Mam lawendę w czterech fazach rozwoju.

Pierwsze trzy krzaczki kupiłam rok temu, jeszcze bez jakiejkolwiek idei przewodniej, tak po
prostu, do ogródka ziołowego. Ładnie kwitły, okryłam je na zimę, przezimowały, teraz na
zeszłorocznych patykach wypuszczają mnóstwo nowych przyrostów.


Zimą, między ustąpieniem naturalnego okrycia ze śniegowej czapy a przykryciem
agrowłókniną, pobrałam z nich kilkanaście sadzonek, które zgodnie z jakimiś sugestiami z
netu umieściłam w porcelanowym naczyniu z mokrym piaskiem. Podlewałam, przykrywałam,
ale nic z tego nie wyszło i wszystkie wyschły. No, przepraszam, jedna się ukorzeniła, trafiła
najpierw do dalszej uprawy w doniczce torfowej, a potem na rabatę. Marna jest, ale żyje i
rośnie tam sobie powolutku.
Wczesną wiosną, podczas przycinania tych trzech krzaczków przed nowym sezonem
wegetacyjnym, pobrałam z nich jeszcze około pięćdziesięciu sadzonek i umieściłam je w skrzynce z ziemią w tunelu foliowym. Sprawdzałam po miesiącu – nic. Natomiast od jakiegoś
tygodnia sadzonki mają na czubkach gęste pęczki młodych listków; wiem, że to jeszcze o niczym nie świadczy, ale... dzisiejsza ekshumacja widelcem, wykazała na drugim końcu korzenie!

I to będzie, mam nadzieję, pięćdziesiąt kolejnych krzaczków.

Teraz łatwizna – na lokalnych targach ogrodniczych kupiłam dziewięć krzaczków, wysadziłam
na rabatę, rosną.


A teraz harcore. W lutym dostałam trzy opakowania nasion lawendy. Stratyfikowałam
je w lodówce, potem wysiałam do doniczki i... długo, długo nic. Jak już miałam ochotę
wyrzucić, zaczęło coś wyłazić, jakieś dziwne sercowate liścienie na cienkich nitkach, jakieś pierwsze listki o kształcie w niczym nie przypominającym liści lawendy. Stało to rachityczne niewiadomoco cały czas na oknie i rosło powoli, a ja liczyłam. Najpierw wzeszło osiem, po paru dniach było już szesnaście, ale cały czas nie miałam pewności, czy to w ogóle jest lawenda. Teraz już najstarsze z tych sadzonek wyglądają przyzwoicie i mają charakterystyczny zapach, a wciąż kiełkują nowe.



Razem – potencjał około stu sadzonek po niecałym roku mieszkania tutaj. No! Nie siedzę i nie pierdzę w stołek.


Tak napisali inni:

Yen

  11.05.2011, 10:21   213.180.137.170
Mojej Mamusi wyrasta nawet wsadzone zielonym do dołu!

DoDa

  10.05.2011, 07:30   178.217.39.194
Problem tkwi w tym, jak pobierać te nieszczęsne sadzonki.Stary krzew wykopać i oddzielać? Czy może odłamać gałązkę.... Jestem w tej fazie eksperymentu.... hm....

Mam -> DoDa

  09.05.2011, 11:43   83.18.217.254
No właśnie o tym jest ta notka!

DoDa

  09.05.2011, 08:33   178.217.39.194
A może wiesz, jak tę lawendę rozmnażać? Kocham tę roślinę. Co roiku wsadzam kolejne krzewiny. Chcę mieć więcej i więcej... A drogie są sadzonki, jak na moje potrzeby...
Ownlog.com :: Wróć