, ciągle o żarciu. Powinnam znów przestać jeść.
Może w poniedziałek (bo na sobotę planuje upiec kaczkę).

Widziałam dziś fotel, jaki Iskra będzie miała w swoim gabinecie. Hmm, aż by się chciało usiąść i dać sobie przeleczyć kanałowo wszystkie trzonowce…
(Aaaaaaa! Żartowałam!)

Komentuj (1)

08.10.2008 (21:55)

Zagadka: co to jest?



Komentuj (4)

12.10.2008 (13:21)

Byłam na balu w sukience nie dość, że jasnej, to jeszcze i krótkiej. Jak nie ja. Ale czułam się nawet nieźle w tej kreacji, ku własnemu zdziwieniu. Być może ma to jakiś związek z pitym alkoholem? Możliwe.

A w związku z przypływem nieoczekiwanej gotówki (choć jeszcze nie wiem, w jakiej kwocie), kupiłam sobie bilet na kuszetkę do mamy i z powrotem.

W napadzie entuzjazmu wymyśliłam też super zajebiście atrakcyjny mikołajkowy prezent dla Młodego. No ale musi zasłużyć. Jak nie zasłuży, to dostanie skarpetki.

A teraz idę robić kluski śląskie do tej kaczki pieczonej.

Komentuj (3)

13.10.2008 (23:33)

Nie jest tak źle na tym angielskim, da się wytrzymać. Okazuje się, że chyba jednak nie wylecę na zakręcie i że te panienki, co tak cudnie mówią, to w całej reszcie już nie są takie mądre. Moje pilne wkuwanie słówek z poszczególnych zajęć i odrabianie wszystkich prac domowych daje właśnie teraz efekty, no bo jak trzeba powiedzieć, co to jest extended family, to tylko ja wiem, a jak robimy ćwiczenia z gramatyki, to panienki mówią „ajv noł ajdija”.

Więc tak się już nie stresuję, że nie umiem mówić, bo widzę, że umiem co innego w to miejsce. Dam radę.

Jednak na zajęciach muszę być przez całe 90 minut skupiona w najwyższym stopniu bo tempo jest zawrotne i chwila nieuwagi może spowodować katastrofę. Na razie nadążam i wszystko rozumiem. I cielęcy zachwyt mnie nie opuszcza!


Mój śliczny pomarańczowy aparacik został skrzywdzony i jest w szpitalu. Jak już będzie wyleczony i do mnie wróci, porobię jakieś zdjęcia. Jesień jest fotogeniczna.

Komentuj (0)

14.10.2008 (21:13)

Zaczął się sezon - społeczeństwo żre czosnek i jeździ w tym stanie autobusami. Szlag!

Oglądałam dziś wreszcie nowe centrum handlowe, ale nie dla mnie ten sport. Jak widzę to szaleństwo szmacianych szmat w sklepach odzieżowych i tych ludzi macających i przymierzających wszystko po kolei, to chce mi się wyć. Wszechświat - wszechszmat.
Następny raz przewiduję za pół roku.

Ale kupiłam sobie w prezencie dwie piękne zielone herbatki z płatkami, kwiatkami i innymi wonnościami. I grube kawałki kandyzowanego imbiru na przegryzkę - rewelacja!

Komentuj (4)

18.10.2008 (21:58)

Dziś o żadnych rodzynkach nie ma mowy, dziś jest dzień okropny i parszywy. Dzień, którego połowę przeryczałam właściwie bez sensu; a w dodatku to jeszcze nie było najgorsze, co dziś zrobiłam.
Teraz jestem wykończona i słaba jak mucha październikowa.
Przed chwilą za sugestią Pagana posłuchałam Ohodlo na YouToubie i nawet się cudem nie poryczałam, ale jak potem odruchowo wlazłam po sąsiedzku na Jandę z tego samego koncertu to już było ponad moje siły.
Jutro będzie lepiej, bo chyba inaczej być nie może.

Postanowiłam sama zrobić imbir kandyzowany, bo ten, który kupiłam w pachnącym sklepie z herbatkami ma cenę zupełnie kretyńską. Taki przepis znalazłam w necie:
Imbir obrać, pokroić w kostkę 1 x 1 x1 cm.
W garneczku rozgrzać szklankę cukru (dolać odrobinę - dwie, trzy łyżki wody - żeby się nie przypalił.) Jak za łyżką pociągnie się nitka sztywnego cukru to jest gotów. Na talerzyk wysypać cukier puder.
Do wrzącego cukru wrzucić imbir i dać mu się trochę podsmażyć. Nabierze różowego koloru. Kiedy wygotuje się sok z imbiru a cukier zacznie przywierać do kostek imbirowych wybierać i obtoczyć w cukrze pudrze. Zostawić do wyschnięcia. Jakby nie schło, to jeszcze raz obtoczyć w cukrze pudrze.
(http://www.qigong.info.pl/qigong/kuchnia/ciasta/ciasto04.html)
Jak mi się uda, zrobię mu zdjęcie.

Dobranoc.

Komentuj (3)

20.10.2008 (17:17)

Moja pralka zdechła. Kupuję więc nową - na raty, przez Internet. Niefortunnie zaczęłam w piątek po osiemnastej, a przecież o tej porze, jak wiadomo następuje zastój i dni powszednie zastygają w bezruchu.
Dziś więc kontynuacja, wszystko gra i bucy, zamówienie złożone, wnioski powysyłane; teraz czekam - z regulaminu zakupu wynika, że będą mnie weryfikować telefonicznie w ciągu dwóch godzin. Kazali przygotować drugi dokument tożsamości, więc rzuciłam się do szuflady w poszukiwaniu nieużywanego prawa jazdy. Jest! Wreszcie się do czegoś przyda.

Komentuj (5)

24.10.2008 (20:34)

Pralki nadal nie ma, ale zmusiliśmy jeszcze tę starą i właśnie obraca drugi wsad, a ja nadsłuchuję z niepokojem. Pierze cichutko dosyć, ale jak zaczyna płukać, albo jeszcze i wirować, to matkobosko.

Jakaś zmęczona jestem w ten piątek.

Młody dziś poszedł najpierw na zebranie wolontariatu a potem na koncert, co mu matka bilet kupiła. Całe popołudnie go nie ma, co w piątek jest raczej niezwykłe, bo powinien właśnie siedzieć w swoim pokoju ogłuszony muzyką i oślepiony monitorem kompa.
Niby dobrze tak mieć wolną chatę i ciszę w domu w piątkowy wieczór, ale chyba jednak wolę jak stado trzyma się razem.

A Agnieszka dzwoniła, że szykuje się dziś impreza za imprezą i ma zamiar potem wracać na miasteczko wraz z wrzeszczącym stadem, więc żebym się nie martwiła.

Za tydzień o tej porze będę już całkiem gdzie indziej, po całej nocy w pociągu, tuktuk, tuktuk, tuktuk...
I zobaczę tam najważniejsze Kobiety mojego życia!

Komentuj (0)

25.10.2008 (12:09)

Jestem debilem i starą sklerotyczką.

Uruchamiam właśnie w moich bibliografiach dział "Murator", bo nazbierało mi się już tych opisów i czas je wypuścić w świat.
I znów to samo - pamiętam kolejne kroki, robię wszystko jak zawsze, kopiuję z dysku na ftp kolejne foldery, tak jak już kiedyś, nie raz zresztą, to robiłam. I co? W pewnym momencie nie wiem, co dalej, żeby te łącza działały. Próbuję tak i siak i wiem, że nic nie wymyślę; wiem też, niestety, że to było na pewno kretyńsko proste. Jak ja tego nienawidzę!

Czekam więc na córkę, niech tylko da znak życia. I znów mi pomoże, przypomni i będę mogła dokończyć.
Który raz? Setny raz!

Że też ona wciąż jeszcze ma do mnie cierpliwość.

Komentuj (3)

28.10.2008 (08:25)

W związku ze zmianą czasu wczorajszy mój angielski, trwający zawsze do 22.00 skończył się de facto jakby... hmmm... o 23.00? Nic dziwnego, że jak wróciłam do domu, to czułam się jakbym wzięła udział w Wielkiej Pardubickiej i to w charakterze wierzchowca. Trzeba się będzie jakoś przyzwyczaić.

Imbir kandyzowany po bliższych oględzinach jednak nie za bardzo się udał, nie chciał przeschnąć; wykonałam więc małą modyfikację i wrzuciłam go do słoiczka z syropem, w którym się gotował. Wygląda jak skwarki w smalcu, co jednak tylko na chwilę wprowadziło w błąd Młodego, niestety.

Dalej nie ma aparatu i nie mogę robić zdjęć, dalej nie ma pralki i nie mogę prać sześciu wsadów dziennie.
Owszem, jestem osobą, która chciałaby mieć stary sad i letnią kuchnię, a wieczorami siadywać na schodach drewnianej chałupy i wyplatać łapcie z łyka. No ale z pralką to bez przesady!

I outlook mi nie działa i wysyłam pocztę z portalu, co jest niczym powrót do obyczajów Przodków.

Komentuj (4)

28.10.2008 (19:50)

Serdeczne życzenia dla wszystkich z okazji przypadającego 28 października Światowego Dnia Wysyłki Sprzętu AGD. Dziś wysłano do mnie moją pralkę i ach, mogę śledzić jej losy w czasoprzestrzeni. I wiem, że weszła do sortowni w Lublinie; jestem wzruszona...

No a przed chwilą dowiedziałam się, że również mój aparacik został dzisiaj wysłany. Stąd przypuszczenie, że to właśnie taki dzień świąteczny mamy.

Komentuj (4)

29.10.2008 (19:12)

Giełda ruszyła w górę. Jakoś mnie to jednak trochę podniosło na duchu.
Bo dotąd miałam raczej w dupie marny los moich oszczędności i wysokość, do jakiej rząd daje gwarancje; nietrudno zgadnąć, dlaczego.

Zapomniałam się pochwalić: byłam przedwczoraj na zebraniu szkolnym u Młodego i było to pierwsze zebranie w moim i jego wspólnym życiu, na którym wychowawczyni wręczyła mi kartkę z ocenami i BEZ żadnych uwag.
Bez uwag! Ani jednej!
Młodsze dziecko też mi się starzeje...

Komentuj (1)

30.10.2008 (20:25)

Dziś śpię w pociągu. Dobranoc.

Komentuj (0)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów