Codzienne popołudniowe obchody ogrodu z macaniem liści różanych i ślęczeniem z nosem przy ziemi wykazały pierwsze objawy inwazji tego całego różożernego bydła. Jutro wkraczam z opryskiem mospilanem, który jest bezpieczny dla pszczół, a zresztą róże przecież jeszcze nie kwitną, więc co by miały roić na nich pszczoły, zwłaszcza po zachodzie słońca. Dłużej czekać już nie mogę, ale spróbuję się na razie ograniczyć do tych róż, na których już szkodniki żerują i tych kilku, które w ubiegłym roku miały problemy.

Dostałam dziś wiadomość że naprawiona jest moja konewka, stara ocynkowana dziesięciolitrówka, którą lekkomyślnie zostawiłam na zimę z wodą i lód rozsadził jej dno. Zaniosłam ją do pana Zdzicha, który robił nasz piec i poprosiłam o ratunek.
Chciałbym mieć też takie wiadro i mam nadzieję wyżebrać je od kogoś na wsi, bo założę się, że ludzie tu takie wiadra mają i nie używają ich, bo kupili sobie już dawno ładne, nowe plastikowe wiadra.

A tak moje pieski czekają na mnie przy furtce, kiedy idę do sklepu.



Tak napisali inni:
Ownlog.com :: Wróć