Młody pokwestował w WOŚP, zakończył pierwszy semestr drugiej klasy nie tak znowu najgorzej, ma ferie.
Kolano Młodej zostało parę dni temu uwolnione z ortezy, może więc już pomykać luzem, choć jeszcze niesymetrycznie.
Jadą więc do Miasta Stołecznego Kraków i odwiedzą też babcię w Miasteczku, co się szczęśliwie zbiegnie z Dniem Babci.

Zostaniemy sami. Od wtorku będę codziennie jeździć na zabiegi rehabilitacyjne na ten mój szyjny kręgosłup.
Planujemy też kompleksowe przycinanie drzewek i krzewów w ogrodzie, niektóre z nich wymagają radykalnego odmłodzenia, a teraz, kiedy nie ma liści, widać wszystkie szczegóły. Ja się dokształcam, czytam i wykopiowuję - jak z leszczyną, jak z lilakami, a róże pnące tak, a wielkokwiatowe siak; wszystko mi się plącze. Dopóki pierwszy raz tego nie zrobię, to tak będzie - w głowie groch z kapustą.

Będzie przez te parę dni mniej gąb do wyżywienia, mniej gotowania i w ogóle używania kuchni, więc może Stary zacznie budowę okapu kuchennego. Przykryje on piekarnik i płytę gazową, zamykając bryłę niby-pieca i też będzie wytynkowany gliną, tak jak ściana całej kuchennej części.

Dziś termometr za oknem pokazywał sześć na plusie, ale ten śnieg w ogrodzie nie zamierza się roztopić. Modlitwa o deszcz wskazana; on mi może pomóc. Bo kiedy tylko pojawi się wreszcie spod śniegu ziemia na miejscu, gdzie od tego roku będę miała ogród warzywny, Stary będzie mi tam mógł rozłożyć kurzy obornik, czego nie zdążył zrobić w listopadzie.
Nie wiem tylko, czy ten śnieg się stamtąd wyniesie, zanim spadnie następny.

Dziś Stary pięknie wyfugował zaprawą glinianą część ceglanej ściany w tylnej sieni. Zdjęcia nastąpią...


Tak napisali inni:
Ownlog.com :: Wróć