Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


06.12.2012 (21:14)

Znów się czuję, jak worek mokrych kości i wszystko mnie boli - i ręce i nogi, ramiona mnie bolą i szyja, kolana i łokcie, stare miejsca i nowe miejsca. Jest mi smutno... nie ma raczej żadnych miłych wydarzeń i miłych wiadomości. Nie ma dzieci, nie ma słońca, nie ma ogrodu.
W niedzielę wieczorem ktoś mi przekręca w dupie kluczyk, żebym mogła w poniedziałek zerwać się o szóstej i skierować prosto do furtki wyjściowej i tak już przez 5 dni i znów sobota i znów kluczyk.
Co słychać? Ach, dziękuję, świetnie!

Dobrze, że choć psy i koty jakby nigdy nic. I Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe; powinnam się cieszyć.

Komentuj (2)

09.12.2012 (17:48)

Wczorajszy dzień przyniósł mi dobrą i złą wiadomość. Ta dobra jest bardzo dobra i jest zdecydowanie ważniejsza i powinnam się cieszyć, ale nie mogę, bo ta zła wisi mi kulą u nogi i ciągnie ku ziemi, nie pozwalając zapomnieć o prozie, o rzeczywistości i o tym wszystkim, co nie jest najważniejsze, no każdy wie, że nie jest, ale...

Ogród w śniegu wygląda bajkowo. Przekopaliśmy trakty komunikacyjne do kur, do bramy, do furtki, do garażu. Kora przedeptała sobie swoją stałą ścieżkę, która jest jej potrzebna do podglądania sąsiada.
Kurom trzeba teraz wlewać do poidła ciepłą wodę, bo zamarza. Odśnieżyliśmy im plac zabaw wokół kurnika i trasę do jaśminowca, który robi za jaskinię; lubią siedzieć pod jego gałęziami, ale też i na gałęziach.
Poznosiłam ze strychu świąteczne dekoracje, ale leżą na razie na stole w tylnej sieni, muszą trochę poleżeć, nie chce mi się jeszcze do nich zaglądać.
Piernikowe ciasto do długiego leżakowania dojrzewa od początku listopada, będą z niego drobne pierniczki. Duży piernik upiekę z samej mąki żytniej, ten, co rok temu. Zrobiłam dziś 105 pierogów na wigilijny stół, już się mrożą. W tym roku mamy w farszu same tylko prawdziwki – jeszcze nigdy w życiu nie miałam tyle suszonych prawdziwków, co w tym roku i to wszystkie z naszego lasku.

W nowej sypialni poranny widok z ramką okien i bez ramki.





Jabłonie odpoczywają pod śniegiem i ule też mają grube poduchy.





A na środku siedzi Buka.



Komentuj (18)

19.12.2012 (19:34)

Ta gwiazda prawie betlejemska niech Wam spełni wszystkie życzenia z okazji nadchodzących świąt. Kochajcie się, bo cała reszta psu na budę.
No! Może oprócz ogrodów.



A ta gwiazda to mój tegoroczny hicior - pierniki z landrynkowymi witrażykami. Popadłam w grudniu w kompulsywne wytwarzanie pierników, uspokoiłam się dopiero po przerobieniu trzech kilogramów mąki. Piernik z ciasta leżakującego ma smak wyśmienity, polecam. Myślę, że obok piernika z mąki żytniej stanie się naszym ulubionym ciastem.
Co ciekawe, nie lubiłam kiedyś piernikowego ciasta, nie jadłam pierników, no pewnie przez ten cynamon znienawidzony. Teraz przyprawę do piernika robię sama (pieprz, imbir, jałowiec, ziele angielskie, gałka muszkatołowa i goździki) i pierniki mi smakują.

Komentuj (6)

26.12.2012 (21:32)

Młoda przyjechała kaszląca i chora – na święta i na kurację z zasmrodzonego miasta królewskiego. Poinformowała nas, że jakby się jej na wsi pogarszało, to należy ją ratować podkładając twarzą pod rurę wydechową. Przyjechała i już wyjechała, a nam na osłodę został następca tronu, który wyjedzie dopiero po sylwestrowych baletach.

Mróz ścisnął przedświątecznie, a w wigilię Wigilii napadało nawet świeżego śniegu i było przepięknie, ale krótko. Już następnego ranka termometry były na plusie i tak zostało do dziś. Mimo resztek śniegu zupełnie wiosenna aura kazała mi pozbierać trochę patyków po ogrodzie, podlałam też pod folią różane sadzonki, które wyglądają, jakby nic nie wiedziały o minionych mrozach. Jak tak dalej pójdzie, to w Sylwestra będzie można trochę poodchwaszczać, jak rok temu.

Świąteczne obżarstwo jest dla mnie z wiekiem coraz bardziej obrzydliwe. Te wszystkie smaczne rzeczy w takim nasileniu wywołują efekt przeciwny do spodziewanego. Zamiast czuć błogość i zadowolenie człowiek ma ochotę wepchnąć sobie gardłem rurę od odkurzacza, albo co.
Po skonsumowaniu wigilijnych potraw byłam w stanie tylko paść i zasnąć, no ale tu, jak co roku, doszło jeszcze nieludzkie zmęczenie, spowodowane przygotowywaniem tego wszystkiego.

Wymyśliłam w tym roku nowy zimny sos do mięs. Chodziło mi po głowie coś na bazie musu jabłkowego, którego mam pół piwnicy (z renet, niesłodzony). W końcu dodałam do słoika tego musu porządną łyżkę chrzanu i trochę soli do smaku i wyszło coś bardzo ciekawego; wszystkim smakowało i cieszyło się powodzeniem.
Staremu jak zwykle pysznie się uwędziły wędzonki, ale ze względu na ich ilość spędził dwa dni łażąc tam i z powrotem po tym mrozie do wędzarki, bo na jeden wsad się nie zmieściło.
Hitem tegorocznych wypieków, były moim zdaniem pierniki z ciasta leżakującego. To ciasto po upieczeniu ma smak i zapach, którego z niczym nie da się porównać. Nieziemski aromat, wydostający się z kubełków z piernikami spowodował, że miałam ochotę tylko wąchać je i wąchać i już nawet rodzina się cieszyła, że w takim razie nie będę jeść. Muszę koniecznie nastawić znów takie ciasto, a niech sobie na razie leżakuje...

Urządziliśmy sobie na te święta wygodną spiżarnię podręczną w największym pokoju, którego zimą nie używamy i słabo ogrzewamy. Mięsa i ciasta były poukładane na komodach i na biurku i szło się tylko z deseczką, nożem i pustym półmiskiem, a wracało z pełnym.
-Idź, kochanie, do dużego pokoju, przynieś pierniczki, tylko załóż płaszczyk, jak tam będziesz wchodzić – mówiłam na przykład do Młodej.

Najbardziej się cieszę, że już prawie styczeń i będzie jasno, będzie światło i słońce i to w dodatku całkiem inne światło, prawdziwe. Listopad i grudzień uważam za zamknięty.



Choineczkę mamy w tym roku malutką, jest to właściwie czubek sosenki, po którą poszliśmy w sobotę z Młodym z sankami i piłą spalinową. Wycięliśmy ja sobie w małym lasku jednej pani z naszej wsi, który jest przeznaczony do wycinki. Oczywiście poszliśmy tam za zgodą i na zaproszenie właścicielki.

Komentuj (4)

27.12.2012 (20:40)

A oto moja modyfikacja przepisu na piernik staropolski z ciasta leżakującego. Modyfikacja, bo jak zwykle - cukru mniej, no a poza tym, ja nigdy niczego nie ważę i nie mierzę.
No, ale jak się gotuje od tylu lat i jak się lubi gotować i lubi jeść, to można już sobie darować.

Ciasto na ten piernik należy zagnieść 5-6 tygodni przed pieczeniem.
Składniki:
pół kg miodu
1 szklanka cukru
25 dag masła
1 kg mąki pszennej
3 jajka
3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
pół szklanki mleka
pół łyżeczki soli
własna przyprawa do piernika (grubo utłuczone: imbir, gałka muszkatołowa, pieprz, ziele angielskie, jałowiec, goździki)

Miód, cukier i masło podgrzałam niemal do wrzenia, wymieszałam porządnie i ostudziłam. Do chłodnej masy dodałam mąkę pszenną, jajka i sodę oczyszczoną rozpuszczoną w połowie szklanki mleka, a potem jeszcze sól i przyprawę do piernika. Ciasto starannie wyrobiłam (nie jest gęste, wystarczy wymieszać porządnie łyżką) i przełożyłam do szklanej miski. Wyrobione ciasto jest dość luźne, jednak leżakując w zimnie tężeje i daje się rozwałkowywać, trzeba jednak podsypywać mąką.
Przykryłam miskę ściereczką i odstawiłam w chłodne miejsce, czyli na szafkę w wiatrołapie, gdzie jest zimniej, niż na dworze. Tak sobie stało i czekało ponad miesiąc, a zajrzałam do niego może ze 2 razy.





Aby upiec "prawdziwy" piernik staropolski należy ciasto podzielić na 2-3 części, rozwałkować na jakieś pół cm i upiec w dużej blaszce w temperaturze około 160-180ºC przez około 15-20 minut. Placki ostudzić, a potem przełożyć podgrzanymi powidłami śliwkowymi i równomiernie obciążyć. Odstawić na 3-4 dni, potem polać czekoladą lub polukrować.

Ja piekłam małe pierniczki z konfiturą z płatków róży i z malin, ale też zwykłe kółeczka, wycinane kieliszkiem do wódki. Pierniczki bardzo rosną, trzeba układać je z dużymi odstępami, o czym już teraz będę pamiętać!







Komentuj (1)

31.12.2012 (14:01)

Żeby w przyszłym roku wszystko Wam się układało gładko, jak po bitej śmietanie, było słodkie jak czekolada i pachniało jak maliny (wyciągnięte z nalewki, oczywiście!)




Komentuj (4)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów