Wróciłam ze świetnego spotkania z przyjaciółkami z dzieciństwa. Tym razem odbyło się ono w Krakowie, mogłam więc przez chwilkę zobaczyć się też z Młodą.

Pierwszym punktem naszego zlotu był spektakl muzyczny, który był już wcześniej grany na scenie teatru i na muzealnym dziedzińcu, a tym razem publiczność była ciągana przez artystki po zakamarkach piwnic i korytarzy Muzeum Archeologicznego. W spektaklu gra Młoda i było mi dane widzieć go pierwszy raz. Bardzo fajna rzecz, choć szczerze przyznam, że ku mojemu zdziwieniu; kiedy bowiem dwa lata temu pierwszy raz usłyszałam składankę piosenek, zaplanowaną do spektaklu, to się zbytnio nie zachwyciłam, bo akurat nie przepadam.
Jednak wszystko razem, ubarwione jeszcze mickiewiczowskimi balladowymi upiorkami, dało świetny efekt - z głosami dobiegającymi z różnych korytarzy piwnic i z postaciami znikającymi i pojawiającymi się we wnękach i zakamarkach. Dziewczynki - boskie!

Zwiedzałyśmy też muzeum pod płytą krakowskiego Rynku, a oprowadzała nas i bardzo ciekawie opowiadała pani z Muzeum Archeologicznego, która widziała na własne oczy, jak te cuda odkopywano. Dzięki uprzejmości męża tej z nas, która została krakowianką, trafiła się więc nam ekskluzywna wersja zwiedzania!
Od dawna chciałam zobaczyć tę ekspozycję i choć jest ona udostępniana już od siedmiu lat, to jakoś się dotychczas nie składało. Po tej pierwszej wizycie tylko się rozochociłam do kolejnej, zresztą przemknęłyśmy przez podziemną krainę w jakieś półtorej godziny, podczas gdy na pełne obejrzenie wszystkiego trzeba by przeznaczyć z pięć godzin.
Potem wypiłyśmy z panią i Fundatorem bardzo elegancką kawkę w bardzo eleganckim miejscu.

Wieczorami natomiast obżerałyśmy się, spożywając trunki powszechnie uważane za obraźliwe, polegując i przesiadując, jak tam komu było wygodnie. Nie obeszło się bez sytuacji zagrażających życiu i zdrowiu, gdyż kanapa została nieco zdewastowana i to przez tę z nas o najchudszym tyłku, więc strach pomyśleć, co by było, gdybym tam zasiadła na przykład ja!
Gorliwie i od pierwszych chwil uzupełniałyśmy zaległości w gadaniu, najpierw bez ładu, składu i na wyścigi, ale wkrótce zostałyśmy przywołane do porządku dyscyplinującym okrzykiem Gośki: Nie podoba mi się organizacja tej rozmowy!
Mało więc brakowało, a trzeba by było zapisywać się do głosu.

Ten wyjazd, to była bardzo miła przygoda i spotkanie z kimś, kto zna człowieka od podszewki i od zasrańca, z kim się nie trzeba krygować i uważać, co się mówi. Bezcenne.
Na koniec chciałam wkleić jakieś zdjęcie, ale niestety - prawie wszystkie wyglądają, jakby były robione kalkulatorem, więc zaniechałam.

Dziewczynki, dziękuję Wam!


Tak napisali inni:
Ownlog.com :: Wróć