Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


03.11.2005 (08:48)


23 paździenika umarł mój Ojciec. Stąd to długie milczenie.

Dziś jestem już w pracy i w domu, ale jeszcze trochę sobie pomilczę.

Komentuj (7)

09.11.2005 (15:11)


Na moim komputerze w pracy zainstalowano dziś Cenzora. Cenzor zabrania mi wejść na następujące blogi: Wawasapki, Silje, Motylanoga, Ed, Kotul i Delajati.

No to ja nie wiedziałam, że ja się z takimi świńtuchami zadaję!

Komentuj (6)

10.11.2005 (20:04)


Jutro rano przyjeżdża do mnie najprawdziwsza Jutrzenka Swobody (oczywiście prosto z Krakowa). Już jest w pociągu i siedzi przy oknie, przodem do kierunku jazdy :)


Komentuj (7)

16.11.2005 (15:10)


Zamiast pracować ofiarnie, zabrałam sie za wyszukiwanie w necie wzorów na szydełkowe ozdoby na choinkę. Zrobiłam wczoraj wieczorem ładną choineczkę i mam wzorki na gwiazdki, ale ubzdurał mi się dzwonek. Mam wrażenie, że go gdzieś widziałam, na czyjejś choince, ale znajomi przesłuchani na tę okoliczność nie przyznają się.

Więc, jak już mówiłam, szukam tych wzorków, jestem sama, jest cicho, za oknem zaczyna sie ściemniać, żadne dziecko nie zajrzało tu chyba od godziny i boję się, że naprawdę zaraz zasnę...

Powinnam wrócić do zaczętej pracy, ale nie mogę przecież w takim stanie pracować...

Komentuj (1)

20.11.2005 (12:01)

Stan z przedwczoraj wieczorem:



Produkcja trwa...

Komentuj (6)

23.11.2005 (07:55)

Śniło mi się dziś, że byłam na przyjęciu wydawanym przez Steffena Mollera. Oprócz gospodarza obecni byli: Meri, Snafu oraz Henryk Sytner z Trójki wraz z małżonką Heleną.

Przed przyjściem gości prasowałam wielki, haftowany obrus na stół i serwetki do kompletu, jednak na dwóch z nich wylazły pod żelazkiem jakieś plamy i trzeba je było odłożyć.


Czy Henryk Sytner jest żonaty?




Komentuj (5)

26.11.2005 (21:37)


Od środy wieczorem miałam w pracy awarię programu bibliotecznego. Taką, jakiej jeszcze nigdy (od 1999) nie było i która wprawiła mnie w lekką panikę.

Przyszedł młody Pimpek, który jest u nas zatrudniony od października jako Naprawiacz Wszelkich Komputerów. Nie powiem, nawet budził zaufanie i wydawał się nie być z tych, którzy na dzień dobry kasują całą zawartość komputera, a potem zabierają się do naprawy, dziwiąc się przy okazji o co nam chodzi, bo przecież co tam mogło być ważnego w tych naszych komputerach.

Pimpek przystąpił do Działań. Własciwie to głównie słuchał, jakie działania podjęłam, zanim on się zjawił. I chwalił.
Po czym wysłał maila do producenta programu. I zalecał kroki w stylu "właczyć-wyłączyć", "obserwować pracę programu". Następnego dnia rano przyszedł i poinformował, że producent nie odpowiedział na maila. I obiecał zadzwonić do producenta o dziesiątej. Nie wiem, czy zadzwonił, bo nie przyszedł.

Następnie robiłam programowi różne rzeczy, które wydawały mi się logiczne. Nic jednak nie skutkowało.

W przypływie rozpaczy wołałam: "PM, wracaj! Tylko Ty umiałeś zrobić dobrze mojemu programowi bibliotecznemu". Ale PM nie przybywał i wiedziałam, że to se ne vrati...

Aż wreszcie, po zakupieniu w sklepiku szkolnym i skonsumowaniu paczki trucicielskich chipsów o smaku cebulkowym doznałam wstrząsu intelektualnego, spięłam się w sobie i zrobiłam mojemu programowi coś, co wreszcie okazało się tym cosiem!

Naprawiłam go sobie sama. Ja, która się nie znam! Ja, humanistka, za przeproszeniem.

I znów upadłam pod brzemieniem własnego geniuszu!



Komentuj (6)

29.11.2005 (11:16)


Łoranyboskie!

Od wczoraj biorę udział w kursie komputerowym. Dziś od 8 rano uczyliśmy się zakładać konto pocztowe, a potem wysyłaliśmy wiadomości do koleżanki z prawej lub do koleżanki z lewej (na zmianę).
Byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie to, ze jest tu zimno i dupa boli od siedmiogodzinnego siedzenia. Kurs trwa do piątku włącznie.

Wczoraj był blok tematyczny "wyszukiwanie informacji w sieci internet" i pan nas oswajał z guglami.

Wyrazy współczucia przyjmuję od zaraz. Muszę skończyć ten kurs, albowiem jego ukończenie jest jednym z warunków otrzymania pracowni multimedialnej do mojej biblioteki.

Komentuj (3)

29.11.2005 (12:06)


No to tak: piszę smsy do Yen, odwiedzam sklepy internetowe, wyszukuję różne różności na allegro i czytam blogi. I co stwierdzam: za rzadko piszecie notki!

Przestaliśmy już wysyłać maile z onetu, teraz wysyłamy z outlooka.

A panie z lewej narzekają, że za dużo treści jest na tym kursie i one się nie wyrabiają...



Komentuj (1)

30.11.2005 (13:18)


Wczoraj uciekłam byłam z zajęć trochę wcześniej, w momencie, kiedy pan zaczął tłumaczyć zasady korzystania z gg i lada chwila miała nastąpić seria ćwiczeń.

C.d.n.



Komentuj (8)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów