Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.10.2013 (11:45)

Wczoraj przypięłam sobie do kółeczka na klucze prawdziwy nowiutki klucz od drzwi frontowych!
Jakiej miary jest to wydarzenie, byłby w stanie ocenić tylko ktoś, kto widział nasz system zabezpieczania domu, funkcjonujący od maja do wczoraj. Ktoś taki jednak nie istnieje bo i nie było się czym chwalić, to się nie afiszowałam.

Dość powiedzieć, że odkąd zniknęły drzwi frontowe a zaraz potem cały ganek, to Stary prowizorycznie zamontował w drzwiach ogrodowych jakiś stary zamek z odzysku, żeby w ogóle można było zamknąć dom, wyjeżdżając dokądkolwiek.
A zrobił to tak:


Prawdziwe bowiem i solidne zamknięcie drzwi ogrodowych funkcjonowało od wewnątrz; do maja, wychodząc z domu zamykaliśmy najpierw tył od strony sieni, a następnie wychodziliśmy drzwiami frontowymi i zamykaliśmy je od zewnątrz; i od dziś znowu tak jest.

Ale kiedy w maju zabrakło frontowych drzwi wejściowych, wszystko zaczęło działać, jak w lustrzanym odbiciu - żeby wyjść, trzeba było zamknąć od wewnątrz drzwi do nieistniejącego ganku (na równie prowizoryczna zasuwkę - ach, muszę jej zrobić zdjęcie, póki jeszcze jest!). Następnie wychodziliśmy drzwiami ogrodowymi i zamykaliśmy je od zewnątrz.


Dziś JUŻ mamy skorupę ganku z wstawionymi drzwiami, prawie wstawionym okienkiem i prawie skończonym dachem - aczkolwiek żaden z 3 elementów nie nadaje się jeszcze do odbioru technicznego, który mógłby być po bożemu przypieczętowany flaszką.

Było już tak:




A teraz jest tak:


Komentuj (1)

01.10.2013 (21:05)

U stóp brzózki, przeniesionej z blokowego balkonu urządzam sobie wrzosowisko. Rosną tam kosodrzewinki i między nimi trochę wrzosów. Rok temu było ich osiem, a teraz jest już trzydzieści. To wciąż kropla w morzu, ale za rok pewnie już osiągnę to, o co mi chodzi.

Wrzosowisko jest z pozoru w durnym miejscu, bo zasłonięte od strony domu namiotem foliowym, a od strony ogrodu niewidoczne zza rozłożystej leszczyny.
Jednak namiot stamtąd zniknie najpóźniej za rok, a kusi mnie, żeby nawet już teraz tam iść z nożyczkami i załatwić ten temat raz na zawsze. Wtedy otworzy się widok na brzózkę i na wrzosy.
Szczodrze też uzupełniam całe wrzosowisko wczesnymi cebulowymi, które będą widoczne zza bezlistnej jeszcze leszczyny, kiedy nadejdzie wiosna. Wpakowałam tam już kilkanaście narcyzów w dwóch odmianach i około czterdziestu tulipanów.
Kosztowało mnie to wszystko sporo pracy, bo musiałam zerwać darń pod rabaty, a tam darń nie taka, jak na gładkim trawniczku koszonym co dwa tygodnie! Poprzerastane grube plastry wytrzepywałam z ziemi i rzucałam na stertę, ku radości kur, które mi pomagały, jak umiały, a w nagrodę dostawały świeżutkie dżdżownice i pędraki.
Nasypałam tam też kwaśnej ziemi torfowej, takiej, jaka lubią wrzosy, a na koniec dostaną jeszcze korę na wierzch.







Komentuj (8)

04.10.2013 (08:05)

W ogrodzie już po pierwszym wyroku śmierci - nasturcje zmrożone, zwarzone, nie ma odwrotu.
Aksamitki częściowo jeszcze się trzymają, a jest mi ich żal każdego roku najbardziej, kiedy wynoszę je na kompost. Trochę kwiatów im obskubałam i suszą się jako dodatek do kurzego jedzenia na zimę.
Mam wielkie wiadro ususzonych ziół, różnych naci i kwiatków, które chętnie jedzą kurki; to wszystko dodajemy potem przez całą zimę do ześrutowanego ziarna.
W tym roku kupujemy ziarno dla kur u rolnika z naszej wsi, który robi gotową mieszankę pszenicy z czarnym owsem. Ten owies to nowość w jego tegorocznych uprawach i najpierw dostaliśmy próbkę, żeby sprawdzić, czy będą jadły. Smakuje.

Ganek obrasta warstwami, a wczoraj była przymiarka schodów. Nie chce mi się więcej pisać, bo co się pochwalę, to roboty stają na całe tygodnie, więc morda w kubeł. Potem zawsze można będzie zrobić wejście smoka, jeśli będzie z czym.

Pisałam o różach. Takie przymrozki to jeszcze dla róż za mało, żeby im zrobić krzywdę. Jeszcze przyjdzie czas na to nieodwracalne jesienne ścinanie wszystkiego i znów powstanie ten cudny ostatni bukiet różany. Potem stoi jeszcze dość długo w wazonie, choć i tak wiadomo, że to już koniec.
Tak wyglądały wczoraj.

Pastella


Bonica82


Knirps


Nostalgie


Valenzia


Przy tej pogodzie, o tej porze roku prace ogrodowe są ogromną przyjemnością. Wysokie gumowce i polarek i do dzieła. Nie umęczy się człowiek tak, jak latem i nie uświni.
Wkopałam sobie beczkę na pokrzywiankę; to piękna ceglasta beczka po greckiej oliwie.
Powoli realizuję już aneksję warzywnika. Najpierw od lewej będzie kontynuacja jagodnika i do siedmiu borówek i żurawiny dołączą trzy jagody kamczackie, które na froncie będą miały trochę truskawek i poziomek. Dalej jagodnik będzie przechodził w ogródek ziołowy, a potem od razu w różankę.
Chcę powiązać róże z ziołami ale jeszcze nie wiem, jak. Pewne pomysły chodzą mi po głowie i powoli oswajam temat...

Komentuj (7)

10.10.2013 (21:10)

Wsiadł do autobusu człowiek z liściem na głowie
Nikt go nie poratuje, nikt mu nic nie powie
Tylko się każdy gapi, tylko się każdy gapi i nic...

(Kuba Sienkiewicz)

A niektóre głupki, jeszcze robią mu (jej) zdjęcia!



No oczywiście, że jej nie powiedziałam! Nie mogłam.
Gdybym powiedziała, to zepsułabym wszystko i wyszłoby na to, że słowa poety, stworzone być może w trudzie i znoju - jak psu w dupę wsadził!

Komentuj (2)

16.10.2013 (18:49)

Czy nie można, mając 51 lat żyć sobie spokojnie i pogodnie?
I cieszyć się tym domem i ogrodem i poprzestawać na dniu dzisiejszym? I zachwycać się, że jesień taka piękna i aura łagodna, a księżyc złocisty? I że wszyscy zdrowi? I delektować się dobrym jedzeniem i pięknymi marzeniami, zamiast denerwować się i martwić sprawami, które być może wcale nie istnieją?

No nie, kurwa, nie można.

Komentuj (4)

27.10.2013 (12:10)

Żeby nie było, że sam brud, smród i trupy, to dzieją się też różne miłe rzeczy. Poprawiam sobie feng-shui na ile mogę...

Robi się różanka i powyznaczane już są miejscówki dla wszystkich czterdziestu róż, które się tam znajdą. Nie mamy już w tylnym ogrodzie foliaka na pomidory, który psuł cały widok.



Poprzesadzałam zioła i będą one buforem pomiędzy jagodnikiem a różanką. Różanka w połowie długości ma na tyłach grupę lilii w słonecznych kolorach, a na końcu znów lilie – różowe i purpurowe. Tak samo będą rozmieszczone róże - bliżej ziół te ogniste, a na końcu różowe i fioletowe.
W miejscu po namiocie foliowym, tam gdzie już kończy się różanka, posadziłam dwie nowe hortensje bukietowe, które powinny już latem wyrosnąć w duże kępy.
Będzie to długa rabata stanowiąca ciągłość - od akacji, gdzie zaczyna się jagodnik, aż do wrzosowiska. Na jej tyłach wzdłuż całego ogrodzenia wytyczona jest (na razie powbijanymi patykami) szeroka ścieżka dla Kory.







Zabrałam się też za nieuporządkowany teren za szopką, tam gdzie było szambo. Dłubnęłam diagnostycznie szpadlem w celu odkopania pokrywy szamba i nawet mi się to udało. Na tym kawałku ogrodu jest kupa gruzu, porośnięta już trawą i chwastami i trzeba to wszystko wrzucić do szamba, a teren wyrównać.
Chyba tylko trawa tam będzie rosła i orzechy od Haliny, a przy płotku będzie urządzony placyk gospodarczy ze śmietnikami.
Na sam koniec smrodów i syfów w ogrodzie zostanie tylko dawny kurnik do wyburzenia. Wtedy ogród już będzie w ogólnym zarysie „po naszemu” i będzie można pracować nad szczegółami.

Młode kogutki uczą się piać, są jeszcze znacznie mniejsze, niż Antonio, ale już piękne. Kurki młode i stare na pierwszy rzut oka nie do odróżnienia. W kurniku zrobiło się ciasno, bo piętnaście kurek nie mieściło się już na dwóch grzędach i wieczorami, przy usadzaniu się do snu były straszne wrzaski i przepychanki. Po zamontowaniu trzeciej grzędy jest już spokój.
Z przodu widać Antonia, a z tyłu trzy młode kogutki.





Wysiana w polu lawenda z moich własnych nasion powschodziła i narobiła kłopotu, bo miała wzejść na wiosnę. Teraz trzeba ją będzie okryć na zimę i martwić się, żeby nie przemarzła.



Stary nadal zaangażowany przy ganku, bardzo ładnie to wszystko wygląda i są już schody; nadal wszystko jest „prawie”, ale już coraz bliżej.



Komentuj (6)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów