Mrozy wreszcie trochę puszczają, a dzień już się tak wydłużył, że nawet po siedemnastej jest jeszcze jasno.

Ciężko mi idzie nauka tego nowego życia, więc otorbiłam się, zagnieździłam w sypialni, gdzie mam urządzony zimowy kącik przy oknie. Na parapecie stoi lampa, a fotel jest przysunięty do kaloryfera, jak do pieca i można nawet na nim podgrzewać kubek z herbatą.
Przesiaduję tam całe popołudnia i wieczory i histerycznie robię na drutach, produkuję różne rzeczy, jedną za drugą - im trudniejsze, tym lepiej. Liczenie oczek i pilnowanie wzoru w kolejnych rzędach to świetny sposób na zajęcie myśli.
Niestety, znów nie mogę czytać; no tak mi się na starość porobiło, że do czytania potrzebuję minimum komfortu psychicznego.

Oglądam więc mądre i głupie seriale i jakoś mam nadzieję dotrwać do tej wiosny, choć wiem, że ona przecież też nie będzie taka, jak zawsze.
Ale żeby już chociaż chwasty zaczęły rosnąć.


Tak napisali inni:
Ownlog.com :: Wróć