Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


04.11.2013 (20:00)

W czwartek pożegnaliśmy Dumkę, która była z nami od trzynastu lat. Kiedy się zjawiła w naszym domu, dzieci były jeszcze całkiem smarkate, a ja nie miałam nawet czterdziestki.
Ona, życie z nią, to była cala epoka dla naszej rodziny ...





























Od niedzieli było już jasne, że nadchodzi czas pożegnania, a w czwartek rano podjęliśmy ostateczną decyzję.
Choć już od dawna była w nie najlepszej kondycji, to jednak na takie rzeczy nie sposób się przygotować.
Teraz musimy się nauczyć żyć inaczej.

Komentuj (11)

12.11.2013 (08:53)

Mamy awarię ciepłowniczą.
W tygodniu podłoga w kotłowni była jakaś mokra i najpierw Stary myślał, że to od mokrego drewna, którego naznosił na zapas. W sobotę jednak było już wiadomo, że to woda powoli wycieka z kotła na podłogę i gromadzi się też w samym kotle na najniższym poziomie. Najpierw pomagało podkładanie tacki, którą jednak coraz częściej trzeba było opróżniać. W nocy też Stary wstawał kilka razy, a w niepodległościowy poranek jezioro było już w całej kotłowni. Podłączył więc do pieca wąż i spuścił wodę z całego obiegu wprost na podwórko.

Jesteśmy bez ogrzewania. W piecu można palić, ale grzeje on tylko najbliższe otoczenie, czyli kotłownię. Nie działają kaloryfery i podłogówka. Nie jest jednak źle, bo temperatura w sypialni z wieczornego 17,9 spadła do rana do 17,4 przy temperaturze 4 stopni na zewnątrz.

Stary znalazł miejsce, przez które uciekała woda - rozszczelnienie na spawie zbiornika na wodę, który jest wewnątrz kotła. To jest dobra wiadomość, bo bał się, że to może być kwestia skorodowanej ściany tego zbiornika, czy czegoś takiego.

Majster został już wezwany, ale będzie dopiero w środę, bo tymczasem szlaja się po zagranicach.

W myśl zasady, że trzeba cieszyć się chwilą obecną, to cieszę się, że temperatury na zewnątrz są dodatnie, że nie mamy małych dzieci i że nie jest to na przykład styczeń...

Komentuj (3)

14.11.2013 (18:40)

Awaria została naprawiona przez rzemieślnika z naszej wsi, który ten kocioł zrobił. Nasz kocioł ma już osiemnaście lat i podobno to jest bardzo dużo i trzeba pomyśleć o kupnie nowego, bo takie awarie mogą się powtarzać.

Bardzo bym chciała, żeby troszeczkę jeszcze wytrzymał, po to głównie, byśmy mieli czas spokojnie zgłębić temat i określić nasze potrzeby i możliwości, zorientować się w ofercie. Chciałoby się jednak mieć piec na drewno, bo to i najtańsze ogrzewanie i zapach ładny w domu, a przecież nasza kotłownia jest w samym środku chałupy.
A z drugiej strony, może byłoby dobrze zdecydować się na jakiś podajnik, żeby czasem móc załadować do pełna i nie troszczyć się, czy potrzyma ciepło, czy nie.

Rzemieślnik zaproponował znów swoje usługi ale ja bym chyba wolała nowy firmowy kocioł na gwarancji, z jakąś elementarną chociaż automatyką, zwłaszcza, że wszystkie instalacje w domu mamy wymienione, a poza tym... trzeba z żywymi naprzód iść, jak mówi poeta, czyż nie?

No i nie wiem, czy długo jeszcze będzie nam się chciało nosić to drewno na opał, bo przecież nie jesteśmy coraz młodsi. No ale... skoro taki kocioł podobno wytrzymuje około dziesięciu lat, to przez dziesięć lat na pewno jeszcze nam się będzie chciało.
I takie to mamy dylematy grzewcze.

Komentuj (1)

19.11.2013 (21:13)

Jest dobra wiadomość - znalazłam nowy dom dla kogutka. Muszę się pozbyć jednego z młodziaków, a bardzo nie chciałam, żeby trafił do czyjegoś rosołu, choć i taką ewentualność brałam pod uwagę. Kogucik pojedzie do gospodarstwa pana, który ma różne ozdobne kury, kaczki i gęsi. Pan chce dać nam coś w zamian, ale ja nie chcę wprowadzać do kurnika obcych osobników, żeby nie przywlec z nimi jakichś chorób i pasożytów i potem się z nimi użerać. Wolę umówić się na wiosnę na wymianę jajek lęgowych i wtedy pan miałby też swoje pisklęta zielononóżek, a ja może dochowałabym się kilku innych kurek w stadzie.

Na wiosnę pozostałe trzy kogutki będą pewnie walczyć o dominację i sadzę, że Antonio przegra, bo od dawna kuleje, a natura takie osobniki eliminuje i nie ma to tamto. Wtedy zostałyby dwa młode kogutki na jedenaście kurek i tak mogłoby już być.
Mam swojego ulubionego kogutka wśród tych trzech i jego nie oddam za nic w świecie. Jest najmniejszy i jako jedyny z młodziaków nie ma jeszcze wygiętych górnych piórek w ogonie, bo jeszcze na tyle nie urosły. Jest najmniej strachliwym kogutkiem, a to u zielononóżek niespotykane. Jak robię coś w ogrodzie, to trzyma się blisko mnie, a nawet, zachęcany, podchodzi i chwyta mi z ręki smakołyki, na przykład kawałek jabłka. Lubię go i ... chyba ma na imię Pedro!

W sobotę powstała nowa różanka, obrzeżona żywopłocikiem ze 112 bukszpanów, które wyhodowałam sama z sadzonek pędowych, pobieranych w ogrodzie w lutym 2011.
Na różankę trafiły: Friesia (10 szt.), Monika, Chippendale, Valencia, Fashion (3 szt.), Fredensborg Castle (2 szt.), Kristal (2 szt.), Pashmina, Pastella, Gloria Dei, Iceberg, Barkarole, Eiffel Tower, Mainzer Fastnacht (2 szt.), Astrid Graffin von Hardenberg, Knirps (6 szt.), Bonica (3 szt.).
Podczas przesadzania okazało się, że że 3 ogromne krzaczory Nostalgie nie zmieszczą się już na różance i trafiły na oddzielną rabatkę tuż koło ławeczki stojącej pod leszczyną. Pod nóżki dostaną lawendowy krzaczek.



Tylny ogród będzie od nowego sezonu piękny i pachnący, pełen kwiatów od wiosny do jesieni. A teraz, kiedy już nie ma foliowego namiotu, nasz ogród kończy się właściwie na ścianie lasu na horyzoncie...


Dziś przerobiłam już ostatnie renety na słoiki jabłkowego puchu i sezon produkcji przetworów uważam za zamknięty.

Komentuj (6)

26.11.2013 (11:45)

Kury wypuszczamy teraz codziennie na kilka godzin, żeby sobie wyszukiwały smakołyki na terenie całego ogrodu. Korzystają z tego ochoczo i rozgrzebały już chyba wszystkie kupki kompostowej ziemi, które mi Stary przygotował do okrywania róż, kiedy nadejdzie czas. Czas jeszcze nie nadszedł, a kompost już poznikał, więc trzeba będzie akcję powtórzyć.
Pod wieczór kurki same wchodzą do kurnika, trzeba je potem zamknąć i zaświecić im na parę godzin lampkę, która ma stwarzać złudzenie dłuższego dnia.
Wczoraj wiatr zamknął furtkę do kurzego wybiegu i nie mogły wrócić na noc do kurnika. Nie robiły jednak scen, tylko poukładały się do snu na drzewach i w okolicznych chaszczach. Stary chodził potem z latarką i ich szukał, nawet w dwóch podejściach w tym drugie z moją pomocą i na dwie latarki, ale jednej nie udało się znaleźć i nocowała gdzieś w krzakach.
I tak to jest, jak się w gospodarstwie nie ma zdolności przewidywania, to się sobie samemu dokłada roboty.

Jeden z młodych kogutków od piątku mieszka już w nowym domu, a więc mamy teraz jedenaście kurek i trzy koguty. Pedro daje się karmić z ręki, a ten drugi młodziak zaczyna się już czubić z Antoniem.

Nadszedł czas burej szmaty za oknem i frytek smażonych w domu. Jeśli mowa o tym drugim, to postanowiłam narzucić sobie surowy reżim – nie więcej niż raz w tygodniu. Żeby mi się tylko udało.
Mam zamówione pół świniaka, zamrożoną gęś i nastawione ciasto na piernik dojrzewający z dwóch kilogramów mąki. Święta więc za pasem.

Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów