Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


02.02.2008 (18:56)

Podczas tego tygodnia poznałam tajemnicze miejsca w prawdziwym teatrze. Pierwszy raz w życiu widziałam różne zaplecza, rekwizytornie, wchodziłam na scenę wejściem dla aktorów, stałam w kulisach. Choć było to ekscytujące, to dominującym wrażeniem z tych wielogodzinnych pobytów w teatrze był brak powietrza i światła. Myślę, że nie mogłabym tak żyć - całe dnie w murach, bez okien... Wychodziłam stamtąd za każdym razem, jak ze schronu po nalocie.
Ludzie teatru powinni mieć non stop depresję i skłonności samobójcze.

Zwiedziliśmy farę i muzeum archeologiczne, widziałam też wreszcie koziołki poznańskie.
W oczekiwaniu na popisy koziołków przejmujące zimno pchnęło nas w czeluść małej kawiarenki przy Rynku, gdzie w menu kusiła "szarlotka domowa na ciepło". W rzeczywistości były to cząstki twardych jabłek, otoczone jakąś żelowatą flegmą i przykryte surowym ciastem francuskim, wszystko razem podgrzane i ozdobione wianuszkiem bitej śmietany; jadalna była tylko śmietana, reszta obrzydliwa i pożałowania godna.
Znacznie lepiej wypadła czekolada z orzechami włoskimi i imbirem w pobliskiej czekoladziarni, gorąca, gęsta i aromatyczna.

Poza tym dziewięcioro cudzych dzieci 24/24, czyli coś, czego nikomu nie życzę (aczkolwiek dzieci grzeczne i sympatyczne).
Temat podróżowania tramwajami przemilczę; dobrze, że wszyscy przeżyliśmy.

Pyrlandię pokochałam niekoniecznie.

Komentuj (4)

05.02.2008 (13:54)

Dziś dwudziesta piąta rocznica naszego ślubu, samej mi trudno w to uwierzyć...
Ogólnie - bilans zdecydowanie na plus.

Chyba najbardziej boję się chorób - jakiejś ukrytej bomby zegarowej. Z całą resztą damy sobie radę.
Moja rodzina jest silna. To mój sukces życiowy i największe osiągnięcie.



Komentuj (12)

09.02.2008 (14:43)

Syn jest chory. Leży sobie i gorączkuje, a potem oblewa się potem. No to gorączka mu spada. Więc (nie zaczyna sie od "więc") zaczyna jeść, idzie pod prysznic, żyje.
Potem znów gorączka mu rośnie, więc osuwa się i zasypia. I mówi, żeby psu założyć skarpetki, bo pies tupie, a to przeszkadza w chorowaniu.

Wczoraj był u nas dzień przeładunkowy. Mama - już spakowana do wyjazdu po miesięcznym zimowaniu u nas, a studentka świeżo przybyła po sesji - jeszcze nie rozpakowana. W domu więc walizki i kufry i pejzaż jak w obozie cygańskim.
Dziś od rana zrobiliśmy sprzątanie świata, a Yen rozpakowała się, jak zwykle, do kosza z brudami.

Wyprałam sto pralek prania, porozwieszałam w łazience i na balkonie i ta wiosna musi mi to wysuszyć do wieczora.

Teraz, napełniona obiadem, wyruszam z kijkami w stronę zachodzącego słońca.
Ale powrócę.

Komentuj (1)

10.02.2008 (21:52)

Poszłam dziś wreszcie z Yen na "Lejdis". Film świetny, dialogi genialne, uśmiałyśmy się za wszystkie czasy i spłakałyśmy się ze śmiechu.
Doszłyśmy też do wniosku, że:
-nie jest to film dla facetów
-na pewno dużo lepiej się go ogląda tym, którzy (eee... które) znają wiadome blogi :)

Ja jednoosobowo doszłam jeszcze do wniosku, że to wymarzony film dla kobiet, które tak jak ja spotykają się ze swoimi przyjaciółkami na babskich wódkach, aby co jakiś czas powracać do omówienia znanej prawdy, że facet to świnia.
Z Marsa.

No a po bilety to stałyśmy w długaśnej kolejce i siedziałyśmy w szóstym rzędzie!
Musimy to obejrzeć jeszcze raz!

Komentuj (7)

17.02.2008 (19:13)

Siedzę tak tu cicho, nic nie mówię, nic nie piszę, a tymczasem zakochałam się w Nohavicy. Obejrzałam wzruszający film "Rok diabła" raz i pół, a resztę dnia spędziłam na słuchaniu tych cudnych piosenek na pewnym portalu (co to wszyscy wiedzą, na którym). I zalinkowałam.
I zwariowałam.

Ještě hoří oheň a praská dřevo
ale už je čas jít spát
tamhle za kopcem je Sarajevo
tam budeme se zítra ráno brát...



A zaraz idę drugi raz na "Lejdis" z moimi koleżankami, co to tak jak i ja mają po pół mózgu. Jak byłam pierwszy raz, to nie wszystko dokładnie usłyszałam, ciekawe, czy z powodu tej połowy mózgu, czy też w związku z oszałamiającą akustyką w naszym wsiowym kinie.
Muszę to dziś nadrobić...

Komentuj (4)

22.02.2008 (18:51)

Mam na balkonie brzózkę, rośnie tam już chyba szósty rok, sięga do samego sufitu. Przycinam co roku nożyczkami jej cienkie gałązki, bo nie ma już miejsca, żeby mogła rosnąć wyżej. Kiedy pokrywa się gęstwiną liści, robi mi prawdziwy las na balkonie, a gałązki wylewają się poza balustradę. Uwielbiam ją.
Mam też jarzębinkę. Ta cholera nie chce zakwitnąć, chociaż dbam o nią, jak tylko umiem. Jest młodsza, ma ze trzy lata, ale któregoś roku wymęczyły ją strasznie przędziorki i właściwie ten przędziorkowy rok można uznać za stracony.
Jesienią posadziłam (posiałam?) dęby i orzechy włoskie w doniczkach. Ciekawa jestem, czy wzejdą. Mój mąż mówi, że nie powinny, ale jeszcze się może zdziwić. Już się zresztą kiedyś zdziwił, jak mi wyrosło posadzone zielonym do dołu.

Jak więc widać odbija mi na tematy rolno-pańszczyźniane. Ja wiem, że jeszcze nie teraz, ale mam zamiar iść w tym kierunku. Ciągnie mnie do gumiaków.

A kiedy wreszcie nadejdzie czas, będę mogła uwolnić brzózkę (i co tam jeszcze zdoła wyrosnąć).

Komentuj (4)

24.02.2008 (19:45)

A nowy obrazek oznacza, że ma być wiosna od jutra.

Komentuj (1)

28.02.2008 (18:41)

Jasna cholera, jak mnie ci faceci wkurzają! Kiedyś ich otruję!

W dodatku wiosny nie ma, jest zimno i paskudnie, nie mogę iść z kijkami, bo takie błoto w polu, że się nie da.
Pies ostrzyżony, że niby na wiosnę idzie, a tu gówno! Łysy pies w takie zimno to doprawdy żałosny widok.
I w ogóle.

Wurg, kurwamać!

Komentuj (5)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów