Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


02.11.2007 (17:38)

No i stało się. Wlazłam na chwileczkę na taką stronę. Miałam tylko spojrzeć, zrobić wstępne rozpoznanie i ewentualnie jakąś przymiarkę na przyszłość. Zwłaszcza, że w najbliższych dniach laptop jedzie kurierem do reklamacji nagrywarki i będę odcięta od niego na dłużej.

Potem postanowiłam wprowadzić trochę danych, ale tylko tak na próbę, żeby zobaczyć, jak to wszystko działa.

I siedzę już 3 godziny. Powyjmowałam różne papierzyska, bo zbieram to wszystko już od lat, trochę mam na kompie, a trochę jeszcze na papierze. Rozpacz mnie ogarnia, kiedy pomyślę, ile rzeczy już nie odzyskam, bo poumierali ludzie, którzy mogli mi o nich opowiedzieć. Zła jestem na siebie, że kiedyś byłam taka głupia i nie zapisywałam tego wszystkiego, o czym mi opowiadali.
Ostatnią skarbnicą jest moja mama, która ma niesamowitą pamięć i mnóstwo rzeczy mi opowiedziała, mnóstwo na moją prośbę napisała. Mam to w formie takich listów tematycznych, które pisała kilka lat temu o różnych członkach swojej rodziny. Mam też nagrania jej wspomnień - opowiadań na kasetach audio. Mam odręczny rysunek, przedstawiający plan mieszkania w Zakopanem (z meblami), gdzie mieszkali w czasie wojny. Mam wypisy z ksiąg parafialnych z Biecza, skąd pochodził mój dziadek.
Mam też notatki z tego, co opowiedział mi mój tato ze 3 lata temu na temat swojej rodziny - to, co zdołał sobie przypomnieć; nie za wiele, ale jednak...
Wymaga to poukładania, uporządkowania; trochę już próbowałam kiedyś wpisywać w program GreatFamily, ale jakoś nie bardzo miałam do niego przekonanie.

Wszystko to jest jak rozsypane puzzle z wielu różnych pudełek - są tam nie tylko osoby, daty i miejsca, ale różne szczegóły, różne domniemania dotyczące losów poszczególnych członków rodziny.
Mam do tych puzzli prawdziwie histeryczny stosunek - boję się, żeby mi się nie pogubiły i mam poczucie, że moim psim obowiązkiem jest zostawić swoim dzieciom to wszystko perfekcyjnie uporządkowane i uzupełnione.

Komentuj (3)

16.11.2007 (08:05)

Laptop nadal w Warszawie. Stwierdzam, że nie jestem uzależniona od netu. Mój mąż się o mnie martwi, usiłuje posadzić mnie co jakiś czas przy swoim komputerze, pyta, czy może nie chciałabym skorzystać. A ja twarda, jak towarzysz Stalin. Rozważam przybranie stosownego pseudonimu.
Nie mam drgawek ani napadów agresji. A może to dlatego, że przez 6 godzin dziennie mam w pracy do dyspozycji 6 kompterów z netem?

W dodatku rzuciłam jedzenie w tym tygodniu. Jadłam ostatnio normalnie w niedzielę; poniedziałek i wtorek: kawa, zielona herbata, sok pomidorowy i selerowo-gruszkowy; środa: jak wyżej, plus o 14.30 porcja kaszy gryczanej z pieczarkami; czwartek: jak wyżej, ale jeszcze do tego dwa jajka sadzone. Mam nadzieję, że żołądek mi się zmniejszył cokolwiek. Problem tylko w tym, że krąży mi wciąż przed oczami wizja cepelinów z mięsem, a to wszystko przez koleżanki z pracy.
No kurna, niestety, chyba zrobię je w sobotę.

Komentuj (8)

18.11.2007 (14:36)

Wczoraj usiłowałam kupić sobie kurtkę na zimę. Jednak moje oczekiwania są rozbieżne z ofertą rynkową, a także jest z nią rozbieżny mój rozmiar.

Łaziłam i łaziłam, oglądałam i oglądałam i doprowadziłam się do takiego stanu, że pod koniec chciałam już nie żyć. Aczkolwiek nie było tak źle, bo po drodze spotkałam dwie kurtki, które mogłabym nawet nosić, gdyby był mój rozmiar. Był podobny; niby się zapięłam, ale nie mogłam oddychać. A ja muszę oddychać, bo mam przecież dwoje dzieci i dopóki sie nie usamodzielnią, to muszę.

Zaprzestałam więc dalszych wysiłków, ale w piątek wybieram sie do Dużego Miasta i wtedy zobaczymy!

Komentuj (1)

20.11.2007 (17:52)

Buuuuu! Ja chcę z powrotem mojego laptoka!!!
Ja chce z powrotem mój samochód!!!
I kurtkę na zimę chcę!
I krem z body shopu o zapachu marihuany!

Komentuj (4)

21.11.2007 (21:47)

Oto nadszedł dzień, kiedy zaczynają się spełniać marzenia. Przychodzę ja do domu, a tu laptok nadszedł z naprawy, leży sobie w kartoniku na łóżku, zmarznięty taki i oblepiony obcą zieloną folią.

Jutro może będzie samochód... no mam nadzieję, że tym razem na pewno. Zostanie mi wtedy jeszcze kurtka i marihuana.

A w sobotę znów sabat czarownic z moimi dziewczynkami, ale tym razem chyba nie będę pić wina, bo mi potem krąży w tętnicach przez następny dzień.
Dla wiernych czytelników wspomnienie z poprzedniego sabatu. Niektóre z nas słuchały płyt, niektóre tańczyły, niektóre zaś mają w domu małe dziecko, to się wreszcie mogły wyspać. Następnym razem zdejmiemy jej okulary.



Komentuj (4)

24.11.2007 (17:57)

Myślałam: samochód. Myślałam: laptop. Myślałam: kurtka, kremik.
Myślałam, że to są jakieś problemy.
No to teraz mam za swoje.

Komentuj (4)

27.11.2007 (22:03)

Tak oto relaksuję się wieczorem. A wszystko przez Ankę, która od tygodnia zadręcza wszystkich wokół pytaniem, czym się różni "think of" od "think about".

No i zaraziłam się i sama chciałabym to wiedzieć. Oczekuję propozycji ;)



Komentuj (3)

30.11.2007 (07:32)

Ruszyły prace nad nowym obrazkiem na blogasku. Nie oszukujmy się, trzeba zapomnieć o tej zieleni na jakiś czas; najgorsze, że trzeba też będzie zapomnieć o tym lesie, bo ma on iść pod topór. Syf.
Nie będzie gdzie chodzić z pieskiem na spacery.

Trzeba więc coś z tym zrobić. Trwają rozmyślania. Wizualizuję sobie pewną rzecz, nawet mam już trochę konkretów, które jej dotyczą.

Wczoraj w pracy zwizualizowałam sobie ruskie pierogi. I Ela widziała, że mi się spełniło. Trzeba więc pielęgnować marzenia :)

Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów