Obserwuję u siebie początki pierdolca ogrodowego, który przejawia się tym, że wracam do domu, jak już jest na tyle ciemno, że nic nie widzę. Dziś dokonałam rozbiórki sterty cegieł i sugestywnie poukładałam je Staremu wzdłuż koryta, które kiedyś miało być ścieżką, ale oczywiście nastąpiła stop-klatka.
Miałam obawy, czy dolna warstwa cegieł nie ukorzeniła się przypadkiem pod renetami, ale nie - dały się nawet wyjąć z ziemi.

Jak już wrócę do domu, to wypijam spore wiadro zielonej herbaty i dłubię swoją robótkę z chłodnej włóczki bambusowej. To lubię, to jest miłe, to są moje rodzynki.

W sobotę było w ogrodzie cięcie gałęzi i znów mamy sterty chrustu do pocięcia, rozdrobnienia, uporządkowania, a wydawało się, że w ubiegłym sezonie wyszliśmy już z tym na prostą. Przydałaby się rozdrabniarka do gałęzi.
Kwitną przebiśniegi, prymulki, ciemierniki, wyłażą tulipany i krokusy i jest coraz cieplej.

Jutro chyba będę siać pomidory, mam w tym roku piętnaście odmian. Kto chce?


Tak napisali inni:
Ownlog.com :: Wróć