Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


10.07.2018 (08:22)

Jeszcze tydzień temu siedziałam na plaży na Teneryfie, grzejąc nogi w gorącym czarnym piasku wulkanicznym.
Znów zobaczyłam kawałek dalekiego świata i pobiłam życiowy rekord długości lotu samolotem.
Cieszę się i doceniam, ale stwierdzam też, że tego typu wczasowanie i podróże to już nie jest mój świat.
Mam już głowę zupełnie gdzie indziej i moje ciało też chce tam być, razem z tą zawartością głowy, bo tylko to mi gwarantuje spokój i równowagę.

Wybieram się jeszcze w lipcu na zjazd ogrodowy, już trzeci raz z rzędu. Zobaczę znów po wielu latach Rogów i bardzo się z tego cieszę. To dla mnie dawne wspomnienia, kiedy to (chyba po pierwszym roku studiów) Stary miał praktyki w tamtejszym arboretum, a ja na krzywy ryj spędziłam tam z Nim kilka dni, ale uwierzcie - nie arboretum było mi wtedy w głowie!
Teraz będzie pod kątem towarzysko-ogrodowo-roślinnym, może się też uda poczynić jakieś drobne zakupy.

Tymczasem między wyjazdami załatwiam sprawy medyczno-urzędowe i nadrabiam różne gospodarskie wiśni zrywanie i takie tam.
Zrypany tydzień oznacza, że codziennie trzeba jechać do miasta - całe szczęście, że ten tydzień ma tylko cztery dni.

No i czekamy na kurczaczki (termin 11 lipca!).
Stary zrobił dla nich nową wolierkę; tym razem bardziej się przyłożył, bo miał lepsze materiały i narzędzia - no trzeba powiedzieć, że przez te kilka lat ucywilizowaliśmy się deczko.
Wolierka powstała częściowo z materiałów odzyskowych, ale kupiliśmy też nowe słupki i siatkę przeciwkretową podtrawnikową, która ma tę zaletę, że jest czarna i nie widać jej z kosmosu (w przeciwieństwie do zielonej siatki plastikowej, na której widok zęby same wyłażą z zębodołów).
Wolierka ma dach, bo maluchy muszą być chronione przed ptasiorami oraz przed Tofikiem, który lubi się lansować w kurniku i nawet czasem posypia na tamtejszym stryszku.
Wczoraj też Stary założył w kurniku przegrodę i przestawił kwoczkę razem z gniazdem na podłogę, w pobliże małych drzwiczek prowadzących do woliery. Już czas na to, bo pisklęta lada chwila zaczną się wykluwać i mogłyby pospadać z wysokości, jak się zaczną gramolić.
Bardzo się cieszymy, że będzie "młodzież" do powiększenia stadka, bo mamy w tej chwili już tylko osiem kurek i koguta. Kilka więcej by się przydało i tylko mam nadzieję, że nie ma tam w tych jajkach zbyt wielu kogutków, bo znów będzie kłopot, co z nimi zrobić.
Komu kogutka, komu?

Komentuj (0)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów