Minął maj, a ogród buchnął kwieciem i chwastami. Zakwitła i przekwitła rajska jabłoń, szybko się też uwinęły drzewka owocowe, co podobno świadczy o tym, że zostały należycie zapylone przez owady.
Teraz kwitną lilaki, zaraz będą jaśminowce i powoli zaczynają się już róże.

W maju mieliśmy w domu małą katastrofę budowlaną i Stary musiał wygrzebać wielką dziurę w ścianie ale już na szczęście jest po bólu. Szykuje się jednak kolejna rozpierducha, no ale jak się na bieżąco nie czyści rynien, to się później ma.

Mamy od dwóch tygodni nowy samochód, który co prawda też jest stary, ale nie tak stary, jak ten stary. No ale przynajmniej jest ładny i ma lusterko dla pasażera i wiele innych szykan.



Znów czytam - już po raz nie wiem który - moją ulubioną książkę, no ale tym razem... po rosyjsku. Dorwałam ją podczas jakiejś zimowej fejsbukowej akcji wymiany książek i teraz wreszcie trafiła w moje ręce. Czyta mi się tak samo cudownie, jak po polsku, oczywiście nieco wolniej, ale bez trudu. Od razu też, jak zawsze, mam ciągoty żeby w trakcie czytania na bieżąco rozrysowywać drzewo genealogiczne rodu Buendia.
Podwójna z takiego czytania przyjemność, a może i potrójna, bo miałam obawy, czy dam radę, czy mi jeszcze w głowie zostało dostatecznie dużo tego języka.
No i tak sobie z Burkiem polegujemy na ogrodowym łóżku i czytamy.

I w maju bezpowrotnie już pożegnałam Miasteczko.


Tak napisali inni:
Ownlog.com :: Wróć