Za nami bardzo pracowita sobota, taka zakończona padnięciem na ryj.

Byliśmy wczoraj na targach ogrodniczych, a skromne zakupy to dwa nowe ciemierniki, trzy kępki różowych pachnących goździków i rozmaryn. Priorytetem była jednak farba do pomalowania płotków i furtek, a zwłaszcza płotek przy placyku śmietnikowym wołał już o pomstę do niebios.
Kupiliśmy więc farbę w kolorze niby "brąz czekoladowy" (emalia ftalowa, 1 litr, nobiles), jednak kolor rzeczywisty okazał się jaśniejszy niż pokazano na opakowaniu, czekolada raczej mleczna i to podłej firmy, a tak naprawdę to w kierunku brązu fekalnego, niestety. Niewielki płotek okazał się bardzo farbożerny i zużyłam na niego dwie puszki farby, a nawet mi jej zabrakło!
Kupiłam też emalię podkładową do zabezpieczenia nowej/starej (zardzewiałej) furtki na pole, zanim pomaluję ją farbą docelową, no ale to już nie w ten weekend i na pewno nie tą farbą.

Przygotowałam też sobie wczoraj grządki na polu i posiałam dwie odmiany marchewki, pietruszkę korzeniową, naciową i trzy odmiany cebuli.

Stary zajmował się natomiast zrobieniem otwieranej klapy do foliaka. Całą górną połowę tylnej ściany można teraz uchylnie otwierać, co będzie niezbędne, kiedy zaczną się naprawdę ciepłe dni i noce, a pomidory już podrosną. Powinny być wtedy wentylowane całodobowo, a taką klapę się otwiera i już nie zamyka do jesieni, tak jak i drzwi do foliaka. To zmniejsza zagrożenie chorobami grzybowymi, na które pomidory są bardzo podatne.
Wolę tak, plus cotygodniowy oprysk mlekiem, niż zabezpieczanie chemikaliami, bo pomidory z chemikaliami, to ja sobie mogę kupić w każdym sklepie.
Klapa zrobiona jest z płyty z pleksy i przymocowana na zawiasach do ściany foliaka, a zamyka się na 2 klameczki.

Około 19:00 padliśmy na pysk, a pracowity dzień został podsumowany kiełbasą z ogniska z chlebem, nie bacząc na dietę rozdzielną i na wszystkie diety świata. Do tego dwa piwa, ale tylko dla mnie, bo Stary swoje piwo wychlał dnia poprzedniego, a jak mówi poeta: nic da razy się nie zdarza!

Dziś pikowanie pomidorków, wysiew dyniek i rozsypanie nawozu na rabaty kwiatowe, szczególnie pod róże.

A w nocy popadał deszczyk i dobrotliwie podlał moje warzywne poletko...


Tak napisali inni:

incognito

  14.04.2015, 19:47   83.11.142.68
Zbyteczne ...po takiej wzmożonej aktywności, zapachu farby...moje wysokie ciśnienie zamieni mnie i bez piwa w Wańkę Wstańkę :D
no...normalnie nie kiełkuje, nie wyłazi z ziemi, a jak wyjdzie, to za parę dni nie ma...znika :)

Mam

  14.04.2015, 19:32   178.217.34.167
Zbyteczne? Chyba... niezbędne! :)
A jak to: "nie wschodzi" albo: "ginie"? Dlaczego?!

incognito

  14.04.2015, 13:06   83.11.142.68
OMATKO, po takim maratonie, to piwo dla mnie byłoby zbyteczne .
U mnie, ale również u innych siejących pod gołym niebem ,od lat nie wschodzi pietruszka i koper, a jak wzejdzie to szybko ginie.W tym roku siałam do donicy i przetrzymam w domu....czekam na efekty;)

Mam

  12.04.2015, 22:30   178.217.34.167
To nie moje, to plagiat z pewnej koleżanki-ogrodniczki :)

pi

  12.04.2015, 21:01   89.65.92.118
Jeszcze nie doczytałam do końca ale muszę wyrazić radośc z określenia "brąz fekalny" ;-)))
Ownlog.com :: Wróć