Wieje wiatr, sprząta ogród, już jest tak pozamiatane, że można by było zaczynać nowy sezon. Ale są też straty – trzasnął u nasady ogromny konar stuletniej renety, który wspierał się na dachu szkolnego szaletu, a przed jego rozebraniem dostał gruby słup drewniany jako podporę. Wiatr rozbujał gałąź, podpora się wysmyknęła i po wszystkim. Stary na pocieszenie wywęszył, że ten konar miał już bardzo wąski pasek żywej tkanki, więc i tak był bliski obumarcia. Żal ogromnie.

Chciałam już posprzątać świąteczne dekoracje, bo zawsze mi się wydaje, że jak je pozbieram, to zaraz będzie wiosna. Ale Stary jakiś sentymentalny się zrobił i zaprotestował. No to posiałam przynajmniej rukolę w doniczce, coś trzeba robić, wiosna znikąd się nie weźmie.
Chociaż w tym tygodniu pierwszy raz dało się już zauważyć popołudniowe wydłużenie dnia – przyjechałam któregoś dnia z pracy jak zwykle po szesnastej i było jasno.

No i Burkowi zaczął znów ciemnieć nos. A z tym nosem było tak...
Nigdy wcześniej nie miałam takiego jasnego psa i nie wiedziałam, że w ogóle istnieje coś takiego jak zimowy nos psów i że to się zdarza właśnie tym blondynom. Burek wzięty ze schroniska w sierpniu miał zupełnie czarny nos, a na początku zimy, kiedy dzień się skracał, nos jaśniał aż zrobił się zupełnie jaśniutki, różowy. Zaczęłam szukać informacji na ten temat, bo myślałam nawet, że coś mu dolega, a tu proszę. Okazało się, że ma to związek z nasileniem promieniowania ultrafioletowego i jak światła mniej, to nos traci pigmentację.

Odkryłam Joannę Bator. Od listopada przeczytałam trzy jej książki i już na pierwszy rzut oka mi się spodobały, bo są grube, gęsto pisane, bez rozwleczonych interlinii i marginesów na pół strony, więc jest co poczytać.
Już pierwsza Ciemno, prawie noc była całkiem niezła, więc przed świętami zamówiłam u Aniołka którąś z dwóch: Piaskową Górę lub Chmurdalię. Dostałam obydwie i właśnie przed chwilą skończyłam już tę drugą.
Cudownie mi się je czytało i bardzo mi się podoba sposób, w jaki autorka używa tu języka, choć na początku musiałam się przyzwyczaić, bo nie jest to coś, do czego przywykłam.
Jest tu mnóstwo opowieści o ludzkich losach, różnych historii, które przeplatają się ze sobą, wyrastają i wypływają jedna z drugiej.
Te książki są o tym, w jak przedziwny sposób wszyscy jesteśmy ze sobą wszyscy powiązani
i jeszcze o tym, że w życiu często ocieramy się już prawie o swoje przeznaczenie, aż tu nagle ktoś skręca we wcześniejszą przecznicę, a ktoś nagle znużony zasypia i nie mówi tego, co miał powiedzieć i wtedy wszystko dzieje się inaczej, a przeznaczenie się nie wypełnia.
Czytając, myślałam wciąż o tym, że na pewno do tych dwóch książek wrócę, a to nieczęsto mi się zdarza.


Tak napisali inni:

siora

  20.01.2015, 10:18   77.254.98.201
Figa jest brunetką, a nos w zimie zawsze
jej różowieje :)

zielonajagoda

  13.01.2015, 11:29   83.7.62.51
Nie mam wyboru, wirusy tej zimy rozłożyły na łopatki mój system immunologiczny. Suplementami nie mam zamiaru się faszerować skoro natura tyle cennych darów nam daje :-) Zamówiłam kilka fajnych pozycji przez internet i jak tylko oczy pozwolą to będę je zgłębiać.

Mam

  12.01.2015, 21:19   178.217.39.212
Iwonko - jak podreperujesz ciało tymi ziołami i jedzonkiem, to się weźmiesz za ducha :)

zielonajagoda

  11.01.2015, 21:35   83.5.42.225
Z tą pigmentacją u blondasów tak jest :-) mój dostaje czarne plamy i pod białym futrem wygląda jak dalmatyńczyk. Ostatnio beletrystyka leży u mnie odłogiem, teraz siedzę w książkach zielarskich i o żywieniu, najwyższy czas wziąć się za siebie ;-)
Ownlog.com :: Wróć