Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


03.10.2012 (07:14)

Uff, muszę to napisać, choć nie będę wdawać się w szczegóły, bo tu miejsce na rodzynki, a nie na śmieci... W pewnej sytuacji dość ostatnio dynamicznej, która mnie osobiście nie dotyczyła, ale z niesmakiem obserwowałam, coś wczoraj wieczorem jakby drgnęło, jakby zgniłe powietrze uszło małą dziurką, ciekawe, czy dużo go wyszło i czy wiatr da radę ten smród rozwiać.
No, ale jest nadzieja - na Pomorzu potrafi wiać, że hej!

Komentuj (1)

11.10.2012 (20:16)

Stary mnie poinformował, że rozpoczęliśmy wczoraj sezon grzewczy. W naszej rzeczywistości polega to na tym, że już się nie rozpala w piecu, tylko się dokłada i dokłada, a pali się cały czas i tak już będzie pewnie do kwietnia. Czas chyba wnieść żelazne łóżko do tylnej sieni i zabarykadować wełną mineralną tylne drzwi. Amen kaplica i zima kurwa jej mać.

Planujemy przeniesienie się z sypialnią do pokoju Młodego, bo to najcieplejszy pokój - środkowy i w dodatku ma wspólną ścianę z kotłownią. Jest też dużo większy i będę mogła trzymać w nim na stałe maszynę do szycia, deskę do prasowania i inne takie duperele. I będę miała DWIE szafy dla siebie! To wszystko jednak jeszcze za chwilkę, bo przeprowadzka wymaga posiadania jakichś funduszy na modyfikację wystroju, pomalowanie przynajmniej, bo ja jestem księżniczka i w takim niepomalowanym spać nie będę.

Dziś na życzenie Młodego grzebałam w Jego płytach, bo winszuje sobie, żeby mu niektóre powysyłać, a przy tej okazji odkryłam, że ukradł mi masę płyt i trzyma je tam wymieszane ze sobą wzajemnie i pozbawione pudełek, no jasny gwint.

No i jesień nadeszła już bez wątpienia, bo trzeba jak co roku zastosować broń biologiczną czyli Zuzia z Dziunią zostały na noc wpuszczone do piwnicy. Myszy się sprowadzają z bagażami i widać już, że smakują im nasze zapasy marchewkowo-ziemniakowo-buraczkowe. No przykro mi, ale mnie też smakują...
A rano, po wypuszczeniu psów do ogrodu, kotki nie przyszły do kuchni i nie zjawiły się nawet na odgłos trzaskania lodówką, a wizja lokalna wykazała, że wyłażą z piwnicy i się oblizują.
Dziś powtórka.

Żeby jeszcze trochę słońca...









Oprócz róż, zbieram też mrozoodporne chryzantemy i astry marcinki w różnych odcieniach i mam już 12 odmian...











A róże wciąż nie dają za wygraną, choć pewnie już nie wszystkie pąki zdążą się rozwinąć.

New Dawn


Nostalgie


Ingrid Bergman


Astrid Graffin von Hardenberg


Komentuj (9)

14.10.2012 (20:33)

Wytworzyłam dwadzieścia kotletów mielonych dla Młodego, żeby mu przy okazji wysyłki paczki podratować budżet. Nazbierałam też dla niego dwadzieścia zielononóżkowych jajek, co nie było takie proste, bo kury się pierzą i szykują się do zimy, nie zawracają sobie więc głowy (głowy!?) znoszeniem jaj. Musiałam im je prawie spod dup wyrywać i cały tydzień mieliśmy ze Starym dietę bezjajeczną.
Młoda zazdrości Młodemu tych kotletów i zażądała, żeby były koniecznie kotlety na Boże Narodzenie, bo wtedy ona przyjedzie. No widział to kto, mielone na Boże Narodzenie? Toż to przecież grzech jest, jak nic. Powiedziałam to Młodej, żeby ją ostudzić, a ona wie, że na grzechu to ja się znam jak mało kto!

A siedem lat temu, jak smażyłam dla niej do wywiezienia z zakazem spożywania dla pozostej części rodziny, to Młody stał nad patelnią i smętnie rozmyślał, czy dla niego też tak będę smażyć, jak pójdzie na studia.

Teraz mi przyszło do głowy, czy to nie dla tych kotletów on wstąpił na uniwersytet...


Czy ja kiedyś marzyłam o prawdziwkach we własnym lasku?


Komentuj (5)

27.10.2012 (18:56)







Te słoneczne klimaty ze zdjęć, to już chyba za nami; zimno, coraz zimniej... Dziś zmiana czasu na zimowy, a właściwie powrót do prawdziwego czasu geograficznego. A jutro w nocy temperatura u nas ma spaść do minus pięciu. To już koniec złudzeń i muszę ściąć do wazonu wszystkie róże, które jeszcze mają kwiaty i te, które mają pąki - może rozwiną się choć w wazonie.
Wstawiliśmy już do domu żelazne łóżko, które zdobi teraz tylną sień. Ogaciliśmy drzwi do ogrodu i nie będziemy ich otwierać aż do wiosny. Tego nie lubię.

A dziś, jak przyjechaliśmy do domu, to w ogrodzie czekało na nas dziecko-niespodzianka, czyli nasz student świeżo upieczony, który przyjechał dziś, a nie w środę, jak obiecywał. Czekał na nas dwie i pół godziny, chodził po ogrodzie, gadał z psami i kurami, poczęstował się jabłkiem z drzewa i zaglądał przez okna do swojego pokoju, gdzie na jego łóżku wylegiwała się Dziunia. Porąbał też sobie trochę drewna dla rozgrzewki i nie zadzwonił, żeby nie zepsuć niespodzianki.
Po latach noszenia długich włosów ma teraz nową fryzurę i wygląda trochę jak jakiś futrzak sierścią obrośnięty a trochę, jak mamusiny piesek. No w każdym razie długo mu się przyglądałam, czy to naprawdę on.

Komentuj (8)

29.10.2012 (22:17)



Komentuj (9)

30.10.2012 (09:31)




Na dwóch łyżkach masła przesmażam dwie łyżki startego imbiru. Na to wrzucam połowę średniej dyni, obranej ze skóry i bez pestek, pół średniego selera i trzy średnie ziemniaki - wszystko pokrajane w dużą kostkę. Po podsmażeniu wlewam wodę (tyle, żeby zakryła jarzyny) i duszę do miękkości.
Zdejmuję z ognia i miksuję na krem, albo tylko rozgniatam porządnie widelcem. Dolewam wody do żądanej konsystencji, dodaję sól i trochę suszonych ziół, ale z umiarem, żeby nie zdominowały smaku.
Przed podaniem posypuję uprażonymi pestkami dyni.

Komentuj (13)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów