Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


07.11.2009 (08:27)

Sprawy ruszają.

Wczoraj spędziliśmy ponad dwie godziny na rozmowie pośrednikiem nieruchomości. Omawialiśmy różne warianty postępowania, które miałyby nas doprowadzić do wejścia w posiadanie tego zajebistego adresu, którego na razie nie mogę zdradzić.
Nie było to proste dla nas, nowicjuszy w temacie. Jakoś w połowie straciłam nawet na chwilę wątek, ale Stary był dzielny i wszystko kumał, a nawet wchodził w interakcję.
Ja natomiast rozmawiałam o pieniądzach.
Myślę, że to dobry podział na ten etap, który jest trudny dla nas obojga, ale i z tym światełkiem na końcu. I nęci, i straszy. Gdybyśmy mieli choć ze sto tysięcy w tylnej kieszonce, wszystko byłoby prostsze. No, ale.

Scenariuszy jest kilka, każdy związany z pewnym ryzykiem, ale trzeba w końcu w to wejść. Dom stoi od dziewięćdziesięciu lat, na nas czeka od czterech miesięcy.

Etap pierwszy: do poniedziałku-wtorku powinniśmy wiedzieć, czy sprzedający zaakceptowali naszą propozycję cenową i w którym banku będziemy starać się o kredyt.


Wejście od ogrodu, od strony przyszłej pracowni projektowej.


Okna tego wielgaśnego pięćdziesięciometrowego pokoju, widoczne z ogrodu.

Komentuj (6)

09.11.2009 (21:49)

Jestem prześladowana w Sieci.

Pracuję w miejscu, gdzie jest dużo dzieci w różnym wieku; ale raczej młodszym.
Co jakiś czas dostaję zaproszenie na Naszą Klasę od tychże. Najczęściej od dziewczynek. Odrzucam i grzecznie odpisuję, że nie przyjmuję uczniów do grona znajomych, przepraszam i pozdrawiam.
Czasem dostaję kolejną wiadomość z pytaniem: „dlaczego?!”.
Kiedy mam zastępstwo w którejś klasie, zawsze zjawia się szybciutko nowe zaproszenie. Czują się od razu ze mną zaprzyjaźnieni.

Ostatnio autorka załatwionego odmownie zaproszenia, uczennica drugiej klasy "Wiktoria (Lubię gwiazdy disney channel)" napisała w odpowiedzi komentarz do mojego profilu o treści: „fu!”
Wyszłam z nerw.
Poszłam do jej klasy.
Zapytałam, czy dziewczynka ta ma mi coś do powiedzenia - że mnie nie lubi, albo jej się nie podobam; niech więc przyjdzie i mi to powie, niech nie wchodzi natomiast na mój profil na NK.

I powiedziałam też, że:
>w godzinach mojej pracy i w zakresie moich obowiązków jestem zawsze do ich dyspozycji
>profil na NK mam po to, żeby się kontaktować z moimi przyjaciółmi i z moimi krewnymi
>NIE przyjaźnię się z dziewczynkami z klas drugich!!!

Za tydzień poszłam na zastępstwo do pierwszaków i już tego samaego dnia dostałam zaproszenie od użytkownika o nazwie: "ḋ ø ṃ α . . !! ; * * χḋ ќ ɾ ε ј ʐ ø l ќ α ; )". Lat sześć.
No bo w klasach pierwszych są też od tego roku sześciolatki.

Czy jest jakaś pomoc dla prześladowanych w Sieci?

Komentuj (3)

11.11.2009 (15:56)

Uwaga, dziś zagadka - rysunek pomocniczy, który zrobiłam sobie kilka dni temu.
Co to jest?



Komentuj (8)

14.11.2009 (00:52)

Skoro puszczam farbę, to niech będzie: dziś złożyliśmy wniosek o kredyt - z datą trzynastego, piątek.
No zobaczymy. W środę powinno się okazać.

Mamy wstępnie oswojoną mentalnie wersję "pozytywnie" jak i wersję "odmownie".
Bez histerii.

Komentuj (3)

19.11.2009 (17:49)

Okazało się w czwartek, że jednakowoż jest jakiś problem z kredytem, ale bank ma dla nas pewną propozycję. Jutro o 17.00 będziemy o niej rozmawiać osobiście.

Stary na to nabił faję i poszedł na balkon.

Do jutra.
Kciuków nie puszczać.

Komentuj (3)

20.11.2009 (21:39)

Otóż problem jest tego rodzaju, że działki tam są trzy, w tym dwie rolne, a kredyt mieszkaniowy nie może być przeznaczony na zakup działek rolnych. No i bank zaproponował nieco inną formę kredytu - "mieszkaniowy plus co_kto_chce", mniej więcej.
To może sobie kupię spódniczkę (spódniczka to taki ładny wyraz).

Teraz tylko trzeba poustalać pewne sprawy z tym związane tu i ówdzie, polatać, popytać, pozałatwiać. A i tak nie wiadomo, czy po tym wszystkim ten kredyt dostaniemy.
Wyjdzie też zaraz na to, że nie zdążymy podpisać niezbędnych papierów przed moim wyjazdem do sanatorium i być może trzeba będzie jeszcze skoczyć do notariusza i uzgodnić przekazanie pełnomocnictwa.

Nic nam się nie rozjaśniło, a wręcz się pogmatwało i ciekawe, czy dziś znów będziemy nie spać na zmianę i mieć nocne hercklekoty.

Ale są też dobre wiadomości: dziś byłam ostatni raz w pracy w tym roku 2009!

Komentuj (2)

26.11.2009 (09:10)

Poszliśmy wczoraj do biura nieruchomości z silnym postanowieniem zakończenia tej całej sprawy. Skoro tak, skoro nie możemy wziąć tego kredytu, to rezygnujemy i wreszcie niech będzie spokój. I tak planowaliśmy takie ruchy dopiero za jakieś dwa-trzy lata, jesteśmy do tego zupełnie nieprzygotowani i dość tego, przecież nam się nie śpieszy.

No i wyszliśmy, owszem, uspokojeni, ale z całkiem innym postanowieniem. Najnowsza wersja wygląda tak: najpierw sprzedajemy mieszkanie. Za pieniądze z mieszkania kupujemy dom, bierzemy kredyt na resztę, ale inny, nie mieszkaniowy, żeby nam nikt w portfel nie zaglądał, na co my potem te pieniądze wydamy (spódniczki!). Częścią kredytu spłacamy resztę należności za dom, drugą część, może niecałą, przeznaczamy na remont kuchni i łazienki. Wprowadzamy się do tego domu i wtedy remontujemy jeszcze trochę, na co nam tam starczy kasy z reszty tego kredytu. A właściwie z reszty reszty. Jest to chyba lepsze wersja, bo nie musimy występować o taki ogromniasty kredyt, jeśli zaczynamy od sprzedaży naszego mieszkania.
Moja mama mówi: „dziecko, tylko wy nie zróbcie tak, że sprzedacie to mieszkanie i nie będziecie mieli gdzie się podziać!”.
Pfff, przecież możemy wtedy zamieszkać u niej. Albo u siory.

Gdyby klient na zakup naszego mieszkania trafił się w grudniu, to zważywszy, że miesiąc będzie potrzebny na podopinanie spraw formalnych, plus około miesiąca na ten niezbędny remont - możemy się wprowadzać pod koniec lutego.
Oczywiście to wszystko będzie możliwe, jeżeli mieszkanie, czekające na państwa, którzy mieszkają teraz w tym wsiowym domu będzie nadal na nich czekać, jeśli nie przybłąka się ktoś z walizką gotówki i nie kupi wsiowego domu przed nami, jeśli bank da nam kredyt (bo przecież nie musi), jeżeli, jeżeli...

Nie mamy jakiegoś parcia „być albo nie być”, rozluźniliśmy się, przynajmniej na razie. Po wyjściu z tego biura poszliśmy od razu na pachnącą kawę z alkoholem (Stary odstawił samochód do mechanika, to też mógł spożywać) i ona też nas rozluźniła i uspokoiła.
Uda się - to dobrze. Nie uda się - to uda się kiedy indziej i gdzie indziej.

Tymczasem mogę nadal szydełkować koronki do firanek na tych oknach, licząc ich długość według liczby cegieł, widocznych pod oknem na zdjęciu elewacji...



Komentuj (2)

27.11.2009 (15:07)

Cała poprzednia notka jest już nieaktualna, bo dziś wypełniliśmy wniosek do banku o całkiem inny kredyt. Nie chce mi się o tym pisać, bo już mnie samą to nudzi.

Są też chętni na nasze mieszkanie. A co ciekawe, mieszkają w tym samym bloku, tylko w innej klatce i w mniejszym mieszkaniu. „Ooo, to ten balkon” – powiedzieli podczas wizyty rozpoznawczej.
Ha, niech jednak nie myślą, że brzózka zostanie! Zabierzemy ją ze sobą i uwolnimy wreszcie z tej doniczki. Należy jej się to za lata wiernej służby.

Klawisz od spacji mi się psuje. Jak naciskam z prawej strony, to nie działa i wszystkie napisane wyrazy zlewają się w jedną całość. Po napisaniu zdania muszę wracać i poprawiać.

Jutro o 7.30 wsiadam do pociągu i jadę do sanatorium. Trzy tygodnie zabiegów powinny mi wyremontować kręgosłup na kilka następnych lat, takie przynajmniej mam oczekiwania. Jestem już spakowana i z lekka przerażona bagażem i przesiadkami. Międzylądowanie i nocleg we Wrocławiu, a w niedzielę jadę dalej.
Walizka, laptop, kosmetyczka, torebka – razem cztery. Na dwie ręce. I na jedną głowę.
Nie wiem, czy to ogarnę...

Jakbyście mnie spotkali jutro w tym pociągu, szydełkującą w przedziale, to mi dupy nie zawracajcie, bo muszę uszydełkować ozdoby choinkowe dla cioci Marysi, zanim do niej dojadę.
Krochmal wiozę w torebce, żelazko ciocia ma. Grunt, to logistyka!



Komentuj (2)

30.11.2009 (15:23)

Dziś dzień pierwszy pobytu, który upływa mi na robieniu niczego, bo panie pielęgniarki mają traffic jam i nie dostałam jeszcze karty z rozpisanymi na niej wszystkimi zabiegami, mimo, że już wczoraj zlecił mi je lekarz. I pomyśleć, że przyjechałam dzień wcześniej, żeby mi się nie zmarnował pierwszy dzień zabiegów!
Będę miała kriokomorę, borowiny, prądy jakieś i gimnastykę ogólną oraz kąpiele radonowe. No i jeszcze parafinę na moją przekomputeryzowaną rączkę biedną.
Pozwiedzałam dziś trochę okolicę, zrobiłam niezbędne zakupy (w rodzaju: ciasteczka owsiane i nożyk na grzyby), a teraz sobie siedzę, piszę notkę i piję kawę z miodem i imbirem, delektując się całokształtem.

Na razie jeszcze jest ciepło. Wietrzysko wiało w nocy bardzo mocno i potem rano też, aż mi zwiało z zewnętrznego parapetu mleko do kawy. Mleko leżało na balkonie, to je odzyskałam, ale na tym parapecie miałam też wodę mineralną i jest ona całkiem zniknięta. Nie, nie chcę wiedzieć, czy spadła komuś na łeb. Całe szczęście, była półlitrowa.

Integruję sie z kuracjuszami przy stoliku na posiłkach. Pojedyncza pani – spokojna i nieszkodliwa chyba. I małżeństwo: ona – bez przerwy gada i poucza wszystkich, pewnie nauczycielka; już mi przy obiedzie wytłumaczyła, że wiatr powstaje, kiedy zimne powietrze spotyka się z ciepłym. Na co jej powiedziałam, że to przecież wszyscy wiemy ze szkoły. Jej mąż nosi perukę. Wygląda to, jak czapka z ludzkich włosów i unikam patrzenia w tamtą stronę. Nachuj (нахуй) facetowi peruka, ja się pytam. Przecież łysy facet częściej występuje w przyrodzie niż kudłaty!

Komentuj (3)

30.11.2009 (19:12)

No i jest karta. A oto jaki tryb życia będę prowadzić przez następne trzy tygodnie.

Poniedziałki, środy, piątki:
11.00 gimnastyka ogólna
13.20 prądy Taberta
15.15 kriokomora

Wtorki, czwartki, soboty:
8.00 kąpiel borowinowa
10.00 parafina na dłonie
11.00 gimnastyka ogólna
12.30 kąpiel radoczynna

Posiłki:
9.00 śniadanie
14.00 obiad
18.00 kolacja

START!

Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów