Znów mi czasu brak i brak. Ganiałam od marca wciąż do dentysty w celu konserwacji systemu żującego, a do tego dwa razy w tygodniu biorę udział w próbach do spektaklu jubileuszowego, albowiem chwilowo zostałam artystką sceniczną.
To wszystko sprawia, że żałuję tego co powiedziałam, ach żałuję strasznie i pragnę odszczekać, jakobym mniej więcej na bieżąco wyrabiała się z ogrodem. Może tak mi się wydawało przez chwilę, ale to już minęło.
Natomiast faktem bezsprzecznym jest, że ogród wygląda już pięknie, porobiło się tyle klimatycznych zakątków, ładnych miejsc i widoków, a te, które są brzydkie stanowią już zdecydowaną mniejszość. Na przykład na środku mamy stertę złomu, ale nie taką znów ogromną. No i wciąż ten kibel do rozebrania.
Stary w końcu wygenerował w swojej głowie wizję naszego ogrodu, ale o tym sza-sza. Poniża mnie teraz i traktuje jak kobietę muzułmańską i deprecjonuje moje dokonania. Wymyślił, że mogę się rządzić w kwestii roślin mniejszych od perzu, a pozostałe należą do niego.
Ożesz, w dupę jeża, a jak ja przez cztery lata jednoosobowo tyrałam i orałam, ogarniając koncepcyjnie i wykonawczo, to mu to nie przeszkadzało! Wtem się ocknął i się rządzi.
Ale ja mam swoją godność ogrodniczą i sponiewierać się nie dam.

Pierwszy miodek udojony – 8 kg z pierwszego ula z wczoraj, dziś ciąg dalszy. Wcześnie w tym roku, bo rok temu był dopiero ósmego czerwca. Stary wybrał wczoraj z pierwszego ula i jest to wielokwiat złociutki, jak w mordę strzelił, choć spodziewaliśmy się rzepaku.
Nie za dobra jest aura, i trzeba lawirować między opadami i chmurzyskami, bo miód wybiera się przy słonecznej pogodzie, kiedy pszczółki zajęte są pracą. Wtedy nie w głowie im napady na Starego.
A Stary od stycznia przykładnie się odczula, co miesiąc jeździ na klinikę.

Wczoraj byliśmy na targach ogrodniczych i mamy nowe drzewka – brzoskwinię i nektarynkę. I piękne kózki były na tych targach, takie miziate jak pieski.

Kwitną już bzy, zaczyna kwitnąć kalina koralowa. Róże w tym roku zapowiadają się szaleństwem kwiatów. A te nowo kupione wiosną wybudowały już piękne krzaczki. Mam na nich trochę mszyc, ale niewiele i tylko na niektórych; zbieram ręcznie, albo spłukuję silnym strumieniem wody z opryskiwacza, podkładając rękę od spodu, żeby nie połamać kruchych młodziutkich pędów.
Mam już około dziesięciu różnych hortensji bukietowych, niektóre to młode sadzonki z ukorzenionych patyczków, więc kwiaty dopiero w przyszłym sezonie.
Na polu wszystko pięknie powschodziło: marchewka (3 odmiany), pietruszka, buraki (2 odmiany korzeniowe i 1 liściowa), pory i selery z kupnej rozsady, kalarepka z własnej rozsady, cebula z dymki i cebula z siewu – każda w 3-4 odmianach. No i jeszcze buraki pastewne dla kurek w 3 odmianach i trochę kukurydzy. A w ogrodzie fasola tyczkowa i podfoliowe skarby: pomidory, rukola, sałata rzymska, sałata lodowa i czerwona strzępiasta, koperek i szczypior z cebulki rodzinnej.
Te ostatnie akapity, to oczywiście wszystko z kategorii „niższe od perzu”.

Ponieważ kwitną ostatnie tulipany, to na koniec jeszcze przegląd: moje tegoroczne tulipany.






























Tak napisali inni:

DD

  19.05.2014, 18:14   178.217.39.212
Tulipany przecudne. Szczególnie te powyginane i poszarpane.

B.

  19.05.2014, 17:10   193.239.124.113
Niesamowite tulipany :)

mamofyen

  18.05.2014, 14:46   178.217.39.212
Pi, Ty to się znasz na polityce :)

pi

  18.05.2014, 13:52   89.65.92.118
Achitekt bywa przydatny dopiero w momencie, gdy ma z czego budować.
A stworzycielka jesteś Ty, MamGosiu :-)
Ownlog.com :: Wróć