Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


02.02.2007 (21:53)

Jeden seler, taki kształtny, okrągły, obieram ze skórki. Ścieram go na grubej tarce, dodaję tak ze 2/3 dużego jogurtu naturalnego zott, łyżkę miodu (jak dla mnie, najlepszy gryczany!), 6 pokruszonych orzechów włoskich no i jakieś rodzynki, ale nie za dużo - to nie ma być słodkie.
Potem odkładam do małej miseczki trochę dla Yen, a resztę (całkiem pokaźną michę) zżeram sama.

Mama mnie straszyła, że taki seler to zwiększa zapotrzebowanie na seks. Tymczasem u Yen zwiększył zapotrzebowanie na żarcie i musiała się wspomagać bułkami.
Ja natomiast leżę i ruszać się nie mogę z przeżarcia.

Jadam taki seler czasami. Nawet często.
Jest zajebisty!

Komentuj (3)

13.02.2007 (18:24)

Nowa notka będzie o sznurku.

Otóż...
Mam od wczoraj nową komórkę. Jest ładna, choć wyświetlacz ma kolorowy, co kojarzy mi się jako żywo z telewizorem, fuj. Precz z telewizją - wolna od nikotyny, narkotyków i telewizji (celowo nie wspominam o alkoholu)!

Komórka ma radio ze słuchaweczką do jednego ucha (trójka nieźle słyszalna, reszty jeszcze nie sprawdzałam).

No więc: wkładam słuchawkę do lewego ucha, to owszem, słychać bez zarzutu. Ale do prawego to już trochę dziwnie jakoś. A ponieważ wiem, że słyszymy mózgiem (widzimy mózgiem, chodzimy mózgiem itede...), to mam hipotezę, że zakłócona jest komunikacja między uszami. No chodzi mi o ten sznurek, którym przyczepione jest w środku głowy jedno ucho do drugiego, przechodząc oczywiście przez mózg (mam nadzieję...).

Zwłaszcza, że telefony też odbieram lewym uchem, a nigdy prawym, no dlaczego, pytam, dlaczego?

Taki sznurek ma też pstrąg w środku głowy jako komunikację między oczami, co sprawdził kiedyś osobiście mój syn. Miał wtedy ze 3 lata i zdążył być pierwszy w kuchni niż ja. Co prawda o ułamek sekundy, ale wystarczyło.


Komentuj (3)

18.02.2007 (21:44)

Dziś był taki piękny dzień. Poszłam sobie na spacer z pieskiem do mojego lasu-nie lasu na obrzeżach osiedla. Tak sobie szłam i szłam, aż doszłam do drogi wyznaczonej linią słupów z rozpiętymi na nich przewodami. Dalej szłam wzdłuż tych słupów; było cicho, ale nie całkiem... Coś szumiało, wibrowało w powietrzu. "Emisja" - pomyślałam. Jak wiadomo z podręczników, liniami elektrycznymi odbywa się emisja. I to ona musiała tak szumieć.

Wzdłuż tej drogi leżały pokotem ścięte drzewka. Wyglądało to tak, jakby przechodził tędy ktoś, kto właśnie sobie kupił nowa piłę i tu postanowił ją wypróbować. Ja rozumiem, że taka linia rozpięta na drutach to bardzo ważna rzecz i nie mogą jej czochrać jakieś tam drzewka, bo na przykład w czasie burzy mogłyby się zerwać te druty i spaść na drzewka razem z emisją.

Ale to były naprawdę bardzo małe młode drzewka, które miały pewnie trochę więcej niż po dwa metry wysokości. A co gorsza, egzekucji poddano też całkiem małe krzewy. I przyszło mi do głowy, pewnie pod wpływem Wajraka i Rospudy, że miałabym ochotę się oflagować w ten piękny dzień i przykuć się do czegoś w ramach protestu.


Komentuj (4)

22.02.2007 (10:20)

Leżę sobie leżę, laptoka mam na kołdrze i martwię się szczerze, że zaraz się te ferie skończą. Trzeba będzie wstawać rano, a tu napadało przez noc pełno tego białego gówna, co to je potem z entuzjazmem posypują piachem, co to potem ten piach rodzina mi wnosi na butach do mieszkania, co to potem ja go zamiatam co pół godziny, cedząc pod nosem niecenzuralne wyrazy (strumień świadomości, wygenerowany pod wpływem bułki z szynką). Czasem oni też zamiatają, trzeba oddać sprawiedliwość, ale zasadniczo problem jest taki, że im nie zgrzyta pod nogami, a mi zgrzyta. A wiadomo, że sprząta ten, komu przeszkadza.

I dziecko za kilka dni wyjedzie, i znów się zrobi niepełna rodzina...


Komentuj (0)

25.02.2007 (12:19)

Cholera. Mam ochotę powywalać z linków nieczynne blogi. Nie cierpię stojących zegarów, zgniłej wody w wazonach, zwisających z roślin pożółkłych liści i pudeł, stojących na szafach i pod łóżkami. To mi zakłóca moje osobiste feng shui, to mi uniemożliwia przepływ energii. Te blogi, których nikt nie pisze, są podobne do zegarów, których nie ma kto nakręcić. Z jednej strony miałabym ochotę tu posprzatac i je wyrzucić, ale z drugiej jakoś mi nijak. Zwłaszcza, kiedy to są blogi osób, ktore znam osobiście.

Muszę chyba przyjać jakąś metodę, może zacznę od wyrzucania tych, w których nie ma notek dłużej, niż pół roku?

Wiosna idzie, porządki są nieuniknione. Zresztą, trzeba zrobić miejsce dla nowych linków :)


Komentuj (19)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów