Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


03.11.2006 (16:18)

W ramach nicnierobienia notka w przerwie między:
-zakupami
-przesadzaniem ziół
-przygotowywaniem balkonu do zimy (czyt. praca w polu)
-zmianą pościeli (3 komplety)
-szyciem prześcieradeł (a bo mi się przy okazji przypomniało)


Wczoraj Jadzia zburzyła mój porządek świata. Przyszła i powiedziała, że ja nie jestem żadne Ryby, tylko Wodnik. A wszystko stąd, że data moich urodzin - 20 lutego - pierwszy dzień znaku Ryb, jak zawsze myślałam, okazuje się być w rzeczywistości ostatnim dniem znaku Wodnika.
I jakże to tak?... Ja, kobieta dojrzała, nagle się dowiaduję o sobie takich rzeczy? I jak mam teraz żyć?!
Czy ktoś z Was, kto zna się na tym wszystkim, byłby tak miły i zechciał mnie przekonać i upewnić, że jestem (nie jestem) Rybami (Wodnikiem)?


Myślę, żeby na kolację zrobić sobie zapiekanego w cieście francuskim tuńczyka z fetą, oliwkami i serem pleśniowym. I zrobię to, jak boni-dydy.



Komentuj (8)

04.11.2006 (18:55)

Ładnie. Dziś mam wyjątkowo udany dzień. Jeden z tych, kiedy to:
-potykamy się na równej drodze
-skręcamy sobie nogę, ogladając tv w fotelu (koleżanka)
-wybijamy sobie ząb, siedząc na ławce (córka innej koleżanki)

Ja takich wyczynów co prawda nie zaliczyłam, ale też byłam dobra.
Najpierw zawiesiłam się na klamce sklepu z materiałami: weszłam energicznie na mokry od deszczu schodek i noga tak mi pojechała, że gdyby nie ta klamka, to byłoby po mnie. Całe ciało pojechało mi do przodu za tą nogą, przed oczami przewinęło mi się może nie całe życie, ale cała długość tego mojego przetrąconego kręgosłupa, to na pewno! Panie w sklepie tak się przejęły, że dały mi krzesło i chciały robić herbatę. Nie skorzystałam. Natomiast miałam taką krótką myśl, żeby zażądać jako rekompensaty dwóch metrów brązowego sztruksu.

Potem poszłam do sklepu z produktami, na których się nie znam, ale muszę kupić. Miła pani bardzo życzliwie się mną zajęła, co trwało z pół godziny i już prawie się zaprzyjaźniłyśmy. Już już miałam wyjść z zakupem, kiedy nagle oczom mym ukazał się napis na opakowaniu. Napis dowodził, że pani albo nie jest taka oblatana w tym towarze, jak wygląda, albo wpuszcza mnie w kanał bezczelnie. Mam nadzieję, że jednak to pierwsze, bo to była miła pani.

Potem własnoręcznie wywaliłam sobie śmieci na posprzątana podłogę w kuchni, a w tych śmieciach była, owszem, folia po rozmrożonej rybie.

Po skończonym smażeniu (przypominam: niezdrowe odżywianie!) nie wyłączyłam gazu pod patelnią i zadymiłam całe mieszkanie.

No i tak dosłownie na każdym kroku. Taki dzień.

Aby nie popaść w depresję zjadłam kubeł lodów czekoladowych. A teraz leżę jak zwierzę (żeby zminimalizować dalsze szkody).



Komentuj (9)

10.11.2006 (20:32)

Notatka z zeszytu do religii mojego syna (1 klasa gimnazjum):

"Halloween to święto pogańskie, ściśle związane z okultyzmem i satanizmem. W tym dniu religie pogańskie, a przede wszystkim czciciele szatana składają ofiary ze zwierząt i ludzi. Kult oddawany Jedynemu Bogu wyklucza udział w świętowaniu jakichkolwiek innych obrzędów religijnych"

No, to tyle na dziś. Chyba podejrzewam, czym to się może skończyć...

Komentuj (9)

11.11.2006 (19:35)

Pierwszy raz jadłam bakłażany wtedy, kiedy umarł Freddie Mercury. Pamiętam, że było zimno, padał deszcz, chodziłam po targowisku i słyszałam ze wszystkich, ustawionych na łóżkach polowych radioodbiorników, że umarł Freddie.

Bakłażany były w puszce, produkcji bułgarskiej. Nie pamiętam, jaki potem, w domu, miały smak. Pamiętam tylko te komunikaty radiowe...

Komentuj (0)

14.11.2006 (21:31)

A niech to szlag! Co za dzień parszywy!

Ale nie powiem, że nie zdobyłam dziś nowych doświadczeń...

Komentuj (3)

17.11.2006 (22:25)

Dziś miałam taki ładny sen.
Śnił mi się dom. To był nasz dom, dopiero niedawno zbudowany, pachniało w nim jeszcze świeżością. Otoczony był dużym trawiastym terenem; i był tam płot, taki wsiowy, brązowy płot. Za płotem łąka, dalej las. Wiedziałam w tym śnie, że w pewnym miejscu pod tym płotem będą dobrze rosły zioła. Chodziłam, oglądałam wszystko.
Byli tam jacyś ludzie - jacyś znajomi i jacyś nieznajomi...
Okazało się w pewnej chwili, że wysoko na szybie okna dachowego widać leżący szary kształt. To był kot; były kot, że tak powiem. Ktoś z tych ludzi powiedział, że trzeba go szybko stamtąd zabrać, bo jak się tego nie zrobi, to będzie tam coraz więcej tych nieżywych kotów.
To nie było zbyt przyjemne, chociaż ogólny klimat snu był jednak miły. I kończyło się, że tak sobie łażę i planuję, gdzie te zioła będą rosły...

Komentuj (3)

18.11.2006 (22:12)

Już wiem, dlaczego mężczyźni żyją krócej, niż kobiety.

To się nazywa naturalna selekcja. Natura jest nieomylna i eliminuje.

Komentuj (8)

25.11.2006 (21:09)

Z różnych natręctw i obsesji mam jedną taką: łamanie listków. Listki muszą być z forsycji lub ligustra, chodzi o to, żeby były kruche i dawały się łamać w poprzek nerwu głównego, z delikatnym trzaśnięciem, wyczuwalnym palcami.

Zawsze, nawet kiedy mam w obu rękach torby z zakupami, zdołam zerwać jeden listek, przechodząc koło żywopłotu i łamię go szybciutko raz po raz, równoległymi zgięciami, co kilka milimetrów.

Najlepsze są po deszczu, nasiąknięte wodą i dzięki temu kruche. W czasie suszy zupełnie do dupy.

Komentuj (4)

26.11.2006 (17:05)

Mamcia:




Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów