Kiedyś zawieszałam się w marketach przy regałach z farbami do włosów. Może się to wydawać dziwne, bo nie należę do osób, które wciąż farbują włosy... czasem tam się machnę na rudo, ale raczej w formie epizodów szybko przemijających. A przy tych regałach z farbami – koniec. Stawałam jak zamurowana, oglądałam, czytałam, macałam i nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. I nie miało to żadnego związku z faktem, czy zamierzałam kupić jakąś farbę, czy też nie. Stary mnie poganiał, a ja marzyłam o tym, żeby poszedł sobie w cholerę i zostawił mnie tam na zawsze.

Teraz mam to samo z nasionami. Wchodzę do sklepu, a tu właśnie sezon i wszędzie nasiona, cebule, kłącza i sadzonki. I znów się zawieszam – stoję, gapię się, tętno mam przyśpieszone, zez (oczywiście zbieżny) i ślina mi cieknie po pysku. Mam już solidny rozsadnik na wielkim kuchennym parapecie – obsiany i wschodzący, złożone zamówienie w sklepie internetowym z realizacją w kwietniu, a pod sekretarzykiem w pękatej torbie gromadzę kupowane nasiona.

Jak pomyślę trzeźwo, to obawiam się trochę, że zarobię się na śmierć w tym moim ogrodzie, w którym w tym roku pierwszy raz będę mogła szaleć przez cały sezon wegetacyjny. I będę już sama zbierać niektóre nasiona.
A wczoraj... jeszcze chociaż trzy paczuszki pnącej nasturcji...


GG mi tu pokazuje, że Młody ma jutro urodziny, złóż życzenia, wyślij prezent, niepotrzebne skreślić, właściwe podkreślić.
Czy ono jest głupie jakieś?
Sama wiem!


Tak napisali inni:
Ownlog.com :: Wróć