Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.10.2017 (10:07)

To było równo rok temu, tylko wtedy to była sobota. Leżałam jeszcze w łóżku, kiedy Stary rano zadzwonił i myślałam, że chce zapytać, czy nie zaspałam, czy otworzyłam kurnik, czy dałam jeść psom...
Okazało się, że Mama zasłabła i zadzwonił po pogotowie. Znalazła się w szpitalu i choć wtedy jeszcze tego nie wiedzieliśmy, to właśnie od tego dnia zaczęło się Jej odchodzenie, trwające cały miesiąc.

Do dziś nie mogę sobie tego w głowie poukładać. Za miesiąc będzie pierwsza rocznica i niby skończy się zwyczajowo przyjęty czas rocznej żałoby - tylko czy to w ogóle coś oznacza? Pewnie czasem tak.
Pamiętam, jak gdyby to było wczoraj, kolejne dni z tego miesiąca. Zresztą wszystko wtedy notowałam - spisywałam wieczorami przypadki mijającego dnia, bo bałam się, że mi się to pomiesza, że pozapominam. Jakoś czułam, że to będzie ważne, że być może będę chciała kiedyś to przeczytać, a przynajmniej mieć poczucie, że istnieje i że mogę przeczytać.
Codzienne porządkowanie tych wydarzeń dawało mi też jakieś zaczepienie w trwającej dookoła rzeczywistości, bo to, w czym brałam udział, nijak na rzeczywistość nie wyglądało.

Mam poczucie komfortu, że jesteśmy tu ze Starym tylko sami i że w tych ciężkich chwilach, które mnie dopadają, nie muszę się wysilać na bycie uśmiechniętą i udawanie, że wszystko jest w porządku i kręci się, jak kręciło. Mogę się wypłakać, kiedy chcę i powspominać, a Stary, jeśli jest w pobliżu, to mówi: płakanie jest zabronione.
My we dwoje jesteśmy już po tych czterdziestu latach, jak dwa stare żółwie w tej samej skorupie.

Komentuj (0)

06.10.2017 (21:49)

W tym roku pracuję więcej, niż zwykle, ale mam stałe nadgodziny, więc nie narzekam. W czwartek po południu jestem już zwykle zarżnięta, ale mam w perspektywie krótki piątek - istny skarb.
We wczorajszy piątek pracowałam ponad dziesięć godzin, a potem poszłam na medytację do ośrodka buddyjskiego. Dawno mnie tam nie było i powitały mnie takie miłe słowa... Ania powiedziała: ale to bez sensu, że tak długo cię nie było... nie myślałam o tym wcale przez ten czas, kiedy cię nie było, ale teraz, jak cię widzę, to wiem, jakie to było beznadziejne!

Po bardzo ciężkim i stresującym tygodniu zażądałam od Starego ukopania taczki kompostu, bo wiedziałam, że nawet jak będzie ulewa, to muszę popracować dziś w ogrodzie, inaczej szlag mnie trafi. No proszę, niektóre ekskluzywne damy po męczącym tygodniu potrzebują weekendu w SPA, a mnie wystarcza taczka kompostu.

Dziś poprzesadzałam to i owo i powyrywałam trochę chwastów. Ponieważ kocięta są już po ostatnim młodzieńczym szczepieniu, to mam plan żeby jutro wyprowadzić je pierwszy raz do ogrodu. Ciekawa jestem, jak zareagują.

Komentuj (2)

16.10.2017 (22:05)

Jesteś już taka stara i ja jestem już taka stara, że czas najwyższy! A w ogóle to się dziwię, że my do tej pory tego nie zrobiłyśmy! - powiedziała dziś do mnie Młoda, a sprawa dotyczy czegoś, co możemy zrobić razem, tylko we dwie i co będzie bardzo fajne!

Trafiły się w tym roku piękne jesienne dni i odkąd kociaki są już po ostatnim młodzieżowym szczepieniu, staram się codziennie wychodzić z nimi na trochę do ogrodu, żeby sobie mogły pozwiedzać.





Czyż Lusia nie wygląda tu jak Kłapouchy?

Komentuj (2)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów