Sylwestrowa kolacja z winem rozplątała język mojej Mamie, która zaczęła opowiadać o swoich latach studenckich.

-A moja koleżanka, Apolonia miała na imię, piękna dziewczyna... wyszła za dyplomatę i wylądowała w Warszawie; i ona, ta Apolonia, to zawsze mówiła, że jej największym marzeniem jest mieć ciepły sweterek...

-Chodziłyśmy z Halinką do delikatesów i marzyłyśmy sobie, że jak już pójdziemy do pracy, to za pierwszą pensję nakupujemy tu sobie tego wszystkiego i wreszcie się porządnie najemy; a Halinka marzyła o tym, żeby kiedyś wreszcie mieć mnóstwo jabłek...

-Czasem odwiedzałam koleżanki, które mieszkały w akademiku, ale one miały całkiem inny tryb życia, niż ja; ja lubiłam się uczyć nad ranem, budziłam się wcześnie i do rozpoczęcia wykładów jeszcze się parę godzin zdążyłam pouczyć; a one to całymi dniami gdzieś latały a potem uczyły się w nocy – piły kawę za kawą, a nogi moczyły w misce z zimną wodą, żeby nie zasnąć!

-A profesor od zachowawczej, to był dopiero idiota, bo on filozofię też skończył (!). Wchodzi mój kolega do niego na egzamin, a on mu pokazuje kota na zdjęciu i pyta: „co pan tu widzi?”; student odpowiada: „widzę kota, panie profesorze”. „No, drogi panie – odpowiada profesor – to pan lekarzem chce zostać i pan mi tu opowiada, że to jest kot? To jest, proszę pana, pojęcie kota!"

-A ja na egzaminie u niego dostałam pytanie, czym się różni śmierć od umierania; myślałam już, że obleję ten egzamin, odpowiadałam tak i tak i ciągle było źle...
wreszcie coś mnie tknęło, przypomniało mi się, jak jeden kolega mówił, że ten profesor ma hopla na punkcie elektryczności; i dzięki temu tylko wybrnęłam: należało odpowiedzieć, że śmierć to wyrównanie napięć elektrycznych, a umieranie jest ich wyrównywaniem!


Tak napisali inni:

pi

  02.01.2009, 08:07   87.207.70.110
Pierwszorzędne opowieści!

Najlepszego w Nowym Roku, Mam :-)
Ownlog.com :: Wróć