Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


04.12.2005 (18:55)

Byłam dziś chyba z godzinę w hipermarkecie. Musiałam pojechać z Młodym po prezent mikołajkowy dla kolegi. Wylosował w klasie (szóstej, żeby nie było wątpliwości) kolegę, któremu najtrafniej byłoby kupić paczkę papierosów oraz wino owocowe i lufkę. No i jeszcze mydło, to może by się czasem umył.
To się nazywa pech! Prezent kupiliśmy w ustalonej cenie, ale nie przykładając się emocjonalnie.

W rzeczonym sklepie natomiast SIĘ ZACZYNA! Dzikie tłumy, duszno, ciasno - okropność! Dawno tam nie byłam i miałam dziś ochotę z wrzaskiem stamtąd uciekać, waląc wszystkich na prawo i lewo gdzie popadnie.

To jest ta przedświąteczna atmosfera chyba...

Komentuj (7)

07.12.2005 (08:45)

Koleżanka Ania uczy w szkole przyrody oraz seksu. Seks nazywa się "przysposobienie (czycośtam) do czegośtam". Ale wszyscy mówią krótko "seks". Są to dodatkowe zajęcia, prowadzone zresztą przez Anię rewelacyjnie, na które dzieci chodzą za zgodą rodziców.

Kiedy te zajęcia miały się rozpoczynać, Ania wpadła kiedyś do mnie do czytelni pełnej dzieci i wykrzyknęla radośnie: "we wtorki przed lekcjami będę miala seks z twoim synem!"...........

Wczoraj Ania miała na zajęciach w 6c egzemplarz testu próbnego, z którym szóstoklasiści zmierzyli się w zeszłym tygodniu. Entuzjazm wybuchł tak wielki, że przez całą lekcję dzieciaki wypytywały o ten test, jaka powinna być odpowiedź w tym zadaniu, a jaka w tamtym. Żadnych rozmów związanych z tematem lekcji już nie było - nie zdążyli.

I był to przypadek, kiedy pęd do wiedzy wziął górę nad pędem do seksu.



Komentuj (3)

08.12.2005 (18:10)

Tym seksem w ostatniej notce tyle tylko narobiłam, że teraz mojego własnego bloga też mi cenzor nie pozwala otwierać!

Komentuj (3)

13.12.2005 (22:13)

Przepis na deser rozweselający. Choć od razu dodam, że nie zawsze pomaga...

2 kg renet obrać ze skórki, wydłubać części niejadalne, pokroić byle jak i wrzucić do formy, takiej głębszej. Posypać trochę cukrem waniliowym. Na to wylać biszkopt zrobiony w sposób następujący: ubić mikserem 3 jaja z dodawanym stopniowo cukrem (pół szklanki) a na końcu delikatnie wmieszać mąkę (też pół szklanki). Wsunąć do pieca i poczekać ze 20 minut (jakieś 200 stopni). Pożerać na gorąco, zaraz po wyjęciu z piekarnika (w wersji ekstremalnej z bitą śmietaną, ale nie polecam, bo wywołuje post factum poczucie winy)

Komentuj (4)

17.12.2005 (20:50)

Jeśli ona jest matką mojej córki i ja jestem matką jej córki, to kim ona jest dla mnie?

Siostrą?

Odbiciem w lustrze?

Komentuj (3)

20.12.2005 (09:31)

Wczoraj wieczorem czekam na Młodego. Powinien już być, ale go nie widać. Za oknem zima, śniegu po kolana, wyglądam więc co chwila przez okno, to znów przez balkon, może gdzieś już tu jest i ślizga się na butach. Niestety. A ja zaraz muszę wyjść. Dzwonię na jego komórkę, słyszę ją, jak burczy na biurku.

Wychodzę jeszcze z psem. Obserwuję podjeżdżające autobusy, z żadnego z nich nie wysiada Młody. Odprowadzam psa do domu, biegnę na przystanek. Przejeżdżając koło miejsca atrakcyjnego saneczkowo, wyślepiam się przez okno, jakieś dzieciaki tam widać, ale ciemno. Dzwonię do męża, zaraz tam pójdzie z psem, poszukać Młodego.

A tymczasem mam wizję, zresztą zawsze taką samą o tej porze roku, jeśli ktoś na czas nie wraca do domu. Przerabiałam to przy Yen, a teraz znów. Wizja wygląda tak: złamał nogę, upadł, nie może wstać, za godzinę zamarznie.

Wpadam do szkoły językowej, w której skończył zajęcia o 19.00, aby ustalić, czy w ogóle tam był, czy wyszedł ze wszystkimi dziećmi. Ale jego lektora już nie ma. Dzwonię raz po raz do męża. Panikuję u dyrektora szkoły, że syn nie wrócił do domu z angielskiego, dyrektor dzwoni na dół do sekretarki, każe jej dzwonić do lektora, aby z nim ustalić cokolwiek.

No i wtedy telefon od męża...

Ja tu szaleję, a on, kurna, spóźniony słowik, szedł piechotą. Może nie, że wieczór taki piekny, ale że mu uciekł autobus. A w dodatku zamiast iść na skróty, to szedł trasą tego autobusu!

Komentuj (3)

20.12.2005 (10:08)

Do tego, co było w poprzedniej notce, należy dodać, że:

1. Wstałam o szóstej
2. Przed pracą (9.30-17.00) musiałam jeszcze jechać do lekarza, od którego się dowiedziałam, że to, co mi dolega, to tak ma być i są powody, że tak jest (!)
3. Po pracy o 17.00 wyruszyłam na poszukiwanie pewnego sklepu, którego nie znalazłam
4. Reasumując powyższe, wyszłam z domu o 7.30, wróciłam o 18.30, a nie jestem ekspedientką w sklepie
5. Potem szukałam syna, jak już wiecie
6. Z mojego angielskiego wróciłam o 22.40, zapieprzając w nocy przez opustoszałe osiedle, bo o tej porze to już nie ma w naszej wsi autobusów, które podwożą mnie pod dom

Zważywszy, że to był, niestety, poniedziałek, a ja jestem po operacji kręgosłupa i mam prowadzić "oszczędzający tryb życia", to chyba jasne, że boję się reszty tego tygodnia!

Komentuj (7)

22.12.2005 (19:56)

A oto zdjęcia sprzed paru dni - stan przedświątecznych przygotowań (powinnam je wrzucić wcześniej, ale nie miałam czasu):

1. Ozdoby choinkowe 1:




2. Ozdoby choinkowe 2:




3. I jeszcze akcent patriotyczny:



Komentuj (4)

24.12.2005 (20:55)

Kochani, wszystkim Wam, odwiedzającym tego bloga życzę zdrowych i spokojnych Świąt.

Nie obżerajcie się za bardzo, choć przeciez ktoś musi zjeść to wszystko! Ja wczoraj stałam w kuchni 9 godzin, a to dlatego, ze poprzedniego dnia, w chwili słabości, dałam się Yen namówić na ciasteczka całuski (takie maleńkie, wycinane kieliszkiem do wódki, lukrowane i łączone po 2) i na kruche babeczki. Robiłam więc jeszcze i to, oprocz corocznego zestawu standard.

Wszystkie ciasta świąteczne robię wg przepisu mojej ukochanej babci Olgi Wrońskiej, nazywanej w rodzinie Oldziusią. Została mi po niej starodawna książka kucharska i zapisane w zeszycie i na kartkach przepisy kulinarne. Mam też takie, które pod dyktando babci sama sobie pozapisywałam. I one stanowią mój żelazny repertuar na Święta.

A to zdjęcie mojej babci z początku lat 20-tych XX wieku:

   

Komentuj (4)

29.12.2005 (13:53)

Yen: włamałam się na bloga i proszę, oto dwie panienki z okienka:) Mam i Dumka:)

      

Komentuj (5)

29.12.2005 (19:34)

A tak od wczoraj wygląda moja brzózka na balkonie, ta, na której siedział Wacek w notce z 28 września:



Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów