Wpadam z pracy o 17.45, a Stary pyta: co tak wcześnie? No mamuńciu, całe życie z wariatami, jak mawia Anka.
Miałam dziś ostatni taki długi poniedziałek, bo to dzień, który kończę kółkiem, no takim szkolnym kółkiem, takim: mamo, idę na kółko. Właśnie dziś było ostatnie kółko przewidziane na ten rok szkolny. Z ostatniego kółka głupio byłoby uciec, zwłaszcza, że już uciekli uczniowie, no prawie wszyscy, ale dwóch zostało, więc zrobiłam minę poważną i wywiązałam się do końca.

Zaczął się już sezon wiecznie brudnych nóg, którym przyglądam się co wieczór ze zdumieniem, że można aż tak. I jest już ten cudny czas, kiedy nocami drzwi do ogrodu są otwarte i wystarczy je tylko podeprzeć jednym kamieniem od wewnątrz, a drugim z zewnątrz, żeby nie skrzypiały na wietrze. Kora wywiązuje się wtedy ze stróżowania wchodząc i wychodząc wedle potrzeb i nie zawracając nam, śpiącym, dupy i nie tupiąc przy łóżku raz z jednej, raz z drugiej strony.
A nad ranem słychać, jak koguty pieją w kurniku, gdy tylko się rozwidnia. Wtedy wstaję, idę półprzytomna i otwieram im domek, a potem szybko wracam do łóżka i śpię dalej.

Ogród kwitnie, ogród pachnie, pięknie jest...

Kocham moje życie takim, jakie ono jest, spoczywam w tu i teraz i kołyszę się na fali.


Tak napisali inni:
Ownlog.com :: Wróć