Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


19.01.2018 (13:33)

Co się robi ze starymi kalendarzykami, takimi z torebki - latami zbieranymi, bo jak tu wyrzucić, skoro tyle ważnych rzeczy, tyle spraw i terminów? Ani spalić, bo nieekologicznie, ani na śmietnik, bo dane wrażliwe i głupio tak jakoś, na śmietnik takie rzeczy...
Ubiegłorocznego kalendarzyka już prawie nie używałam; przerzuciłam się zupełnie na smartfonowe notatki i przypomnienia, ale jeszcze go miałam i nosiłam w torebce przez część roku i to był chyba mój ostatni papierowy analogowy kalendarzyk z dawnych czasów.
I co teraz z tym wszystkim zrobić? Cała szafka kalendarzyków i nawet zajrzeć do nich nie sposób, bo już bez zaglądania można tylko płakać za tym wszystkim co minęło i za ludźmi, których chciałoby się choć raz jeszcze potrzymać za rękę.
Ale oni są już tylko w tych kalendarzykach i na zdjęciach, w przedmiotach i listach i nic się z tym nie da zrobić.

W Gospodarstwie zimowy zastój, ale są plany i zamiary. Stary zrobił ostatnio duży karmnik dla ptaków i zamontował w ogrodzie, na ściętym pniu modrzewia. Ale ptaki jeszcze o tym nie wiedzą, choć nasypałam im tam różnych różności, które częściowo ukradłam z kuchennej szafy z produktami sypkimi, a częściowo z wielkiego gara z ziarnem dla zielononóżek.



Nie mogę się doprosić Starego, żeby mi kupił słoninę dla sikorek, bo poprzednia już całkiem wyjedzona. W mieście słonina jest w sklepach mięsnych tylko rano, a Stary się wybiera jak już wykupią - i zdziwiony.
Zamówiłam więc słoninę w sklepie wiejskim i ma być na sobotę, ale to już z grubej rury zamówiłam, od razu cztery kilogramy, żeby kłopotu nie robić panu sklepowemu, co to przywiezie cały płat i ja ten cały płat wezmę.
Zrobię girlandę słoninek dla sikorek i będziemy z kotami oglądać to widowisko z różnych okien - ja pokojowo, koty z nieczystymi myślami.

A Staremu zagroziłam, że jak mi pan sklepowy naprawdę tę słoninę sprowadzi na sobotę, to ja się z panem sklepowym ożenię.
(gdyby mnie zechciał)

Komentuj (4)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów