Po powrocie - różnica dwudziestu stopni, ale wreszcie w domu! Ogród kwitnie, pachnie, szeleści i ćwierka. To pierwszy rok, że mamy dużo wróbelków. Gnieżdżą się pod podbitką dachu, ale też w zakamarkach jego blacharskich obróbek, drepczą wszędzie, ćwierkają, furkoczą skrzydełkami i radośnie obsrywają schodki swoimi małymi gówienkami!
Stary mówi, że to znaczy, że się zasiedliły i już będą z nami.

Wczoraj zdjęłam kartkę powieszoną w naszym sklepie i przestałam szukać Bogusi.



Na tej Malcie nauczyłam się lewitować - co prawda na wodzie, ale od czegoś trzeba zacząć.
W życiu nie przeżyłam czegoś takiego: kładłam się na plecach i leżałam. Nie trzeba było ruszać kończynami, żeby się utrzymać na powierzchni, a potem zauważyłam, że nawet nie trzeba napinać żadnych mięśni. Wkrótce doszłam do stanu, kiedy rozluźniałam kolejno mięśnie nóg, a ręce splatałam pod głową - zupełnie jakbym leżała na łóżku.
Znalazłam dość ustronne miejsce, gdzie mogłam być sama i spędzałam tak na wodzie sporo czasu, aż skóra na palcach mi się marszczyła, jak w dzieciństwie kiedy siedziałam zbyt długo w wannie.
Oczy miałam zamknięte, więc nic nie widziałam, uszy miałam pod wodą, więc nic nie słyszałam... i tak leżałam i leżałam, a woda kolebała mnie lekko - no coś niesamowitego.
Jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało, to były moje chwile spędzone z Mamą.


Tak napisali inni:

Mam

  15.07.2017, 19:21   178.217.34.167
Współczuję...

incognito

  15.07.2017, 18:35   83.11.184.249
Znam to uczucie wodnej lewitacji. Teraz jestem na etapie porządkowania szafy Mamy . Wspomnienia ,łzy , smarki do pasa i bolesna tęsknota.

Ownlog.com :: Wróć