|
Goście
Archiwum 2008 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 2005 Bibliografie NaszaKlasa MoiKrewni GG
Logowanie |
BLOG MAMOFYEN
22.11.2008 (10:55) Bleee, napadało tego białego gówna, ślicznie jest dokoła, doprawdy, wirują w powietrzu białe płatki, a ja, zamiast się zachwycać, martwię się, że nie mam zimowych opon. Wczoraj po ciężkim tygodniu, kiedy to tylko marzyłam, żeby wejść pod koc i udawać, że umarłam, zebrałam się jednak w sobie i rzuciłam się z łopatką na rozmaryn w moim balkonowym ogródku ziołowym. Zdążyłam, przesadziłam go do doniczki i jak co roku mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się go przeprowadzić przez zimę. Do tej pory wszystkie sposoby okazywały się nieskuteczne. Czy zostawię na balkonie, czy wstawię do domu, to i tak zdycha i na wiosnę muszę kupować nowy. Jednak na balkonie, to nie to samo, co w gruncie. Grunt brzmi solidnie, wiadomo. Ach, jakbym chciała być Annie Hawes, a przynajmniej jej siostrą i mieć ten kamienny domek na liguryjskim zboczu! Tam rozmaryn mógłby robić za żywopłot. Chodzi mi po głowie domowy pasztet. Czekam. Może wejdzie mi do kuchni? A tym, którzy idą dziś na bal, życzymy szampańskiej zabawy i królewskiego samopoczucia. I żeby buciki nie obcierały! Godzina 18.34 - śniegu po kolana, a za oknem błyska się i grzmi. Czy to koniec świata nareszcie? Komentuj (0) 18.11.2008 (20:21) Mam chwilowy dostęp do kompa, bo choć Stary jak zwykle robi projekt i zajmuje non stop to miejsce, to teraz właśnie przyszedł z psem i opadł łagodnie na sofę z "Bolesławem Chrobrym" w objęciach. Dostałam to dzieło wielotomowe w darze do mojej biblioteki od jednej z koleżanek, ale nie nadaje się ono do zaewidencjonowania, gdyż po otwarciu rozpada się na cząstki kilkukartkowe. Mój stary skradł kiedyś pierwszy tom, będąc u mnie w pracy i potem czytał go wieczorami, przy czym kolejne przeczytane już rozdziały wyrzucaliśmy sukcesywnie na makulaturę, gdyż odpadały od całości bezpowrotnie. Teraz przyszła kolej na tom drugi. Laptop na kuracji. Zapytano mnie dzisiaj, czy aby nie spadł był mi on na ziemię, bo wydaje dziwne odgłosy ze swojego wnętrza. W pracy mam ostatnio dużo nadgodzin - zastępuję chorą koleżankę. Skutek tego jest taki, że te małe bachory rzucają się na mnie i obejmują mnie, kiedy zamykam drzwi do klasy lub żwawym krokiem podążam do bufetu na obiad. Madonna Santa, miej mnie w swojej opiece! Komentuj (2) 14.11.2008 (10:24) Mój laptop w sierpniu zakończył gwarancję, a wczoraj zakończył życie. Po kilku wcześniejszych ostrzeżeniach i symptomach zgasł i zamilkł. Mam nadzieję, że uda się go poddać reanimacji, w każdym razie idzie do lekarzy od laptopów i wszystko w ich rękach. Dzięki Radkowi, oby Allah wiecznie pasał jego kozy na zielonych łąkach, udało się uratować wszystkie dane. Chyba. Zanim się to jednak stało, to od tego stresu, strachu i niepewności mało ja sama nie padłam. Teraz czuję się, jak przez walec drogowy przejechana i boli mnie kręgosłup. Muszę to chyba jakoś odreagować. Komentuj (6) 12.11.2008 (16:48) Tak to wyglądało: ![]() ![]()
Komentuj (0) 11.11.2008 (22:41) Ten długi weekend bardzo mi był potrzebny, odpoczęłam. Ufarbowałam włosy; jednak L'Oreal Casting bursztyn, już kolejny raz i najbardziej mi się ten kolor podoba. Byliśmy dziś na listopadowym spacerze, jedliśmy w polu ostatnie dzikie jabłka, razem z psem; trochę my, trochę pies, nie byliśmy chytrusy. Wytropiłam kwitnące mniszki, kwitnące poziomki, kwitnące koniczyny - a to mi dopiero listopad! Zrobiłam im zdjęcia, na dowód. Graliśmy też w "Osadników" i wygrałam. I umyłam miliony garów, aż mi się paznokcie rozpuściły i musiałam krótko spiłować. Komentuj (2) 08.11.2008 (18:44) Córka mnie zapytała, czy następna notka będzie, jak znów będę jechać pociągiem. No dobra... Nie mam czasu. Chodzę codziennie na zabiegi na staw skokowy, odrabiam po przyjeździe zaległości w pracy, zaległości w angielskim, zaległości w czytaniu blogów. Znaczy, znów jestem zarobiona. Poza tym robię sweter na drutach i już na ten sweter to w ogóle nie mam czasu. Pralka pierze, aparat pstryka, ciasto się piecze (pokroić w plasterki dowolną ilość renet obranych ze skórki, wysypać do formy byle jak, zalać biszkoptem w takich ilościach, żeby przykrył jabłka i trochę powpływał pomiędzy i upiec; a potem, jak się mnie ludzie pytają o przepis, to mnie pusty śmiech zbiera). Byłam dziś znów na lumpach i powoli zaczynam się zastanawiać nad sensem istnienia sklepów z odzieżą nieużywaną. I wymyśliłam taką sentencję, która się spodobała, to ją tu niniejszym uwieczniam: "Niektórych ludzi życie opływa łagodnie z obu stron, nie dotykając ich wcale". Ale ja bym się z nimi nie chciała zamienić. Aaaa, zapomniałabym: dzwonił do mnie pan z szalenie ciekawą ankietą, jakby wprost dla mnie stworzoną. Najpierw się zgodziłam, bo jestem istotą społeczną i wiem, że pan musi wykonać swoją pracę - niech mu będzie. Temat pierwszy: ministrowie obecnego rządu. "Ależ proszę pana, ja się tu panu nie przydam, nie mam telewizora, nie znam tych ministrów i oni mnie nie znają" - wystraszyłam się. Ale pan nalegał, więc uległam. Temat drugi: zakupy w hipermarketach. "Ależ proszę pana, ja bardzo przepraszam, ale ja prawie nie używam hipermarketów". Temat trzeci: Szczecin. "Matkobosko, nigdy nie byłam w Szczecinie!" Użyłam całej swojej inteligencji i intuicji, oceniając ministrów, hipermarkety i Szczecin w różnych aspektach w skali od 1 do 6, bo pan brzmiał sympatycznie i przystojnie i głupio by mi było go spławić. A nawet brzmiał dość inteligentnie, oprócz momentu, kiedy powiedział: "minister Grzegorz SZETYNA". Komentuj (5) 04.11.2008 (21:12) A dziś też spałam w pociągu. Dzień dobry :) Komentuj (3) 30.10.2008 (20:25) Dziś śpię w pociągu. Dobranoc. Komentuj (0) 29.10.2008 (19:12) Giełda ruszyła w górę. Jakoś mnie to jednak trochę podniosło na duchu. Bo dotąd miałam raczej w dupie marny los moich oszczędności i wysokość, do jakiej rząd daje gwarancje; nietrudno zgadnąć, dlaczego. Zapomniałam się pochwalić: byłam przedwczoraj na zebraniu szkolnym u Młodego i było to pierwsze zebranie w moim i jego wspólnym życiu, na którym wychowawczyni wręczyła mi kartkę z ocenami i BEZ żadnych uwag. Bez uwag! Ani jednej! Młodsze dziecko też mi się starzeje... Komentuj (1) 28.10.2008 (19:50) Serdeczne życzenia dla wszystkich z okazji przypadającego 28 października Światowego Dnia Wysyłki Sprzętu AGD. Dziś wysłano do mnie moją pralkę i ach, mogę śledzić jej losy w czasoprzestrzeni. I wiem, że weszła do sortowni w Lublinie; jestem wzruszona... No a przed chwilą dowiedziałam się, że również mój aparacik został dzisiaj wysłany. Stąd przypuszczenie, że to właśnie taki dzień świąteczny mamy. Komentuj (4) 28.10.2008 (08:25) W związku ze zmianą czasu wczorajszy mój angielski, trwający zawsze do 22.00 skończył się de facto jakby... hmmm... o 23.00? Nic dziwnego, że jak wróciłam do domu, to czułam się jakbym wzięła udział w Wielkiej Pardubickiej i to w charakterze wierzchowca. Trzeba się będzie jakoś przyzwyczaić. Imbir kandyzowany po bliższych oględzinach jednak nie za bardzo się udał, nie chciał przeschnąć; wykonałam więc małą modyfikację i wrzuciłam go do słoiczka z syropem, w którym się gotował. Wygląda jak skwarki w smalcu, co jednak tylko na chwilę wprowadziło w błąd Młodego, niestety. Dalej nie ma aparatu i nie mogę robić zdjęć, dalej nie ma pralki i nie mogę prać sześciu wsadów dziennie. Owszem, jestem osobą, która chciałaby mieć stary sad i letnią kuchnię, a wieczorami siadywać na schodach drewnianej chałupy i wyplatać łapcie z łyka. No ale z pralką to bez przesady! I outlook mi nie działa i wysyłam pocztę z portalu, co jest niczym powrót do obyczajów Przodków. Komentuj (4) 25.10.2008 (12:09) Jestem debilem i starą sklerotyczką. Uruchamiam właśnie w moich bibliografiach dział "Murator", bo nazbierało mi się już tych opisów i czas je wypuścić w świat. I znów to samo - pamiętam kolejne kroki, robię wszystko jak zawsze, kopiuję z dysku na ftp kolejne foldery, tak jak już kiedyś, nie raz zresztą, to robiłam. I co? W pewnym momencie nie wiem, co dalej, żeby te łącza działały. Próbuję tak i siak i wiem, że nic nie wymyślę; wiem też, niestety, że to było na pewno kretyńsko proste. Jak ja tego nienawidzę! Czekam więc na córkę, niech tylko da znak życia. I znów mi pomoże, przypomni i będę mogła dokończyć. Który raz? Setny raz! Że też ona wciąż jeszcze ma do mnie cierpliwość. Komentuj (3) 24.10.2008 (20:34) Pralki nadal nie ma, ale zmusiliśmy jeszcze tę starą i właśnie obraca drugi wsad, a ja nadsłuchuję z niepokojem. Pierze cichutko dosyć, ale jak zaczyna płukać, albo jeszcze i wirować, to matkobosko. Jakaś zmęczona jestem w ten piątek. Młody dziś poszedł najpierw na zebranie wolontariatu a potem na koncert, co mu matka bilet kupiła. Całe popołudnie go nie ma, co w piątek jest raczej niezwykłe, bo powinien właśnie siedzieć w swoim pokoju ogłuszony muzyką i oślepiony monitorem kompa. Niby dobrze tak mieć wolną chatę i ciszę w domu w piątkowy wieczór, ale chyba jednak wolę jak stado trzyma się razem. A Agnieszka dzwoniła, że szykuje się dziś impreza za imprezą i ma zamiar potem wracać na miasteczko wraz z wrzeszczącym stadem, więc żebym się nie martwiła. Za tydzień o tej porze będę już całkiem gdzie indziej, po całej nocy w pociągu, tuktuk, tuktuk, tuktuk... I zobaczę tam najważniejsze Kobiety mojego życia! Komentuj (0) 20.10.2008 (17:17) Moja pralka zdechła. Kupuję więc nową - na raty, przez Internet. Niefortunnie zaczęłam w piątek po osiemnastej, a przecież o tej porze, jak wiadomo następuje zastój i dni powszednie zastygają w bezruchu. Dziś więc kontynuacja, wszystko gra i bucy, zamówienie złożone, wnioski powysyłane; teraz czekam - z regulaminu zakupu wynika, że będą mnie weryfikować telefonicznie w ciągu dwóch godzin. Kazali przygotować drugi dokument tożsamości, więc rzuciłam się do szuflady w poszukiwaniu nieużywanego prawa jazdy. Jest! Wreszcie się do czegoś przyda. Komentuj (5) 18.10.2008 (21:58) Dziś o żadnych rodzynkach nie ma mowy, dziś jest dzień okropny i parszywy. Dzień, którego połowę przeryczałam właściwie bez sensu; a w dodatku to jeszcze nie było najgorsze, co dziś zrobiłam. Teraz jestem wykończona i słaba jak mucha październikowa. Przed chwilą za sugestią Pagana posłuchałam Ohodlo na YouToubie i nawet się cudem nie poryczałam, ale jak potem odruchowo wlazłam po sąsiedzku na Jandę z tego samego koncertu to już było ponad moje siły. Jutro będzie lepiej, bo chyba inaczej być nie może. Postanowiłam sama zrobić imbir kandyzowany, bo ten, który kupiłam w pachnącym sklepie z herbatkami ma cenę zupełnie kretyńską. Taki przepis znalazłam w necie: Imbir obrać, pokroić w kostkę 1 x 1 x1 cm. W garneczku rozgrzać szklankę cukru (dolać odrobinę - dwie, trzy łyżki wody - żeby się nie przypalił.) Jak za łyżką pociągnie się nitka sztywnego cukru to jest gotów. Na talerzyk wysypać cukier puder. Do wrzącego cukru wrzucić imbir i dać mu się trochę podsmażyć. Nabierze różowego koloru. Kiedy wygotuje się sok z imbiru a cukier zacznie przywierać do kostek imbirowych wybierać i obtoczyć w cukrze pudrze. Zostawić do wyschnięcia. Jakby nie schło, to jeszcze raz obtoczyć w cukrze pudrze. (http://www.qigong.info.pl/qigong/kuchnia/ciasta/ciasto04.html) Jak mi się uda, zrobię mu zdjęcie. Dobranoc. Komentuj (3) 14.10.2008 (21:13) Zaczął się sezon - społeczeństwo żre czosnek i jeździ w tym stanie autobusami. Szlag! Oglądałam dziś wreszcie nowe centrum handlowe, ale nie dla mnie ten sport. Jak widzę to szaleństwo szmacianych szmat w sklepach odzieżowych i tych ludzi macających i przymierzających wszystko po kolei, to chce mi się wyć. Wszechświat - wszechszmat. Następny raz przewiduję za pół roku. Ale kupiłam sobie w prezencie dwie piękne zielone herbatki z płatkami, kwiatkami i innymi wonnościami. I grube kawałki kandyzowanego imbiru na przegryzkę - rewelacja! Komentuj (4) 13.10.2008 (23:33) Nie jest tak źle na tym angielskim, da się wytrzymać. Okazuje się, że chyba jednak nie wylecę na zakręcie i że te panienki, co tak cudnie mówią, to w całej reszcie już nie są takie mądre. Moje pilne wkuwanie słówek z poszczególnych zajęć i odrabianie wszystkich prac domowych daje właśnie teraz efekty, no bo jak trzeba powiedzieć, co to jest extended family, to tylko ja wiem, a jak robimy ćwiczenia z gramatyki, to panienki mówią „ajv noł ajdija”. Więc tak się już nie stresuję, że nie umiem mówić, bo widzę, że umiem co innego w to miejsce. Dam radę. Jednak na zajęciach muszę być przez całe 90 minut skupiona w najwyższym stopniu bo tempo jest zawrotne i chwila nieuwagi może spowodować katastrofę. Na razie nadążam i wszystko rozumiem. I cielęcy zachwyt mnie nie opuszcza! Mój śliczny pomarańczowy aparacik został skrzywdzony i jest w szpitalu. Jak już będzie wyleczony i do mnie wróci, porobię jakieś zdjęcia. Jesień jest fotogeniczna. Komentuj (0) 12.10.2008 (13:21) Byłam na balu w sukience nie dość, że jasnej, to jeszcze i krótkiej. Jak nie ja. Ale czułam się nawet nieźle w tej kreacji, ku własnemu zdziwieniu. Być może ma to jakiś związek z pitym alkoholem? Możliwe. A w związku z przypływem nieoczekiwanej gotówki (choć jeszcze nie wiem, w jakiej kwocie), kupiłam sobie bilet na kuszetkę do mamy i z powrotem. W napadzie entuzjazmu wymyśliłam też super zajebiście atrakcyjny mikołajkowy prezent dla Młodego. No ale musi zasłużyć. Jak nie zasłuży, to dostanie skarpetki. A teraz idę robić kluski śląskie do tej kaczki pieczonej. Komentuj (3) 08.10.2008 (21:55) Zagadka: co to jest?
Komentuj (4) 07.10.2008 (22:44) Nienawidzę dzisiejszego dnia, dobrze, że już dogorywa. A jutro zobaczymy. Sunia idzie do fryzjera i na pazurki. Ja idę do biblioteki oddać kilka kilogramów książek i wypożyczyć coś może. Mięso na jutrzejsze mielone zmielone i wymieszane ze wszystkimi dodatkami, czeka w lodówce. A, tu mi się przypomniało, że przeczytałam kiedyś skład na opakowaniu produktu „mięso mielone” w pewnym sklepie, który jakie to szczęście, że jest tak blisko. No, mielone to ono było, ale mięso, to już niekoniecznie. W składzie pół tablicy Mendelejewa i mielony groch. Ludzie, Wy to jecie? I dajecie to swoim dzieciom? Ratunku!!! Ale nic dziwnego, że ma cenę zbliżającą się do zera. Natomiast w tym samym sklepie jest najlepsze ciasto francuskie z dostępnych na rynku, chłodzone a nie mrożone, od razu można robić. I mozarella w zalewie też niczego. Boże, ciągle o żarciu. Powinnam znów przestać jeść. Może w poniedziałek (bo na sobotę planuje upiec kaczkę). Widziałam dziś fotel, jaki Iskra będzie miała w swoim gabinecie. Hmm, aż by się chciało usiąść i dać sobie przeleczyć kanałowo wszystkie trzonowce… (Aaaaaaa! Żartowałam!) Komentuj (1) |
Czytam bo znam Delajati Ed Ela Elfka Iskra KN Książę Lorika MotylaNoga Megaira Merigold Snafu WróżkaJeżynka Wawasapki Yen Znam bo czytam Aggie Barbarella DrLecter DrMorfeusz Dzas Haniuta Pierwsza Sistermoon Soso Wszczebrzeszynie Nie tylko zdjęcia Artplikacje CudaMerigold Dulbeb Jacek KrapkowyFotoblog LeśneDrogi PhotoMeg Yendza Ludzie Janda Janerka Kazik Nohavica Pascal Pesto Miejsca Allegro Bank Osloskop Pińczów Polityka WOŚP YouTube Link za link DrJekyll Gliniany |