Dziwna to była Wielkanoc – bo w domu co prawda miło i spokojnie, a dookoła jednak aura smutku. Sprawy niby nie bezpośrednio u nas, ale blisko, ale nie pozwalające mi oderwać myśli. Pogoda pięknie dopisała i świąteczną niedzielę w dużej części przeleżałam na kocyku na trawie, śpiąc i czytając na zmianę.
Sobotni żurek z białą kiełbasą zjedliśmy w ogrodzie pod leszczyną, ale zanim to nastąpiło, miałam mały wypadek i oparzyłam się żurem, podnosząc z kuchenki pełen spory gar z prawie_wrzątkiem. Chlupnęło tu i tam, złapałam lekką panikę, ale w sumie okazało się, że brzuch ochroniło klika warstw ciuchów, natomiast ręka w nadgarstku i noga nad kolanem wymagały kilkugodzinnych okładów schładzających.

W sobotę nastąpił też czyn haniebny, popełniony przez Młodą… A było to tak:
Świąteczna niedziela, szukamy Dziuni. Gdzieś tu była, ale gdzie, ale kiedy? No, ta łachudra rozpoczęła włóczęgowanie po wiosce, pomyślałam, bo Dziunia co prawda wychodzi na zewnątrz przez dach, ale wtedy urzęduje wyłącznie w górnych rejonach ogrodu, natomiast na wioskę lubi wyskoczyć dopiero wtedy, gdy mamy w ciągu dnia otwarte tylne drzwi ogrodowe.
No więc tak poszukałam jej trochę, ale bez zbytniego zaangażowania.
W poniedziałek przed południem wołałam już po ogrodzie: Dziunia, Dziunia! – z nadzieją, że wylezie gdzieś z krzaków, bo uświadomiłam sobie, że nie widziałam jej od soboty. I tu na szczęście tknęło Starego, któremu gwałtownie zderzyły się odpowiednie synapsy i poszedł na górę i otworzył zamknięty pokój, uwalniając głodnego nieszczęśliwego kotka, zamkniętego tam bez jedzenia, picia i miłości!
To Młoda tam była na chwilkę w sobotę przed południem, a kot wtedy czym prędzej zilustrował opinię, że koty zawsze znajdują się po nieodpowiedniej stronie drzwi.
To wszystko by się nie wydarzyło, gdyby ten kot umiał miauczeć tak, jak nie umie.

W niedzielę byliśmy na spacerze w lesie, poszukać miejsca po niemieckim cmentarzu, o którym słyszałam, że tu był. Znalazłam tam ciekawą odmianę barwinka, który ma kwiaty o podwójnych płatkach i kilka sadzonek ostrożnie przetransplantowałam do ogrodu.





A w ogrodzie wczoraj rano powitały nas kwitnące czereśnie i świdośliwa. Kiedy kwitną czereśnie, można już sadzić kukurydzę. Mam dwie odmiany i dziś powpycham ziarenka do ziemi, zobaczymy, co z tego wyjdzie, bo kukurydzy jeszcze nie siałam. Moim celem nadrzędnym jest tu uzyskanie kukurydzianego żywopłotu koło uli, żeby pszczółkom nie wiało z pola.

Na zajączka dostałam od Starego prawdziwego stracha na wróble! Będzie strzegł mojego nowego warzywnika za ogrodem.






Tak napisali inni:

incognito

  29.04.2014, 15:34   77.253.130.60
brakuje w łapie kija z trzepoczącymi na wietrze foliowymi paskami,.... to działa.

DD

  23.04.2014, 17:26   178.217.39.212
I bardzo dobrze! Taki gość bez butów w polu! Toż to o pomstę woła! Kto się takiego bez butów wystraszy?

Mam

  23.04.2014, 17:00   178.217.39.212
No właśnie z powodu butów zareklamowałam go u Producenta :)

DD

  22.04.2014, 19:02   178.217.39.212
Fakt, kurtka porządna, ale i jegomość z niego przystojny. Buty trza mu wdziać. Jakże to tak bez butów w polu stać!?

Mam

  22.04.2014, 14:23   178.217.39.212
Zależy, kogo! Moje dzieci mówią nawet, że zbyt porządną ma kurtkę i może ją stracić!

DD

  22.04.2014, 13:26   178.217.39.212
Wow! Jaki sympatyczny strach! Przepraszam, czy on ma straszyć , czy wabić?
Ownlog.com :: Wróć