Lubię brutalne i soczyste filmy, nawet z krwią, flakami i ostrym seksem oraz różnymi rzeczami, które nie są grzeczne i do pokazywania dzieciom – ale wtedy jeśli ma to w tych filmach jakiś sens.

Próbowałam oglądać serial „Californication”, bo zachęciły mnie entuzjastyczne recenzje. Wytrzymałam siedem odcinków pierwszego sezonu, co i tak uważam za osiągnięcie, ale chciałam nabrać przekonania.
No i nabrałam - wyrzuciłam z dysku pozostałe odcinki czekające w kolejce, bo życie za krótkie na oglądanie filmów o tym, że seks, to jest grzebanie małym palcem w tyłku partnera (sorry!), a bycie pisarzem polega na siedzeniu przed pustym ekranem monitora z flaszką wódki i celebrowanie niemocy twórczej.

Ten serial to bezsensowna kupa syfiastych śmieci, nie polecam.
I pusty śmiech mnie zbiera, kiedy czytam w recenzjach, że jest to serial o tym, „jak mężczyzna radzi sobie z rozstaniem”, bo dla mnie to on jest żałosny palant, a nie żaden mężczyzna.


Tak napisali inni:

papercut

  17.01.2009, 15:12   92.55.223.253
w zupełości popieram.
Ownlog.com :: Wróć