Róże mam w tym roku nieciekawe i prawie wszystkie kwitną gorzej, niż rok temu, a z tego prosty wniosek, że jest im źle tam, gdzie rosną. Od wiosny będę chyba przenosić różankę na tyły domu, może nawet coś zacznę jesienią, ale muszę najpierw przemyśleć, jaki będzie w ogóle jej układ. Obecne różanki są w miejscu beznadziejnym, bo to najniższe miejsce w ogrodzie, więc spływa tam zimne powietrze zimą i na wiosnę, kiedy to jest najgroźniejsze. Poza tym do róż trzeba podejmować specjalną wyprawę, a powinny one być w miejscu, gdzie spędzamy najwięcej czasu. W nowym miejscu będą też miały więcej słońca.

A plan jest taki, że warzywnik wywędruje na pole za ogrodem, a różanki na obecny warzywnik. Wtedy jednak trzeba by było przeciągnąć wodociąg na to pole, bo o ile mogłam ganiać do dyniowatych z konewkami, to do całego warzywnika już bez przesady.

Po tych trzech latach wiem już też, jakie rośliny chcę mieć na różankach jako tło dla róż. Na pewno nie są to bodziszki i orliki, które rozrastają się w monstrualne krzaczory i potem na takiej różance jest sytuacja, że nie wiadomo, kto tu rządzi. Lawenda, dzwonki karpackie, wrotycz maruna, gipsówka i inna drobna galanteria to zdecydowanie lepszy pomysł; no i koper oczywiście!

Wiatrołap powoli się buduje, najważniejsze, że wyszedł już ponad poziom podłogi, bo ten etap trwał długo i źle mi robił na morale. Stary dłubnie coś z doskoku jak ma czas, ale postęp widać.







Wczoraj byłam w naszym lasku i nazbierałam cały kosz grzybów, w tym trzy prawdziwki, jeden czerwony kozak i reszta szarych. Teraz muszę chodzić codziennie, bo jest wysyp i szkoda, żeby robale rzucały się na moje grzyby wcześniej niż ja. Ponieważ suszone mam jeszcze z zeszłego roku, to postanowiłam w tym roku porobić duszone z masłem i cebulą i pozamrażać w workach gotowe porcje. Potem do mięsa lub makaronu jak znalazł.
We wczorajszym grzybobraniu towarzyszyły mi obydwie kotki, które się tego lata rozbisurmaniły i ganiają po wiosce, oraz polują na nornice u sąsiadów, bo u nas boją się Kory.







Kurczaki są już duże i prowadzą tryb życia taki, jak reszta kurek, ale raz dziennie dostają jeszcze specjalne jedzonko, no bo przecież wciąż rosną. Są wtedy zamykane w wolierce, do której zresztą same galopem przybiegają, jak tylko zobaczą, że niosę im żarcie.
Jak się najedzą, to kładą się na słoneczku w piasku i odbywają sjestę.
Dostają nadal inne ziarno, niż dorosłe kury, więcej zbóż, gotowane ziemniaki, siekane gotowane jajka, twaróg, pomidory i różne warzywa i zieleninki. No i jeszcze coś z kredensu – płatki owsiane, kaszę jęczmienną, kaszę mannę, bułkę tartą, suchy ryż – dla urozmaicenia.
Te dziewięć kurek, to pierwszy w moim życiu lęg naturalny i całkowicie ekologiczny, bo małe wysiedziane i wychowane zostały przez kwokę i od urodzenia nie dostają żadnych sztucznych pokarmów, szczepionek, leków czy innych ulepszaczy. Jestem naprawdę dumna. A w styczniu sześć młodych kurek powinno zacząć znosić jajeczka i wtedy nadmiar będę mogła sprzedawać.



Już bez cienia wątpliwości można odróżnić koguciki od kurek - tu widać dwa koguciki.


Tak napisali inni:

Mam

  23.08.2013, 18:52   178.217.39.212
:)

DD

  23.08.2013, 18:09   178.217.39.212
Wow, to już czas na grzyby się wybierać.
A kurza młodzież nieźle się prezentuje.
Serdeczności.
Ownlog.com :: Wróć