Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


02.12.2008 (21:06)

PKP nie chcą sprzedać mojej córce biletu na pociąg, którym będzie ona jechała razem z mamą do mnie przed świętami, gdyż one, PKP znaczy, nie znają numeru swojego własnego pociągu.
Ponieważ od 13 grudnia jest zmiana rozkładu jazdy (jak co roku, jak co roku!!!), to one, PKP, nie mają najmniejszego pojęcia, jaki też numer będzie miał ten pociąg i jaką godzinę odjazdu.
Co gorsza, one nie wiedzą, kiedy będą to wiedzieć.

A chciałam być taka sprytna i kupić bilety dużo wcześniej i nie martwić się przynajmniej tym, że nie będzie miejsc w kuszetkach.

Czy ktoś wie, jak wygląda w PKP terminarz prac, zmierzających do ogłoszenia pospólstwu nowego rozkładu jazdy?
Ratunku!

Komentuj (2)

07.12.2008 (19:30)

Jak spędziłam niedzielę?

Kawa i śniadanie w łóżku - i niech nikt nie myśli, że były zapowiedzią leniwej niedzieli.
Najpierw podcięłam trochę włoski synkowi:


Potem pościerałam niektóre kurze w pokoju Yen - te na półce za książkami, gdzie leżały różne przedmioty, no takie tam, puszki po tytoniu, dwa flety drewniane i kilka suchych patyczków.
Puszka przed i puszka po odkurzeniu:




Detal przed i detal po:




Piekłam też pierniki z ciasta, zagniecionego w piątek i wystawionego na balkon. Narobiłam trochę pierników nudnych w kształcie, ale za to z dziurką, do powieszenia na choince i trochę, no, że tak powiem... ilustracyjnych. Część ciasta na balkonie jeszcze oczekuje na przypływ natchnienia.





Oswajam nadal mojego nowego kompa. Wykryłam, że mogę znów zmniejszać zdjęcia, żeby je dodawać do notek, chociaż innym sposobem, niż poprzednio.
Wywaliłam z worda automatyczne numerowanie listy, które jest jedną z najbardziej wkurzających mnie na świecie rzeczy.
Niedzielę spędziłam więc bardzo pożytecznie, jak zwykle nie wychodząc z domu.

Komentuj (7)

10.12.2008 (20:03)

Jak ja nienawidzę pieniędzy!
Całe dorosłe życie wiszą mi kulą u nogi i ciągną mnie w dół.

Jak je mam, to je mam w dupie.
Jak ich nie mam, to je mam w głowie.

Czy to tak już będzie do samej śmierci?

Komentuj (4)

12.12.2008 (21:38)

Po serii zastępstw w klasach młodszych można ze mnie zrobić dywanik przed kominek. Pognieciony dywanik. Stwierdzam, że to absolutnie nie dla mnie.

A pierwszaki to już prawdziwa masakra. Nie mogę wchodzić w kontakty, uwieńczone osiągnięciem jakiegoś porozumienia z ludźmi, którzy nie umieją czytać i pisać.
To niezbędne minimum.


Rozważam powyrzucanie tych linków do blogów, w których notka nie pojawiła się od roku. Linki wiszą tylko dlatego, że to blogi osób, które znam i lubię, ale przecież te blogi są martwe. A jak wiadomo, gromadzenie nieużywanych i zepsutych różności nie pozwala swobodnie krążyć energii; tu skutkuje sprzątanie_przez_wyrzucanie.
Myślałam najpierw o przyjęcie kryterium pół roku, ale wtedy musiałabym wyrzucić bloga własnej córki, a to głupio jakoś, nie?

Komentuj (2)

13.12.2008 (21:32)

Po południu pojechaliśmy z Młodym pisać listy w obronie praw człowieka. Fajnie było, nawet nie wiadomo kiedy minęły prawie trzy godziny.

Zaglądałam dziś do moich pierniczków. Twarde jak tektura.
Jutro mam zamiar piec piernik z mąki żytniej - znalazłam taki przepis i podziałał mi na wyobraźnię.
Mam nadzieję, że będzie też jadalny.

Komentuj (2)

14.12.2008 (20:04)

No więc stało się świąteczne sprzątanie na blogasku.

Dr Jekyll i Gliniany zostali przeszeregowani do innej kategorii i dostali kopa w górę - dosłownie i w przenośni. Nowy Sikorowy trafił do "Nie tylko zdjęcia".

Ludzie pouciekali na blipa i mało komu chce się jeszcze pisać blogi. Powyrzucałam więc tych, którzy nie piszą dłużej niż od pół roku.
Ale ponieważ nie są to dla mnie tylko autorzy blogów, to nie miałam serca strącić ich tak zupełnie w odmęty niebytu i urządziłam dla nich na razie wygodny czyściec o nazwie "Nieczynne".

A przy okazji - podobno czyśćca już nie ma. No kto by to pomyślał...

Komentuj (5)

16.12.2008 (14:32)

Cholerka, przespałam trzęsienie ziemi. To wszystko wina mojego męża, który nastawił budzik na 6.30 (a trzęsło o 6.21, jak mówią ci, którzy poczuli). Obudziliśmy się równo z tym budzikiem i nawet zaraz po przebudzeniu pogadaliśmy sobie o tym, jak nam się zarąbiście śpi na tym wielkim łóżku i na tych poduszkach z łuski gryczanej.
No ale żeby aż tak? Żeby trzeba było potem od obcych ludzi słuchać, jak im się drzwi telepały, jak ich koty panikowały i jak mieli pierwszą myśl, że mieszkanie nieubezpieczone?
Czuję się, jak idiotka, która przespała najwspanialszą okazję w życiu.

A dziś popadłam w marazm i wyplatam cały dzień gwiazdki z papierowych pasków.

Komentuj (4)

17.12.2008 (20:02)

Benedyktyni w Tyńcu wyszli naprzeciw moim oczekiwaniom sylwestrowym. Proponują pokoik z netem i bez telewizji i gwarantują, że przez grube mury nie słychać fajerwerków. Goście nie mogą liczyć na szampana (fuj!) ani na tańce.
Można zamknąć się w pokoju, ale można też iść na mszę zakonną o północy. Może nawet bym poszła.

I żeby nie było nieporozumień - ja naprawdę lubię imprezować. Nie widzę natomiast powodu, żeby celebrować to wielkie nic, czyli jakąś noc na zetknięciu jednego roku z drugim.

I cała ta przyjemność tylko 125 zeta razem z noworocznym śniadaniem. Mam nadzieję kiedyś skorzystać.

Komentuj (4)

19.12.2008 (09:18)

Cieszcie się, Wy wszyscy, którzy macie małe dzieci i małe z nimi kłopoty.

Komentuj (2)

23.12.2008 (22:33)

Padam na ryj, wysiada mi kręgosłup, a ręce mam, jak chłopka pańszczyźniana; no ale nie bez powodu - wszystko gotowe lub prawie gotowe, smakowite zapachy w różnych konfiguracjach snują się po mieszkaniu.
Choinka jakby trochę zwichnięta w prawo, ale ładna, gęsta i mała. Wreszcie mała, jaka marzyła mi się od lat!

Wszystkim Czytelnikom mojego bloga, tym stałym i tym, którzy wpadają z rzadka, tym, którzy ujawniają się w komentarzach i którzy zmykają chyłkiem - wszystkim Wam życzę smacznych i miłych Świąt, niech będą spokojne i dostatnie, pełne miłych spotkań i dobrych emocji, które naładują Was na kolejne miesiące.

Komentuj (3)

24.12.2008 (20:20)

Jakie to szczęście, że moje dzieci lubią Święta i że siadamy do tego wigilijnego stołu w pogodnym nastroju; że naprawdę chcemy dzielić się ze sobą opłatkiem, że nikt do nikogo nie ma zapiekłego żalu i wolałby bez zbędnych serdeczności...
Jakie to szczęście.

Komentuj (1)

27.12.2008 (20:34)

Tak bym chciała móc podglądnąć swoje życie za 5 lat, za 10 lat... Tak zajrzeć z ukrycia na chwilkę i uciec.
Czy uda mi się to lub tamto?
Gdzie będę? Tu, gdzie jestem, czy gdzieś indziej? I kto będzie tam ze mną?

I gdzie będą wtedy moje dzieci? I czy będą szczęśliwe? Czy uda im się mieć koło siebie dobrych i życzliwych ludzi?
A czy moje życie będzie zawsze przeplatać się z ich życiem?
Bo przecież tego nie wiem.

I chciałabym wiedzieć, czy warto tak przeżywać różne rzeczy, angażować się i spalać, czy to wszystko psu na budę?
I czy warto mieć nadzieję i snuć jakieś plany, czy też sprawy już i tak są postanowione?

No a jeśli czai się gdzieś coś strasznego i gdyby to wiedzieć wcześniej, to może można by już teraz brać się do roboty, przeciwdziałać i jednak próbować mieć jakiś wpływ?

Komentuj (3)

30.12.2008 (14:06)

Młody wczoraj zameldował ból gardła i jakieś jakby coś niepokojąco chodzące po kręgosłupie, a już rano radośnie zagorączkował. Zaliczyliśmy więc wizytę u pediatry i w aptece.
Śpi sobie teraz i jest taki grzeczny i biedny; a jak się przebudzi, to krzyczy, że mam nigdzie nie łazić, tylko go pielęgnować.

Tym sposobem ominęła mnie pełna paniki noc sylwestrowa, którą Młody planował po raz pierwszy spędzić poza domem, z kolegami w podobnie kretyńskim wieku. Nie będę musiała umierać ze strachu, że spożyje alkohol niewiadomego pochodzenia, a petardy pourywają mu palce.
Jeden rok odroczenia to dużo.

No a poza tym, można powiedzieć, że to dobry dzień - już po czternastej, a ja jeszcze nie płakałam ani razu!

Na Sylwestra i Nowy Rok piekę znów piernik z mąki żytniej, ten, który robiłam eksperymentalnie na Święta. Wyszedł bosko i mam zamiar się z nim zaprzyjaźnić. Kupiliśmy też dziś wina.

Wczoraj robiłam sobie test z Wyborczej "Sprawdź swój angielski". Wynik: "solidny poziom średnio zaawansowany; jest na czym budować".
Jestem zadowolona.

Komentuj (2)

31.12.2008 (14:11)

Na Nowy Rok mam dla siebie jedno solidne życzenie. Jest ono, niestety ze sfery "mieć", ale wiąże się to z zaspokojeniem sfery "być" dla mnie i dla mojego męża na następne lata.
A wszystko to z powodu nadchodzącego terminu radykalnego cięcia pępowin. Gniazdo pustoszeje i będziemy musieli znów wrócić do czasów, kiedy było nas dwoje.
Myślę, że dojrzałam do tego; planuję, wizualizuję. Trzeba się powoli przygotowywać.

Życzcie mi więc wszyscy, żebym jak najszybciej mogła "mieć" to, co jest mi potrzebne, żebym potem mogła "być".

A wszystkim moim czytelnikom życzę, żeby im się spełniło to, czego sami sobie życzą. I dziękuję Wam, że tu zaglądacie - wciąż i wciąż nie mogę się nadziwić liczbie codziennych odwiedzin.

Komentuj (0)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów