Czasoprzestrzeń jest przeciwko mnie. Za mało jest w niej czasu. Nie wyrabiam się z niczym. Szukam tych piekarników, okapów, oglądam kuchnie i łazienki w necie, bo żeby w realu, to już zupełnie wykluczone. Łazienkę mamy z grubsza oswojoną, nawet z efektami specjalnymi w rodzaju: „a jak stoimy w progu, to do jakiej odległości od drzwi może być obniżony sufit, żeby widać było już od wejścia pełen łuk nad oknem w przeciwległej ścianie i jeszcze trochę tej ściany nad nim?”

Stary klika myszką, rysuje lodówki, piekarniki i zmywarki, potem przerzuca je z jednej ściany na drugą, a ja się nie zgadzam. Kombinujemy, może trochę w prawo, może w lewo, a wiesz, ta belka nawiązuje do tamtej, a tu ścianka wyższa lub niższa, a tu blat szerszy, a to a owo. Muszę szybko szukać, jakie wymiary mają poszczególne urządzenia, żeby je tam powciskać w miarę realistycznie. Szafek w kuchni nie będzie, tylko murowane z cegieł ścianki, które będziemy wypełniać tą treścią kuchenną („treść kuchenna” brzmi zresztą jakoś obrzydliwie).

Przy tym całym urządzaniu wnętrza musimy brać pod uwagę, że naszym celem nie jest przeniesienie sprzętów, zwyczajów i upodobań z tego mieszkania do tamtego domu i kontynuacja. Musimy zaplanować całkiem inne życie tam i wziąć przy tym pod uwagę, że wiele rzeczy normalnych tu, jest nie do przyjęcia tam. Na przykład tłumaczę Staremu, że nie do przyjęcia będzie mycie warzyw i przechowywanie ziemniaków w kuchni.
I musimy uważać przy tym całym urządzaniu i remontowaniu, żeby nie zepsuć ducha starego domu, a umiejętnie go wydobyć.

Przez ten dom jestem od paru dni w stanie nierównowagi emocjonalnej, a dokładnie, to czuję się cały czas tak, jakbym była po mocnym drinie wypitym przed chwilą.
No i w dodatku wieś się nazywa Stara Dąbrowa. Serio!
(nie wiem tylko, co z tymi myszami, podobno muszą być...)

Tymczasem umowa kredytowa wciąż niepodpisana, bo czekamy na jeszcze jeden ważny Świstek z pewnego banku, co to kiedyś już o tym pisałam. Według telefonicznych przecieków Świstek nadejdzie jutro. Aż strach!

A Młody planuje już imprezę urodzinową na wsi, wieloosobową, ale przed remontem (z naciskiem na „przed”).

Nadal szukam nowego podwórka dla psa podwórzowego.
I rozmyślam nad totalną eksterminacją kur, bo Stary powiedział, że jak są kury, to będą i szczury. A skoro kury mają być przeznaczone do zjedzenia, to muszę uważać, żeby się przypadkiem z nimi nie zaprzyjaźnić!

Nasz (wkrótce) kurnik:

(708)


Tak napisali inni:

is

  14.01.2010, 16:05   85.219.169.237
zazdroszczę tych emocji ...


Mam

  13.01.2010, 10:44   83.18.217.250
Isterus, Gliniany - unbelievable!!!

el

  13.01.2010, 08:35   195.150.233.34
przyjade kiedyś do Ciebie. mejbi.

siora

  13.01.2010, 07:04   83.27.190.124
koniecznie kota zaplanuj w inwentarzu, to myszy będą spieprzać

Adam Gliniany

  13.01.2010, 00:15   81.190.112.194
Poczta, Mam. Świat jest niewielki, zaiste.

pi: wstawanie rano, żeby tę ferajnę nakarmić, nudzi się z czasem ;)

pi

  13.01.2010, 00:00   89.75.94.209
Trochę Ci współczuję a baardzo zazdroszczę. Wszystko w jednym temacie :-)
Kciuk nadal trzymany. Daj znać, kiedy będzie zbędny.
Szkoda kurnika.. pomyśl o kokoszkach, które będą łaziły i robiły kooo...O! I czekały rano na żarcie ;-)

isterus

  13.01.2010, 00:00   81.190.112.194
Stara Dąbrowa... Świat jest przerażająco mały. Więcej Adam napisze Ci w mailu :)
Ownlog.com :: Wróć