Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


30.01.2005 (18:32)

Dziś rano wlazłam do łóżka Yen z kawką dla mnie i dla niej i popijając budziłyśmy się do życia w niedzielny poranek. W pewnej chwili powiedziałam coś i zaraz dodałam: "musiałabym to zapisać na blogu, coraz częściej mam ochotę założyć bloga" a Yen na to wykrzyknęła "załóż, załóż, twój blog będzie fajny!".

I to było bardzo miłe i mnie zmobilizowało.

A za chwilę próbowałyśmy sobie przypomnieć, co to było, to coś, co chciałam zapisać na blogu, ale żadna z nas już nie pamiętała...

Albowiem było to, zanim kawa zaczęła działać!

Komentuj (8)

01.02.2005 (19:09)

Moja jedyna siostra kończy jutro 40 lat. Życzę jej, żeby teraz była już tylko coraz bardziej sławna, bogata, piękna i inteligentna!

Jak skończyłam moją czterdziestkę, to prawie natychmiast znalazłam sie w szpitalu, bo wypadł mi dysk.

Tak więc wiele niebezpieczeństw będzie teraz czyhać na ciebie, moja siostro. Bądź dzielna!

Komentuj (7)

02.02.2005 (18:40)

- Boże, czy ja kiedyś chodzę do netto? Znowu mi przynoszą do domu ofertę z netto. Zwariować można! (wyrzucając ofertę do śmieci)
- Całe życie mnie uczysz, żebym umiała przewidzieć sytuacje, które się mogą wcale nie zdarzyć. A może zechcesz kiedyś pójść do netto? To przynoszę!

To moja z Yen wczorajsza rozmowa w kuchni.

Komentuj (10)

04.02.2005 (22:35)

Niech Pat sobie nie myśli, że tylko ona ma traumatyczne przeżycia z dziećmi kukurydzy. Jestem właśnie po koszmarnej trzydniówce, wożenia ONYCH na kształcące i ukulturalniające wycieczki. Codziennie jedna klasa czwarta, oczekiwanie na przystanku, 25-minutowa, pełna przepychanek i wrzasków jazda autobusem, godzinny pobyt w instytucji kulturalnej. Potem do szkoły - tak samo tylko odwrotnie. Ale odwrotnie tylko w sensie trasy, a nie zachowania! A ja większości z nich nawet nie znam po imieniu. Szansa nawiązania kontaktu wzrokowego, w celu spiorunowania delikwenta spojrzeniem - nikła!
A dziś uczeń Władzio to już przegiął, niestety i mało mnie o zawał nie przyprawił! Stoimy na przystanku, czekamy na "ósemkę", nadjeżdża "jedynka", Władzio wsiada do "jedynki". Dzieci w krzyk, ja w krzyk, Władzio włącza wsteczny. Czy macie pojęcie, co się wtedy czuje?
Spojrzał na mnie przestraszony nieco, wytrzeszczył oczy i przemówił: "proszę pani, a ja plecak zostawiłeeem, tam..." - wskazując na widoczny w oddali, opuszczony właśnie przybytek kultury.
A tu właśnie nadjeżdża nasza "ósemka" i w dodatku musimy zdążyć na następną lekcję (a raczej ONI muszą). Więc jedziemy, a plecak Władzia płacze cichutko w kąciku.
I czy ja mam być zdrowa?


Komentuj (8)

11.02.2005 (17:59)

Moja córka niedługo będzie zdawać maturę.
Ja wiem, że to nic takiego, że każdy, że wszyscy itd.
No ale w moim przypadku to nie tak hop! Jeśli ja co roku przeżywam maturę ze wszytkimi znajomymi dzieciakami, które ją właśnie zdają i trzymam kciuki i w ogóle, to co ja mam robić teraz? Jestem zupelnie nieprzygotowana...
Tymczasem ona określiła wstępnie uczelnie i kierunki, które mogą być brane pod uwagę, a ja robię z tego kształtne zestawienie w tabelce.

Komentuj (6)

13.02.2005 (18:31)

W Ameryce znudził im się śnieg, który mieli wyłącznie dla siebie przez większość zimy, a więc dziś od rana zaczęło się u nas. Sypało tak, że dawno nie widziałam, a w dodatko całkiem w poprzek, z powodu silnego wiatru.
Napadało po kolana, postanowiłyśmy wię po obiedzie wyjść sobie w pole z pieskiem. Było pięknie, ale daleko nie doszłyśmy, gdyż u biednej naszej suni wystapiły trudności komunikacyjne. Mokry śnieg sklejał jej się w kulki na wszystkich czterech kudłatych-pusiatych łapach i pod brzuchem i jeszcze nie powiem gdzie - no we wszystkich możliwych miejscach podwozia. Kulki były coraz większe i psina miala trudności z wyhopsaniem ze śnieżnych zasp w górę z tym coraz cięższym ładunkiem.
Sypie i sypie, a przed chwilą zapowiadali, że w nocy dla odmiany będzie sypać.
To chyba zamiast wiz...

Komentuj (2)

17.02.2005 (19:33)

A my z jedną bratnią duszą z Krakowa postanowiłyśmy się trochę poodchudzać. No nie tak znów drastycznie, ale pewien reżim staramy się trzymac i porozumiewamy sie w tej kwestii na odległość. Na samym początku umówiłyśmy się jednak co do tego, że naszym celem nie jest umarnięcie z głodu!
W związku z tym wczoraj całe popołudnie marzyłam o gotowanym jajku, rozgniecionym z jogurtem, pietruszką i szczypiorkiem, posolonym i popieprzonym... i zjedzonym. Wiedziałam jednak, że o wiele lepiej by było nie zjesć tego jajka (zwłaszcza, że tak naprawdę, to chodziło o dwa jajka).
Powiem Wam wprost - byłam dzielna, ale wczoraj. Dziś to wszystko zrobiłam i do tego jeszcze zjadłam kromkę czarnego gliniastego chleba z ziarnami - ale na to otrzymałam rozgrzeszenie przez GG od mojej współtowarzyszki w odchudzaniu.
Trzymajcie za nas kciuki!

Komentuj (6)

18.02.2005 (19:05)

Pozdrawiam Gosieńkę, nowa czytelniczkę mojego bloga, która się tam teraz chyba skrada po cichutku... No nie bój się, Gocha, wpisz się do księgi gości!

Komentuj (3)

19.02.2005 (13:46)

Idę dziś do kumpeli na damską wódke.
Co prawda wódka wystąpi w postaci czerwonego wina, a wśród dam będzie jeden facet, ale jakoś to zniesiemy - zwłaszcza tego faceta. Raz już sobie z nim poradziłyśmy w ten sposób, że upiłyśmy go i poszedł spać; dalsza impreza przebiegała bez zakłóceń.
Jako wsad do kotła imprezowego przygotowałam naleśniki zwijane w długie ruloniki, w środku pieczarki i żółty ser a do tego barszczyk czerwony winiary. Dziewczynki robią jakąś sałatkę, jakieś ciasto, więc proszę o wyrozumiałość, ale dieta zostaje na dziś zawieszona. Amen.

Komentuj (4)

22.02.2005 (22:44)

Dziś około 11 weszła do biblioteki nasza pani sprzątaczka, która codziennie wstaje o 5 rano,żeby na siódmą dojechać do pracy z dość odległej wsi i zapytała cichutko:
-Proszę pani, czy mogłabym skorzystać z komputera?
-Tak, proszę - powiedziałam, a pomyślałam "hmmmm..."
A pani siadła grzecznie na krzesełku, wpisała się do zeszytu w kratkę, weszła na GG, ustawiła swój profil i jak zaczęła naparzać w klawiaturę, to myślałam, że pod biurko wpadnę!
A potem grzecznie podziękowała i opowiedziała mi jeszcze, że ma w necie taką grupę znajomych z całej Polski, że się przyjaźnią, wysyłają do siebie maile i smsy, a z jedną koleżanką to się już nawet spotkała we Wrocławiu.

Komentuj (14)

04.03.2005 (10:10)

Wczoraj zrobiłam interes mojego życia.

Zamiast kupić synkowi nowy bilet sieciowy, postanowiłam wykorzystać w czwartek i piątek posiadane od dawna dwa bilety pojedyncze, a sieciówkę nabyć od poniedziałku.
- Będzie oszczędnie - ucieszyłam się.

Jednak żeby junior mogł z tych biletów skorzystać, musiałam wymienić je na ulgowe. I tu się okazało, że muszę dopłacić 40 gr, bo to wynika z różnicy cen między biletem normalnym a ulgowym. Dopłaciłam, myśląc: "to nic; i tak jeszcze będzie oszczędnie"

Wsiedliśmy do autobusu, junior skasował swój bilet, a ja schowałam do torebki trzy pozostałe. Kiedy już dojeżdżaliśmy na miejsce, wsiadł pewien starszy pan, podszedł na chwilę do kierowcy, po czym odwrócił się w stronę pasażerów, gorączkowo szukając kogoś, od kogo mógłby kupić bilet. Żal mi się pana zrobiło i zaproponowałam mu dwa ulgowe, a pan radośnie na to przystał, wręczając mi 5 zeta.
A wtedy okazało się, że nie mam drobnych i nie mogę panu wydać reszty, a poza tym, stoimy już na moim przystanku i muszę wysiadać. Wcisnęłam więc panu w dłoń monetę ze słowami:
-Niech pan schowa te 5 złotych, a bilety ma pan ode mnie w prezencie.
Wysiadając, usłyszałam zakłopotany głos: "może kiedyś panią spotkam?"

Ja to mam łeb do robienia oszczędności!

Komentuj (6)

12.03.2005 (20:56)

Mało brakowało, a nie udałby nam się dzisiaj bardzo ważny wyjazd na chwilkę po to i owo. A to dlatego, że nie mogliśmy się wyparkować z parkingu przez jakieś 15 minut, a kiedy już nam się to udało, to okazało się, że staliśmy w czymś na kształt zlodowaciałej wanny. powstałej na skutek ciągłych opadów tego biełego ohydztwa i temperatur raz na plus, raz na minus.

A to i owo, to był miód na przykład. Mojemu Stałemu Dostawcy miód się skończył i mało brakowało, żeby mnie to zmusiło do konsumpcji cukru. Zaszantażowałam tym Stałego Dostawcę no i ściągnął mi miód od Prezesa, a był to, proszę sobie wyobrazić, Prezes Związku Pszczelarskiego, ot co!

I przywieźliśmy przed chwilą do domu takie piękne zakupy. Są to więc: miód, białe wino, bazylia w doniczce, suszone pomidory, czerwona papryka i świeży koper włoski. Będzie jutro dobry obiadek!

Komentuj (5)

18.03.2005 (22:28)

Po ostatnich (i przedostatnich zresztą też) rozmowach z pewną osobą płci poniekąd pokrewnej doszłam do wniosku, ze rozwód może być rzeczą doskonałą, ale tylko wtedy, gdy nie jest przeprowadzony zbyt późno. Zwłaszcza, gdy są dzieci!

I gdy jest kwestia, które z dzieci zapamięta to wszystko na całe życie, a które jest jeszcze na tyle małe, że ma szansę zapomnieć...

Komentuj (4)

23.03.2005 (20:06)

No ładnie się te święta zapowiadają! Najpierw nic nie mogłam kupować, bo nie było pieniędzy. Jak się znalazły pieniądze, to się sp... tfu, zepsuł samochód. Jak już z zakupami stałyśmy do kasy, to się zepsuła kasa. Boję się mysleć, czym to się skończy. Co ja komu zrobiłam?

Komentuj (5)

25.03.2005 (19:38)

Podczas przedświątecznych szaleństw kulinarnych w naszej kuchni Yen stwierdziła, że dziś wszystko jest podobne do kupy. A te refleksje nasunęły jej się podczas siekania suszonych śliwek i degustowania masy karmelowej do mazurków.

Mazurki już gotowe, trzy kajmakowe i jeden nowy, eksperymentalny orzechowo-śliwkowy. Co też to z niego wyszło, się okaże.

Jutro babki drożdżowe i pascha - bakalie posegregowane czekają w woreczkach i miseczkach. I trzeba tylko pilnować, żeby nie powyżerali. A na końcu - mięs pieczenie!

A i jeszcze, zapomniałabym: pies ostrzyżony wiosennie.

I to wszystko - tymi ręcami!

Komentuj (5)

30.03.2005 (08:52)

Przeczytałam w "Charakterach", że kłamstwo jest domeną ludzi inteligentnych, mało tego, że oszustwo prowadzi do doskonalenia intelektu.

O ja debil nieszczęsny, co całe życie uczy swoje dzieci, że kłamstwo - za nic w świecie!

Komentuj (4)

31.03.2005 (08:06)

Bardzo chciałabym pojechać w tym roku na B.

I może nawet mi się uda, ale tylko wtedy, jeśli będzie w B.K. lub w R. Natomiast K. odpada ze względu na odległość, mierzoną w latach świetlnych!

A że teraz właśnie ważą się losy, to czekam z niepokojem, co z tego wyniknie. Trzymam sobie sama za to kciuki.


Komentuj (7)

02.04.2005 (14:48)

No i tak: chodzę sobie, wszystko robię tak, jak zwykle, sprzątam, gotuję, gary myję i nastawiam pranie, a łzy mi same z oczu lecą ciurkiem już drugi dzień...

Komentuj (2)

09.04.2005 (20:06)

Ogłaszam rozpoczęcie sezonu ogrodniczo-pszczelarskiego na moim balkonie o długości 5,5 m. Kupiłam dziś różne nasionka - groszek pachnący, nemezję i bazylię. Będę siać, sadzić, podlewać i co tam tylko!

Mam z zeszłego roku nasiona nasturcji kanaryjskiej, która ma motylkowate drobne żółte kwiatki, pachnące słodko jak miód (i tu widzę pole do popisu dla tych pszczół, wyżej wspomnianych). Bazylia z pierwszego siewu już powschodziła, przetrwały pięknie zmowe mrozy melisa, cząber i oregano, natomiast przemarzł rozmaryn (mogłam go zabrać na zimę do domu - w tym roku tak zrobię). Herbaciana róża na pniaczku przetrwała, brzózka i jarzębinka też się mają dobrze. Ech, nie macie pojęcia, jak ja to lubię!

A poza tym zapisałam się na B. Jadę!

Komentuj (7)

12.04.2005 (19:54)

Miała być notka intymna, ale się nie odważyłam.

Zamieszczę więc tylko refleksję końcową: czasem myślę, że mężczyźni po czterdziestce powinni być kompostowani. I nie jest to kontynuacja poprzedniej notki.

Komentuj (6)

13.04.2005 (19:18)

Byłam dziś w LO na zebraniu dla rodziców maturzystów. Pani dyrektor była bardzo miła, prosiła,żeby wspierać dzieci uśmiechem i życzliwością i nie dać się wprowadzić w psychozę informacjom zamieszczanym w mediach.

Zaprosiła nas na 28 lub 29 czerwca do teatru na uroczyste rozdanie świadectw maturalnych naszych dzieci. No i jeśli to prawda, to jest to już pierwsza dobra wiadomosć, gdyż ww media straszyły, że CKE nie zdąży z przygotowaniem świadectw maturalnych na 30 czerwca (co nie jest bez znaczenia, bo np. UJ przyjmuje dokumenty do 1 lipca!)

No i zapisałam się do komitetu kanapkowego i będę wykonywać rękodzieło sztuki kulinarnej, które maturzyści skonsumują między poziomem podstawowym a rozszerzonym, czyli miedzy arkuszem drugim a trzecim, ot co!

Komentuj (4)

19.04.2005 (19:41)


Wczoraj moja córka zdawała swój pierwszy egzamin maturalny. To wydarzenie znacznie upośledziło moje zdolnośći postrzegania i twórczego myślenia w ciągu całego dnia.

Miałam w pracy zacząć pisać tekst o historii i osiągnięciach szkoły, który moja dyrekcja wygłosi w dniu nadania szkole imienia. Przez cały dzień udało mi się napisać: "Szanowni Państwo! Drogie dzieci!"

A po powrocie do domu chciałam wysłać Karolince smsa z mojej nowej komórki i zupełnie nie wiedziałam, gdzie jest spacja. Szłam sobie z pieskiem, stukałam w te wszystkie po kolei klawisze, a w końcu wysłałam smsa bez spacji.

Komentuj (6)

21.04.2005 (14:45)


Będzie o tym, co robię w pracy.

Czy wiecie, jaka wspaniała jest herbata z suszonych owoców, zaparzona w dużym kuble, postawionym na kociołku z podgrzewaczem? A do tego wrzucam gruby plaster suszonego ananasa i to się tak parzy i parzy... a jarzębinki suszone pęcznieją, a hibiscus puszcza kolor i puszcza... aż wygląda to wszystko jak barszczyk buraczany. A ten ananas, to szkoda gadać! Coraz grubszy i pulchniejszy...

I kiedy wyżeram to wszystko po kolei, wchodzi taka jedna i mówi: Małgorzato, nie wiedziałam, że taka z ciebie hedonistka!

Komentuj (5)

25.04.2005 (21:51)


O 22.00 zaczyna się mój ulubiony serial, który w zeszłym tygodniu przegapiłam i do tej pory nie mogę sobie tego darować. Nazywa się "Urazówka. Życie i śmierć w izbie przyjęć" i leci na Discoverze. Oglądam z zapartym tchem, no po prostu jest świetny. Moja rodzina już wie, że ja w tym czasie kibicuję ekipie ratującej życie i rozmowa ze mną nie jest możliwa.

I to nie jest żadna telenowela, pierdu pierdu, tylko samo życie i prawdziwy dramatyzm. Fioletowe flaki wydostają się z ran ciętych i trzeba wpychać je do środka, krążenie się zatrzymuje i znów rusza (ale nie zawsze), narkomanów i postrzelonych na ulicy przywożą detalicznie i hurtowo, operują co się da. Że już nie wspomnę o złamaniach otwartych. A przy tym młodzi lekarze uczą sie pod opieką starszych, którzy są życzliwi i służą pomocą. I czasem nawet są przystojni.

A lektor ostatnio powiedział coś takiego: "Pacjenci, przywożeni na ostry dyżur są często w stanie silnego podenerwowania i bardzo ważne jet, aby udało się ich najpierw uspokoić, żeby lekarz dyżurny mógł nawiązać z nimi kontakt, ustalić, co się stało i na jakie przewlekle choroby cierpią. Często zdaje się im [pacjentom], że zaraz umrą i niejednokorotnie nie jest to bezpodstawne." LOL



Komentuj (5)

29.04.2005 (15:13)


Tak więc zbliża się godzina zero. Wyjeżdżam dziś o 22.15 autobusem do Wrocławia, a w BK będę o 10.13 rano.

Niedaleko, w małym miasteczku oddalonym od BK o 8 minut jazdy pociągiem się urodziłam i mieszkałam do drugiego roku życia. Później spędzałam tam wszystkie wakacje.

Są tam największe w Europie kamieniołomy granitu i bardzo chciałabym je pokazać uczestnikom B. pod warunkiem, że będą wtedy chwilowo trzeźwi i nie dopadnie ich taka fantazja, żeby się teleportować z jednej strony ogromnego, głebokiego wyrobiska na drugą. Albo popatrzeć, jak gładka jest pionowa ściana przepaści, przy krawędzi której właśnie stoimy.

Widoki są niesamowite i te przepaście naprawdę robią wrażenie. Nieużywane, stare wyrobiska zalane są wodą i tworzą duże kąpieliska. Tam właśnie nauczyłam się pływać sto lat temu. Woda jest czyściuteńka i głęboka na kilkanaście metrów i podobno wprawni nurkowie mogą na dnie odnaleźć pozostałości infrastuktury kopalnianej.

A jakie zdjęcia można zrobić... Może Joker się zachwyci i tam wykorzysta te dwanaście rolek, którymi nam wygraża!

Do zobaczenia!



Komentuj (4)

06.05.2005 (21:04)


Jestem wykończona! Nie, żeby robienie bułek dla maturzystów przez 2 dni było szczególnie wyczerpujące, ale dla mnie te dwa dni były bardzo stresujące. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła w tym czasie być w pracy.

Nastrój był, ogólnie biorąc, optymistyczny, zarówno wśród młodych, wychodzących na przerwy bułkowe, jak i wśród matek; choć tu już odczuwało się pewne napięcie, zwłaszcza wtedy, gdy wszystkie kanapki i napoje powędrowały już na stoły, a tym samym ustała nasza terapia zajęciowa.

Dziecko pisało wczoraj polski a dziś angielski od godz. 9.00 do 15.15 (wliczając w to przerwy), więc wróciło dziś do domu w stanie maltretacji. Teraz 5 dni oddechu i w czwartek historia. Niech nas mają w swej opiece Wszystkie Małe Stworzonka!



Komentuj (3)

10.05.2005 (21:35)


Ludzie kochane, miałam wczoraj całe mieszkanie w białym płotnie: 16 mb grubszego, szerokiego na 1,5m i 12 mb cieńszego, o szerokości 1,8m. Podjęłam się uszyć z tego dwie kurtyny, potrzebne do spektaklu, bo taka dobra jestem i uczynna. No to kazali mi jeszcze zasponsorować nici do całego tego przedsięwzięcia. A że nie chciałam się ładowac w koszty, to kupiłam taką wielką szpulę nici (przemysłową, czy jakoś tak). No ale nie pomyślałam, że moja maszyna nie jest do takiej szpuli przystosowana. I tu przyszedł mi z pomocą mój mąż, który skonstruował funkcjonalny i bezawaryjny wspomagacz z tego, co miał akurat w skrzynce z narzędziami. A przy okazji wygladający bardzo śmiesznie.

Czy ktoś wie, jak się szyje taki ogromny szmat szmat? Trzeba to wszystko przepychać przez maszynę, całe te hałdy białego szaleństwa, a jednocześnie uważać na igłę, żeby nie uszyć przypadkiem żabotu do koszuli, zamiast kurtyny! Wieczorem miałam tak obolałe ramię, jakbym wiosłowała jednorącz.

A poza tym pamiętajcie o kciukach za maturzystów!

Komentuj (4)

13.05.2005 (20:38)


Jakby co, to zalinkowałm nowe linki. I dziękuję SNAFU, że mnie też u siebie zalinkował (ale musiałam go najpierw zdyscyplinować, przyznaję!)

Jutro mój synek ma imieniny. Niech rośnie duży i mądry i czasami pozwala sobie skrócić włosy o te marne 3 cm. (A jak ogłosiłam rodzinie, co robiłam w łazience, to Yen ze zrozumieniem skomentowała: "a, to stąd te wrzaski..."). Ale i tak nikt w klasie nie zauważył...

A jak jeszcze trochę podrośnie, to może się nada na sapkowe wyjazdy...


Komentuj (4)

21.05.2005 (18:20)


To będzie notka dwuczęściowa.

Część 1
Zapisałam się na kurs. Przyszła do pracy wiadomość, że krótki termin, że trzeba się szybko decydować no i że tanio, bo grantowy. 30 godzin: 1 weekend majowy i jeden czerwcowy. No dobra, idę.

Ale jak przyszłam w piątek do domu, to tak mnie coś nosiło i nosiło, i w miarę upływu czasu coraz mniejszą miałam ochotę na spędzenie siedmiu godzin w sobotę i siedmiu w niedzielę na nasiadówie. Aż wreszcie, gdy nadszedł wieczór, krzyknęłam triumfalnie: "Aaa, mam to w dupie, nie idę!". I dziwna rzecz, od razu lepiej się poczułam i nabrałam sił do życia.

Zwłaszcza, że haftuję maki na nowo uszytej sukience i nie mam czasu na jakieś tam kursy!

Część 2
Panie, obecne na girl's party na tegorocznym Belle i degustujące wyrób Luni bedą wiedziały o co chodzi (ale mam nadzieję, że nie tylko one).

Poszłam dziś z Yen na zakupy. Najpierw zdjęłam z półki 2 mleka skondensowane w puszce o smaku kakao. Potem, przechodząc koło stoiska alkoholowego, zapytałam Yen nieśmiało: "To co, kupić tę wódkę, do tego mleka?". A Yen na to: "No jasne, a co, suche będziesz żarła?"

Komentuj (6)

27.05.2005 (16:21)


Te kurtyny, co je szyłam kilka notek temu wiszą już i są gotowe. A ja dostałam dziś własny egz. scenariusza i w ten sposób stałam sie asystentem reżysera. Nie wiem za bardzo, co mam robić w związku z objęciem tego urzędu, ale spodziewam się, ze to na moją głowę będą spadać wszelkie joby i kurwamacie Pani Reżyser. A niech tam, jeśli efekt będzie taki, jak zawsze, to wszystko zniosę. Najwyżej potem ją walnę (ale już po premierze)!

Tymczasem robię, co mogę i dziś nawet podczas prób leżałam na ławce, starając się wyglądać, jak zblazowana bohema artystyczna.

A temu upałowi już dziękuję. Wystarczy mi zdecydowanie 20 stopni i ani jednego więcej!

Komentuj (7)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów