Czerwiec trochę mnie przeczołgał z różnym sprawami, ale jakoś wszystko powoli się wyjaśnia. Po pierwsze, chociaż ZUS chciał mnie siłą wysłać do sanatorium, to jednak udało mi się załatwić zabiegi w trybie ambulatoryjnym, taki ekwiwalent sanatorium, ale na miejscu. Przez cały lipiec będę jeździć do Słupska codziennie oprócz niedziel, razem 24 dni zabiegów. Kosztowało mnie to wszystko trochę nerwów, ale dałam radę, dowodząc, że jak się pacjent uprze to i ZUS mu nie da rady!

Po drugie przenosiłam konto z debetem z jednego banku do drugiego i spędzałam upojne wieczory na rozmowach z konsultantami, zresztą bardzo sympatycznymi. Mam już nowe konto i debet w nowym banku, a więc został mi tylko rozwód z tym poprzednim i mam nadzieję, że to też przebiegnie sprawnie.
Gdybym spała na pieniądzach, to bym już dawno po prostu spłaciła ten debet i rozwiązała umowę... zresztą, co ja za bzdury wypisuję, przecież wtedy w ogóle nie miałabym żadnego debetu!

Młode kurki rosną zdrowo, są już zbliżone rozmiarami do tych starych, z tym że grzebyczki maja zdecydowanie mniejsze i bledsze, bo oczywiście nie znoszą jeszcze jajek. Jak zaczną, to chyba zacznę sprzedawać nadwyżki.

Mieliśmy już pierwszy miód w tym roku, jasny, wielokwiatowy. Bardzo lubię rozlewane miodu do słoików, to jest cudowna, energetyzująca robota. No i doszłam już do pewnej wprawy, nie rozlewam chochelką, jak na początku, tyko z dużego kubła bezpośrednio do słoików.

Jutro jedziemy razem z Młodym do Ustki na niedzielny obiad, fundowany przez Mamę, która za tydzień wybiera się na lato do Miasteczka.


Tak napisali inni:
Ownlog.com :: Wróć