Pierwszy raz w życiu mam teraz coś takiego, że chciałabym przestać pracować. Niby jeżdżę do tej pracy, ale jak już tam jestem, to cały czas myślę tylko o tym, żeby stamtąd wyjść jak najprędzej. Dawniej tego nie miałam, jakąś równowagę to wszystko trzymało: praca – dom, wiadomo. A teraz jest inaczej.
Myślę, że ma to związek z przeprowadzką i z tym, że miejsce do którego wracam, to jest już zupełnie inna bajka, niż kiedyś.
Oszalałam z zachwytu.

Właściwie, to mogłabym stąd wcale nie wychodzić. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby moje życie zawęziło się do tego miejsca. Mogłabym bez końca chodzić po polach i pracować w domu i ogrodzie, gdzie zajęć jest bez liku i wiadomo, że zawsze będzie.
Cudownie jest w ferie i wakacje; jak Stary jedzie wtedy do miasta i chce mnie zabrać ze sobą, to ja tylko kombinuję, jak by się tu wymigać.

Pustelnikiem jednak nie jestem i nigdy nie byłam, potrzebuję ludzi, cieszę się więc z odwiedzin przyjaciół i cieszę się, kiedy ja ich mogę odwiedzić.
Ale kiedy znów zostaję sama, jestem szczęśliwa, że mogę tu celebrować moją emigrację wewnętrzną - bez marketów, banków, szkół i kościołów, telewizji, spalin i sygnalizacji świetlnej, dresiarskiego towarzystwa wrzeszczącego pod blokiem i sąsiadów nad, pod i po bokach.

A co najdziwniejsze - kiedy byłam młoda, w ogóle takich odczuć nie miałam.
Musiałam dorosnąć.


Tak napisali inni:

el

  17.01.2011, 14:25   195.150.233.34
sie zestarzeć?;-)
Ownlog.com :: Wróć