Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


02.12.2007 (23:23)

Poznajcie prawdziwy talent: nowy obrazek!
Może tymczasowy, a może nie...

Ale sama go tu wściubiłam, bez niczyjej pomocy, przycinając najpierw (zarówno z długości, jak i z szerokości, czego podobno nie umiem, jak dowiedziałam się wczoraj). No dobra, wiem, że trochę tego białego wystaje z lewej strony, ale teraz to już idę spać.

Komentuj (10)

06.12.2007 (19:39)

Nowe linki: Dzas - całkiem nowa, Delajati i Wróżka Jeżynka - bo znów piszą:)

A Haniuta ma rację - nasza-klasa, to dzieło szatana!

Komentuj (5)

09.12.2007 (21:52)

Kupiliśmy wielki, wygodny, wypasiony materac. Będzie jeszcze do niego sosnowe łóżko, będą poduszki wypełnione łuską gryczaną. Są też nowe komplety pościeli na to nowe łóżko. Teraz będziemy sypiać komfortowo.
Boję się, że przestanę wstawać rano do pracy.

Na niewygodnych łóżkach i materacach już się w życiu naspaliśmy, teraz nam się należy trochę luksusów, nieprawdaż?

Na razie materac leży na podłodze i co mi się w nim podoba, to to, że całkiem wygodnie mogliśmy sobie na nim poleżeć wszyscy czworo.
Przypomniały mi sie przy okazji klimaty z dawnych książek Whartona, tych, które napisał, zanim zaczął być sławny. Pamiętam, jak mnie to wzruszało - rodzice, śpiący we wspólnym ogromnym łożu razem z czwórką dzieci; w miarę upływu czasu starsze dzieci odsuwały się coraz bardziej na skraj łoża, aby te najmłodsze mogły zająć miejsce bliżej rodziców. Kiedy najstarsze dzieci dorastały, opuszczały łoże i dom rodziców, a te młodsze odsuwały się coraz dalej i dalej, aż w końcu rodzice zostawali sami w łożu i w domu.

Komentuj (4)

16.12.2007 (21:21)

Łóżko jakoś ciągle w drodze i poduszki też, ale na samym materacu i tak śpi się cudnie.

Zrobiliśmy w sobotę z Młodym uszka i pierogi, pozamrażałam, czekają. Zapeklowane mięsa dojrzewają na balkonie, zapasy mąki, cukru, jaj i bakalii zrobione, zamówione pstrągi i karp.
Niby wszystko normalnie.
Jednak to nie święta są w tym roku o tej porze moim priorytetem.

Cóż, te święta, szczerze mówiąc, nie są zaskakujące i widziałam je już w życiu czterdzieści parę razy.
A dzieci mam tylko dwoje.

Komentuj (2)

20.12.2007 (20:00)

Jestem wykończona tymi ciemnościami, tym zimnem i tym całym grudniem pieprzonym. Czy nie można gdzieś kupić takiej opaski na czoło z latarką, jak mieli w Cicely?

Pożeram obecnie na zmianę czwarty sezon "Alaski" i drugi "Grey's Anatomy". Dzięki temu mam zamiar przetrwać i doczekać dłuższego dnia.

Komentuj (2)

21.12.2007 (11:19)

Kiedyś, w pewnych sytuacjach, byłabym zdolna tylko wkurzyć się i wyrazić to słowami, nawrzeszczeć, pokłócić się, a wreszcie poryczeć. Teraz umiem zagryźć zęby, zacisnąć usta i nie odezwać się ani jednym słowem.

Co to jest, ja się pytam? Tolerancja? Wyrozumiałość? Bezradność?
Czy starość po prostu?

Komentuj (5)

22.12.2007 (19:12)

Znów, jak co roku, sięgam do starego zeszytu, w którym zapisałam zbierane od lat różne smakowite przepisy. Zeszyt jest brudny, zatłuszczony, wszystkie kartki latają luzem, wygląda paskudnie i rzygać mi się chce, jak go biorę do ręki. Najważniejsze przepisy są już dawno w laptopie, miała z tego powstać moja własna książka kucharska - czyli to, co naprawdę rodzi się w mojej kuchni przy różnych okazjach. No a zeszyt jest oczywiście do wyrzucenia. Ale to nie takie proste, jak widać. I chyba będzie to jeszcze jeden z moich licznych pomysłów do zrealizowania na emeryturze.

Tymczasem jednak biorę do rąk ten zatłuszczony zeszyt i drżę ze strachu, że może czegoś tam brakuje, gdzieś się zawieruszyło i jak ja sobie wtedy poradzę? Wyciągam go co chwila i sprawdzam - ile jajek do tego ciasta, a ile do tego, czy mi tych jajek wystarczy, czy muszę jeszcze dokupić? A ile kostek masła jeszcze zużyję?

Zawsze na święta robię te same ciasta, inne na Wielkanoc, a inne na Boże Narodzenie, według wystandaryzowanego zestawu własnego autorstwa. Mają się odpowiednio kojarzyć mojej rodzinie i mam nadzieję, że się kojarzą. Na przykład zawsze na Boże Narodzenie musi być makowiec, a na Wielkanoc sernik.
Nie wyobrażam sobie, żebym miała jeść sernik na Boże Narodzenie!


Przyszły wreszcie te poduszki gryczane, trochę dziwne w dotyku, twarde, ale mam zamiar się przyzwyczaić, czerpać z ich dobrodziejstw i żyć wiecznie.
A... i łóżko w drodze. Wreszcie wysłali, cymbały. Śledzę przesyłkę w necie, jak się przemieszcza po kraju i to jest fascynujące!

Komentuj (1)

27.12.2007 (20:58)

No i po świętach.
Aniołek przyniósł mi kijki do nordic walking, a przyniósł mi je, bo je sobie u niego zamówiłam,
a byłam grzeczna! W naszej rodzinie to właśnie Aniołek przynosi prezenty pod choinkę, a nie żaden gwiazdor, czy inna zjawa; również Mikołaj nie ma u nas nic do roboty w Boże Narodzenie, bo występuje on w przyrodzie szóstego grudnia, only.

We wtorek wybraliśmy się w las nadmorski, który jest piękny o każdej porze roku i nawet bliskość morza w niczym nie przeszkadza. Tam oddawałam się sportowi (!!!), wypróbowując moje nowe kijki. Przy okazji zadałam kłam pokutującemu powszechnie przesądowi, jakoby do sportów potrzebne były spodnie.



A Młody dostał grę "Osadnicy z Catanu" i teraz całą rodziną spędzamy nad planszą długie godziny, handlując drewnem i baranami i budując infrastrukturę osad i dróg. Nawet raz wygrałam.

Aaa, łóżko przyszło. W wigilijne przedpołudnie, kiedy już oczywiście było posprzątane, chłopy zabrały się do skręcania łóżka, które miało na opakowaniu przystemplowaną smutną nazwę "bezbarwna zosia" (niby że łóżko "Zosia", sosna niebarwiona).
Ten zestaw (łóżko, materac i poduszki gryczane) sprawia, że śpię ciurkiem od 23.00 do 10.00
i budzę się zdziwiona, że to już tak późno.

Komentuj (6)

31.12.2007 (15:12)

Do Sylwestra przygotowujemy się spokojnie i nieśpiesznie, wszelkie balety – zarówno planowane jak i nieoczekiwane odłożyliśmy w kąt i spędzamy ten wieczór w domu z naszym tegorocznym priorytetem. Wcale tego zresztą nie żałuję, ani nie czuję się pokrzywdzona, bo wierzę głęboko, że warto.
Jest czas siewu i czas zbiorów, tak jak jest czas tańcowania i czas siedzenia na dupie.
Zresztą od lat powtarzam, że moim największym marzeniem jest pójść spać w Sylwestra o 21.00 i obudzić się rano, olewając te wszystkie niezrozumiałe cyrki związane z faktem, że bieżący rok przechodzi w następny, tak jakby to był jakiś unikat!

Z kulinarnych wybryków dziś u nas na obiad kaczka z pieczonymi ziemniakami i brukselką, a potem ciasto drożdżowe ze śliwkami i kruszonką. Po obiedzie pieczemy ciasteczka orzechowe wycinane foremką w kształcie choinki (ciasto już zagniotłam).
Jutro na obiad caneloni z mięsem i bakłażanami w sosie serowym.
Wszystko handmade, oczywiście.
I jak mi ma dupa nie rosnąć? Powinnam prowadzić jadłodajnię, a nie bibliotekę.

W kulinarnych ekscesach wspomaga mnie z wielkim zaangażowaniem Młody, który jest non stop głodny.
Zdecydowanie jest on teraz w wieku eksperymentów, również kulinarnych – przejawia się to na przykład tak, że miesza ze sobą różne substancje i sprawdza, czy nie wybuchną. Jeśli nie - są jadalne.
Dosłownie i w przenośni.

Komentuj (5)

31.12.2007 (18:56)



Za muzykę puszczaną dziś przez cały dzień jestem skłonna wybaczyć radiowej Trójce wiele. Ale wciąż nie wszystko.

Komentuj (1)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów