Nastawiłam budzik na 4:40. Wstałam, zrobiłam kawę i przystąpiłam do porannych obrządków. Stary miał mnie zawieźć na pociąg, który, jak pamiętałam, odjeżdżał o 6:17. Ubrana i umalowana, spakowana - z bułkami, zeszytami i prasą do pociągu oraz w kompletnym rynsztunku podróżniczym, tuż przed wyjściem z domu zerknęłam jeszcze na bilet i ... !!! ??? patrzę, a tam jak wół: godzina odjazdu: 5:35. No a była już właśnie 5:45.
No więc.

Od dziesiątej są dziś nowe zajęcia, z edukacji demokratycznej, nie chciałam ich zaczynać nieobecnością...

Dzień darowany, weekend darowany - tak to trzeba przetworzyć. Ale skąd mi się ta 6:17 wzięła - nie mam pojęcia!








Tak napisali inni:
Ownlog.com :: Wróć