Z tym spaniem w lesie to było tak.

Młody cierpiał na ból gardła właściwie przez cały tydzień, zwłaszcza w porze porannego wstawania do szkoły, ale uczciwie muszę przyznać, że nie tylko. Migdał go bolał i bolał, ja jakaś zalatana byłam i dopiero pod koniec tygodnia kupiłam mu neoangin; miał ssać.
W piątek wieczorem wracałam późno od dentysty i Młody wyszedł mi naprzeciw; od razu zarzucił mnie prośbami. I kłamstwami, jak się później okazało.
- Mamo, mamo, proszę, pozwól mi jechać do kolegi do Ł. na noc, proszę!
Od razu kazałam mu to sobie wybić ze łba, z tym chorym gardłem, a tam wiejski dom nieogrzewany i wilcy wyją po polach.
–Dlaczego? Mamo, błagam cię, już mnie gardło wcale nie boli, nie będzie zimno, rozpalimy w kominku... A tata właściwie już mi pozwolił!
Ożesz jego mać, pomyślałam agresywnie, ale wobec konieczności zachowania jednolitej linii wychowania, zmiękłam nieco.
Potem się okazało, że to wszystko gówno prawda i że Stary wcale mu nie pozwolił, ale było już za późno, a Młody już wyjechał do Ł, z podwójną porcją kasy (ode mnie i od Starego, bo wziął od nas obojga „na bilet”, zanim zdążyliśmy się spotkać i skonfrontować).
Wrócił następnego dnia koło południa, bo miałam z nim jechać na zakupy i owszem, pojechaliśmy (oczywiście, po uprzednim zastosowaniu jednolitej wychowawczo rodzicielskiej przemocy słownej!).

Minęła sobota i niedziela, w poniedziałek po południu zahaczyłam Młodego:
-A ty całkiem zdrowy jesteś, widzę, po tym spaniu w niedogrzanej chałupie. Gardło cię już nie boli?
Młody spojrzał na mnie z politowaniem i powiedział:
-To wam teraz powiem prawdę.

I powiedział. Było ich trzech, a jeden miał prawdziwą profesjonalną wojskową rację żywnościową. Poszli ze śpiworami do lasu, najpierw rozpalili ognisko, wykopali dziurę w śniegu, wyścielili ją gałęziami, naciętymi w lesie. Weszli do śpiworów i leżeli tak przy ognisku i gadali do trzeciej w nocy. Nie, nie było zimno i właściwie, to blisko ogniska miał tylko nogi, no bo spodnie i buty miał mokre...
Dopiero o trzeciej zaczęło im się zimno robić, więc poszli do domu, rozpalili w kominku i wtedy to już poszli spać.
To była noc z 29 na 30 stycznia, średnia temperatura miesiąca – około minus sześć.


-Wiesz co, ten twój syn to ma chyba coś z banią – powiedziała Ania M., której to opowiadałam w pracy.

Wiem.
(1320)


Tak napisali inni:

jolka

  10.02.2010, 23:14   82.160.49.35
Od trzech lat mieszkam w chałupie na wsi, jedynie z kominkiem. Tej zimy temperatura w niej wynosi od 0 do 15 stopni. Od trzech lat w zasadzie nie choruję. Bo złamania i wypadki komunikacyjne się przecież nie liczą.
Bania nie bania ale coś na rzeczy jest.

Yen

  10.02.2010, 12:56   195.116.242.254
Mam :)))

el

  10.02.2010, 12:37   195.150.233.34
to akurat jest objaw zdrowia psychicznego:)

Mam :)

  10.02.2010, 10:24   83.18.217.250
Ja myślę, że my wszyscy mamy coś z banią - ja, że piszę tego bloga, a Wy, że go czytacie!

el

  10.02.2010, 10:23   195.150.233.34
co nie znaczy ,ze popieram wczesniejszą "organizacyjną" akcję.
pozdrowienia:))

el

  10.02.2010, 10:22   195.150.233.34
nieprawda. ja mu zazdroszcze i podziwiam.zawsze tak chcialam zrobic, ale sie nie zlozyło. chyba ze tez mam coś z banią?????

Adam Gliniany

  09.02.2010, 23:54   81.190.112.194
Pomijając fakt, że ściemnianie Wam to niefajne jest, Młody wykazał się całkiem sensownym podejściem do kwestii gardła. Już wyjaśniam.
Otóż mam w życiorysie prawie dwuletni (dwie zimy, z czego jedna taka solidna) okres mieszkania w czymś, co przy odrobinie dobrej woli można nazwać stanem surowym, zamkniętym. Z zimną wodą li jedynie. I kominkiem. Palić w tym ostatnim odechciało mi się już pierwszej zimy i przez najbliższe lata nigdy nie byłem tak zdrowy, jak wtedy. Czasem tak jest, że tego typu przygoda leczy z przeziębień - nie wiem, jak i dlaczego, ale pomaga. Tak samo, jak solidna porcja lodów może pomóc na bolące gardło.
A Młody mógłby się zahartować, to naprawdę fajne jest.
Pozdrawiam.
Ownlog.com :: Wróć