Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


02.02.2009 (11:34)

Zastanawiałam się, czy to napisać, bo to już będzie megaekshibicjonizm, no ale niech tam, my zboczeńcy blogerzy wszyscy przecież jesteśmy ekshibami.

Pytanie konkursowe dnia brzmi: ile mam nacięć na tej nodze?
"Dużo, kilkanaście" - pomyślałam w szpitalu, kiedy pani pielęgniarka zmieniała mi opatrunek w dniu wypisu, a ja byłam jeszcze z lekka oszołomiona.

Dziś obejrzałam spokojnie. I policzyłam. Nie kilkanaście - pięćdziesiąt. Przysięgam!
I to wszystkie poniżej kolana. I to wszystkie po bokach i z tyłu.
-To ty chyba wyglądasz, jak durszlak - powiedziała Yen.

Chciałabym. Wyglądam jak Frankenstein.

Komentuj (4)

03.02.2009 (10:38)

U Młodego w pokoju remont, bo czas już był najwyższy pozbyć się tej tapety w misiaczki, która sprawiała wrażenie nieśmiertelnej. Całe szczęście Młody nie zażądał czarnej tapety w pentagramy, tylko zrobił sobie test psychologiczny dla określenia preferencji w tej materii. Wyszło na niebiesko, ale on przecież ma swój łeb i wybrał całkiem co innego, na moje szczęście.

Po zerwaniu tapety, na jednej ze ścian objawiły się pozostałości starożytnegou fresku, przedstawiającego dziewczynkę w ukwieconym kapeluszu, głaszczącą kotka (Ilonka, Ty to na pewno pamiętasz!).
Malowidło to wykonane zostało dla naszej małej córeczki, kiedy miała pewnie ze trzy latka. Tatuś namalował jej to nad łóżeczkiem.



Komentuj (7)

04.02.2009 (19:36)

Gdyby tak chodziło tylko o nogę, to by było za dobrze. Chodzi więc jeszcze o kręgosłup. Mój kręgosłup, sukinsyn, wściekł się i zaprotestował przeciwko leżeniu. I to na ostro.
No ja mu się nie dziwię, tylko leżeć i leżeć, kręgosłupy tego nie lubią. Filmy na laptopie, zakupy na allegro, notki na blogasku, gadanie na gg. I tak w kółko i pod kocykiem. A jak się wysupłam spod kocyka i chcę iść do toalety, to się okazuje, że nie mogę, bo mnie słuchawki za łeb ciągną.
No to kręgosłup powiedział: „dość, koniec z tą nogą, teraz ja jestem najważniejszy i dawać mi tu ketonal!".

Ale ja też nie jestem byle kto.
Ja piątego dnia po porodzie siłami natury (córka 4250g) myłam okna i przybyła na patronażową wizytę położna ściągała mnie przemocą z parapetu. Że nie wypada, czy coś.
Ja w drugim dniu po wyjściu ze szpitala po operacji kręgosłupa siedziałam na fotelu u fryzjera, do którego poszłam po kryjomu, bo by mnie z domu nie wypuścili, jakbym się przyznała, gdzie chcę iść ("pani Alu, pani tak tnie, żebym mogła w każdej chwili wstać i wyjść, jak poczuję, że już dłużej nie jestem w stanie siedzieć"; wytrzymałam do końca).

Więc pomyślałam, że ja się jemu, sukinsynowi, terroryzować nie pozwolę, muszę zacząć się ruszać. I wyszłam z psem. Mąż mi założył i zawiązał buty i poszłam. Tak mi się dobrze szło, że gdybym wzięła portfel zamiast tego psa, to może poszłabym na jakieś drobne zakupy. A noga nie sprawiała najmniejszych trudności.

Jutro wizyta kontrolna u mojego przystojnego chirurga.

Komentuj (4)

05.02.2009 (22:58)



Oh it's a mystery to me.
We have a greed, with which we have agreed...
and you think you have to want more than you need...
until you have it all, you won't be free.

Society, you're a crazy breed. I hope you're not lonely, without me.

When you want more than you have, you think you need...
and when you think more then you want, your thoughts begin to bleed.
I think I need to find a bigger place...
cause when you have more than you think, you need more space.

Society, you're a crazy breed. I hope you're not lonely, without me.
Society, crazy indeed... I hope you're not lonely, without me.

There's those thinkin' more or less, less is more,
but if less is more, how you keepin' score?
It means for every point you make, your level drops.
Kinda like you're startin' from the top...
and you can't do that.

Society, you're a crazy breed. I hope you're not lonely, without me.
Society, crazy indeed... I hope you're not lonely, without me
Society, have mercy on me. I hope you're not angry, if I disagree.
Society, crazy indeed. I hope you're not lonely... without me.


Jestem bliska nagrania sobie tego czterdzieści razy po kolei, czy ile tam się zmieści na płycie...

Komentuj (1)

06.02.2009 (20:24)

Dziś prośba o pomoc: szukamy Jaha. Pytamy, linkujemy na blogach, bo może się przecież zdarzyć, że przeczyta to ktoś, kto będzie mógł pomóc...

Komentuj (0)

09.02.2009 (16:35)

Tak mi ten kręgosłup daje do wiwatu, że nawet mi się nie chce nowej notki pisać...

I strasznie mnie wpienia, że te pseudodziennikarskie hieny wyruszyły już do wsi, z której pochodził zamordowany w Pakistanie inżynier, że już wypytują miejscową ludność i zaraz zaczną tworzyć te swoje chore reportaże.
Ach, jakże jestem szczęśliwa, że nie mam telewizora.

Komentuj (1)

11.02.2009 (22:09)

Zastanawiam się głęboko, czy iść w piątek napić się wódki, czy nie. Niby się zadeklarowałam, że nie przyjdę, ale czy ja dobrze zrobiłam?
Taki oto dylemat moralny mam u schyłku ferii zimowych.

Komentuj (14)

15.02.2009 (19:51)

Rzadko kiedy mi się zdarza zrobić coś tak głupiego, bo na ogół raczej sprawnie sobie radzę z zarządzaniem Firmą Rodzina.
Tym razem nie pomyślałam, nie powiązałam faktów i terminów, natomiast podjęłam decyzje i poczyniłam kroki. Tym sposobem pozbawiłam Firmę zarządzania na czas kryzysu.

Kiedy to do mnie dotarło, wpadłam w panikę i przestałam oddychać.

W celu ratowania sytuacji moja córka będzie musiała zostać matką swojego brata na kilka dni w czerwcu.

Komentuj (4)

18.02.2009 (09:17)

Miałam dziś nocny atak paniki. Najpierw był sen, o którym nie chcę pisać, ciężki i duszny i taki skurwysyńsko prawdziwy, jak to tylko sen być może.
I obudziłam się przerażona i roztrzęsiona o 4.30, serce mi waliło, wszystko mi latało w środku. Poszłam do kuchni, włączyłam czajnik... stałam tam przez chwilę i dosłownie nie mogłam złapać oddechu. A gdzieś w sercu, w brzuchu – kłąb starych szmat.

Tak bym chciała umieć mieć wszystko w dupie. A przynajmniej – nie przejmować się sprawami, na które nie mam wpływu.

Ale jakby ktoś pytał, to tak, wszystko w porządku...

Komentuj (2)

24.02.2009 (21:51)

Okazuje się, że mam płytę Nosowska/Osiecka. Okazuje się, że pójdę sobie w marcu z tą płytą na koncert!
Cieszę się, chociaż nie wiem, czy dam radę przy piosence Kto tam u ciebie jest. Nie wyrabiam nawet do połowy i już ryczę. Próbowałam wiele razy i nie ma to żadnego znaczenia, czy jestem akurat w domu, w pracy czy w autobusie i czy mam oczy pomalowane bardziej lub mniej.
Te emocje, te klimaty przeżywałam kiedyś, bardzo bardzo dawno temu...
Niestety, świetnie je pamiętam. Nie, żebym o tym myślała, żeby mnie to dręczyło, nie... Ale przy tej piosence zmory wyłażą z kątów nawet po tylu latach.

W pracy syf - miasto robi oszczędności na oświacie, co bezpośrednio odbieram na twarz. Muszę się otorbić i wypracować jakąś postawę w rodzaju "mam to w dupie, jestem młoda i piękna i pomykam po kwietnej łące".
I to na grzbiecie rumaka, a co!

Komentuj (2)

25.02.2009 (21:43)

Spływają śniegi, na oknie rośnie zdrowy, wsiowy szczypiorek, nadchodzi pora piachu.
Piach przychodzi do domu na podwoziu psa. Zgrzyta pod nogami, chrzęści w progach między pomieszczeniami, szeleści w łóżku.
Mój pies wystawia na próbę moją cierpliwość. Śpię albowiem w kuwecie z piaskiem, a muszę powiedzieć, że nie lubię tego, no cóż, taka dziwna jestem.

Czy ktoś ma na to sposób - na unikniecie piasku w łożu małżeńskim, przy założeniu, że spanie psa poza tym łożem jest wykluczone?

Komentuj (6)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów