Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


13.05.2018 (20:12)



Na obiad dziś była zupa ogórkowa posypana siekaną pokrzywą, a potem omlet z pokrzywami.
Duszone na maśle pokrzywy są dużo lepsze od szpinaku i w odróżnieniu od niego mają swój smak - trochę jakby grzybowy. W połączeniu z jajkami czy makaronem - rewelacja.
Nie lubię natomiast pokrzyw odgrzewanych następnego dnia, bo nabierają jakiegoś dziwnego piwnicznego posmaku.

Można powiedzieć, że od wczoraj mamy schody. Co prawda jeszcze nie wszystko jest podokręcane, ale już można chodzić i skwapliwie korzystają z tego koty, które WRESZCIE same wychodzą i wchodzą przez strych.
Na przykład jest tak: zostawiamy rano koty w domu, a jak wracamy z pracy, to Tofik lansuje się w kurniku, przechadzając się pomiędzy kurami.
O ile nasze psy i koty w domu funkcjonują wzorowo, to na zewnątrz już niekoniecznie. Koty muszą się nauczyć, że biegnący kot jest ścigany przez psa. Lusia raczej to rozumie, Tofik niezbyt. W ostatnich dniach trwają ćwiczenia w terenie i koty już wiedzą o co chodzi, ale jeszcze czasem się zapominają.

Schody będą najprostsze, bez podstopnic, bo to tylko schody na strych i muszą pasować do naszej sieni, a nie do Wersalu. Poręcz jeśli będzie, to od trony ściany.
Stary sam sobie te schody rozrysował i sam je zrobił od początku do końca, jak to on.
Niektóre stopnie będą przykręcone do policzków, a inne nie. Fizyka zrobi resztę, jako rzecze Stary.
Pierwszy stopień na dole będzie szerszy i utworzy podest do posiedzenia sobie z kotkiem na kolanach - taki jest plan.





Wiosna jest w tym roku bujna, jak nigdy i maj bez przymrozków.
Posadziłam już w foliaku wszystkie pomidory, wcześniej niż zwykle, a mimo to niektóre od razu z pąkami kwiatowymi. Jemy już własną sałatę, rukolę i rzodkiewkę.
Drzewka owocowe kwitły bardzo obficie i wielkimi jak nigdy kwiatami. Zawiązały też masę owoców, a wszystko to dzieje się w jakimś szaleńczym tempie - szybko, dużo i wszystko naraz - jakby zaraz miał być koniec świata.

Gdybym jutro nie jechała do pracy, to miałabym taki plan - od rana iść do maliniaka i powyrywać wszystkie pokrzywy, które lada dzień zaduszą mi te biedne maliny. Część z nich mogłabym nastawić na gnojówkę, żeby mieć potem do podlewania róż, a resztą wyściółkować międzyrzędzia w warzywniku.
Mogłabym to zrobić, gdybym jutro nie jechała do pracy... no ale jadę.

Komentuj (9)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów