Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.02.2014 (11:31)

Dziś przepis na narzutę.

Najpierw wypatrzyłam w lumpeksie komplet zasłon lnianych, poczekałam, aż stanieją do poziomu "każda sztuka za 3,00 PLN" i kupiłam. Miałam szczęście, że nikomu się wcześniej nie spodobały. Na komplet składały się 3 kawałki o wymiarach 142cmx145cm i jeden długaśny 32cmx415cm - razem zapłaciłam 12,00 PLN.

Jak to zasłonki, miały przyszyte taśmy marszczące i były ładnie wykończone ze wszystkich stron, a więc pierwszym etapem pracy było odprucie i rozprasowanie wszystkich brzegów, bo chciałam wiedzieć, z jakimi wymiarami tak naprawdę mam do czynienia.

Potem robiłam na kartce rysunki, rozpatrujące różne warianty połączenia kawałków. Kiedy położyłam materiał na łóżku, spodobało mi się bardzo zestawienie tych róż z zielonym pasem mojej starej narzuty. Odzyskałam więc jeszcze 2 zielone pasy ze starej narzuty i wtedy już miałam Wizję.
(Tu dygresja - stara narzuta też została niegdyś uszyta z odzysku, z kawałków narzut Indira w kolorze zielonym i ecru, kupionych w IKEA.)





Teraz uwaga - mam takiego bzika, że uwielbiam różne ciekawie drukowane brzegi fabryczne tkanin. Tu też były fajne, dwojakiego rodzaju, więc odcięłam pasy z tymi brzegami, żeby je wykorzystać do obszycia całości. To, co inni chowają w szwach, ja wyeksponowałam. Zuzia pomagała.





Połączyłam ze sobą 2 kwadraty w róże, potem doszyłam zielone pasy, oczywiście wykańczając za każdym razem porządnie szwy po prawej i po lewej stronie. Na końcu obszyłam brzegi tymi paskami z brzegiem fabrycznym - jeden rodzaj na dłuższe boki narzuty, drugi na krótsze. To były kilometry stebnowania!
Tak wygląda gotowa narzuta.



I jeszcze narożniki - z prawej i z lewej strony narzuty, żeby mi tu ktoś nie pomyślał, że tam od spodu jakieś nici się ciągają, czy inne fafluny...





Do kompletu będzie zrobione wezgłowie z dwóch kwadratowych poduch, zawieszonych na ścianie, choć początkowo koncepcja była zupełnie inna. Jest mi teraz potrzebna dwumetrowa deska, gąbka tapicerska i znów siadam do maszyny.

A przy okazji... ponieważ zaciekawił mnie napis Moygashel na brzegach tkaniny, to trochę poszukałam i przy okazji dowiedziałam się, że mój len został wyprodukowany w irlandzkim miasteczku Moygashel i że: Moygashel linen is known throughout the world as the highest quality Irish linen one can buy!

Nie tylko podróże kształcą - szycie też czasami!

Komentuj (1)

03.02.2014 (21:07)

Nie wiem, czy podołam... ach nie wiem... a myślę o tym już od kilku dni... Otóż dźwigam ja brzemię i ciężar ponad siły, istnieje bowiem realne zagrożenie, że w pewnych miejscach, w pewnych domach (bądźmy szczerzy - w DZIESIĘCIU!) widnieje od przedwczoraj na ścianie moja podobizna z mokrą dupą!
Powstał bowiem pewien taki kalendarz (Ci, którzy go mają, wiedzą, o czym piszę), gdzie kartka na luty zilustrowana jest moim zdjęciem. Powstało ono ubiegłego lata, pewnego upalnego dnia w Cordobie, gdzie wędrując wąskimi uliczkami, dopadliśmy jak zbawienia fontanny z chłodną wodą. Można było schłodzić ręce, można było zmoczyć chusteczki i szaliczki, które potem przynosiły ulgę, owinięte wokół przegubów, czy szyi.

Najpierw było tak:



a potem przysiadłam na cembrowinie, a woda, wypełniająca zbiornik aż po brzegi zrobiła chlup-chlup-chlup i potem już było tak:



I to właśnie zdjęcie znalazło się w kalendarzu, no przysięgam - on naprawdę istnieje!

A gdyby ktoś bardzo rozpaczał, że nie dostał takiego fajnego kalendarza, to przecież może sobie zawsze wydrukować z tej notki moją mokrą dupę i powiesić na ścianie.
Ach, jakie to szczęście, że ten luty jest taki krótki!

Komentuj (6)

08.02.2014 (09:09)

Stary powiedział, że skończyło się już zimowe milczenie ptaków i to jest prawda. Słychać je INACZEJ i to nie może być bez powodu. I podobno widziano już gdzieś bociany...

Nadal trwa szycie i urządzanie sypialni - wisi już nowa lampa sufitowa z kwiecistym abażurem i z tego samego materiału lambrekin nad oknami. Jest to dla mnie niezwykłe, bo odkąd okazało się, że dzieci są silnie uczulone między innymi na roztocza kurzu domowego, to miałam zawsze gołe okna i ascetyczny wystrój i trwało to ponad dwadzieścia lat! Teraz mi odbiło i muszę chyba trochę odreagować, więc zdecydowałam się na kwiatki i falbanki, no zupełnie, jak nie ja.
Produkuję też wezgłowie łóżka i jest to plan na ten weekend. Znalazłam w necie fajny pomysł i dostosowuję go do naszych potrzeb. Nie bez znaczenia jest też aspekt ekonomiczny, bo proszę państwa, jeśli dwie gąbkowe poduszki zawieszone na patyku nad łóżkiem kosztują ponad dwa tysiące, to jest to dla mnie jakiś sen wariata.
No, ale różnych wariatów ja już w życiu widziałam, w tym również takich, którzy zostają dyrektorami szkół.

Dziś lub jutro zamierzam też zrobić pierwsze wysiewy, na pewno będzie to lobelia przylądkowa i coś tam jeszcze, ale to się okaże. Kupiłam sobie dwa wory ziemi - pięknej, pulchnej, pachnącej i specjalnie przystosowanej do siewu i pikowania.
Lecę zaraz gotować kurom ziemniaki i marchewkę, kupiłam im też twaróg i kapustę pekińską.
Trzeba by też skoczyć do jednych takich na wiosce, bo skończyły mi się ulubione ziemniaki vineta i ciekawa jestem, czy jeszcze je mają.
Dużo roboty będę też miała przy przygotowaniu stanowiska do wysiewów; zrobię to, jak rok temu, w największym pokoju, gdzie są rewelacyjne warunki - szerokaśne parapety trzech wielkich okien, dużo światła, dużo słońca (wystawa południowo-zachodnia), a przy tym chłodno, bo tego pokoju od stycznia nie ogrzewamy. Rozsada powinna więc mieć wszystko, czego jej potrzeba.

Na obiad dziś dla ludzi kurczak z rożna, a jutro chciałabym zrobić tartę porową, a w tym celu muszę dobrać się do zadołowanych jesienią porów, które śpią sobie w ogrodzie w dołku koło ławki. Ciekawe, czy nie zgniły. Ciasta zrobię więcej i zamrożę, bo przepis , którego używam od lat jest tego wart!

Stary rozpoczął odczulanie na jad pszczół i odbył już w klinice dwie sesje. Pierwsza trwała tydzień, druga już tylko jeden dzień. Czeka go pięć lat odczulania - najpierw comiesięczne wyjazdy, później nieco rzadsze. Dostał też leki, które będzie przyjmował przez cały okres aktywności pszczół, czyli od kwietnia do października.
Zimą w mrozy zostałam więc sama w gospodarstwie i ze wszystkim sobie poradziłam, z paleniem w piecu i wszystkimi obrządkami przy zwierzętach. Uwielbiam być babą ze wsi na gospodarstwie.

Komentuj (3)

14.02.2014 (19:11)

Moje kury są niestabilne emocjonalnie. Od czasu tych silnych mrozów przestały się nieść i łaskawie czasem wykonają jedno jajko, ale najczęściej wcale.
Przyjechałam dziś z pracy i jak zwykle, weszłam tylną furtką i pierwsze kroki skierowałam do kurnika. Patrzę – a tam w jednym gnieździe siedem jajek! Ze zdumienia mało mi oczy nie wyjechały na tył głowy i liczyłam ze trzy razy.
Jajeczny Czyn Walentynkowy?

Mamy znów problem z ogrodzeniem, z tym ładnym płotkiem oddzielającym z jednej strony kurzy wybieg od tylnego ogrodu. Cała konstrukcja ledwo się trzyma, trzeba więc kupić i wymienić sztachety, a paliki i poprzeczne belki będą zrobione z naszych brzózek. Lasek trzeba trochę prześwietlić, więc będzie przyjemne z pożytecznym.
Można by co prawda kupić siatkę, taką samą, jaką założyliśmy na drugim boku wybiegu, byłoby to najtaniej, ale wtedy kury nie będą oddzielone, tylko włączone do ogrodu, a tego nie chcemy. Poza tym sztachetowy płotek jest w ogrodzie elementem dekoracyjnym, nie mającym sobie równych i stanowi piękne tło dla roślin i to z obu stron.

Miałam wyczerpujący i pracowity tydzień... właściwie wszystko poszło dobrze, ale zarwałam dwie noce i jestem po prostu zmęczona. Gotowałam też w tym tygodniu dla grupy przyjaciół żurek na własnym zakwasie i z tymi dobrymi ziemniakami vineta. Ach, jakież to było przyjemne - patrzeć, jak kilkanaście osób zajada to, co ugotowałam i wszyscy chwalą i wszystkim smakuje. Co za energia! Siedziałam, patrzyłam i nie mogłam się nacieszyć.
Czy powinnam otworzyć garkuchnię? Ale chyba nie, chyba karmienie obcych, to nie to samo.

Lampa już wisi i wygląda tak.



Komentuj (2)

23.02.2014 (17:51)

Dzwoni do mnie ciocia Marysia:
-Kochana, jak ty się czujesz?
-Dobrze się czuję, ciociu! Stoję właśnie na samej górze drabiny i maluję słupy ganku.
-Gdzie? Na drabinie? Ty, ze swoim kręgosłupem?
-Tak, ciociu, ale wszystko będzie dobrze, jeżeli tylko nie spadnę, bo wejść na drabinę i zejść z drabiny nie jest tak trudno!


Trudno jest natomiast wejść wyżej, niż sięga drabina i ja na pewno tam nie wejdę, a trzeba pomalować jeszcze tę pierwszą parę krokwi. No… ktoś, w każdym razie będzie musiał tam wejść.



Nie wierzę, nie wierzę w ten cud przyrody, jaki mamy w tym roku!
Dziś otworzyliśmy kotom trasę przez strych w obie strony, znaczy mogą znów wychodzić z domu na strych, a potem na dach i z powrotem.
Ławki ogrodowe zakończyły już zimowanie - jedna trafiła jak zwykle pod cis, a druga pod leszczynę. Kwitną ciemierniki, ranniki, przebiśniegi i prymulki. Obudziły się już pszczoły – wczoraj i dziś kłębiły się wokół uli i wysyłały poszukiwaczki na zwiady. Podobno mają one teraz głód pyłkowy, czyli zwiększone zapotrzebowanie na białko, a tu jak na zawołanie kwitną leszczyny i pylą złocistymi chmurkami.





Dziś, dwudziestego trzeciego lutego pierwszy raz w tym roku zjedliśmy obiad w ogrodzie na ławce.
Jeśli ta pogoda się utrzyma, to już sobie wyobrażam, co w tym sezonie pokażą moje róże... Kupiłam osiem nowych róż, zamówiłam też byliny – jeżówki, jarzmianki i trochę drobniejszej galanterii, a z użytkowych nowe odmiany winorośli. Jeszcze inne cuda chodzą mi po głowie, ale nie wszystko naraz.
Mam już wygrabione prawie wszystkie rabatki, jestem gotowa!

W przyszłym tygodniu przyjeżdżają dzieci; będzie można urządzić Wielkanoc. No, prawie.

A pszczółka w przebiśniegu wygląda tak...



Komentuj (1)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów