Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.10.2015 (20:55)

W ostatni weekend przekonałam się, że kto pyta, nie błądzi! Pani profesor, która jest opiekunem naszej podyplomówki, zgodziła się, żebym pod jej opieką pisała pracę dyplomową, a już po chwili okazało się, że tylko 2-3 osoby będą miały taką przyjemność.
Wysłałam jej mailem wstępną koncepcję tego, co chciałabym napisać i dziś dostałam odpowiedź z aprobatą i obietnicą szczegółów w najbliższych dniach. Juhu!!!

Przyszła jesień. Kurki od paru dni słabo się niosą, pewnie będą przed zimą zmieniać upierzenie.
Powoli wkroczyliśmy w sezon grzewczy, już z nowym piecem i nowym bojlerem, co jest tym ciekawsze, że nadal nie mamy opału na zimę. No, ale co tam, takie pierdoły!
Zdechła nam też kosiarka, litościwie na końcu, a nie na początku sezonu ogrodowego.

A Stary już drugi raz zapomniał mi nalać mleka do porannej kawy, co przywiodło mi na myśl początki alzheimera i jak się to jeszcze raz powtórzy, rozważam ogolenie mu twarzy, obcięcie włosów, przebranie w garnitur i wywiezienie do lasu.
NIKT go nie rozpozna!

Zamówiłam sobie dziesięć nowych róż, od razu mi lepiej.

Jesienne róże starają się jak mogą...

Leonardo da Vinci


Lovely Fairy


Bonica'82


Astrid Graffin von Hardenberg


Kristal


Lilli Marleen


Pastella z nietypowym zielonym kwiatem


Garden of Roses


Komentuj (5)

12.10.2015 (12:07)

Po pierwszych przymrozkach były już pierwsze oznaki śmierci. Płatki róż kruszyły się rano w palcach, ale myślałam, że to minie, kiedy dojdzie do nich trochę słońca i litościwych celsjuszy. Przecież ma być jeszcze ciepło, jeszcze jest szansa na kolejne kwiaty. Niektóre róże kwitną aż do grudnia, tak jest co roku, więc będzie i teraz.
Tak myślałam rano.

Teraz już wiem, że to koniec, że mróz był większy niż myślałam i wszystkie róże są zmrożone, zwarzone, nie ma już szans.
Nie zrobiłam ostatniego jesiennego bukietu - pierwszy raz mi się to zdarzyło. Tyle było kwiatów, tyle było pąków jeszcze... Przez te cholerne studia to wszystko, bo byłam w Poznaniu, a Stary przecież nie wpadł na pomysł, żeby pościnać róże. Strasznie mi smutno...

Rozpoczęłam sezon turlania się pociągami tam i z powrotem, ale to już ostatni semestr i przede mną jednocyfrowa liczba zjazdów, więc z górki. Wymyśliłam sobie fajny temat na pracę dyplomową, będzie mi się to z przyjemnością pisało.
Mam też pomysł na szydełkową chustę z cieniusieńkiej bladej fioletowej włóczki z zeszłorocznych zakupów. Będę ją sobie robić w podróży i skoro jest już szal zrobiony pod patronatem Polskich Kolei Państwowych, to będzie i chusta do kompletu.

Co roku mamy kanie w ogrodzie, jedną lub kilka, a w tym roku razem około dziesiątki. Zrywam i zamrażam, a kiedyś usmażę kaniowe kotlety.
Te dwie rosły sobie razem i spoglądały to na dom, to na kurnik...





Drewno wreszcie zamówione. Fajnie - będziemy układać. Lubię to, lubię pracować przy drewnie.

Komentuj (1)

23.10.2015 (21:18)

Jestem po dwóch dniach w czytelni i bitych dziewięciu godzinach spędzonych na przekopywaniu się przez literaturę, zaleconą przez panią promotor. Nie za bardzo więc wiem, jak się nazywam, a jutro pobudka o czwartej i do pociągu, więc tym bardziej.
To niedziela wyborcza, więc tym razem jadę z zaświadczeniem.

Do pociągu wzięłam druty i włóczkę, zacznę jutro chustę na drutach, a to jest bardzo trudna technika, więc zrobiłam sobie najpierw próbkę z białej grubszej włóczki, żeby się z tym otrzaskać. Właściwa chusta będzie robiona na grubych drutach z liliowej nitki, cieniutkiej jak pajęczynka.
A więc bilans tej podyplomówki będzie taki: pierwszy semestr - czerwony szal dla Młodej, drugi semestr - popielaty szal dla mnie, trzeci semestr - ta liliowa chusta.
Powinnam jeszcze na zakończenie zrobić choć pamiątkową serwetkę dla Polskich Kolei Państwowych, bo to przecież wszystko udziergane w pociągach.



No i miałam dziś w moim wsiowym sklepie rozmowę z panem Patrykiem (PP), sklepowym, lat na oko trzydzieści kilka, że studiuję, tenteges, do Poznania jeżdżę...
PP (życzliwie): a co pani studiuje?
Ja (nieśmiało): etykę...
PP (z miną znawcy): aaaa, to kiedyś była religia!
Padłam!

Kurtyna.

Komentuj (1)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów